Zostały tylko klucze

0

Remigiusz Baczyński w nocy z 30 na 31 grudnia 2016 roku bawił się na imprezie firmowej w pubie Czarny Tulipan w Toruniu. Wraz ze znajomymi udał się do klubu Lizard King, by kontynuować zabawę.  Tam doszło do sprzeczki, pijany wyszedł z imprezy. Nagrania z monitoringu uchwyciły najprawdopodobniej jego postać, ale ostatecznie ślad po nim zaginął. Oprócz kluczy. Tylko je jeszcze znaleziono po drugiej stronie Wisły.

 29-letni w dniu zaginięcia Remigiusz Baczyński był znanym w Internecie streamerem na YouTube z własnym kanałem „RemiiPlay” o grach komputerowych. Prowadził także kanał w serwisie Twitch, umożliwiającym transmisję i udostępnianie gier. Pochodził z Radziejowa, ale przeprowadził się do Bydgoszczy, by studiować. Prowadził normalne życie, pracował, wolny czas spędzał z narzeczoną. Jego kolega Jarosław Sajniak uważa, że nie miał żadnego powodu, by uciekać.

Tej nocy Remigiusz bawił się wraz ze znajomymi z pracy w klubie na Bydgoskim Przedmieściu w Toruniu. Wraz z dwójką z nich kontynuował zabawę w lokalu na toruńskiej starówce w Lizard King przy ul. Kopernika. Jak ustalił detektyw Krzysztof Rutkowski, Remek wpadł na tańczącą parę, przez co wywiązała się między nimi szarpanina. Ochroniarze wyprosili Remigiusza z klubu około północy. Nie mógł znaleźć numerka, aby odebrać kurtkę. Podczas poszukiwania go wypadły mu banknoty. Pozbierał je wraz z pomagającą mu koleżanką. Ustalono, że tej nocy mógł mieć przy sobie około1800 złotych. Koleżanka zapytała, czy da sobie radę. Mówił, że tak, nie nalegał aby z nim pójść. Ona została, a Remigiusz wyszedł. Prawdopodobnie przez chwilę stał przed samym klubem. Próbował jeszcze wrócić, jednak ochrona nie wpuściła go ponownie.

Dokąd mógł pójść?

 Prawdopodobnie, jak pokazuje monitoring, około godziny 0:40 szedł ulicą Kopernika w stronę Placu Rapackiego, w pobliżu postoju taksówek, skąd odjeżdżał autobus na osiedle, w którym mieszkał. Nagrania z zabezpieczonego monitoringu pokazują, że być może dalej kierował się w stronę starego mostu drogowego, a dalej przeszedł na lewą stronę Wisły.

Na nagraniu z monitoringu z popularnego punktu z widokiem na panoramę toruńskiej starówki na Majdanach widać siedzącą na ławce postać.  Nagrania są jednak słabej jakości, nie ma zatem pewności, że osobą tą jest zaginiony Remigiusz. Ważna jest także informacja od kobiety z ul. Michała Drzymały, która o bliżej nieokreślonej godzinie od 0:00 do 2:30 wyszła na papierosa i rozmawiała z osobą bardzo podobną do Remigiusza. Zgodnie z jej wypowiedzią zaproponowała mu zamówienie taksówki, gdyż był pijany, ale nie skorzystał z pomocy. Narzeczona zaginionego Joanna Wenderlich dzwoniła do niego około godziny 1:00. Był sygnał, ale nie odebrał. Gdy dzwoniła po raz kolejny około godziny 3:00, sygnału już nie było.

Na nabrzeżach i Wiśle były prowadzone poszukiwania przez policję i WOPR. Były psy tropiące, obserwacje za pomocą drona, bliscy Remka także prowadzili wielokrotnie poszukiwania w licznych miejscach w Toruniu. Zaangażowano także jasnowidzów. Wizje wskazywały na teren koło drzewa, który podobno sprawdzano. Wszystko bez oczekiwanego skutku.

