Krótkie życie mokotowskiego gangstera

0
966

Publikujemy fragment książki Janusza Szostaka „Komando śmierci”.

KSIĄŻKA TU DO KUPIENIA

W strukturach „Mokotowa” można było bardzo szybko zrobić karierę, i piąć się po szczeblach gangsterskiej drabiny. Łatwo jednak było też popaść w niełaskę, co zwykle kończyło się śmiercią.

Doskonale ilustruje to  historia  Bartosza W., znanego jako „Łysy Bartek ”. Bartosz i jego ludzie przez pewien czas stanowili ramię zbrojne „Mokotowa”.

Przez wiele lat  „Łysy Bartek” uchodził za jednego z liczących się członków grupy. Był lojalny wobec „Korka” i bezwzględny wobec wrogów „Mokotowa”, a zwłaszcza swoich.

Niektórzy twierdzą, że dla Bartka – na początku swojej przestępczej  kariery  – pracował „Wojtas”, miał rzekomo kraść dla „Łysego Bartka” samochody. Jednak Wojciech S. zdecydowanie temu zaprzecza: – Nic takiego nie miało miejsca.

Zabójstwo w warszawskiej siłowni przy ulicy Wysockiego, za które pośrednio odpowiadał Bartek, odsłania prawdziwe oblicze tego mokotowskiego zakapiora.

Tak ten epizod w swoich zeznaniach z  2000 roku opisał „Masa”: „Zbynek ze swoimi ludźmi tj. Adamem, Michałem, Darkiem ps. Pryszczaty i innymi, nazywanymi ogólnie kulturystami od Zbynka, chciał ułożyć się o coś z Łysym Bartkiem, ale nie wiem, o co chodziło. Bartek nie chciał się zgodzić, wtedy słyszałem, że Zbynkowi ludzie połamali chłopaka z grupy Bartka, doznał on ciężkich obrażeń. W odwecie ludzie Bartka zabili na siłowni Adama z grupy Zbynka, o tym mówiło się na mieście, żalił mi się też Zbynek. To było w czasie, gdy Adam ćwiczył, leżąc na ławeczce, a ktoś udawał, że ćwiczy obok niego. W pewnym momencie ten ćwiczący obok Adama złapał go za ręce, a w tym czasie podbiegł ktoś inny i uderzył Adama w głowę sztangą. Adam zmarł w szpitalu po kilku dniach, nie odzyskawszy przytomności. Zbynek mówił mi, że zamach na Adama był odwetem Bartka, i że główne skrzypce grał Diabeł z grupy Bartka. Z tego co wiem, Diabeł swego czasu był ochroniarzem w dyskotece Ground Zero. Po jakimś czasie od zabójstwa Adama słyszałem od Łysego Bartka, że ludzie Zbynka, tj. chłopak o imieniu Darek i drugi, którego nie znam, ale chodził w parze z Darkiem, próbowali zastrzelić Bartka. Bartek mówił mi, że oni strzelali do niego zza płotu. Oddali strzały po pełnych magazynkach, nie udało mi się trafić Bartka, bo byli wystraszeni i strzelali na oślep”. – zeznał w 2000 roku Jarosław Sokołowski, który rzekomo miał wyjątkowy sentyment do „Bartka”, mimo że był z konkurencyjnej grupy.

Zabójców „Kulturysty” było trzech. Jednak nie zdołano ich ująć, mimo że  nie byli zamaskowani i od pewnego czasu stale odwiedzali tę siłownię. Zachowywali się nad wyraz swobodnie, nie zwracając żadnej uwagi na personel i klientów siłowni. Interesował ich tylko Adam G. „Kulturysta”. Jego kumpel „Drakula” uciekł  natychmiast, gdy na głowie Adama wylądował  20-kilogramowy talerz.

To zaledwie jedna z wielu brutalnych akcji Bartka „Łysego” i jego ludzi. Do więzienia trafił jednak nie za bestialskie rozprawienie się z przeciwnikami. W lutym 2002 roku zatrzymano go w doborowym towarzystwie, gdyż razem z Bartkiem do aresztu trafili: Zbigniew C. „Daks”, Andrzej S. „Rocky”, Andrzej D. „Levis”, Wojciech F. i adwokat Lech K. Zarzucono im między innymi usiłowanie wyłudzenia 40 tysięcy złotych oraz usiłowanie napadu na jedną z warszawskich kancelarii prawniczych.

Gdy jesienią 2003 roku Bartosz W.  wyszedł na wolność, to poczuł się na tyle silny, że wydało mu się, iż może sięgnąć po władzę w „Mokotowie”. Postanowił połączyć się z mokotowskimi rebeliantami, z których dwóch niebawem zginęło w siłowni Paker, a inni rozstali się życiem w mniej oczywistych okolicznościach. Dni Bartosza W. w tej sytuacji też były policzone.

Pod koniec 2003 roku Bartek „Łysy Bartek ” zniknął z warszawskich ulic, knajp i burdeli. Nie odbierał pieniędzy od dilerów, stręczycieli i złodziei samochodów, nie dręczył przedsiębiorców ściąganiem haraczy. Przepadł.  Policja zdołała jedynie odnaleźć jego auto. Rzekomo został porwany. Rodzina miała nawet zapłacić porywaczom blisko 100 tysięcy dolarów okupu. Jednak „Łysy” nie wrócił do domu. Mijały tygodnie,  miesiące a o Bartku nie było żadnych wieści.  Po dwóch latach  na jego ciało trafiali wędkarze, którzy wybrali się na ryby nad Wisłę, w okolicach Góry Kalwarii. Zaledwie kilka kilometrów  od miejsca, w którym „Bukaciak” grzebał swoje ofiary.

Ciało Bartosza W., mimo że  obciążone i owinięte drucianą  siatką,  nie poszło na dno rzeki. Gdy opadła woda, ukazały się szczątki  mokotowskiego gangstera, który sądził, że może więcej, niż pozwalają mu jego bossowie.

I tak miał wiele szczęścia. Gdyż wielu ze zbuntowanych gangsterów do dziś nie ma swoich grobów, a ich ciał nigdy nie odnaleziono. W policyjnych aktach figurują jako zaginieni. Choć nikt ich już nie szuka i wiadomo, że się nie odnajdą.

Janusz Szostak

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