Wyjątkowo ślepa Temida

1

 – Mieli skazać Adama z Warszawy i skazali, ale nie tego Adama – po takich słowach sędziego, który zastrzegł sobie anonimowość, dotarłem do Adama Dudały. Skazano go na 25 lat więzienia za podwójne zabójstwo. Siedzi już 18. rok. Tym razem w więzieniu w Iławie. Stara się być opanowanym. Wzburzenie i emocje biorą jednak górę. Do dziś nie potrafi pogodzić się z zarzutami prokuratora i wyrokiem.

 – Skazano mnie na podstawie pomówienia jedynego świadka oskarżenia: Sławomira R., narkomana i kłamcy, któremu udowodniono składanie fałszywych zeznań między innymi w głośnym procesie profesora Jana Widackiego. Był także świadkiem oskarżenia w moim procesie o zabójstwo, choć uczestnicy tego zdarzenia zeznali, że nigdy mnie nie znali. Pierwszy raz zobaczyli mnie na ławie w sądzie! Jestem niewinny!Adam Dudała patrzy na mnie z nadzieją.

– Dudała jest niewinny. Jestem o tym  przekonany – mówi Marcin Wolny, prawnik z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Za Dudałą stanęli także dziennikarze.  O nim powstały aż trzy książki. Publikacje denerwują śledczych z CBŚ, prokuratorów, bo wyciągają na światło dzienne to, co sprawia wrażenie niedbalstwa, niechęci do rzetelnego  poprowadzenia sprawy Dudały. Ten miał wyjątkowego pecha. Śledczy szukali Adama z Warszawy, bo na mordercę o takim imieniu wskazał jedyny świadek oskarżenia – Sławomir R.  Imię kandydata do oskarżenia zgadzało się. Reszta już nie. Ani rysopis, ani zeznania świadka o uczestnikach tragicznego zajścia w Wiartlu koło Piszu na Mazurach. To właśnie tam, w nocy z 19 na 20 lipca 1999 roku, zabito Andrzeja K. – „Kozyra”– ochroniarza z agencji towarzyskiej.

Dwa zabójstwa

 Do Wiartla przyjechała grupa mężczyzn z Łomży. Szukali „Kozyra”, ochroniarza z agencji towarzyskiej, by zemścić się za pobicie ich kolegi. Pijanego „Kozyra” wrzucili do bagażnika samochodu i wywieźli do pobliskiego lasu. Tam przypalili go, nacinali skórę tasakiem, w końcu użyli broni. Pierwszy strzał był ze śrutu. Następny okazał się już śmiertelnym. „Kozyr” wykrwawił się na śmierć.

Dziennikarz Piotr Pytlakowski: – Było to zdarzenie ze skutkiem śmiertelnym, bez zamiaru zabicia. Ktoś wyjął karabin typu „pompka” załadowany śrutem. Z tego śrutu ktoś strzelił mu w tylną część ciała. Ktoś drugi za chwilę wziął tę „pompkę” i oddał następny strzał. Prawdopodobnie nie wiedział, że kolejny nabój jest ostry.

Reporterka Helena Kowalik: – Potem go porzucili w rowie i się wykrwawił. Tam zmarł. Dwa tygodnie po zabójstwie w Wiartlu, ci sami sprawcy pojechali do Olsztyna rozprawić się z tak zwanym „Burakiem”, który był również ochroniarzem w agencji towarzyskiej grupy olsztyńskiej. A ci byli łomżyńscy, więc się między sobą rozliczali.

Drzwi agencji „Czar Tygrysicy” w Olsztynie otworzył jej właściciel. Padły dwa strzały. Jeden trafił w serce jej właściciela. Wtedy ten śmiertelny wyrok swoim pistoletem wykonał Adam z Warszawy.

W obu przypadkach jedynym świadkiem oskarżenia był Sławomir R., uzależniony od narkotyków gwałciciel 5-letniej dziewczynki. To właśnie on poszedł na współpracę z prokuraturą, licząc na łagodniejszy wyrok za gwałt i próbę zabójstwa. Sławomir R. wskazał na Adama Dudałę jako mordercę. Problem w tym, że uczestnicy zdarzenia w Wiartlu, Dudały nigdy  w miejscu zbrodni nie widzieli. Poznali go dopiero kilka lat później, na sali rozpraw. Świadek oskarżenia, Sławomir R. odmówił jednak w sądzie odpowiedzi na pytania stron.

To był inny Adam

 Jarosław K., skazany na 25 lat więzienia za współudział w zabójstwie w Wiartlu:  Byłem w Wiartlu, ale Dudały tam nie było. Był natomiast Adam Ch. To był wypadek. Adam Ch. pomylił się. Myślał, że ma w komorze nabojowej pocisk śrutowy, a strzelił z ostrego. Opowiedział mi o tym, po zdarzeniu w Wiartlu. To samo mówili ci, którzy tam byli. Mnie przy zabójstwie nie było. Wcześniej odjechałem do domu. Adam Dudała pasował śledczym ze względu na imię.

