Rozerwane zdjęcie ślubne

0

Była miłością jego życia, dla niej porzucił dom rodzinny w Afryce. Dla niej pracował po kilkanaście godzin dziennie, trenując celebrytów. A ona, chciała tylko pieniędzy i zmieniała kochanków. Jego wyrzuciła z willi, którą dla nich kupił.

 – Zabiłem Iwonę, nie chciałem tego zrobić, teraz mnie za to znienawidzisz, proszę przyjedź, trzeba się zająć dziećmi, wezwij policję! – Benjamin wykrzykiwał chaotycznie po polsku i angielsku do swej klientki, z zawodu psychologa. Byli zaprzyjaźnieni, trenował ją.

Zobaczyła go siedzącego na ganku w zakrwawionej kurtce, otulającego trójkę swych dzieci. Drżały z zimna, bo w to mroźne popołudnie, 12 stycznia tego roku, wybiegły na dwór tylko w bluzach. Wiedziały od ojca, że zabił ich matkę. Mimo to obejmowały go. B. powtarzał z niedowierzaniem przez łzy: Powiedziała przed śmiercią, że mnie kocha.

Gdy, zakuty w kajdanki, wchodził do policyjnego auta, jeszcze raz odwrócił się w stronę swoich dzieci i przeprosił je za to, co się stało. Powtarzał, że kochał ich mamę, a teraz zmarnował im życie i prawdopodobnie długo się nie zobaczą.

A do swej klientki: Nie jestem mordercą, czy będę mógł być na jej pogrzebie? – i sam sobie odpowiadał – Prawdopodobnie nie.

 Ciało zmarłej, z nożem wbitym w okolice serca, zostało zabrane do Zakładu Medycyny Sądowej.

 Miłość jego życia

 Jeszcze tego dnia został przesłuchany. Przyznał się do zamordowania żony, ale twierdził, że nie było to jego zamiarem. Kochał ją od zawsze, to jedyna kobieta w jego życiu.

Przyjechał do niej z Afryki w 1998 roku. Wystarczyło jedno słowo zachęty, wypowiedziane w Polsce przez telefon, które usłyszał w swoim rodzinnym mieście, i rzucił wszystko. Rodzice nie sprzeciwiali się, od dwóch lat wiedzieli o pewnej młodej Polce – poznanej przez syna w Anglii, gdzie jako student zarabiał zbieraniem szparagów. Ona też pracowała na tej farmie. Gdy po wakacjach wrócili w swoje strony, nie przestał o niej myśleć.

W Afryce studiował chemię – dobrze mu szło, miał stypendium z elektrowni, ale ten kierunek go nie interesował. Ostatecznie zrezygnował i znów wyjechał do Europy, gdzie zarabiał na skromne życie imając się różnych prac w coraz to innym kraju. Ale przede wszystkim zwiedzał – po to kupił namiot i plecak.

 Znajomość z Polką podtrzymywana była sms-ami. To właściwe słowo: podtrzymywana, bo ona miała kogoś innego. Znów wrócił do rodziców, zatrudnił się w sklepie. Ale to był tylko przystanek w karierze zawodowej, bo już wiedział, co chce robić – marzył mu się dyplom instruktora fitnessu. Ukończył więc kurs trenera personalnego i z tym certyfikatem pojechał do Anglii szukać pracy w nowym zawodzie. Udało się, klienci go cenili.

W dniu jego 25. urodzin, zadzwoniła do Londynu mama i poza życzeniami miała inną wiadomość – odezwała się ta Polka z Warszawy, prosi o telefon.  Benjamin odebrał nowinę, jako znak z nieba. Była wigilia Bożego Narodzenia 1997 roku.

Połączył się z Iwoną i usłyszał, że jest sama, tęskni, pamięta. Potem przegadali dziesiątki godzin, aby w końcu –  bez osobistego spotkania – ustalić datę jego oświadczyn. Przyjechał do Polski na dwa tygodnie i wszystko wypadło tak, jak sobie wymarzył. Ślub postanowili wziąć w Londynie, w kościele anglikańskim. Żona zamierzała wrócić do Warszawy, a on nie chciał się jej sprzeciwiać, choć wiedział, że w Polsce zaczynają wspólne życie od zera. Nie mieli, ani mieszkania, ani pracy. Co do tego pierwszego problemu – rozwiązali go, wynajmując w stolicy kawalerkę.

