STRZELALI NIE ZAWSZE SKUTECZNIE

0
117

Rok 1999 w kryminalnym podziemiu Łodzi bez wątpienia był rokiem pełnym zmian.  W kwietniu doszło do zamachu na jednego z wysoko postawionych gangsterów tak zwanej łódzkiej „ośmiornicy”, być może nieco na wyrost nazywanej przez media mafią – Włodzimierza G. ps. „Bokser”. Dwa miesiące później aresztowano większość szefów tego gangu. Wewnętrzne porachunki w grupie na tym jednak się nie zatrzymały. W wakacje 1999 roku doszło jeszcze do kilku zabójstw, a wyroki w tych sprawach zapadają do dziś.

Łódzka „ośmiornica”, to największa zorganizowana grupa przestępcza o charakterze zbrojnym działająca w latach dziewięćdziesiątych na terenie województwa łódzkiego. Miała powstać około 1993 roku pod przewodnictwem m.in. Tadeusza M. „Tato” vel „Materac” i Ireneusza J.  „Gruby Irek”, specjalisty od ściągania haraczy. Później ten drugi wchodził w kolejne sektory przestępczej działalności, co nie podobało się innym członkom gangu, liczącego w czasach świetności ponad dwustu członków.

Dlatego „Gruby Irek” zginął – zastrzelony w wigilię w 1997 roku pod zgierską pizzerią. „Ośmiornica” zajmowała się wszystkim, co mogło przynieść duże pieniądze – haraczami, narkotykami, porwaniami dla okupu, napadami na tiry, handlem spirytusem, ale i zabójstwami. Największą sławę gangowi przyniosła jednak „afera winiarska” – firmy założone na „słupy”, czyli podstawione osoby, sprzedawały przefermentowane półprodukty do taniego wina kolejnej powiązanej firmie. Zamiast zapłacić od tej transakcji podatek VAT, firmy zamykały się, a ich należności pozostawały nieuregulowane. Skarb Państwa mógł na tym procederze stracić ponad 100 milionów złotych.

Ulice spłynęły krwią

 Policjantom nietrudno było zauważyć, że w Łodzi grasuje niebezpieczna grupa przestępcza. Zaczęli więc rozpracowywanie, co 28 czerwca 1999 roku doprowadziło do zatrzymania jej szefów. Sami śledczy mówili wtedy, że ujęli ludzi „dotychczas nietykalnych”.

 Było to dziewiętnaście osób, w tym sam Tadeusz M.. „Tato”. Uważano jednak, że całe kierownictwo liczyło nawet sześćdziesięciu gangsterów – bo poza głównymi bossami byli też kapitanowie grup, odpowiedzialni za konkretne rodzaje działalności. Tak na przykład za zbrojnym ramieniem grupy miał stać Krzysztof J.  „Jędrzej”, który zasłynął później ucieczką z sądu podczas przerwy w rozprawie.

Jak w wielu grupach przestępczych, również w „ośmiornicy” dochodziło do konfliktów wewnętrznych. Zamachy zdarzały się często – począwszy od wspomnianego zabójstwa „Grubego Irka” w 1997 roku. Najwięcej ataków miało jednak miejsce dwa lata później – i to zarówno przed, jak i po uderzeniu policji w gang. Już miesiąc później łódzkie ulice znów spłynęły krwią.

Jednak po kolei – w kwietniu 1999 roku na ulicy Solnej, pięć minut pieszo od głównej ulicy Łodzi – Piotrkowskiej, strzelano do Włodzimierza G. „Bokser”, wysoko postawionego członka łódzkiej „ośmiornicy”. Sprawca źle dobrał amunicję, przez co pocisk wszedł przodem czaszki, a wyszedł tyłem – nie uszkadzając mózgu. Po kilku dniach „Bokser” na własne żądanie wyszedł ze szpitala. Zapowiadał zemstę na zamachowcu, ale ostatecznie po prostu zniknął. Zatrzymano go dopiero w 2006 roku na Pomorzu, gdzie pod fikcyjnym nazwiskiem i płacąc tylko gotówką, wynajmował dom. Co ciekawe, jakiś czas później do Internetu wypłynęły nagrania z treningu Włodzimierza G. w celi aresztu w Piotrkowie Trybunalskim.

Tymczasem w lipcu 1999 roku w lesie pod Łowiczem uduszono garotą (cienką linką zaciskaną dwiema rękami na szyi ofiary – przyp. aut.) Ukraińca Aleksandra J. pseudonim „Pasza”, płatnego zabójcę, który stale współpracował z gangiem przemytników spirytusu Zbigniewa M. ps. „Carrington” ze Zgorzelca. Przez bliskie kontakty tej grupy z „ośmiornicą”, to „Pasza” dwa lata wcześniej został wybrany na zabójcę „Grubego Irka”.