Rysopis, który podał Sławomir R., znacznie różnił się od wyglądu Adama Dudały. Niewątpliwie nie ten Adam został oskarżony i prokurator oraz funkcjonariusze CBŚ musieli zdawać sobie z tego sprawę. Przecież Sławomir R. nie był w stanie sam wymyślić udziału Dudały w zabójstwie w Olsztynie i zmienić fakty z Wiartla. To zrobili śledczy, by podnieść rangę procesu.

– Kiedy zobaczył pan pierwszy raz Adama Dudałę?

– Na ławie oskarżonych.

– Dlaczego dopiero po 2004 roku, podczas rozprawy apelacyjnej zeznał pan w sądzie, iż w Wiartlu nie było Adama Dudały i że zabójcą jest Adam Ch?

– Bałem się Adama Ch. Moja rodzina była zastraszana. Zacząłem zeznawać, gdy zabito Adama Ch.

Adam Dudała siedzi już 18. rok. W różnych więzieniach.  Jeszcze kilka miesięcy temu w Sosnowcu. Teraz w Iławie.

28_na_spacerniaku_dsc_0693

Więzień Dudała: – Znowu jestem w takim więzieniu, wokół którego są bloki mieszkalne. Ludzie z balkonów widzą, co dzieje się na jego terenie. W zakładzie karnym w Sosnowcu nawet ze „spacerniaka” widziałem twarze w oknach mieszkań. Przychodzą mi do głowy takie myśli, że przecież to ja mógłbym siedzieć teraz na balkonie.

W Sosnowcu siedział w małej, może 12-metrowej celi. Dwa piętrowe, metalowe łóżka. Przy nich „hantle” ze sklejonych taśmą butelek plastykowych, napełnionych wodą.  Można trenować bicepsy w każdej chwili. Obok celi sala gimnastyczna.

Adam Dudała: – Jest materac, drabinka i stolik, który także wykorzystujemy do różnych ćwiczeń. Trzy godziny poświęcam na sport i dzięki temu nie myślę o tym wszystkim. Kiedy mnie skazano, przez dwa tygodnie nie spałem. W życiu nie pogodzę się z tym, co wymiar sprawiedliwości ze mną zrobił. Zamknęli mnie w 2001 roku, ale nie zatrzymałem się w tamtym czasie. Korzystam z telewizji, gazet, i wiem, co się dzieje na świecie. Zapisuję się tutaj na różne kursy.

– A co jest najgorsze w tym więziennym życiu?

– Mam 43 lata i widzę, jak mi życie ucieka przez palce. I boli mnie też to, że cierpi moja rodzina.

Patrycja Dudała (ze łzami w oczach): – Zawsze myślę, że jestem twarda, jednak jak mam o tym mówić, to się rozklejam, chociażbym nie chciała. To było trzynaście lat temu.

 Adam z Warszawy

 Adam Dudała: Dostałem w Warszawie wezwanie na komisariat.

Patrycja Dudała: – Przyszli policjanci z CBŚ, aby zrobić rewizję. Szukali broni, bo został przedstawiony zarzut morderstwa. Otwierali szafki i patrzyli do środka. – „O tu jest ładnie poukładane, to na pewno nie ma broni” – mówili i szli dalej. Przeszukanie trwało kilka minut. Rozejrzeli się dookoła i poszli. Oczywiście broni nie znaleźli.

Adma Dudała: – Cały czas utrzymywano, że nie jestem aresztowany. Nie byłem skuty podczas przejazdu z Warszawy do Białegostoku. Potem powiedzieli, że mają dla mnie propozycję, aby zorganizować z moim udziałem okazanie. Twierdzili, że są do tego przygotowani. Zgodziłem się. Wtedy nie zdawałem sobie sprawy, że łamane jest wobec mnie prawo. Wszystkie osoby powinny być mniej więcej tej samej postury, podobnego wzrostu i w podobnym wieku. A mnie zaprowadzono do pokoju z lustrem, gdzie stało trzech chłopaczków. Dzieci – góra po 19 lat. Młodzieżowo ubrani, a ja byłem jedyny w wieku 33 lat, szeroki w barkach, ubrany elegancko, na czarno. Po niespełna minucie usłyszałem zeznanie: Pan z numerem 1 to jest Adam z Warszawy, który brał udział ze mną w zabójstwie w napadzie w miejscowości Wiartel i w zabójstwie w Olsztynie. Tym panem zostałem niby ja.

Patrycja Dudały (płacząc): – Byłam zaskoczona. W Białymstoku widziałam, jak go przeprowadzają skutego w kajdankach. A on sam mówił do mnie: Nie wiem, co się dzieje. To jest coś chorego. Przedstawiono mi zarzuty podwójnego morderstwa.