Iwona zatrudniła się jako nauczycielka angielskiego, on szukał pracy trenera personalnego. W dużych stołecznych hotelach były kluby fitnessu, ale klientów jak na lekarstwo. Pozyskał tylko dwóch w ciągu roku. Cienko. Żona wymawiała, że jest na jej utrzymaniu, teściowa pozwalała sobie na złośliwe uwagi, kogo ma za zięcia.

Przeniósł się do innego, bardziej luksusowego hotelu i jego sytuacja zmieniła się diametralnie. Przypadł do gustu zadomowionym tam celebrytom, polecali go sobie. Wkrótce miał tyle roboty, że zapisy do niego wymagały rekomendacji. Nie przewróciło mu to w głowie; równocześnie jeździł do szpitala w Konstancinie, aby rehabilitować chorych.

Była więc satysfakcja, a także pieniądze na kupno większego mieszkania i utrzymanie rodziny na godziwym poziomie.

Niepracująca od 6 lat żona zajmowała się trójką dzieci. On harował nawet nie odczuwając tego; był szczęśliwy. Nie zmienił tempa, gdy po odchowaniu dzieci Iwona zatrudniła się w szkole. Ciągle mieli duże wydatki – bywanie w środowisku medialnych gwiazd, oznaczało równanie do ich poziomu życia.

Zdradzała z nudów

 – Po 15 latach małżeństwa wyznał Benjamin, przesłuchującemu go policjantowi – poczułem, że nasze dotychczas zgodne małżeństwo jest zagrożone. Najpierw drobiazg – żona zapomniała o moich urodzinach. To się zdarzyło po raz pierwszy, zawsze celebrowaliśmy ten dzień, bo kojarzył się nam z jej telefonem do Afryki, wyznaniem, że na mnie czeka. Przemilczałem gorycz, ona nie pytała, co mnie gryzie.

Miesiąc później, szukałem w torbie żony drobnych monet, znalazłem krem intymny. Napoczęty. Zdziwiłem się, bo dotąd nie używaliśmy takiego specyfiku. Zapytałem, co to ma znaczyć, a ona bez ceregieli przyznała się do nawiązania seksualnego kontaktu z pewnym Turkiem. Potem wyszedł na jaw jej kolejny romans.

Podejrzewając, że nie mówi całej prawdy, założyłem w komputerze żony program, który zapisywał każde uderzenie klawisza. To doprowadziło mnie do wykrycia, że ona wysyła ukryte przede mną intymne maile do innych mężczyzn. Z ich treści wynikało, że uprawia z nimi seks.

Iwona z płaczem przyznała się do romansowych przygód. Miejscem intymnych zbliżeń były pokoje hotelowe, rezerwowane dla niej, jako uczestnika różnych konferencji. Zapewniała męża, że te kontakty nie miały znaczenia. Po prostu nudziło się jej w domu, gdy mąż cały dzień trenował klientów.

Benjamin był załamany. Czuł się winny. Jego popularność wśród dbających o swój wygląd celebrytów, sprawiała, że kolejne godziny pracowitego dnia, również wieczorne, spędzał w klubie fitness. Zaproponował żonie, aby poskromili apetyty finansowe, żyli skromniej, ale za to będą więcej ze sobą.

– Zgodziła się, spędziliśmy cudowny wieczór, wyznając sobie uczucie. Iwona zapewniła mnie nawet na piśmie, że kocha. To był niby żart, ale miło było otrzymać z jej rąk list z takimi oświadczynami – zeznawał Benjamin. Niestety, już następnego dnia rano przy śniadaniu tamten nastrój prysnął. Żona miała inne plany. Wcale jej nie zależało na tym, abym więcej przebywał z nią i dziećmi. Oświadczyła, że przy naszym statusie nie wypada, abyśmy mieszkali w blokach z epoki Gierka. Zaproponowała nabycie willi, na obrzeżach Warszawy.

