Uścisk zdradzonego komandosa

0
3206
Własna żona miała go za nic. Sprowadzała do domu kochanka. On, ćwiczony ma misje w Afganistanie komandos, płakał, że jest zdradzany. Żona z kochankiem tak długo go prowokowali, aż zadał jej śmierć. Nieumyślnie.
 – Zaginęła moja żona EdytaPaweł M. zawiadomił dyżurnego oficera w komisariacie jednej z warszawskich dzielnic.
Mężczyzna dyktował do protokołu: ostatni raz widział żonę poprzedniego dnia 21 lutego 2012 roku. On jest zawodowym żołnierzem, dorabia jako taksówkarz. Miał nocny kurs, zjechał o 6 rano. Gdy wszedł do mieszkania na wojskowym osiedlu, Edyta szykowała się do pracy, była zatrudniona przy produkcji materiału opałowego.
Zamienili tylko kilka słów, chciał się położyć. Już usypiał, gdy usłyszał, że po żonę przyjechał jej pracodawca Tomasz B.
 Utrzymanka szefa
– Wstałem w południe – zeznawał Paweł M. – lodówka była pusta, pojechałem więc do Mc Donalda a potem do mamy pod Warszawę. Zasiedziałem się u niej do wieczora i wróciłem do swojego mieszkania. Żony w domu nie było. Zatelefonowałem na jej komórkę. Odpowiedziała, że jest jeszcze w pracy, będzie za godzinę. Czekałem na nią, bo mieliśmy do pogadania. Kiedyś umówiliśmy się, że czynsz za mieszkanie będziemy wnosić po połowie, tymczasem po roku wyszło na jaw, że ona nie wpłaciła ani grosza. Poza tym okazało się, że samowolnie wyczyściła moje konto, zabierając 1600 zł. Miałem o to pretensje, ale nie awanturowałem się, chciałem, abyśmy doszli do porozumienia. Żona po powrocie do domu wysłuchała, co mam do powiedzenia, następnie wyszła z telefonem do kuchni i tam każde moje słowo powtórzyła panu B. Potem dała mi komórkę, żebym z nim porozmawiał. Usłyszałem, że Edyta nic nie będzie płacić, bo pieniędzy nie ma, a on też już swoich nie da. Chciałem zapytać, czy to znaczy, że moja żona jest na jego utrzymaniu, ale się rozłączył. A Edyta po zjedzeniu kolacji wyszła z mieszkania, choć to już była jedenasta w nocy. Domyśliłem się, że B. podjechał pod blok.
Paweł M. szczegółowo opowiadał w komisariacie, co się działo w jego mieszkaniu. Gdy czekał na żonę, zajrzał do jej torby i znalazł pigułki antykoncepcyjne. Był zaskoczony. Ona zaraz po ślubie powiedziała, że nie może mieć dzieci; pogodził się z tym. A od ponad roku nie współżyli ze sobą.
Poszperał w papierach na regale i natknął się na jej polisę ubezpieczeniową na wypadek śmierci. Uprawnionym do odbioru pieniędzy był Tomasz B. Szukał dalej i tak dotarł do pudełka z dokumentami osobistymi pracodawcy żony.
– Co one tu robią? – zastanawiał się wertując papiery. Tak dotarł do podania B. do naczelnika urzędu skarbowego. Jego rywal pisał: „Prawdą jest, że nie płaciłem podatku, ale moja żona wniosła pozew o rozwód i musiałem się wyprowadzić. Jestem przez nią oczerniany wobec naszych dzieci. Obecnie mieszkam u siostry (tu adres lokalu Pawła M.), bo nie miałem gdzie się podziać. Zostałem sam z poważnym problemem. Proszę o wstrzymanie egzekucji komorniczej”.
Tego wieczoru Edyta wróciła przed północą, wyraźnie po kielichu. Zapytał o te pigułki. Odpowiedziała, że ma romans, ale jemu nic do tego. Małżeństwem są już tylko na papierze. Zapytał, dlaczego B. ma uprawnienia na jej polisę. Odpowiedziała, że to nie jego interes. Gdy błagał, aby wróciła do niego, ironicznie się roześmiała. Kłócili się, w końcu poszli spać, on na podłodze w drugim pokoju, gdzie miał śpiwór z dresami. Gdy go rozłożył, okazało się, że nasikał tam kot. Mimo to Edyta nie wpuściła męża do sypialni.