Sławomir R., który jako pierwszy dał się złamać i postanowił współpracować z organami ścigania, ujawnił skład tej ekipy, która ruszyła do Wiartla.  W jego zeznaniach pojawia się osoba Adama z Warszawy, którego – jak mówi – nie znał wcześniej i którego wygląd opisał.  To był człowiek jego wzrostu, miał 173 cm. Nie miał żadnych znaków szczególnych. Zaznaczył, że nie był to typ „pakera”, czyli człowieka bardzo umięśnionego, barczystego. Nie dostrzegł w nim żadnej cechy, która byłaby indywidualna.

Adam Dudała: Mam 185 centymetrów wzrostu. Całe życie chodziłem na siłownię. Ważyłem po 120 kilogramów. Mam charakterystyczną od urodzenia myszkę na lewej skroni. W starych dowodach była taka rubryczka znaki szczególne i mam tam właśnie wpisaną ową myszkę.

Zaczęto szukać w Warszawie przestępców o imieniu Adam. Dlaczego wytypowano Adama Dudałę, mężczyznę mieszkającego na warszawskich Jelonkach, prowadzącego pub na ulicy Górczewskiej? Pewnie dlatego, że był związany w pewnym sensie z grupą ożarowską. Był przyjacielem żyjącego jeszcze wówczas  Andrzeja K., pseudonim Pershing. To lider grupy ożarowskiej, jeden z członków tak zwanego zarządu gangu pruszkowskiego, o którym każdy słyszał. Najgroźniejszego gangu w Polsce. Dudała był młodszy i był wychowankiem tej grupy. Nie odgrywał tam żadnej szczególnej roli. Brał udział w jednej akcji pod Mińskiem Mazowieckim w pierwszej połowie lat 90. Cała grupa pojechała, aby odzyskać dług od właściciela hurtowni. W zarzutach późniejszych pojawiło się stwierdzenie, że było to wymuszenie haraczu. Oni uważali, że był to dług.

Patrycja Dudała: Znał się z Andrzejem K. Przyjaźnił się na zasadzie, że Adam miał go na przykład z lotniska odebrać, czy gdzieś miał go zawieźć. Dokładnie nie wiem. Nie byłam z mężem w tym okresie. Na dobrą sprawę po trzech miesiącach od naszego poznania się, Pershing został zastrzelony. Nie miałam więc okazji nigdy go poznać.

Piotr Pytlakowski: Nie można karać człowieka za czyn, którego nie popełnił, mając na uwadze to, że popełnił jakiś inny czyn, za który go nie ukarano. Nie ma takiego przełożenia w wymiarze sprawiedliwości i być nie może, bo inaczej musielibyśmy przyznać, że żyjemy w państwie kompletnie niepraworządnym.

Adam Dudała: – Mówię otwarcie, nie byłem aniołkiem, ale nie zabiłem nikogo! I zostałem skazany za coś, czego nigdy nie zrobiłem. Dlaczego jest takie przyzwolenie, że się przymyka oczy, iż zostałem niewinnie skazany za zabójstwa.

Piotr Pytlakowski: – Każdy kto interesuje się i ma wiedzę na temat relacji między grupami przestępczymi w Polsce, wiedział, że szeroko rozumiany gang pruszkowski nie mógł wspólnie popełniać czynu z gangiem wołomińskim, bo toczyli ze sobą w tym czasie zażartą wojnę. A grupy przestępcze działające w Łomży były podporządkowane Wołominowi. Nic wspólnego nie miały z Pruszkowem. Wydaje się zupełnie niemożliwe, by Adam Dudała nagle znalazł się w Łomży i z tymi łomżyniakami wybierał się na takie wojenne wyprawy, jak ta do Wiartla czy do Olsztyna. Nie trzymało się to po prostu kupy.

 Z Pershingiem w Ustce

 Adam Dudała: W czasie, gdy dokonano tych zabójstw w Wiartlu i w Olsztynie, byłem w Ustce z Andrzejem K., pseudonim Pershing, gdzie miało miejsce otwarcie hotelu, w którym mieszkaliśmy.

– Dlaczego nie powiedział pan, że ma alibi?

– Nie chciałem być wiązany z Andrzejem, by nie mówili: „A to takiego tu mamy gagatka. Na pewno, jeśli jest powiązany z takim człowiekiem, to musi mieć coś za uszami”.

3_dudala_portert_w_w_celi_zk_ilawa_z_notatkami_dsc_0560

– Ale to brzmi niewiarygodnie, bo z drugiej strony groziły panu kraty na lata.

Więzień Dudała: Wtedy, siedziałem jak potulny baranek i wierzyłem w sprawiedliwość. Uważałem, że to odpowiednie miejsce do wyjaśnienia tej sprawy, aby mnie oczyszczono z absurdalnych oskarżeń.

Pytam rzecznika prasowego  ABW: – Czy śledczy z Białegostoku próbowali z Państwem wyjaśnić, czy Adam Dudała był w Ustce wraz z tzw. Pershingiem, który był wówczas obserwowany przez UOP?