Wyrzucony z domu

Tyle gotówki, żeby od ręki kupić nieruchomość, nie mieli. On poprosił swych rodziców, aby przesłali mu pieniądze, które zaoszczędził w ojczystym kraju na fundusz emerytalny. Brakującą resztę chcieli uzupełnić kredytem z banku.

– W banku się okazało, że z żoną, jako potencjalnym kredytobiorcą, nie będą rozmawiać, bo swą mizerną pensją nie spełnia kryteriów. Natomiast ja będę mógł wziąć kredyt, jeśli jeszcze się gdzieś dodatkowo zatrudnię. Uzgodniliśmy, że wezmę kilka kolejnych zleceń trenowania, co w praktyce będzie znaczyło, że jestem cały dzień poza domem. Wahałem się przed takim rozwiązaniem problemu, ale żona mnie pocieszała, że to najwyżej rok lub dwa mordęgi, a dzieci będą miały odpowiednią przestrzeń do nauki i zabawy. Dałem się przekonać, podpisałem papiery o kredyt. Miesiąc później, tuż przed wigilią, wprowadziliśmy się pod nowy adres. Przyznaję, niewiele pomogłem żonie w urządzaniu pokoi. Musiałem pędzić do pracy. Iwona miała do mnie pretensję, że zostawiam ją samą z tym majdanem. Ja jej przypominałem, co ustaliliśmy. Kłóciliśmy się.

Do tego wszystkiego denerwowało go wtrącanie się jej rodziny: matki i siostry, które zjechały do nowego domu na święta. Zdaniem Benjamina, każdy pretekst był dla nich dobry do wywołania awantury. W pierwszy dzień świąt poszło na przykład o to, kiedy powinny być rozpakowane prezenty. On powoływał się na tradycje ze swego domu rodzinnego, szwagierka apodyktycznie narzucała swoje zdanie.

– W pewnej chwili krzyknąłem, że to mój dom, spłacam kredyt – zeznał podejrzany Żona z teściową się oburzyły, co za niegościnność. Awantura, wyzwiska – nie wszystko rozumiałem, bo kobiety krzyczały po polsku. Szwagierka zaczęła się demonstracyjnie pakować. Wtedy Iwona wskazując na mnie palcem orzekła: „To on się zaraz wyprowadzi”. Po chwili znalazłem się za drzwiami.

Wrócił do starego, już zupełnie pustego mieszkania w Warszawie. Był pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia – sklepy pozamykane, a w domu nawet kromki chleba. Jednak nie odczuwał głodu i zamiast wyjść na miasto, do końca dnia usiłował porozumieć się z żoną sms-ami. Pisanymi po angielsku, aby tylko ona mogła je zrozumieć.

Na zlecenie śledczych biegli spenetrowali telefon komórkowy podejrzanego. Znaleziono tam sms-y, o których mówił. Oto jeden z nich, przetłumaczony na polski: „Co mam zrobić? Po prostu dać sobie spokój z Tobą i dziećmi? Zniszczyłaś mnie. Mam nadzieję, że potrafię być wystarczająco silny, żeby nie zrobić Ci tego samego. Wszystko, o czym myślę to miłość, którą miałem do Ciebie przez ostatnie 20 lat. To nie musi się tak skończyć. Pomyśl dobrze, czego oczekujesz od mężczyzny i co jesteś gotowa dać. Lub zmienić się, żeby to dostać. Możemy jeszcze rozwiązać nasz problem. W Twoim sercu nie ma dla mnie miejsca, ale w moim jest go pełno dla Ciebie”.

Odpowiedź, która nadeszła odwrotną pocztą brzmiała: „Nie zapomnij przynieść ze sobą pieniędzy, jest dużo nowych, niezapłaconych rachunków”.

W willi pojawił się po świętach, gdy już wyjechała jej rodzina. Zaproponował żonie spotkanie z psychologiem, może w obecności mediatora dojdą do porozumienia. Odmówiła.