Zeznanie niczym wyznanie

  O godzinie 2.20 wsiadł do taksówki i pojechał do matki. W Legionowie był z powrotem nad ranem. Nie budził Edyty. Z domu wyszedł o 6. rano, zamierzał jechać do Wojskowej Agencji Mieszkaniowej w sprawie zadłużenia. Gdy zamykał drzwi, żona jeszcze spała. Tuż po ósmej odebrał telefon od pana B., że przyjechał po Edytę, ale nie może otworzyć drzwi, a ona nie reaguje na dzwonek.

– Podjechałem tam, okazało się, że ten facet miał klucze do mojego mieszkania, tylko ja przypadkowo zamknąłem na trzeci, nieużywany zamek. Weszliśmy do domu razem, Edyty nie było. Zacząłem jej szukać na mieście. Bez skutku.

Przesłuchanie trwało już pięć godzin. Mąż zaginionej nie tyle zeznawał, co się zwierzał. Widać było, że chce wyrzucić z siebie całe rozgoryczenie nieudanym związkiem.

Pobrali się przed sześcioma laty. Ona była ekspedientką. Najpierw mieszkali u jego matki w podwarszawskim miasteczku. Dom rodzinny był obszerny, ale palenie w piecu, noszenie z komórki węgla, żonie nie odpowiadało. Nie mogła też się dogadać z teściową. Edycie zdarzało się nie wrócić na noc, bo poszła do koleżanki, popiły i w takim stanie bezpieczniej było trzeźwieć w obcym mieszkaniu. Choć krzywego spojrzenia teściowej i tak nie uniknęła.

Po kolejnej awanturze wyprowadziła się do Warszawy, do mieszkania po babci. Było zadłużone, ona to zlekceważyła, więc ją wyeksmitowano. Wtedy pogodziła się mężem, zwłaszcza że – jako zawodowy żołnierz – dostał mieszkanie z puli wojskowej. Ponieważ jednostka, w której pracował, oddalona była 50 km od służbowego M 4, uzgodnili, że on będzie w domu tylko w weekendy. Na pozostałe dni a raczej noce (wszak miał dwie prace) przygarnie go matka, do której miał znacznie bliżej.

W szóstej godzinie przesłuchania Paweł M. nagle ukrył twarz w dłoniach i stłumionym głosem wyznał: – Zabiłem ją.

Tego dnia podejrzany nie był w stanie więcej powiedzieć. Do domu już nie wrócił, zamknięto go w areszcie.

Świat mi się zawalił

 Nazajutrz zaczął wyjaśnienia od słów: – Gdybym mógł cofnąć czas… Zabiłem żonę, ale nieumyślnie. Było tak: Edyta zdenerwowana, że grzebię w jej rzeczach, chciała mnie uderzyć. Zamachnęła się, a ja, który nigdy nie podniosłem na kobietę ręki, zrobiłem coś, czego uczono mnie na szkoleniach dla komandosów. W obronnym geście ścisnąłem ją za szyję. Niechcący musiałem to zrobić z dużą siłą, bo od razu upadła.

Nie żyła. Owinięte kocem ciało ciągnął po schodach, do samochodu. Włożył do bagażnika i ruszył przed siebie w kierunku lasu. Po drodze kupił na stacji benzynowej kanister z paliwem. Zamierzał spalić zwłoki na pierwszej z brzegu polanie, i tak się stało. Gdy wybuchł ogień, uciekł. Przed świtem zapukał do domu matki. – Zabiłem Edytę – usłyszała jeszcze na progu.

Komandos fot polcija

– Kochałem ją, świat mi się zawalił – wyznał pod koniec przesłuchania. Nazajutrz zaprowadził policjantów na polanę. Zebrali zwęglone szczątki zwłok do identyfikacji.

W czasie śledztwa odtworzono sms-y w telefonie ofiary. Oskarżony znał ich treść, bo owej tragicznej nocy, gdy żona wyszła przed blok porozmawiać z Tomaszem B., spenetrował jej telefon komórkowy. I kolejny raz się upewnił, że Edyta okłamywała go twierdząc, że nic jej nie łączy z pracodawcą.

Przede wszystkim przeczytał sms-y od „Kochanego Tomka”. Pan B. zwykł pisać o sobie w trzeciej osobie: „Tomek kocha cię i pragnie zamieszkać z tobą nawet od zaraz”. „Edytko skarbie jedyne moje szczęście odezwij się do Twego kochającego Cię zawsze Tomka”.