– Sugerowałbym zadawanie szczegółowych pytań organom, które prowadziły tę sprawę, czyli prokuraturze i policji – to odpowiedź rzecznika.

Na pytania odpowiada CBŚ KGP: „(…)Podczas postępowania przygotowawczego prowadzonego przeciwko Adamowi Dudale Zarząd w Białymstoku CBŚ KGP nie zwracał się do Urzędu Ochrony Państwa z zapytaniem dotyczącym okoliczności podnoszonych we wzmiankowanym pytaniu”.

– Panie prokuratorze, czy zgodzi się pan udzielić wywiadu na temat zdarzeń w Wiartlu i w Olsztynie? – pytam prokuratora Romana Giedrysa z  Białegostoku.

 – Nie. To jest wałkowanie tematu po raz kolejny.

Skazany za niewinność

 Proces trwał prawie cztery lata. Żaden z uczestników zdarzenia w Wiartlu nie poznawał Adama. Wszyscy twierdzili, że po raz pierwszy go zobaczyli dopiero, gdy usiadł koło nich na ławie oskarżonych.

Jarosław K., uczestnik zdarzenia w Wiartlu: – Byłem w Wiartlu. Wiem, że Adama Dudały tam nie było. Pierwszy raz zobaczyłem go na ławie oskarżonych.

Jan M., uczestnik zdarzenia w Wiartlu: – W więzieniu go poznałem. Nigdy wcześniej go nie znałem. Pierwszy raz powiedziałem o tym podczas apelacji.

– Jak zareagował sąd?

-Tak zareagował, że wyrok dał. Uznał, że ukrywam, że mataczę. Sławomir R., który był na sali oświadczył, że nie będzie odpowiadał ani na pytania oskarżonych, ani ich adwokatów. Sąd do tego się przychylił. Według mnie, Sławomir R. bał się poplątania. Jakby był krzyżowy ogień pytań nas i naszych adwokatów, to by musiały paść te jego brednie – mówi Jan M.

Piotr Pytlakowski: – Sąd ewidentnie dał wiarę jedynemu dowodowi, jaki prokuratura przedstawiła, czyli zeznaniu świadka R., a właściwie współoskarżonego, ale ponieważ był wyłączony z tego procesu do osobnego, to w tej sprawie występował jako świadek.

30 września 2004 roku Dudała został skazany nieprawomocnym wyrokiem na 25 lat pozbawienia wolności. Sąd apelacyjny podtrzymał wyrok. W 2005 roku wyrok stał się prawomocny.

 13 lat w drodze

Patrycja Dudała wraz z mamą  o 4. rano wyjeżdżają z Warszawy, aby zdążyć na widzenie z Adamem. Wiozą siatki domowych potraw, własnych wypieków.

Teściowa Dudały: – Podróżuję z córką po całej Polsce. Nie wszystkie już nawet pamiętam: Sosnowiec, Czarne, Włocławek, Częstochowa, Herby. Jeżdżę z nią dla towarzystwa, aby było jej raźniej, aby nie zasnęła za kierownicą. Czuję, że jest bezpieczniejsza ze mną.

Adam Dudała: – Moja żona regularnie, już trzynasty rok przyjeżdża do mnie co dwa tygodnie w każde miejsce Polski. Jest to dla mnie najcudowniejsza kobieta na świecie. Nie ma drugiej takiej na ziemi.

Patrycja Dudały: – Poznaliśmy się półtora roku przed zatrzymaniem. Kiedy zatrzymali męża, nie byłam nawet jego narzeczoną. Później siostra Adama wychodziła za mąż. Dowiedziałam się, że Adam chciał mi się oświadczyć na tym weselu. Twierdził jednak, że w zaistniałej sytuacji lepiej poczekać, aż wyjdzie. Też tak wolałam. Jednak trwało to tak długo i się przeciągało, a ja bardzo go kochałam, więc postanowiliśmy jednak się pobrać w areszcie śledczym. Było to po dwóch latach aresztu.

 Ślub za kratami

 Patrycja z mamą oglądają płytę ze ślubem nagranym w areszcie. Patrycja zdecydowała się wyjść za mąż, gdy Adam Dudała czekał na proces. Skromna sala świetlicy z kratami w oknach. W niej tylko młoda para, świadkowie i urzędnik. Teściowej na uroczystość nie wpuszczono.

Teściowa Dudały (ze łzami w oczach):  – Ja tak zawsze płaczę, kiedy patrzę na ten ślub. To było przeżycie dla nas wszystkich.

