Zabił żonę a z dziecka zrobił wspólnika zbrodni

0
Zajmując się dziennikarstwem kryminalnym ma się do czynienia ze zbrodniami okrutnymi. Dziennikarz poznaje fakty, przepytuje świadków, zdobywa informacje, by w końcu napisać tekst, a potem jak najszybciej wyrzucić z pamięci okrutne szczegóły zbrodni, ale wśród relacjonowanych zabójstw są takie, o których zapomnieć szczególnie trudno. Do takich zaliczyć należy morderstwo żony, dokonane przez Jacka D. w obecności własnego, 6-letniego  syna.
Niestety skazany na dożywocie morderca nie ułatwia nam zadania i przypomina o sobie – składając kuriozalny wniosek do sądu o prawo do spadku po zamordowanej przez siebie kobiecie. Chce odebrać majątek synowi, któremu zabił matkę.
Krótkie szczęście
 Początkowo małżeństwo państwa D. wyglądało jak historia z brazylijskiej telenoweli. Byli młodzi, piękni i bogaci. W niewielkiej Środzie  Wielkopolskiej, położonej blisko Poznania, wszyscy ich znali a wielu zazdrościło odniesionego sukcesu. Młode małżeństwo miało jasno określone zadania. Ona zajęła się biznesem, prowadziła salon fryzjerski, do którego dzięki jej wyjątkowym zdolnościom ustawiała się kolejka chętnych klientek. Interes prosperował tak świetnie, że mąż pracujący dotąd jako kierowca tira, mógł zrezygnować z pracy i zająć się wychowaniem syna.
Jednak idylla trwało krótko. Jackowi D. niczego nie brakowało, miał piękną żonę, syna, dom i samochody, ale jemu zamarzyło się życie playboya.
Gdy żona ciężko harowała w salonie fryzjerskim, a syn był w przedszkolu, to on czas i pieniądze tracił na dziewczyny. Do zdradzanej żony coraz częściej docierały sygnały, że mąż dorabia jej rogi. Początkowo nie chciała w to uwierzyć, ale któregoś dnia zostawił on włączony laptop. Ciągle zakochana i dręczona obawami przejrzała jego zawartość. Wtedy okazało się, że jej małżonek jest prawdziwym seksoholikiem i zboczeńcem. Z wieloma kobietami umawiał się na szybki seks. Mało tego, potrafił swoje łóżkowe orgie nagrywać. Biedna kobieta natrafiła na wiele takich filmów. W jednej chwili jej świat się zawalił. Mężczyzna, którego kochała, okazał się kłamcą i zboczeńcem. Nie miała innego wyjścia, jak skończyć z takim związkiem.

2

Początkowo żyli w separacji, może kobieta łudziła się, że dla dobra dziecka Jacek się zmieni. On jednak, pomimo wyznań miłości, ciągle umawiał się z innymi kobietami i w końcu Agnieszka zdecydowała się złożyć w sądzie wniosek o rozwód i opiekę nad dzieckiem. Perspektywa utraty majątku pchnęła męża do tragicznych rozwiązań.
Wtajemniczył syna w podstępny plan skompromitowania Agnieszki jako matki. Otóż kiedy mały Jacek (syn po ojcu dostał takie samo imię) znajdował się pod opieką matki, to miał on poczęstować ją sokiem, w którym rozpuszczona była amfetamina. Plan był prosty – powiadomić policję, że wyrodna matka będąc pod wpływem narkotyków, opiekuje się dzieckiem. Na szczęście kobiecie dziwny smak soku wydał się podejrzany, a syn pytany o szczegóły zaczął się dziwnie zachowywać, więc na wszelki wypadek Agnieszka zawiozła butelkę na policję. Wkrótce okazało się, że policyjni laboranci wykryli duże ilości narkotyku.
Na oczach dziecka

 Od tego momentu Jacek D. przestał udawać potulnego baranka, zakochanego i walczącego o uratowanie związku. Szybko zamienił się w brutala, który zdolny był do awantur, wyzwisk, bijatyk, a nawet  straszenia śmiercią.

Zdesperowana kobieta nie miała wątpliwości, że małżeństwa nie uda się uratować. Wszelkie przejawy agresji męża zgłaszała na policji. Została założona niebieska karta dla osób zagrożonych przemocą domową. Policjanci odebrali Jackowi D. prawo do posiadania broni, lecz na tym skończyło się ich działanie. Proces o podrzucenie w soku amfetaminy nie rozpoczął się. W tym samym dniu, kiedy Jacek D. był przesłuchiwany przez prokuratora w tej sprawie, doszło do tragedii.

Jacek D. wykorzystał swoją kochankę Magdalenę M. do wywabienia żony z domu. Siłą wsadził ją do auta. Agnieszka broniła się, zdołała nawet mocno ugryźć napastnika w palec. Policjanci zabezpieczyli ślady krwi w garażu. Potem zawiózł kobietę do ich drugiego domu, nad zakładem fryzjerskim, gdzie czekał ich 6-letni syn. Razem  pojechali do lasu pod Środą Wielkopolską. Tam okrutny zabójca udusił żonę na oczach dziecka i upozorował porwanie przez bandytów.

W całą akcję wtajemniczony został syn. To on zadzwonił na policję i poinformował o porwaniu rodziców. Policjanci, którzy przyjechali we wskazane przez dziecko miejsce, znaleźli trzy osoby przywiązane do drzewa. Agnieszka niestety już nie żyła. Jej nagie ciało zwisało bezwładnie przywiązane do drzewa.

