JEDEN CIOS W SERCE

0
599

Gdy nie szedł mu biznes i znajomy wymówił mu lokal, wpadł w alkoholowy ciąg. To jednak pogorszyło tylko jego sytuację. Postanowił zatem odciąć się od tego świata, który go przytłaczał. Przez cios w serce dawnego przyjaciela.

– Było około 16.00, 13 maja 2015 roku – zeznawała recepcjonistka z komendy policji w Strzelcach Opolskich  – Podszedł do mnie Piotr J. Był niewysoki, czuć było od niego alkoholem. Wybełkotał, że chyba zabił kogoś, albo ranił. Ale nie powie kogo, i gdzie to zrobił.

52-letni Piotr J., z wykształcenia technik mechanik obróbki, stał przed blatem policyjnej recepcji i sprawiał wrażenie człowieka spokojnego. Nie przedstawił się jednak i nie okazał dowodu.

Aż się wykrwawi

Dzisiaj to zrobiłem – dodał, kiedy policyjna recepcjonistka ponownie zapytała go o szczegóły. Wtedy podszedł do Piotra J. oficer dyżurny z komendy: – Zajebałem faceta – usłyszał. Był zaskoczony i najpierw nie uwierzył. – Mężczyzna dodał jeszcze, że nie powie, gdzie to się stało, póki się jego ofiara nie wykrwawi – wspominał policjant, który próbował jeszcze coś wyciągnąć od Piotra J. Ale ten uparcie milczał. Policjant zauważył również krew na butach Piotra J.  Gdy oficer dyżurny przyglądał się mężczyźnie, ten pokazał mu „fucka” i wybełkotał: – O wszystkim powiem dopiero po 19. Aż się tamten wykrwawi.

Gdy oficer z wydziału kryminalnego zapytał Piotra J., dlaczego więc nie przyszedł do komendy dopiero po 19.00, ten obruszył się i dodał: – A, co się tak będę, kurwa, bujał po tych Strzelcach.

Z dokumentów Piotra J., które w końcu przedstawił, ustalono miejsce jego zamieszkania w Strzelcach Opolskich. Skontaktowano się telefonicznie z jego żoną 51 -letnią nauczycielką. Poinformowano ją o sytuacji, i o tym, że jej mąż prawdopodobnie kogoś zamordował. Ale nie chce powiedzieć kogo. Mirosława J. przyjechała do komendy i zaczęły się poszukiwania ofiary  jej męża.

Najpierw pojechano do sklepu, który prowadził jej  mąż: – Półtorej godziny temu wpadł tu do pijany szef i oświadczył mi, że będzie likwidował sklep, a potem stąd wybiegł – oznajmił policjantom pracownik Piotra J. ze sklepu komputerowego „Vobis” przy ul. Wojska Polskiego. Mirosława J. przypomniała sobie wtedy o Grzegorzu B.

– Jak mąż bywał pijany, to odgrażał się nieraz, że zamorduje Grzegorza B. –  zakomunikowała policjantom kobieta.  Z Grzegorzem B.  jej mąż kiedyś pracował, ale się pokłócili: – Wtedy Grzegorz B. otworzył konkurencyjny sklep z komputerami przy ul. Marszałka Piłsudskiego, i idzie mu lepiej niż Piotrowi – przyznała Mirosława J. Grzegorz B. Był zaskoczony pojawieniem się policjantów w swoim sklepie, o niczym nie wiedział. W każdym razie żył.

Wtedy dopiero żona Piotra J. pomyślała o 58-letnim Michale Domereckim. Jemu jej małżonek również groził. I razem z policjantami pojechała do kamienicy, w której mieszkał Domerecki, i której był właścicielem. Spodziewano się najgorszego.

W tej kamienicy doszło do zbrodni

– Wejście do kamienicy było otwarte – relacjonował policjant – Nikt w środku nie reagował na nasze zawołania. Na piętrze, za drzwiami kuchennymi leżał martwy Michał Domerecki, cały we krwi. Obok na podłodze znajdował się nóż kuchenny, także zakrwawiony. Krew była wszędzie, na podłodze i na wyposażeniu kuchni. Wokół były przewrócone krzesła, a na stole niedopity alkohol.

Tymczasem Piotr J. zaczął dochodzić do siebie i stawał się bardziej rozmowny. Oświadczył w końcu, że po przebudzeniu się, rano, postanowił kogoś zabić: – I w ten sposób chciałem zmienić całe moje życie – dodał – Odciąć się od tego świata zewnętrznego, który mnie przytłacza. A tylko tak to mogłem osiągnąć. Poprzez jeden cios w serce!

