ŚLEDCZY DALI WOLNOŚĆ MORDERCY

0
zabity Piotr Rembkowski ze swoją dziewczyną

Najpierw zabił swojego kuzyna Piotra Rembkowskiego (+23 l.), niespełna miesiąc później korzystając z „dobrego serca”  Sądu Okręgowego w Lublinie wraz z dwoma kompanami pobił i zbiorowo zgwałcił 22-letnią dziewczynę.

Bogumiła K. (37 lat) już nikogo nie skrzywdzi. Po prawie 12 latach ukrywania się poszukiwany międzynarodowym listem gończym i  Europejskim Nakazem Aresztowania został zatrzymany we Francji. Lublinianin był na Top Liście polskiej policji.

 Postrach Lublina

Wytatuowany, ogolony i ulubiony strój – dres. Był postrachem ulic Lublina:  – Trenował kick-boxing – wspomina znajomy K. – Gdy wychodził z treningu na ulicach szukał przypadkowej ofiary. Bez powodu bił. Robił to, by wyładować swoją agresję i obniżyć poziom adrenaliny. To nie było normalne. Podobnie jak bokserzy powinien znać zabójczą siłę swoich rąk.

Czy o tym pamiętał, gdy 28 września 2004 roku postanowił zrobić użytek ze swoich umiejętności, nie wiadomo. Wtedy właśnie spotkał przypadkowo swojego kuzyna Piotra Rembkowskiego.

 – Brat odprowadził na przystanek autobusowy swojego znajomego – relacjonuje Agnieszka Rembkowska, siostra Piotra. – Gdy wracał natknął się na Kaczmarczyka. To on namówił Piotrka, by wstąpili do pobliskiego pubu na piwo. Brat generalnie unikał alkoholu. Na co dzień pracował na budowie w Londynie. Harował po 12 godzin dziennie. Nie miał nawet czasu ani ochoty na jakieś tam picie. Tym razem na swe nieszczęście uległ namowom kuzyna.

 O czym rozmawiali przy kuflu, pewnie nigdy się już tego nie dowiemy. Wszystko wskazuje, że doszło do kłótni na tle rodzinnym.  Matka K. była siostrą ojca Rembkowskiego.

  – To był rodzinny kat – pani Agnieszka do dziś nie może o tym mówić spokojnie. – Znęcał się nad nami. Odetchnęłyśmy z mamą, gdy się wyprowadził. Nadal żyłyśmy jednak w strachu. Gdy ojciec, który prowadził w Lublinie lombard zmarł nie poszłyśmy na jego pogrzeb. Rodzina Bogumiła i on sam nigdy nie potrafili nam tego wybaczyć.

 Robił zdjęcia ofiary

Niewykluczone, że ta sprawa była zarzewiem kłótni kuzynów, którzy w pewnym momencie wyszli przed pub. Kamera monitoringu zarejestrowała przebieg tego, co tam się wydarzyło. Widać jak w pewnym momencie atakuje Piotrka. Uderza go w głowę. Chłopakowi krew leje się ust, nosa i uszu. Po chwili pada na ziemię.

 Gdy przyjeżdża wezwane przez kogoś pogotowie Bogumił K. stoi spokojnie i się przygląda. Po chwili wyciąga z kieszeni telefon komórkowy i zaczyna robić zdjęcia zakrwawionemu kuzynowi. Fotografuje także moment, gdy sanitariusze wkładają pobitego do karetki. Ich samych powyzywał.

– Po co mu były takie zdjęcia – pyta samą siebie pani Agnieszka.  I odpowiada sama sobie – Pewnie chciał je pokazać swojej matce z informacją, że się zemścił. Brat szybko trafił do szpitala. Mimo wysiłków lekarzy zmarł 11 dni później, dokładnie 9 października.  Mordercę zatrzymała policja.

 Bandyta trafił za kraty. Niedługo za nimi siedział, bo po dwóch tygodniach Sąd Okręgowy w Lublinie wspaniałomyślnie wypuścił go na wolność.

Miesiąc później, wraz z dwoma kompanami, zwabił do swego mieszkania w bloku przy ulicy Lipowej wracającą z dyskoteki 22-letnią Ewę (imię zmienione na jej prośbę). Nie wiedziała, jakie czeka  ją piekło.

