Nauczycielka zrezygnowała z pracy w szkole z zaledwie czterodniowym wypowiedzeniem. Podobno potrzebowała czasu wolnego. Wyjechała do Wielkiej Brytanii, ale od tego czasu się nie odezwała. Jej córka niestrudzenie walczyła o to, by policja uznała ją za zaginioną. Udało się dopiero po ponad dwóch dekadach.

Marion Barter zniknęła w 1997 r. po rezygnacji z pracy nauczycielki w Southport School w Gold Coast (Australia) z czterodniowym wyprzedzeniem. 51-latka powiedziała wtedy, że potrzebuje czasu wolnego i wyjechała do Wielkiej Brytanii. Jednak nigdy więcej nie skontaktowała się z bliskimi. Jej córka, Sally Leydon, niestrudzenie walczyła o umieszczenie matki w rejestrze zaginionych, ale jej prośba została odrzucona niezliczoną liczbę razy.

 Sprawa została oficjalnie zamknięta przez policję w 2016 r., ale w 2019 r. wznowiono ją po tym, jak Channel 7 opublikował podcast Sally o  jej matce pt. „The Lady Vanishes”. Po ponad dwóch dekadach w końcu nastąpił przełom. Zdeterminowana córka, a teraz matka trojga dzieci, wreszcie zobaczyła swoją matkę w krajowym rejestrze osób zaginionych. Po raz pierwszy od 22 lat! – Byłam w szoku. Nie sądziłam, że policja w końcu się tym zajmie. Od wielu lat mają opinię na temat tej sprawy – mówi kobieta w rozmowie z „Daily Mail Australia”.

Sally miała 24 lata, kiedy zgłosiła zaginięcie matki, ale policjanci nie wzięli sprawy poważnie. – Założyli, że ponieważ trzy razy była mężatką i rozwódką, miała 51 lat i zdecydowała się na wakacje, nie ma się czym martwić – mówi z żalem. – Powiedziano mi tylko, że dalsze dochodzenie nie jest konieczne, a zniknięcie było jej własnym wyborem – dodaje 46-latka podkreślając, że policja regularnie zamykała jej drzwi przed nosem.

ZOBACZ!  Wielki obrońca wartości chrześcijańskich zatrzymany na nielegalnej seksimprezie. Węgrzy zszokowani, europoseł zrezygnował z madatu

W 2007 r., w dziesięciolecie jej zniknięcia policja z Nowej Południowej Walii postanowiła wpisać kobietę jako zaginioną, ale 4 lata później wykreśliła ją z rejestru. Nie podano przyczyny. Nie było żadnych danych na temat poszukiwania nauczycielki przez policję w jej ostatnich znanych lokalizacjach ani jakiejkolwiek współpracy z władzami europejskimi. Później Sally dowiedziała się, że jej matka legalnie zmieniła nazwisko z Marion Barter na Florabella Natalia Marion Remakel, zanim wyjechała za granicę. Jej konto bankowe zostało całkowicie opróżnione w ciągu trzech i pół tygodnia. Sprzedała też nieruchomość w Gold Coast.

ZOBACZ!  Wielki obrońca wartości chrześcijańskich zatrzymany na nielegalnej seksimprezie. Węgrzy zszokowani, europoseł zrezygnował z madatu

Jedynym możliwym śladem w sprawie zniknięcia kobiety był mężczyzna, który zadzwonił do Crime Stoppers w 2002 roku. Twierdził, że zauważył ciało zaginionej kobiety imieniem Marion, które znaleziono w buszu w Armidale w północnej Nowej Południowej Walii. Nikt jednak się tym nie zajął aż do 2010 roku, gdy sprawę przejął nowy detektyw. Na śledztwo we wskazanym miejscu było już jednak za późno. Córka zaginionej nie może uwierzyć, jak śledczy mogli zignorować jedyny dostępny trop.

ZOBACZ!  Wielki obrońca wartości chrześcijańskich zatrzymany na nielegalnej seksimprezie. Węgrzy zszokowani, europoseł zrezygnował z madatu

– Życie z czymś takim jest okropne! Będąc mamą, martwię się, że moje dzieci kiedyś zostaną same. Obawiam się też, że przestanę szukać, a ona zostanie znaleziona martwa. Czułabym się okropnie – mówi Sally. – Nie mogę przestać szukać, dopóki nie dowiem się, że z nią wszystko w porządku. Jeśli żyje i jest szczęśliwa, będę spokojna – dodaje. Choć przyznaje też, że jej marzeniem jest, by kobieta poznała swoje wnuki, które właśnie dorastają. To byłaby najlepsza nagroda za 22 lata strachu i rozpaczy.

źródło: DailyMail, fakt.pl

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