Czasem sms od producenta palet opałowych układał się w rymowankę:. „Siedzę wieczorem i myślę o tobie/ gwiazdy już zaszły na niebie/ usnąć nie mogę/ bo czymże życie bez ciebie?. Kocham cię moja walentynko”.
Sms-y Edyty były zdecydowanie mniej subtelne. Właściwie, ze względów obyczajowych do cytowania niecenzuralne. Po tekście do przyjaciółki („Sorry, że nie odpisałam, ale u mnie sajgon, normalnie Pawłowi odpierdala. Po całości, ale nie ma jak mu przyjebać.”) można by wnioskować, że takiego języka używała na co dzień.
Kochanek się wyparł
Przesłuchano 45-letniego Tomasza B. Zaprzeczył, aby był kochankiem Edyty M. Owszem, wspierał ją, nie tylko duchowo, ale również datkami pieniężnymi. Codziennie rano zabierał samochodem z mieszkania, aby się nie męczyła autobusami. Z pracy też wracali razem, to było zwykle o godzinie 22. Wstępował do niej na herbatę, bo Edyta bała się, że gdy otworzy drzwi, w ciemnym mieszkaniu będzie jej mąż.
– Mówiła mi, że Paweł molestuje ją psychicznie podejrzeniami o zdradę. Gdy dzwonił, ona cała drżała. Przez ostatni miesiąc wpadał do niej codziennie i zawsze było coś nie tak. Wiele razy płakała, że nie chce wracać do domu, ma dosyć tej szarpaniny. Wspominała o rozwodzie, ja usiłowałem jej to wyperswadować, bo służbowe mieszkanie było na niego. Nie wiem, dlaczego jej koleżanki miały nas za parę.
Na pytanie, co się działo wieczorem 21 lutego, Tomasz B. odpowiedział, że około godziny dziewiątej podwiózł Beatę pod jej blok. W mieszkaniu paliło się światło – znak obecności męża.
– Ona poszła na górę jak skazaniec i wcale się nie zdziwiłem, gdy wkrótce zadzwoniła do mnie z kuchni, że ma dosyć, wychodzi, prześpi się u koleżanki. Chciała, abym ją tam podwiózł. Przybiegła do mnie, przez godzinę jeszcze rozmawialiśmy. Udało mi się ją przekonać, że powinna wrócić do mieszkania. Nazajutrz podjechałem jak zwykle pod blok, aby zabrać ją do pracy. Dzwoniłem, waliłem w drzwi – cisza. Jej telefon też milczał.
Około 9. zadzwoniłem do Pawła M. Powiedział, że jest u matki. Prosiłem, aby przyjechał do Legionowa. Po godzinie spotkaliśmy się pod blokiem. Jeszcze raz zapewniłem go, że nie uwodzę mu żony.
 Rozmowa  rywali
 Tomasz B. kłamał. Odtworzone nagrania w telefonach oskarżonego i jego ofiary, co innego mówiły o kontakcie tego świadka z Edytą.
21 lutego wieczorem Paweł M. zadzwonił ze swego mieszkania do żony pytając, o której przyjedzie?
– Za pół godziny – odpowiedziała.

Wtedy on powiedział: Słuchaj, wiem, że już jesteś tutaj na osiedlu w jego samochodzie, radzę ci przyjdź.

– Dobra.

 – On tam jeszcze jest? –zapytał Paweł M.

–  Kto on?

– No, Tomek.

– Jest.

– Daj mi go do telefonu.

– Słucham – odezwał się Tomasz B.

– Co, zobaczyłeś, że stoję w oknie, to się wycofałeś? – stwierdził Paweł M.

– Słuchaj Paweł, jaki z ciebie mąż, powinieneś chociaż jej lodówkę zaopatrzyć.

– A ty, jako kochanek powinieneś się od niej odpier…

– Jako kto?

– To, co usłyszałeś.

– A ty chcesz k… w ryja dostać?

– A ty tu mieszkasz? – zapytał Paweł

– Nie, a co, chcesz policję wezwać? No to już w tej chwili podjeżdżam pod blok i proszę bardzo, łącznie z zainteresowaną wchodzę na górę. Będzie zadymka.

– No to wchodź.

– A wiesz, dlaczego to zrobię? Bo Edyta sama boi się wejść do domu.

 – Wchodzisz, bo jesteś jej kochankiem.

– A złapałeś nas na rżnięciu? Pytam się.

 – A czy muszę?

– Skoro twierdzisz, że ja twoją żonę pukam. To, że Edyta ma we mnie przyjaciela nie znaczy, że walimy się gdzie popadnie.