 Gwałciciele na wolności

 Gospodarz miał wobec niej konkretne zamiary. Najpierw ją ciężko pobił, później bezbronną zgwałcił. Zgwałcili ją także dwaj kumple. Gdy jakiś czas później zmorzeni alkoholem oprawcy zasnęli Ewa uciekła z mieszkania. Powiadomiła o wszystkim policję.

 – Bardzo się bałam tych gwałcicieli – opowiadała wówczas autorowi tego tekstu Ewa, gdy przebywała w Krakowie, gdzie przechodziła terapię. – Najpierw próbowali kupić  moje milczenie, później straszyli. Mówiłam policji, że widuję tych gwałcicieli, w tym także  K., ale niewiele z tego wyszło.

Tymczasem policji nie spieszyło się zbytnio, by złapać zwyrodnialców. Wykorzystał to Bogumił K., który  przepadł jak kamień w wodzie i zaczął się ukrywać.

 – To co się stało, to wina sądu, który wypuścił tego bandytę – nie ma wątpliwości Ewa. – Gdyby siedział nie doszłoby do tego gwałtu, a on siedziałby w areszcie.  

Po tamtym strasznym zdarzeniu próbowałem porozmawiać z sędzią, który wypuścił K, ale odmówił odpowiedzi, czy poczuwa się do winy za to, co się stało. Nie spodobało mu się takie stawianie sprawy i złożył doniesienie na dziennikarza do prokuratury. Warszawska prokuratura dla Pragi-Północ zachowała jednak rozsądek i  poprzestała jedynie na przesłuchaniu. Szkoda, że tak konkretnie i zdecydowanie nie działali lubelscy śledczy.

 – Trwają czynności operacyjne – zapewniali w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Lublinie. – To tylko kwestia czasu jak poszukiwany zostanie zatrzymany.

 Pani Agnieszka i jej matka Krystyna nie wierzyły w takie zapewnienia. Postanowiły wziąć sprawy we własne ręce. Na drzewach i tablicach ogłoszeniowych w Lublinie zaczęły wywieszać plakaty z podobizną Bogusława K.  i apelem o pomoc w odnalezieniu go.

Show Rutkowskiego

Tymczasem śledcza machina pracowała bardzo wolno. Dopiero dziewięć miesięcy od tragicznego zdarzenia za poszukiwanym wydano europejski nakaz aresztowania i międzynarodowy list gończy. Siostra zabitego o pomoc poprosiła detektywa Krzysztofa Rutkowskiego. Ten w ulubiony dla siebie sposób zrobił duży szum wokół…siebie. Na specjalnie zwołanej konferencji prasowej zapowiedział rychłe zatrzymanie bandyty. Ogłosił też wyznaczenie 20 tysięcy złotych nagrody za pomoc w złapaniu poszukiwanego. Sam się  poinformował,  że poszukiwany jest  w Anglii. Nie było to zbyt odkrywcze, bowiem nie było tajemnicą, że K. ma tam rodzinę.

Rutkowski ze swoją ekipą pojechał na Wyspy. W trybie nagłym ściągnął tam też panią Agnieszkę.  – Mogę tylko powiedzieć, że poczułam się oszukana – nie ukrywa do rozżalenia lublinianka. – Detektyw nie znalazł tam mordercę Kazał sobie zapłacić 5 tysięcy funtów na pokrycie kosztów wynajmu hoteli. Pieniądze wyłożyła moja siostra Monika, która mieszka w Londynie. 

Pani Agnieszka nad Tamizą nie próżnowała. O pomoc zwróciła się do jednej z polonijnych gazet. Po publikacji na temat historii zabójczego pobicia i zbiorowego gwałtu zgłosiła się romska rodzina. Pojechała na miejsce. Okazało się, że razem z nimi mieszkanie wynajmował poszukiwany K. On sam czując pismo nosem przepadł. Znów był górą. Pozostało po nim jedynie trochę korespondencji.

 Z roku na rok wydawało się coraz bardziej wątpliwe, że sprawiedliwość w końcu zatriumfuje.

Ewa w obawie przed zemstą wyjechała za granicę. Prosi by nie podawać nazwy kraju, w jakim przebywa.  Nigdy nie zapomni  tego, co przeżyła. Ma traumę, bo była ofiarą a traktowano ją w Lublinie,  jak jakiegoś pospolitego  przestępcę. Zero empatii. Gdy przed sądem stanęli oskarżeni o gwałt Grzegorz B. i Marcin O. jako publiczność pojawili się… ich koledzy.