Patrycja Dudała: Od samego początku wierzyłam w jego niewinność. Kiedyś wracaliśmy samochodem, gdy było już ciemno. Starsze małżeństwo miało wypadek. Adam zatrzymał się, chciał im pomóc. Wezwał karetkę pogotowia, policję. Ten jego ludzki odruch kłóci się z tym, że mógłby kogoś zabić. Wiedziałam , że jest niewinny. Od samego początku.

fot-1
– Nie wyobrażam sobie zostawić kogoś w takiej sytuacji – mówi Patrycja Dudała

– Pani poświęca jemu swoje życie?

– Dla mnie jest to normalne. Wiem, że jest niewinny. Nie wyobrażam sobie zostawić kogoś w takiej sytuacji – łamie się jej głos Nie rozpatrywałam sytuacji, a co by było gdyby. Ślub wzięłam z miłości. Gdybym tego ślubu nie wzięła, też bym czekała.

Jacek Brydak (mecenas): – Dziesiątki lat jak wykonuję swój zawód, nie spotkałem takiej sytuacji jak ta. Z reguły rodziny czy oskarżeni, jak już zapada wyrok prawomocny, to się z tym godzą. Po prostu odpuszczają sprawę. A żona Dudały cały czas walczy.

Patrycja Dudała: – Walczę o męża od samego początku. Zawsze starałam się udowodnić, że jest on niewinny. Zbierałam jak najwięcej dowodów. Wiadomo, że sama niewiele mogę. Dlatego wynajmowałam prywatnego detektywa pana Michała Rapackiego.

Z Rapackim pojechali do Ustki. Świadków przepytali. Potwierdzili, że w czasie kiedy dokonywano czynu, który zarzucono Dudale, był w Ustce z Andrzejem K., pseudonim Pershing i jego córką: –  Adwokaci moi chcieli kasacji od Sądu Najwyższego. Sąd ją odrzucił. Złożyli dwa wnioski o wznowienie procesu i także zostały odrzucone – mówi Dudała.

Profesor Piotr Hofmański, rzecznik prasowy Sądu Najwyższego: – Sąd Najwyższy dostrzegł, że istnieją nowe dowody, czyli jakby te nowe okoliczności musiały być ocenione w kontekście dowodów zebranych w tej sprawie. Ta kompleksowa ocena doprowadziła skład sędziowski do wniosku, że nie jest to wystarczająca przeciwwaga dla tych dowodów, które stały się podstawą skazania.

 Fabrykowane zeznania

Patrycja Dudały: – Przy drugim wniosku miałam bardzo dużą nadzieję na wznowienie postępowania. Gdy został odrzucony, ta nadzieja ulotniła się natychmiast. Ciężko mi było. Ale pojawiła się inna sprawa, powiązana ze skazaniem mojego męża. W tej nowej sprawie, którą prowadziła sędzia Barbara Piwnik, pojawiło się mnóstwo niezgodności, powychodziło sporo niejasności, które natchnęły nas nadzieją.

Helena Kowalik: To był proces profesora Jana Widackiego, uniewinnionego po kilku latach. Zaczynał się ten proces i sędzia Barbara Piwnik oceniała akta prokuratorskie jako sędzia sprawozdawca.

Profesora oskarżał ten sam świadek, jedyny świadek, który oskarżał Adama Dudałę. Ów świadek okazał się w sprawie Widackiego kompletnie niewiarygodny. Sławomir R., bo o nim mowa, odbywa wyrok za gwałt i próbę zabójstwa 5-letniego dziecka.

– To była jego siostrzenica – mówi Piotr Pytlakowski – On to zrobił po narkotykach. W więzieniu ma w związku z tym etykietę pedofila. Po to, żeby zyskać poczucie bezpieczeństwa i żeby otrzymać inne bonusy, Sławomir R. zaczął być spolegliwy dla prokuratorów białostockich. To znaczy zaczął im pomagać w różnych innych sprawach. W tych, w których dużo wiedział, jak też i w tych, w których jego wiedza była mizerna, ale przy pomocy prokuratury reperował sobie pamięć.

W aktach sprawy, prowadzonej przez sędzię Barbarę Piwnik, są wyszczególnione daty aż dziewięciu połączeń telefonicznych osadzonego Sławomira R. z Prokuraturą Okręgową w Białymstoku i z policją.

Świadek Sławomir R. – jak wynika z akt – miał kategorię „N” tj. szczególnie niebezpiecznego. Rzecznik służby więziennej nie potrafił mi wyjaśnić, jakim cudem Sławomir R. posiadał telefon i mógł dzwonić zza krat. W jego więziennych aktach nie ma żadnej adnotacji na ten temat, a ówczesny dyrektor Zakładu Karnego w Białymstoku już nie pełni tej funkcji.

Adwokat Jacek Brydak: – Zacytuję zeznania Sławomira R.: „Prokurator żadnych na mnie treści nie wymuszał, tylko wszystko miałem wcześniej przygotowane. Przyjeżdżam na tak zwanego gotowca. Uczono mnie, żebym nie podawał tak zwanych konkretów, bo później może to być przez kogoś podważone. Podpisy pod protokołami wstawiałem nie zawsze w tym samym dniu, co zeznawałem”. Sławomir R. stwierdza, że protokoły z przesłuchań były wręcz fabrykowane.