Miesiąc później, w sierpniu 1999 roku, strzały padły pod siłownią przy ulicy Elsnera na łódzkim Widzewie. W ten sposób zginął Tomasz R. „Ryba”, współpracujący z „ośmiornicą” w zakresie nielegalnych papierosów, ale związany z osławioną grupą pruszkowską. Podobno potrafił być nieobliczalny i dlatego inni gangsterzy za nim nie przepadali.

Sprawcy mogą być tylko jedni

 Cztery lata po zabójstwie „Grubego Irka” śledczy mieli już pewność, że zbrodni dokonał Ukrainiec Aleksander J. „Pasza”. Zlecenie miało pochodzić od kapitana zbrojnego ramienia gangu, Krzysztofa J. „Jędrzeja”. Morderca otrzymał za egzekucję tylko osiem tysięcy dolarów zamiast obiecanych trzydziestu – bo podchodził do zabójstwa aż trzy razy.

Natomiast do „Boksera” w kwietniu 1999 roku miał strzelać Robert R. z Pabianic – były mistrz świata juniorów w strzelectwie sportowym. Zlecenie wyszło prawdopodobnie od jego starszego kolegi – Marka W. z Tomaszowa Mazowieckiego. Przyczynę stanowiły w dużej mierze prywatne nieporozumienia między nim a ofiarą.

Sam Marek W. również własnoręcznie zabijał. To on pozbył się „Paszy” w lesie pod Łowiczem – co sąd stwierdził już prawomocnie. Tym razem powodem była zbyt duża wiedza Ukraińca o działalności „ośmiornicy”. Po zatrzymaniu 28 czerwca szefowie z aresztu śledczego zlecili jego zabójstwo. Wydarzenia potoczyły się bardzo szybko – porwano go i dwa dni torturowano, a 2 lipca zamordowano. „Pasza” miał prosić jeszcze, by go szybko zastrzelono, ale zadano mu większe cierpienie uduszeniem. Marek W. miał ku temu też swoje prywatne powody – kiedyś „Pasza” go postrzelił.

Tomasza R. ps. „Ryba” według wersji śledczych pozbyto się w podobny sposób, jak miał wyglądać zamach na „Boksera”. Marek W. zlecił zbrodnię Robertowi R. z Pabianic, a ten dokonał egzekucji.

 Piętnaście lat procesu

 29 maja tego roku, po ponad piętnastoletnim procesie, Sąd Okręgowy w Łodzi za usiłowanie zabójstwa Włodzimierza G „Bokser” i zabójstwo Tomasza R. „Ryba” skazał 50-letniego obecnie Roberta R. z Pabianic na 25 lat pozbawienia wolności. Jak ustalono, za podjęcie się tych zbrodni miał on otrzymać czterdzieści tysięcy złotych. 52-letni dziś Marek W. z Tomaszowa Mazowieckiego za zlecenie egzekucji usłyszał wyrok 15 lat za kratkami. Adwokat Roberta R. zapowiedział apelację.

Razem z dwoma gangsterami uważanymi na kilerów łódzkiej „ośmiornicy” skazano jeszcze siedem osób – na kary od roku i trzech miesięcy pozbawienia wolności do 12 lat więzienia (również za zabójstwo – przyp. aut.). Wobec jednego oskarżonego zapadła decyzja o uniewinnieniu.

Proces o usiłowanie zabójstwa „Boksera” i zabójstwo „Ryby” był jednym z najgłośniejszych, a przy tym najdłużej trwających w łódzkim sądzie. Wyroki zapadały już wcześniej – Roberta R. skazano najpierw na dożywocie, a potem uniewinniono. Ostatni wyrok w 2016 roku uchylono i przekazano do ponownego rozpoznania. To właśnie dlatego sprawa przeciągnęła się o kolejne kilka lat – do maja 2019 roku.

Marek W. przebywa obecnie w areszcie w Piotrkowie Trybunalskim. Odbywa karę za inne przestępstwa, m.in. zabójstwo Aleksandra J. „Pasza”. Robert R. do ostatniego wyroku odpowiadał z wolnej stopy (jako, że przed uchyleniem wyroku z 2016 roku został uniewinniony). Teraz jednak tymczasowo go aresztowano. Może opuścić mury aresztu po wpłaceniu kaucji w wysokości 200 tysięcy złotych.

Patryk Szulc

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