 – Czułam się jakbym stała pod jakimś pręgierzem – nigdy tego nie zapomni. – Sąd kazał mi, bym udowodniła, że zostałam zgwałcona. Myślałam że w takich sprawach powinny rozprawy toczyć się za zamkniętymi drzwiami. Tutaj było zupełnie inaczej. Po raz kolejny okazało się, jak się szanuje prawo w Lublinie. Dwaj moi oprawcy dostali po trzy lata więzienia. Czy to jest sprawiedliwa kara za to, co mi zrobili? – pyta roztrzęsiona. Mimo upływu lat nadal przeżywa tamtą historię. Nadal też  korzysta z pomocy terapeuty. O zatrzymaniu bandyty dowiedziała się telefonicznie  od pani Agnieszki za granicą, gdzie przebywa.

Czy ktoś po takich przejściach może okazywać radość? Trudno czegoś takiego wymagać.

– Mnie też ciężko powiedzieć, że odczuwam satysfakcję – ze smutkiem w głosie mówi  pani Agnieszka. – Cieszyć można się jedynie z tego, że ten człowiek już nikogo nie skrzywdzi. Przynajmniej przez jakiś czas.

Bandyta osaczony

Bogumił K. został zatrzymany z końcem stycznia pod Bordeaux  we Francji. Zaskoczony został przez oddział m.in. funkcjonariuszy zwalczających przestępczość zorganizowaną. Lewe dokumenty nie zapewniły mu bezkarności.

Lubelska policja zapewnia, że ma duży udział w tym zatrzymaniu. To klasyczny przykład pokazujący, że sukces ma wielu ojców. Przez 12 lat śledczym z Lublina nie udawało się namierzyć K. a teraz takie dokonanie?

Od dłuższego czasu policjanci z Zespołu Poszukiwań Wydziału Kryminalnego KWP w Lublinie ściśle współpracowali z Interpolem oraz Europejską Siecią Zespołów Poszukiwań Celowych ( ENFAST)” – zespół prasowy lubelskiej policji ogłasza w swoim komunikacie –   „Policjanci przekazywali informacje i ustalenia dotyczące ukrywającego się przed wymiarem sprawiedliwości Bogumiła K. – jednego z najgroźniejszych lubelskich przestępców. Efekt tej współpracy to zatrzymanie 37-latka. Na podstawie ustaleń lubelskich policjantów mężczyzna został „namierzony” we Francji. Został zatrzymany przez francuskich mundurowych w Merignac niedaleko Bordeaux. Pomimo upływu lat sprawa poszukiwawcza była priorytetowa dla lubelskich policjantów. Od samego początku wiedzieliśmy, że mężczyzna przebywa poza granicami kraju, gdzie posługuje się innymi danymi osobowymi”.

Nasze ustalenia wskazywały na to, że początkowo przebywał w Wielkiej Brytanii i Holandii. Ostatecznie został zatrzymany we Francji.

Postępowanie ekstradycyjne jest już w toku.

 Gdy K. zostanie dowieziony do Polski usłyszy zarzut pobicia ze skutkiem śmiertelnym oraz udział w zbiorowym gwałcie.

 O sukcesie lubelskich policjantów inne zdanie ma pani Agnieszka. Jest pewna, że zatrzymanie K., to główna zasługa francuskiej policji i detektywa Marcina, Polaka z Londynu, który mocno zaangażował się w tę sprawę.

 – Z początku brał pieniądze za pomoc, później zrezygnował z zapłaty – nie ukrywa wdzięczności lublinianka. Teraz wybiera się na cmentarz, by zapalić znicz na grobie brata. Na pomniku widnieje sentencja jej autorstwa: „ Jesteś legendą dla żywych, bądź aniołem wśród zmarłych”.

 – Żałuję, że mama nie dożyła tego dnia – ubolewa siostra Piotra Rembkowskiego. – Zmarła po wylewie, mając zaledwie 55-lat.

Śmierć syna ją dobiła. Nie ma nic gorszego jak przeżyć śmierć swojego dziecka.

Mirosław Koźmin   

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