Jakim zwyrodnialcem trzeba być, żeby zmusić dziecko do oglądania śmierci własnej matki. Mały Jacek był tak zmanipulowany przez ojca, że podczas przesłuchań cały czas opowiadał jedną historię – nieznani sprawcy porwali ich rodzinę i wywieźli do lasu.

Tak samo opowiadał ojciec. Dla niego było jasne, że za morderstwo odpowiadała mafia, która chciała się zemścić za to, że Agnieszka nie chciała płacić haraczu.

Jednak policjantom ta historia od razu wydała się bardzo dziwna. Podejrzane było zachowanie dziecka, które za każdym razem tymi sami słowami opowiadało całą historię. Chłopiec na szczegółowe pytania nie chciał odpowiadać. Gadał jak nakręcona katarynka.
Dodając do tego historię z narkotykami w soku oraz zgłoszenie o groźbach żony – policjanci od razu zwietrzyli nieudolne kłamstwo. Wtedy jeszcze trudno było  im uwierzyć, że Jacek D. może okazać się tak okrutnym i pozbawionym uczuć mordercą. Szybko jednak nastąpił przełom w tej sprawie. Pomogły zeznania wspólniczki, Magdaleny M., która choć brała udział w porwaniu Agnieszki, to zupełnie nie zdawała sobie sprawy, że historia zakończy się morderstwem. Przerażona kochanka ze szczegółami opowiedziała całe zdarzenie. Plamy krwi w garażu, ubranie Agnieszki znalezione w domu ojca Jacka D., potwierdziły, że mówiła prawdę.
Morderca chce majątek
Jacek D. trafił do aresztu. Jego synem zaopiekował się brat Agnieszki, który na co dzień jest policjantem. Okrutną zbrodnią przez wiele dni żyła cała Środa.
Jacek D. podczas śledztwa, ale i podczas procesu nie przyznawał się do winy. Gdy sąd w Poznaniu ogłaszał wyrok dożywocia, zgromadzona na widowni publiczność – głównie rodzina oraz znajomi zamordowanej – biła brawo. Magdalena M. za pomoc w zbrodni usłyszała wyjątkowo łagodny wyrok – tylko 4 i pół roku pozbawienia wolności. Sąd jako okoliczność łagodzącą potraktował jej współpracę z policją, przyznanie się do winy i wyrażoną na sali rozpraw skruchę. Leon D., ojciec mordercy, za zniszczenie dowodów zbrodni dostał rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata i karę grzywny.
Zabójca nie mógł pogodzić się z surowym wyrokiem i złożył apelację od wyroku. W sądzie przedstawił wyjątkowo absurdalną wersję wydarzeń. Według niego żonę udusiła kochanka, Magdalena M., a on próbował walczące kobiety rozdzielić. To wówczas został ugryziony w palec. Jednak sąd drugiej instancji nie uwierzył w te rewelacje oraz nie dopatrzył się żadnych uchybień i utrzymał wyrok w mocy. Oba sądy podkreślały wyjątkową okrutność zbrodni i kompletny brak skruchy. Morderca nie dosyć, że zabił żonę, to jeszcze napiętnował własne dziecko. Dla niego będzie to trauma na całe życie.
Jednak Jacek D. myśli tylko o sobie. Odsiadując wyrok dożywocia, dokładnie po 8 latach od morderstwa postanowił znowu „zabłysnąć” i upomniał się o majątek po zmarłej żonie. Jest to o tyle dziwne, że w trosce o interes Jacka juniora, rodzina już w 2013 roku wystąpiła o uznanie Jacka D. za niegodnego dziedziczenia. Sąd przychylił się do tego wniosku.
Zatem, co kieruje postępowaniem skazanego? Wszyscy prawnicy, kiedy pytam ich o tę sprawę jednogłośnie potwierdzają, że nie widzą szans na to, aby udało mu się przejąć chociaż małą część majątku.

3

Zresztą właścicielem zakładu fryzjerskiego jest już ktoś inny. Dobrze prosperujący zakład prowadzi były pracownik i przyjaciel Agnieszki. Samochody po tylu latach także straciły na wartości, oczywiście, jeśli nie zostały również sprzedane. Do podziału pozostaje jeszcze mieszkanie w bloku i dom pod Środą Wielkopolską. Jedynym spadkobiercą jest syn Agnieszki. Czyżby przebywający za kratami morderca nie miał jeszcze dość krzywdzenia własnego dziecka. Teraz zamierza z synem, którego pozbawił matki, walczyć jeszcze o majątek.
Wyjątkową bezdusznością i bezczelnością mordercy poruszeni są mieszkańcy niewielkiej Środy Wielkopolskiej. Tutaj nikt nie zapomniał o wstrząsającej zbrodni. Jednak słów mieszkańców nie mogę cytować. Oni nie mają litości dla mordercy i w sposób bardzo niecenzuralny oceniają jego zachowanie.
Obserwując nienagannie uczesanego, ubranego w garnitur i elegancki krawat, Jacka D. można przypuszczać, że za jego postępowaniem może kryć się zupełnie coś innego. Skazany,  podobnie jak Brevik, nie potrafi rozliczyć się ze swoją przeszłością, nie czuje się winny, nie potrafi zaakceptować, że przegrał i za wszelką cenę chce jeszcze na kilka sekund zaistnieć w normalnym świecie. Stanąć przed kamerami i z uśmiechem na twarzy walczyć o swoje prawa. Dziwny to świat, w którym mordercy mogą liczyć na rolę w takim spektaklu.
Przemysław Graf
 Fot. Przemysław Graf

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