Pocztówka od mordercy

 Znajomy Sławomira R.: – W 2004 roku zadzwonił do mnie Sławomir R. z aresztu w Białymstoku. Chciał odwołać swoje pomówienia w zamian za 20 tysięcy euro. Konkretnie powiedział, że Adam z Warszawy, to nie ten Adam i jeżeli dostanie pieniądze, to on zmieni zeznania. Poinformowałem mecenasa, który bronił Adama. Adam Dudała powiedział, że nie będzie płacić, bo jest niewinny.

26_dudala_slusarz_dsc_0679

– Jakie są nowe przesłanki do tego, by wznowić postępowanie? – pytam Adama Dudałę.

– Tych przesłanek jest mnóstwo. Pani sędzia Barbara Piwnik wykryła w 2008 roku nieścisłości odnośnie telefonów, wejść policjantów CBŚ Białystok do Sławomira R. Odkryła też, że podczas przeszukania w celi u Sławomira R. została znaleziona pocztówka z przełomu 2003 i 2004 roku, wtedy, kiedy mój proces jeszcze się toczył. To była zwykła kartka pocztowa z malutkim tekstem: „Tak jak Ci obiecałem, tak się z tego wywiązuję. Przekazuję Ci 400 złotych na tak zwaną wypiskę”, podpisano „Jacek”.

Wówczas sędzia Piwnik zażądała wyjaśnienia, od kogo ta pocztówka i co to za Jacek. Sławomir R. zeznał, że to od Adama z Warszawy, który mu pomagał do momentu, kiedy nie został zastrzelony. W tym momencie, kiedy pocztówka została znaleziona, mój proces jeszcze trwał. Mogło być to zgłoszone. Nawet prokurator miał obowiązek to zgłosić, ponieważ Sławomir R. w śledztwie przyznał, że było to od Adama z Warszawy, który mu pomagał, więc było dwóch Adamów!

– Niewątpliwie oskarżono Dudałę, choć nie było go w Wiartlu i na pewno pomylili go z Adamem Ch. Czyli Adam Dudała pasował im tylko i wyłącznie ze względu na imię – twierdzi Jarosław K. uczestnik zdarzenia w Wiartlu.

Już w czasie procesu apelacyjnego policjanci i prokuratorzy musieli mieć pewność, że chodzi o Adama Ch. związanego z gangiem wołomińskim. Nie zdążono go jednak przesłuchać, ponieważ znaleziono go martwego w sierpniu 2004 roku.

– Dla tej sprawy istotne jest to, że sędzia Piwnik była przewodniczącą, sędzią referentem procesu, w którym osądzano czyn Agnieszki R., żony Adama Ch. – wyjaśnia Piotr Pytlakowski W czasie tej sprawy wzywano świadków, którzy mieli wiedzę na temat Adama Ch. i Agnieszki R. Ci świadkowie nagle zaczęli zeznawać, że Adam Ch. uniknął odpowiedzialności za zabójstwo w Wiartlu.

Zmowa milczenia

 – Dlaczego pan podczas postępowania sądowego nie powiedział o tym, że zabójcą w Wiartlu był Adam Ch. i że Adama Dudały tam nie było?

 – Powiedziałem w Sądzie Apelacyjnym, że w Wiartlu nie był to Adam Dudała, ale Adam Ch. –  odpowiada Jarosław K.

– Dlaczego zeznał pan o tym dopiero po wyroku skazującym, tj. w Sądzie Apelacyjnym?

– Bałem się Adama Ch. Wie pan o tym doskonale. Moja rodzina była zastraszana.

Potwierdza to Jan M. inny uczestnik zdarzenia w Wiartlu: – Ta konkubina Adama Ch. przychodziła do więzienia. Dosłownie mi mówiła. Odebrałem to, że będzie źle z moją rodziną, że będą mordować moje dzieci!

W sierpniu 2004 roku zostaje zastrzelony Adam Ch. Zabójcą jest Wiesław B., jego były wspólnik. Kilka dni później ginie Wiesław B., bo nie chciał ujawnić Agnieszce R. – żonie Adama Ch. – miejsca ukrycia zwłok: „Aby dziecko wiedziało, gdzie jest grób ojca”. Zabójstwa dokonują Agnieszka R. oraz jej brat  Grzegorz Ch. Ta sprawa prowadzona jest przez sędzię Barbarę Piwnik.