Na Facebooku prowadzono skuteczną zbiórkę na płetwonurków oraz detektywa Krzysztofa Rutkowskiego, który prowadził poszukiwania, w tym także łodzią. Ale, niestety także nic nie wniosło to do sprawy. Rutkowski sprawdzał również uzyskane od licznych informatorów wiadomości odnośnie przebywania Remka  m.in. w toruńskiej galerii Copernicus, w pierogarni w Bydgoszczy czy w jednym z bydgoskich klubów. Ekipa detektywa weryfikowała wszystkie informacje, ale były mylne. Jak mówi detektyw, jeżeli będą jeszcze jakiekolwiek sygnały, natychmiast zareagują. Rutkowski jednak podkreśla w rozmowie z „Reporterem”, że jego ludzie wyczerpali wszelkie możliwe środki względem tych poszukiwań. Zaznacza, że te poszukiwania były prowadzone bardzo intensywnie, ale, niestety, nie przyniosły żadnego efektu.

Jakie podejrzenia?

 Z uwagi na posiadanie przez Remigiusza  sporej gotówki rodzina podejrzewała napad. Na fakt ten według rodziny wskazywały klucze, które zostały odnalezione na ławce na wspomnianym wyżej punkcie widokowym. Policja nie znalazła na nich odcisków palców. Przy kluczach nie było charakterystycznej smyczy od piwa Lech ani przypinki. Najbliżsi podejrzewają, że mogły zostać oderwane.

Zaginiony Remigiusz Baczyński w dniu zaginięcia ważył około 100 kilogramów, miał 185 centymetrów wzrostu. Proporcjonalna budowa ciała, zielone oczy, krótkie, ciemne włosy. Gęste, ciemne brwi. Osoby, które mogą pomóc w odnalezieniu tego mężczyzny proszone są o kontakt z najbliższą jednostką policji, bądź pod numerami 997 lub 112.

Jak informuje  zastępca Prokuratora Rejonowego Marcin Licznerski z Prokuratury Rejonowej Toruń-Wschód:  „Toczyło się śledztwo w sprawie zaistniałego w nocy 30-31 grudnia 2016 roku pozbawienia wolności Remigiusza Baczyńskiego, trwającego dłużej niż 7 dni, tj. o czyn z art. 189 par. 2 kk, które w dniu 22 maja 2017 r. zostało umorzone wobec braku danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia czynu. Postanowienie jest prawomocne i nie są prowadzone ani planowane w chwili obecnej żadne czynności procesowe”.

Krzysztof Rutkowski nie łączy również szarpaniny w Lizard King z zaginięciem: – Przede wszystkim bierzemy pod uwagę  jedną wersję. Niestety, wodę. Nie było żadnego motywu, żeby Remka ktoś w jakikolwiek sposób mógł zabić czy miał jakiekolwiek rozliczenia, był to normalny chłopak. Chłopak, który normalnie funkcjonował, poszedł, napił się. Tak jak powiedziałem, w 90 procentach woda jest absolutnie przyczyną jego zaginięcia – kontynuuje detektyw. – Ja się nie doszukuję żadnej innej teorii, która mogłaby powodować jego zniknięcie, nic takiego nie ma – dodaje. – Nie ma podłoża kryminalnego. To zaginięcie, które było wynikiem alkoholu. Rutkowski zaznacza, że ciało mogło podczepić się pod korzeń lub wbić kurtką, którą miał na sobie w jakieś ostre miejsce. Podkreśla także, iż po takim czasie tzw. tkanka miękka aby się rozłożyła, zostałaby zjedzona przez zwierzęta, byłyby już pewnie jedynie kości, które spoczywają na dnie rzeki i nie wypłyną. Zaznacza także, iż ma dużo doświadczenia w wyciąganiu ciał z wody, ale w tym konkretnym przypadku nie ma punktu przyczepienia pod konkretne miejsce, które można by zweryfikować, sprawdzić.

 – Gdyby to była tak zwana woda stała, czyli jezioro, staw, to jeszcze można by się pokusić o jakiekolwiek działania, które mogłyby jeszcze przynieść efekt, ale jest to nurt rzeki – zaznacza po pytaniu o plany na dalsze działania.

Karina Knorps

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