Przyłapana z  kochankiem

 10 stycznia przyjechał do swej willi o godzinie 23. Dzieci już spały, zgodnie z umową miał je rano zabrać na dwa dni do siebie. W nowym domu światło paliło się tylko w sypialni. Wszedł tam, w małżeńskim łóżku zastał obcego mężczyznę z Iwoną.

– Poczułem się jak śmieć – zeznał na policji.

Starał się, aby to wszystko nie dotarło do dzieci. Zajmował się nimi gorliwie przez dwa dni, do willi wrócił z roześmianą czeredką zajadającą pizzę. Uprzedził żonę, o której się zjawią – nie chciał jej zastać in flagranti.

Kochanka nie było, natomiast czekała na niego podróżna torba z rzeczami osobistymi. Do spakowania pozostały jeszcze rodzinne zdjęcia. Gdy zaczęli je przeglądać i on chciał którąś z fotek zatrzymać, to cały czas słyszał naigrawanie się żony z jego sentymentalizmu. Rozdzielają się, zatem wszystko po połowie, również zdjęcia ze ślubu czy z dziećmi. I zaczęła odrywać z fotografii tę cześć, na której był tylko sam. Rzucała mu te strzępy pod nogi.

Płakał. Krzyczał, że zmarnowała mu życie. Ona zagroziła, że wezwie policję, założą mu niebieską linię, nie będzie miał kontaktu z dziećmi. Starał się zabrać jej telefon. Przepychali się, upadli na podłogę. Ona przenikliwie krzyczała – na wysokim tonie, bez słów. To doprowadzało go do szału. Ugryzła go w kciuk.

Nie pamięta momentu chwycenia noża. Nie wie, dlaczego to zrobił – przez 15 lat małżeństwa nigdy jej nie uderzył. Ciągle miał w uszach ten przenikliwy pisk. Gdy oprzytomniał, Iwona leżała w kałuży krwi. Jej wargi już siniały, gdy wyszeptała: – Ja cię kocham.

W komórce wystukał numer 997.

Iwona poznała swego późniejszego kochanka, Piotra S., pięć miesięcy przed tragiczną śmiercią. Był policjantem, uczył kobiety sztuki samoobrony, Iwona zapisała się na taki kurs. Coś zaiskrzyło, zaczęli się spotykać również prywatnie.

– Zwierzała mi się – zeznał ten świadek w czasie śledztwa – że ma męża egoistę, który nie interesuje się, ani nią, ani ich dziećmi. Kupili dom, sama musiała sprowadzać ze sklepów meble, a potem je ustawiać. Mąż na nic nie miał czasu, do domu wracał na kolację. Od dawna go nie kochała, a mimo to zmuszał ją do perwersyjnego seksu, właściwie gwałcił. Poznałem drastyczne szczegóły z ich sypialni.

Były policjant zeznał, że od października 2012 roku przebywał w willi Benjamina codziennie. Pomagał Iwonie w urządzeniu domu, gdyż sama nie dałaby sobie rady. Małżeństwo ostatecznie przeprowadziło się na dwa dni przed wigilią Bożego Narodzenia, a już 25 grudnia Benjamin spakował swe manatki i wrócił do starego mieszkania. Iwona żaliła się kochankowi, że mąż, odkąd ją opuścił, nie dawał pieniędzy na dzieci. – Pomagałem jej finansowo – zeznał świadek Ostatni raz ją widziałem 11 stycznia rano, spędziliśmy razem noc. Potem w ciągu dnia łączyłem się przez komórkę. Wydzwaniałem wielokrotnie. Bezskutecznie, wreszcie napisałem sms-a: „Pewnie śpisz, ale ja się martwię o ciebie”. Przeczuwałem, że coś się stało. Ale nie przyszło mi do głowy, że to będzie coś tak ostatecznego, tragicznego.

Romans Iwony z policjantem stawał się coraz bardziej jawny. Wiedziała o tym wieloletnia przyjaciółka domu Barbara, bo Benjamin się jej zwierzał, radził. Bał się obciążenia dużym kredytem mieszkaniowym. Zwłaszcza w sytuacji, gdy małżeństwo się chwiało. Z drugiej strony mobilizowały go przysięgi żony, że w nowym miejscu zaczną nowe życie, koniec ze zdradami, pretensjami. Rada Barbary była taka, aby – jeśli można – ratować małżeństwo.