Piotr Pytlakowski: – Zapadł wyrok w procesie Agnieszki R. Barbara Piwnik napisała sążniste uzasadnienie. To 211 stron. Ono dotyczy wyroku na Agnieszkę R., ale całe fragmenty są poświęcone metodom, jakie stosowano w śledztwie. Jak manipulowano dowodami. Z tego uzasadnienia wynikało, że sędzia Piwnik miała wiedzę, iż śledczy białostoccy, policjanci i prokuratorzy posiadali informacje związane z faktycznym zabójcą z Wiartla. Wiedzieli, że był to Adam Ch. Sędzia Piwnik nie znalazła odpowiedzi, dlaczego nie chcieli się tą wiedzą podzielić z sądem. Dziennikarz może domniemywać, może sobie na to pozwolić, więc ja domniemam, że zrobili to dlatego, że po pierwsze, nie chcieli sobie psuć sprawy, która już zbliżała się do finału. Nie chcieli psuć swojej statystyki. Po drugie, nie chcieli ujawnienia roli Adama Ch., bo to był ich kandydat na świadka koronnego, ich współpracownik!

Jacek K. – świadek na rozprawie o zabójstwo Wiesława B.,  prowadzonej przez Barbarę Piwnik, zeznał: – Ujawniona została mi w toku śledztwa tajemnica zawodowa czy państwowa, że Adam Ch. był przygotowywany do instytucji świadka koronnego. To było w 2005 r. w pokoju przesłuchań w prokuraturze w Białymstoku, gdzie wszedłem w bardzo wiele informacji i jak wynika z tego protokołu, w które nie powinienem wejść, jak np. sprawa pana Dudały. Dowiedziałem się o niej będąc w CBŚ, że ten człowiek jest niewinny, bo śledczy doskonale wiedzieli, że Adam Ch. był zabójcą tego człowieka z Wiartla. 

Robert R. – przyjaciel Adama Ch.: – Siedziałem za narkotyki. Przyjechali do mnie panowie z białostockiego CBŚ. Mówią do mnie: „Zginął Adam Ch. pomóż nam wyjaśnić sprawę, kto zabił Adama,  a my ci pomożemy przy narkotykach”. Powiedziałem, że nie mam wiedzy, kto Adama zabił, ale mogę pomóc w innej sprawie. Wiedziałem o Wiartlu, że Adam Ch. postrzelił człowieka w Wiartlu. Usłyszałem: „O tym to nie masz prawa nikomu mówić”.

– Kto tak panu powiedział?

– Policjant z CBŚ w Białymstoku. W tamtym czasie już szła sprawa w sądzie, już Dudała był oskarżony.

Policjant CBŚ w Białymstoku, prowadzący sprawę zabójstw w Wiartlu i w Olsztynie: Nie zgadzam się na wywiad.

 – Oskarżony mówił mi, że zabronił mu pan mówić o Adamie Ch.?

– W kwestii zeznań świadków nie mam nic do powiedzenia.

Marcin Wolny – prawnik z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka: Gdyby Adam Ch. był kandydatem na świadka koronnego, to tłumaczyłoby, dlaczego tak mało zrobiono, aby odkręcić sprawę oskarżenia pana Dudały. Status świadka koronnego, to jest praktycznie bezkarność. To jest świetny bonus dla przestępcy i gdyby nagle okazało się, że ten Adam Ch. jest zabójcą, wszystko poszłoby na marne. Nie byłoby prawnej możliwości nadania mu statusu świadka koronnego.

Prokurator Grzegorz Giedrys, nadzorujący sprawy w Wiartlu i w Olsztynie: Proszę mnie zacytować, że moje stanowisko w tej sprawie jest zgodne ze stanowiskiem Sądu Najwyższego, który oceniał, kontrolował tę sprawę w trybie przewidzianym prawem. Stwierdził, że nie było żadnych uchybień.

Piotr Pytlakowski: – Dudała stał się kozłem ofiarnym. Został skazany na 25 lat i niech siedzi. Nie mogę nad tym przejść do porządku dziennego. Chodziłem do Prokuratury Generalnej i prosiłem o przyjrzenie się i przeanalizowanie akt tej sprawy. Prokurator Generalny Andrzej Seremet osobiście mi to obiecał. A potem Adam Dudała dostaje odpowiedź: (23 listopada 2012 roku) „Uprzejmie informuję, że pana pismo przekazano według właściwości Prokuratorowi Apelacyjnemu w Białymstoku”. Do tej prokuratury, która prawdopodobnie „poszkapiła” tę całą sprawę. To jak oni mają uczciwie badać, czy popełnili błędy, czy nie. To powinna zrobić inna jednostka.

Dariusz Ślepokurabiuro rzecznika Prokuratury Generalnej: – Prokuratura Generalna zapoznała  się z orzeczeniami Sądu Najwyższego i wcześniej skierowanymi do Sądu Najwyższego wnioskami obrońców Adama D.  Prokurator doszedł do wniosku, że Sąd Najwyższy w sprawie tych dowodów już się wypowiedział, tak więc nic nowego od ostatniego wniosku o wznowienia postępowania karnego nie pojawiło się i nie może być podstawą do wszczęcia procedury związanej ze wznowieniem postępowania karnego.

