W czerwcowy dzień Rafał wyszedł z domu w towarzystwie kilku mężczyzn. Odjechał z nimi spod swojego domu. Zostawił żonę, dzieci, wszystko. Jego szczęśliwe życie zakończyło się w tym momencie.
Baekke, to mała – licząca niewiele ponad tysiąc mieszkańców – miejscowość w Danii. Pochodzący z Małopolski 28-letni Rafał Wróbel wiódł tu – jak się wydaje – spokojny i szczęśliwy żywot męża i ojca. Wszystko to przestało mieć znaczenie 15 czerwca 2014 roku, kiedy to widziany był po raz ostatni.
Jego zaginięcie wstrząsnęło lokalną społecznością, a towarzyszące temu okoliczności wywołały falę spekulacji i pytań bez odpowiedzi.
Zbigniew Wróbel, starszy brat Rafała, tak wspomina tamte wydarzenia:  – O zniknięciu Rafała dowiedziałem się od jego żony Weroniki. Mówiła, że trochę się posprzeczali. Ona poszła z dziećmi na plac zabaw. Gdy wróciła, nikogo nie było w domu. Na stole pozostały dokumenty i komórka Rafała. Przed domem stał ich samochód. Pomyślałem sobie, że musiał ochłonąć i wróci, jak mu przejdzie. Jednak to, co powiedziała mi bratowa, jak również informacje uzyskane od ich sąsiadki, skłoniły nas to powiadomienia o wszystkim policji.
 Bójka w pubie
Wstępne ustalenia były takie, że Rafał opuścił dom w towarzystwie dwóch mężczyzn, z którymi odjechał ich samochodem. Trochę zamieszania wprowadziła wspomniana sąsiadka, która w pierwszej chwili podała, że mężczyźni ci wyprowadzili Rafała z domu, co dało podstawy do przypuszczeń, że stał się on ofiarą porwania. Szybko jednak ustalono, że kobieta widziała jedynie, jak wsiada on do samochodu, w którym byli już dwaj mężczyźni i o użyciu jakiejkolwiek przemocy nie było mowy.
Ciekawe jest jednak to, co zdarzyło się przed zniknięciem.
 Weronika Wróbel mówi o napięciu, jakie tej niedzieli panowało w ich domu: – Jedynie, co mnie zastanawia, to, że w niedzielę przed zaginięciem powiedział do mnie: „jak nie przyjechali do tej pory, to już nie przyjadą”. Nie wiem, czy mu chodziło o policję, czy o tych, z którymi się bił w sobotę. Pytałam go, czemu tak mówi? On odpowiedział, że nie będzie mi opowiadał bo wie, że i tak będę się złościć. Stwierdził tylko, że pobił gościa z Egtved (sąsiednia miejscowość – przyp. autor), bo tamten powiedział: „Naprostuję Ci ten krzywy ryj Polaczku”. Później pojechał do sklepu i pamiętam, że go dość długo nie było, bo musiałam dzwonić po niego. Po tym, wrócił już do domu podenerwowany zaczął się złościć na mnie i na dzieci. Nie wiem, gdzie mógł być, albo z kim się spotkać w tym czasie, gdy pojechał do sklepu.
Bójka, o której Rafał wspominał swojej żonie, miała mieć miejsce w barze. Rodzinie udało się potwierdzić ten fakt, mimo że właściciele pubu stanowczo zaprzeczali, że coś takiego miało miejsce. Możliwe, że chcieli kryć osoby, które mogły mieć wiedzę na temat losów zaginionego.
Parodia działań policji
 To, czego dowiedziałem się o działaniach podjętych przez duńską policję, momentalnie wywołało u mnie wspomnienia komedii o perypetiach nieudaczników z gangu Olsena.
W domu Rafała zjawili się policjanci z psem. Zbyszek, wychowany na „Przygodach psa Cywila”, wie doskonale, że aby pies podjął trop, musi powąchać jakiś przedmiot. Należący do osoby, której ma szukać. Duńscy policjanci byli jednak innego zdania. W efekcie ich pies zgubił trop zanim opuścił podwórko. W zasadzie można powiedzieć, że wcale go nie podjął. Policja poinformowała rodzinę, że załoga helikoptera, który latał nad okolicą, również nie natrafiła na ślad zaginionego. Zaskakujące, że nikt w małej miejscowości nie widział, ani nie słyszał krążącego nad ich głowami śmigłowca. Ostatecznie teoria miejscowej policji, że Rafał na pewno pojechał do Polski i wkrótce się odezwie, spowodowała, że rodzina postanowiła szukać go na własną rękę, bez oglądania się na poczynania lokalnych stróżów prawa.
Pozostańmy przez chwilę przy policji Królestwa Danii. Przeszukując Internet natrafiłem z jednej strony na chwalenie tej formacji jako jednej z najlepiej wyszkolonych w Europie, a z drugiej natomiast na wpisy osób poszkodowanych, z których wynika, że duńscy policjanci nie potrafią złapać przestępcy, nawet gdy wskaże się go palcem. Śledząc ich poczynania w związku z zaginięciem Rafała, skłonny jestem przyjąć, że rację mają ci drudzy.