– Zaryzykował – zeznała przyjaciółka domu – ale już miesiąc później zapytał mnie, czy znam dobrego adwokata od rozwodów, bo Iwona wyrzuciła go z domu.

 Poniżony i upokorzony

 O przejściach Benjamina wiedziała też Małgorzata B., dobra znajoma tego małżeństwa, on był jej osobistym trenerem.

Gdy się zaprzyjaźnili, zwierzał się na osobności. Duży mężczyzna, o budowie kulturysty, płakał z upokorzenia. Żona – odkąd zastał ją in flagranti z policjantem – potrafiła powiedzieć mu przy dzieciach, że jest nikim, i ona nie może na niego patrzeć.

– Co mam robić, aby uratować to małżeństwo? – pytał Małgorzatę, z zawodu psychologa.

– Radziłam, aby wspólnie poszli na terapię – zeznała przesłuchiwana Ale to już było bardzo trudne do przeprowadzenia, bo przy Iwonie cały czas stała jej matka i siostra, nieżyczliwe „obcemu”. Nie było szans na spokojną rozmowę. Nawet na czas świąt Bożego Narodzenia, tradycyjnie sposobną okazję do pogodzenia się, Iwona kryła się za stojącą za nią murem rodziną.

Musiał być bardzo samotny, skoro w drugi dzień Świąt zwierzał się na Facebooku, że po 15 latach runęło jego małżeństwo, nie ma dla kogo żyć.

Ktoś mu poradził, aby się trzymał. Jest porządnym człowiekiem i wielu klientów go ceni. Odpowiedział: „Ale nie ceni mnie osoba, którą najbardziej kocham”.

Na zachowanie Iwony, próbowała też wpłynąć inna bliska znajoma rozpadającego się małżeństwa. Gdy również jej zwierzył się, że czytał e-maile żony do trzech mężczyzn, wskazujące na intymną zażyłość, porozmawiała z nią, jak kobieta z kobietą. Iwona przyznała się do randek, ale twierdziła, że nic na nich nie zaszło. Znajomej obiecała zerwanie tych kontaktów.

Z nowym 2013 rokiem, Benjamin jakby pogodził się z myślą, że małżeństwa już nie uratuje. Kochanek na dobre zadomowił się w dopiero co kupionej willi. A on godził się na rozwód pod warunkiem, że żona weźmie winę na siebie. Teraz najważniejsze dla niego było ustalenie zasad opieki nad dziećmi. Mieli o tym porozmawiać 10 stycznia. Do willi pod Warszawą dojechał wieczorem, tego dnia do późna rehabilitował pacjentów w Konstancinie. Ucieszył się, widząc światło tylko w sypialni – zatem dzieci już śpią, a żona czeka na rozmowę. Gdy wszedł, zobaczył Iwonę w łóżku z tym policjantem.

Wywiad środowiskowy – przeprowadzony na zlecenie prokuratury w miejscu zamieszkania małżeństwa –  nie wykazał żadnej patologii w tym związku. Para uchodziła za szczęśliwą. Gdy szli na spacer, trzymali się za ręce. Mężczyzna był postrzegany w sąsiedztwie jako wzorowy ojciec, który w każdej wolnej chwili, a już zawsze w weekendy bawił się z dziećmi. Wiele można im było pozazdrościć: trójki udanych dzieci, urody, willi.

Psycholodzy, którzy badali sprawcę po zabójstwie, ocenili jego inteligencję jako wyższą od przeciętnej. Mając na uwadze to, że był w Polsce obcokrajowcem, podkreślali „prawidłowo ukształtowane zdolności adaptacyjne”. Stwierdzono między innymi: „Agresywne zachowanie, które doprowadziło do zabójstwa żony, miało charakter rozładowania skumulowanych negatywnych emocji: poniżenia, upokorzenia, bezradności, gniewu”.

Helena Kowalik

Imiona zostały zmienione

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