– Ale w ponad 200-stronicowym uzasadnieniu sędzi Barbary Piwnik do wyroku w sprawie zabójstwa Wiesława B., pośrednio powiązanego ze sprawą Adama Dudały, ujawniono szereg nieścisłości, błędów śledczych, niekojarzenie przez nich faktów – zauważam  Te wskazują w sposób logiczny, że to nie Adam Dudała jest zabójcą z Wiartla i Olsztyna, lecz inny Adam z Warszawy – Adam Ch.

– Ale tej sprawy nie sądziła Barbara  Piwnik, tylko Sąd Okręgowy w Białymstoku. Uzasadnienie wyroku w innej sprawie nie jest wiążące dla sądów, które orzekały w sprawie Adama D. Zgodnie z polską procedurą prawną, istnieje zasada swobodnej oceny rzeczywistości – to odpowiedź z Prokuratury Generalnej.

– Czy Prokuratura Generalna zamierza złożyć wniosek o wznowienie postępowania w Sądzie Najwyższym w sprawie Adama Dudały? – pytam.

– Nie pojawiły się  jakiekolwiek nowe fakty, czy dowody, które mogłyby być podstawą skierowania wniosku o wznowienie postępowania karnego. Te wszystkie okoliczności są prokuraturze dobrze znane. Prokuratura zapoznała się z aktami sprawy karnej przeciwko Adamowi D. i sprawami, które były powiązane ze sprawą Adama D. Uzasadnienie sędzi Barbary Piwnik nie jest dla nas wiążące. Prokurator Generalny, który analizował tę sprawę, doszedł do wniosku, że nie ma nowych okoliczności, które mogłyby wzruszyć wyrok skazujący dla Adama D.

 Cały czas mam nadzieję

 Magda Dudała – siostrzenica skazanego: – Kiedy go zatrzymano, miałam 14 lat. Teraz mam 25 lat i 3-letnią córkę. Sporządziłam list w imieniu swoim i wujka, który przesłałam do różnych instytucji, kancelarii prezydenta, premiera. Nie spotkało się to z żadnym odzewem. Dlatego wpadłam na pomysł petycji w jego sprawie. Zebrałam już 1615 podpisów. Co mam jeszcze zrobić? Może pójść pod Sejm, przykuć się? Zrobić strajk głodowy? Kocham go bardzo, ale już nie wiem, jak mogę pomóc? – (szlocha) – Do kogo mam jeszcze napisać, gdzie mam stanąć, gdzie mam krzyczeć. Mój wujek jest niewinny!

– Co trzeba  zrobić, by Sąd Najwyższy przyjął, a  nie oddalił wniosek o wznowienie postępowania – pytam rzecznika Sądu Najwyższego

– Wprost na to pytanie nie mogę odpowiedzieć. Być może inny skład, w obliczu innych przedstawionych dowodów, których dotąd nie analizowano, dojdzie do wniosków przeciwnych. Nie wiem, jakie mogą zapaść w tej sprawie jeszcze rozstrzygnięcia.

Patrycja Dudała: – Ogólnie czuje się dobrze i cały czas walczy, bo cały czas ma nadzieję.

fot-3

– Pani mąż będzie starał się o przedterminowe zwolnienie. Jeśli go nie otrzyma i wyjdzie dopiero po odbyciu pełnej kary, ile pani będzie miała wtedy lat?

– Pięćdziesiąt lat – odpowiada ze łzami w oczach.

Adam Dudała: – Widzę, że ona daje radę, to ja nie dam?! Taka zwykła kobietka, krucha. Ona mi udowadnia, to ja jej też udowodnię, że dam radę. Nie zrobię sobie żadnej krzywdy, ponieważ muszę wszystkim udowodnić, że jestem niewinny i zrobię to. Wcześniej czy później na pewno.

Sędzia Barbara Piwnik zdecydowała się udzielić krótkiej wypowiedzi na piśmie: „Wykonywany zawód nie pozwala mi na wyrażenie opinii w zakresie, o jaki mnie państwo pytają, to jest na temat tego, jak to jest możliwe, że mimo upływu lat nie podjęto żadnych prawem przewidzianych działań pozwalających na rozstrzygnięcie tego, czy doszło do skazania  niewinnego człowieka. Należy oczekiwać, że sprawa ta zostanie należycie wyjaśniona. Z wyrazami szacunku Barbara Piwnik”.

Adam Bogoryja-Zakrzewski

PS. Siedem lat przed końcem wyroku pojawiła się nadzieja na to, że zostanie oczyszczony z zarzutów i wyjdzie na wolnośc. Jego sprawą na polecenie Zbigniewa Ziobry  zajmuje się Wydział Skargi Nadzwyczajnej Prokuratury Krajowej. Za dwa tygodnie śledczy mają przedstawić decyzję w tej sprawie.

fot.Adam Bogoryja-Zakrzewski

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułUPROWADZENIE BEZ OKUPU
Następny artykułAugustowskie noce

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