Prywatne śledztwo
Bliscy Rafała nie mogli znaleźć żadnego punktu zaczepienia, pomocnego w wyjaśnieniu sprawy. Z konta nie zniknęły pieniądze, więc kwestia ewentualnych długów raczej nie wchodzi w grę. Oprócz dziwnego zachowania w dniu zaginięcia, nikt niczego niepokojącego u niego nie zauważył. Podejrzany jest jednak fakt, że zarówno komputer, jak i komórka Rafała zostały skutecznie „wyczyszczone”. Czyżby planował on swoje zniknięcie? I kogo miał na myśli mówiąc: „Skoro do tej pory nie przyszli, to już nie przyjdą”?
Prowadzącemu prywatne śledztwo Zbyszkowi udaje się ustalić, że jego brat w ostatnim czasie zaczął utrzymywać bliższe kontakty z mieszkającymi w okolicy osobami pochodzącymi z terenów dawnego Związku Radzieckiego. Nie wiadomo jednak, czy ma to jakikolwiek związek z jego zniknięciem. Jedna sprawa nie daje Zbyszkowi spokoju. Mianowicie –  w przeddzień zniknięcia – doszło między braćmi do kłótni, w czasie której Zbyszek uderzył Rafała. Ponieważ działo się to pod wpływem wypitego alkoholu, nie pamięta on powodu, jednakże jednej rzeczy jest pewien: Może i jestem narwany, ale z całą pewnością „za darmo” by nie dostał. Musiał mi powiedzieć coś, co mnie wkurzyło.
Zbyszek poprosił mnie o zorganizowanie mu w Polsce seansu hipnotycznego, mając nadzieję, że przypomni sobie powód awantury z bratem. Udało mi się umówić spotkanie z Wiesławem Zyskowskim, który specjalizuje się w metodach przesłuchań, podczas których sięga się do najgłębszych pokładów ludzkiej świadomości. W tym przypadku niestety wypity alkohol zrobił swoje. W trakcie seansu Zbyszek przypomniał sobie jednak, że jego gniew wywołały słowa brata, na temat jego najbliższych planów.
Nadzieja zgasła
Krótko po opublikowaniu w Internecie komunikatu o zaginięciu Rafała, pod jego treścią pojawia się wpis Polaka mieszkającego w Holandii, który twierdzi, że widział poszukiwanego w dyskotece w Hadze. Próbuję się z nim skontaktować, jednak nie odbiera telefonu. Po jakimś czasie Bartek, bo tak ma ów mężczyzna na imię, decyduje się napisać do mnie sms. Twierdzi stanowczo, że widział Rafała w dyskotece w towarzystwie mężczyzn, z którymi on osobiście nie chciałby mieć nic wspólnego. Duńska policja obiecuje zająć się sprawdzeniem tej informacji.
W miarę upływu czasu, Zbyszek zaczyna skłaniać się ku tezie, że jego brat z własnej woli, lub też zmuszony przez kogoś, postanowił zmienić swoje życie. Ma tylko nadzieję, że kiedy już zrobi to co zaplanował, wróci do rodziny.
Nadzieja ta pryska jak bańka mydlana w ostatnich dniach sierpnia 2014 roku, kiedy to przypadkowy przechodzień ujawnia zwłoki ludzkie wiszące na gałęzi drzewa. Ktoś rozpoznaje należący do Rafała plecak i zegarek. Stan zaawansowanego rozkładu nie pozwala na identyfikację. Badania DNA nie pozostawiają złudzeń – to poszukiwany od ponad dwóch miesięcy Rafał Wróbel. Wstępne oględziny zwłok oraz przeprowadzona sekcja, nie wykazały, aby ze śmiercią miały związek inne osoby. Za datę zgonu przyjęto dzień zaginięcia. Tragiczny finał poszukiwań, w żaden sposób nie przyczynił się do wyjaśnienia sprawy.
Mało tego, pojawiły się nowe pytania i wątpliwości. Jak to możliwe, że przez wiele tygodni nikt nie natrafił na zwłoki, znajdujące się w uczęszczanym miejscu, w odległości kilometra od domu? Jak to możliwe, że nie natrafiono na nie bezpośrednio po zaginięciu, gdy znajomi przeczesywali okoliczny teren? Kim byli ludzie, z którymi Rafał odjechał spod swojego domu?
Policja oficjalnie zakończyła sprawę, przyjmując, że doszło do samobójstwa. Jej przedstawiciel, poproszony o przebadanie larw much znajdujących się na zwłokach, w celu ustalenia dokładnej daty śmierci (metoda ta pozwala na ustalenie czasu zgonu z dokładnością do kilku godzin) grzecznie odmówił, tłumacząc, że takie badania są bardzo kosztowne.
Tajemnicę zniknięcia i śmierci, Rafał zabrał do grobu. Czy kiedykolwiek uda się ustalić, co skłoniło (a może zmusiło) go do opuszczenia rodziny, i odpowiedzieć na pytanie, dlaczego zginął? Jego bliscy mają nadzieję, że tak będzie.
„Już nic nie będzie takie same… Zawsze będziemy tęsknić, zawsze w sercu pozostanie ten żal, że tylu słów się nie wypowiedziało tylu rzeczy się razem nie zrobiło” – napisała przed rokiem Weronika Wróbel.
Pozostała pustka.
Mirosław Rybicki