– Słuchaj, ciągle coś mi ginie z mieszkania. Najpierw koc, teraz kołki rozporowe. I urzędowe listy, o których wiem, że zostały do mnie wysłane, nie dochodzą.

– Kołki sobie pożyczyłem. A listy wróciły do nadawcy.

Lubiła balować

 O romansie Edyty wiedziała jej przyjaciółka. Wspierała ją, doradzała, jak uprzykrzyć życie mężowi, aby przestał przyjeżdżać do Legionowa. Kobiety uznały, że najlepiej będzie prowokować Pawła, a gdy zacznie się awantura, wzywać policję. I Edyta tak postępowała. Zachowały się protokoły dzielnicowego o jego interwencji w mieszkaniu państwa M. Kobieta wzywała policję, bo jak twierdziła, mąż maltretuje ją psychicznie.

– Dlaczego nie wystąpiła o rozwód? – pytał śledczy.

– Bo nie miała pieniędzy na koszty sądowe – twierdziła przyjaciółka – Bywały takie dni, że brakowało jej nawet na karmę dla kota, musiała zastawić w lombardzie obrączkę. Edyta chciała, aby Paweł pokrył zadłużenie w czynszu i zniknął z jej życia. Wtedy mogłaby się spotykać z kim chce.

– Bo to była zabawowa dziewczyna – scharakteryzowała żonę Pawła M. jej sąsiadka z bloku Wieczorami przychodziło tam męskie towarzystwo, byli głośni, jak to po wypiciu. Musiałam ich upominać. Pani Edyta też nie wylewała za kołnierz, ile to razy widziałam ją na chwiejnych nogach. Ale, gdy zaczął przyjeżdżać wieczorami ten pan, u którego pracowała, dawni kompani zniknęli.

Pewne światło na wzajemne relacje w trójkącie – Edyta, jej mąż i pracodawca – rzuciła żona Tomasza B.

– Mąż mnie okłamywał. Gdy go zapytałam, czy Edyta M. pracuje w jego firmie, odpowiedział, że ona tam tylko sprząta, mijają się.  Tym bardziej mnie niepokoiło, że ta pani telefonuje do Tomka późnym wieczorem. On zawsze wtedy wychodził na balkon i rozmawiał godzinami. Gdy przyszły rachunki za telefon na ponad tysiąc złotych, postanowiłam poznać tę kobietę bliżej. Była okazja – moje imieniny. Zaprosiłam więc państwa M. Ale nie przyszli, podobno on miał wypadek. Tymczasem telefony od tej pani nadal się odzywały, nawet po północy, gdy już byliśmy z mężem w łóżku. Nie tylko mnie to się nie podobało. Również nasi dorośli synowie podejrzewali ojca o romans. Bo strasznie kręcił. Mówił na przykład, że jest w pracy, a starszy syn widział go pod blokiem tej M. W końcu, za radą moich dzieci, spotkałam się z panem Pawłem. Ten M. to twardy mężczyzna, komandos, ale gdy się zwierzał, jak żona przyprawia mu rogi z moim mężem, płakał. On doskonale przejrzał ich grę – prowokowali go, aby zrobił głupstwo, na miarę policyjnej interwencji. Wtedy Edyta dostałaby rozwód z winy męża. A gdyby tak jeszcze wylądował za kratkami, to i z mieszkania można by go wykopać. Obiecałam M. że mu pomogę w wyciagnięciu całej prawdy na jaw. Moje małżeństwo i tak już nie było do uratowania.

Pani B. postanowiła nakryć niewiernego męża w mieszkaniu Pawła M. W styczniu 2012 roku, po sygnale od komandosa, podjechała z córką i zięciem pod blok, gdzie mieszkała Edyta. Zapukała do drzwi. Długo nikt jej nie otwierał, wreszcie usłyszała szczęk przekręcanego klucza i zobaczyła swego męża już w kurtce, gotowego do wyjścia. Tłumaczył, że wpadł na chwilę, aby zostawić u pani Edyty dokumenty firmy, bo oczekiwał fachowej porady.

– Od sprzątaczki czy od k…? – zdołała wykrztusić zdumiona pani B. już na schodach, bo mąż energicznie wyprowadzał ją z bloku. Ale nie uszło jej uwagi, że ukrywająca się za plecami jej męża „sprzątaczka” była wstawiona.

Zrozpaczona matka Pawła, przesłuchiwana już po oskarżeniu jej syna o zabójstwo, nie szczędziła oskarżeń pod adresem synowej.

– Od pierwszej chwili poznania go, Edyta myślała tylko o jednym, jak go wykorzystać. Syn tylko na oko wyglądał na twardziela. W środku był miękki jak wosk, może dlatego, że od trzeciego roku życia sama go wychowywałam, nauczyłam szacunku do słabszego. Nie wstydził się, gdy dorabiałam sprzątaniem po domach. Ta dziewczyna wzięła go na litość. Straciła ojca, matki już nie miała, brakowało jej pieniędzy na urządzenie pogrzebu. Nie pytał dlaczego, od razu wyciągnął portfel, zapłacił rachunki. Dopiero po ślubie okazało się, że ona lubi popijać i jest kompletnie nieodpowiedzialna. Zadłużyła mieszkanie po babci aż doszło do eksmisji, wzięła pożyczkę z banku, urosły odsetki. Syn ledwo się uporał z tym długiem, wyszło na jaw, że nie jest płacony czynsz za lokal w Legionowie. Gdy mieszkaliśmy razem, a Paweł był na poligonie, balangowała gdzieś w Warszawie całe noce, wracała potem nad ranem odprowadzana przez takich facetów, co to strach byłby spotkać ich na pustej ulicy. Mówiłam synowi, żeby ją zostawił. Ale Paweł wierzył, że każdego można nauczyć odpowiedzialności.

Matka oskarżonego nie mogła już powstrzymać łez: – Przysięgała mu wierność, a gdy tylko zdarzyło się nieszczęście, miał wypadek drogowy i w związku z tym dłuższe zwolnienie, już się od niego odwróciła. Jej kochanek doniósł komendantowi z jednostki syna, że Paweł w czasie chorobowego jeździ na taksówce. A czy on dla własnej przyjemności zarywał noce? Chciał długi żony pospłacać.

Portret bez skazy? Tak, ale tylko w matczynych oczach. Biegły psycholog dostrzegł u oskarżonego nie tylko inteligencję wyższą niż przeciętna, ale też apodyktyczność, skłonność do narzucania innym swoich poglądów, zwyczajów. Znalazło to potwierdzenie w zeznaniach przyjaciółki ofiary, która mówiąc o awanturowaniu się Pawła M., opisała taką sytuację: przyjechał do domu zły i szukał pretekstu do zrobienia awantury. Zobaczył bałagan w szafie. Wywalił wszystko na podłogę i kazał żonie ułożyć rzeczy według kolorów.
Odruch zdradzonego
 Na rozprawie sądowej oskarżony ponownie przyznał się do nieumyślnego zabójstwa. Bardzo tego żałował.
Natomiast Tomasz B. nadal twierdził, że nic intymnego nie łączyło go z Edytą M. Na pytanie sędzi odpowiedział: – Owszem, dała mu klucze, bo różnie w życiu bywa. Nie, nie interesowało go, co na to właściciel mieszkania.
Wymienił zamki w drzwiach w tajemnicy przed Pawłem M., gdyż chciała tego Edyta. Owszem, odwiedzał ją codziennie, po prostu wstępował na herbatę. Nie pomyślał, że to może niezręczne, wszak była mężatką. Żonie o tym nie mówił, gdyż na punkcie Edyty była przeczulona. Wskazał na poczcie adres M. do odbioru jego korespondencji, bo tak było poręczniej, skoro i tak odwiedzał swoją pracownicę każdego dnia. Tak, doniósł do żandarmerii na oskarżonego, że ukradł mienie wojskowe, bo tak mu powiedział znajomy. Później się okazało, że było to pomówienie.
Prokurator zażądał 25 lat. Sąd skazał Pawła M. na 13 lat więzienia. Uzasadniając taki wyrok, sędzia podkreśliła, że nie byłoby możliwe wskazanie jednoznacznej przyczyny zgonu Edyty M., bez przyznania się oskarżonego. Postępowanie dowodowe ułatwiło także szybkie wskazanie przez oskarżonego miejsca podpalenia zwłok. On miał sprawność żołnierza szkolonego na misję do Afganistanu, gdy więc w gniewie zacisnął dłonie na szyi żony, nie pomyślał, czym to się może skończyć. Ofiara również się tego nie spodziewała, wskazywałby na to fakt, że kobieta w ogóle się nie broniła.
Natomiast co do pana B., to zarówno on, jak i świadkowie oskarżenia, próbowali zminimalizować jego rolę w życiu Edyty. Jednak prawda jest taka, że Paweł miał powody by czuć się oszukanym i zdradzonym.
Helena Kowalik

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