Największy wróg

– Przyszedłem do znajomego – opowiadał dalej – Wypiłem kawę, resztę wódki, którą przyniosłem ze sobą, wypiłem barszcz i wyciągnąłem nóż. Chciałem być dobrym wujkiem dla mego szwagra i uwolnić go od problemu – dodał wtedy dość tajemniczo. I dodał jeszcze, że nie jest w stanie opowiadać przebiegu zdarzenia. Kac  powoli ustępował.

– Dobrze się stało. On był  kobieciarzem, złodziejem i pijakiem. Niewielu go lubiło. Ten czynsz, który mu płaciłem, był zabójczy. I chciał mi go jeszcze podwyższyć. Gdybym miał kogoś zabić na trzeźwo, to tylko tego Domereckiego. Jak miałem u niego lokal, musiałem go tolerować. Jak zmieniłem lokal, to mi emocje puściły. Byłem szczęśliwy, że się od niego uwolniłem. Zrobił to mój pijany umysł. Nigdy nikogo nawet nie uderzyłem. Raz tylko, w izbie wytrzeźwień.

Piotrowi J. i jego żonie wiodło się dobrze. Oprócz mieszkania i sklepu, mieli jeszcze dwie działki i dwa samochody firmowe. On zarabiał 5 tysięcy, ona  2,5 tysiąca złotych. Nie mieli większych problemów, może poza nałogiem Piotra. Wtedy, 13 maja 2015 roku, od ośmiu dni był w ciągu. Pił ostro. Żona zagroziła mu, że jak się ten alkoholowy ciąg nie zakończy, to znowu odda go na leczenie. Był już dwa razy na takim leczeniu. Trzy razy był na leczeniu ambulatoryjnym. I jak się okazało, bez efektów. Pięć lat temu Piotr J. miał nawet udar mózgu, ale z tego wyszedł.

– Bo to mnie zabije – zeznawał na policji, mówiąc o alkoholu – A zacząłem chyba znowu pić dlatego, że mi nie wolno było pić. I piłem z przekory.

13 maja 2015 roku Piotr J. w spokoju wysłuchał  tyrady żony, że go znowu odda na leczenie. Gdy wychodziła z mieszkania, ubrał niebieskie spodnie dżinsowe, wciągnął na siebie jasny podkoszulek, czerwono – czarną koszulę w kratę, czarno – brązowe buty treningowe i postanowił przespacerować się z psem. Jeszcze krzyknęła za nim żona, aby się zbytnio z tym psem nie oddalał od bloku.

Trudno było potem ustalić, co robił od powrotu z psem ze spaceru. Prawdopodobnie znowu pił. Do czego zresztą się przyznał. Już bez psa włóczył się po ulicach Strzelec Opolskich. Kawałek poszedł w stronę ruin zamku książąt piastowskich, kierując się ku rynkowi i później na ulicę ks. Lange, bo tam mieszkał jego dobry kiedyś znajomy, Michał Domerecki. Znali się od 2000 roku. Od czasów, gdy Domerecki dowoził towar do sklepu Marzeny, siostry żony Piotra J. Często bywali z żonami u siebie w domach. Wtedy Piotr J. jeszcze tak nie pił. W tamtym czasie Domerecki na parterze swojej kamienicy wynajął przyjacielowi pomieszczenia na sklep z komputerami. Potem się jednak wszystko posypało. Marzenę zaczęło coś łączyć z Michałem Domereckim. Mieli romans. Dowiedziała się o tym żona Domereckiego i zostawiła męża. Wyjechała na stałe do córki, do Irlandii. Michał Domerecki z Marzeną nadal się jednak spotykali. Również od Marzeny odszedł jej mąż. Nad tą sytuacją bolał Piotr J., gdyż lubił swego szwagra. Wtedy się ponoć rozpił.

Michał Domerecki ze swoim pierwszym wnukiem

Tymczasem Domereckiemu szwankowały interesy i aby wyjść na swoje, podniósł czynsz Piotrowi J. Ten zaprotestował, więc kolega wypowiedział mu wynajem. Wtedy Piotr J. przeniósł się na ul. Wojska Polskiego. Miał jednak cały czas żal do byłego przyjaciela. Choć od zmiany miejsca sklepu w Strzelcach Opolskich minęło już z półtora roku. Stał się Domerecki największym wrogiem Piotra J.  I w końcu postanowił rozprawić się z nim.

Gdy w maju 2015 roku szedł go odwiedzić, zabrał ze sobą nóż kuchenny i niedopitą „Żubrówkę”. Domerecki w tym czasie odnawiał ściany. Nie pił alkoholu z Piotrem J. I zapewne nie spodziewał się tego, co miało nastąpić. W czasie rozmowy gość nagle wyciągnął z kieszeni spodni nóż i zadał gospodarzowi cios w klatkę piersiową. Jeden, prosto w serce, Ostrze przebiło mostek i żebra, worek osierdziowy, przednią i tylną ścianę prawej komory, powodując niemal natychmiastową śmierć ofiary. Piotrowi J. nie spieszyło się opuszczać miejsca zbrodni. Miał nawet dopić kawę, resztę alkoholu i dopiero wtedy wyszedł z kamienicy.

Chodził bez pieniędzy

 Żona Piotra J.  zeznając, mówiła, że po udarze jej mąż był niesprawny ruchowo i emocjonalnie niestabilny. Gdy wrócił do sprawności, wpadał w ciągi alkoholowe i ona zgłaszała to  policji, bo groził także jej. Uciekała wtedy z mieszkania. Jej mąż chciał zabić Grzegorza B., gdyż ten, zdaniem jej męża oszukał go i w ten sposób zniszczył ich przyjaźń: – Piotr bolał nad tym – dodawała. Aby pomóc mężowi, uczęszczała z nim na terapię dla współmałżonków i uczyła się, jak nie dawać mężowi sposobności do agresywnego zachowania. – Po zmianie siedziby sklepu wydawało się, że wszystko jest już dobrze z Piotrem i że się  ustabilizował – stwierdziła.

Jednak już 15 maja 2015 roku kobieta wszystkiemu zaprzeczyła, i dodała: – Odmawiam składania jakichkolwiek zeznań odnośnie mojego męża i wszelkich spraw z nim związanych.

Marzena przyznała się do romansu z Michałem Domereckim i oświadczyła, że Piotr J. znęcał się nad  swoją żoną: – Posiadali nawet niebieską kartę założoną przez policję. Trzy lata temu Mirosława wniosła pozew o rozwód, ale go wycofała.

W sprawie zeznawał również syn Marzeny, 29-letni Michał. Znał dobrze Domereckiego i był z nim zaprzyjaźniony. Wiedział, że przez pewien czas Piotr J. nie płacił czynszu Domereckiemu za wynajmowany sklep: –  Domerecki nie robił jednak z tego problemu i nigdy się nie skarżył na Piotra J.

Michał dodał, że gdy Piotr J. zmienił siedzibę sklepu, to jego interesy spadły niemal do zera – Tak, że mógł chodzić bez pieniędzy.

Syn Marzeny wiedział również, że Piotr J. chciał zabić Grzegorza B. za to, że ten otworzył własny sklep z komputerami: – Raz miał zabrać ze sobą parę noży, i czekał już na Grzegorza B. pod jego sklepem, kiedy niespodziewanie pojawił się na ulicy Domerecki. Gdy ten zapytał, co tu robi, to Piotr J. odszedł. Udawał jeszcze, że czyta rozkład autobusów na przystanku. A potem sam się przyznał cioci, że chciał zabić Grzegorza B.

Po zabójstwie Domereckiego jego córka Agnieszka przyjechała z Irlandii do Strzelec Opolskich. Miesiąc wcześniej urodziła drugiego syna. Chciała pokazać wnuka dziadkowi. Nie zdążyła.

– Tata często wyjeżdżał z rodziną Piotra J. na wakacje – mówiła – Ojciec pomógł Piotrowi J. rozkręcić interes, bo znał się na komputerach. Jak mu wynajmował sklep w naszej kamienicy, to Piotr J. był bez grosza. Wszystko mu ojciec załatwiał, byli przyjaciółmi. Jak Piotr J. zaczął mieć więcej pieniędzy, to po prostu mu odbiło. Zaczął pić i mówił, że go na to stać, na takie picie. Jak wpadał w ciąg, to prosił tatę, czy może na razie nie płacić czynszu za wynajmowany lokal. Mój ojciec opowiadał kiedyś, że raz przy Piotrze, gdy leżał pijany w rowie, jego żona znalazła ponad 100 tysięcy złotych. Z nim działo się coraz gorzej. Ale ojciec nie chciał się już więcej wtrącać do ich rodzinnych spraw. Zaczął ich nawet unikać.

 Nagroda dla żony?

W opinii sądowo-psychologicznej wykluczono u Piotra J. upośledzenie umysłowe. Nie stwierdzono także u niego profilu psychotycznego. W opinii sądowo-psychiatrycznej: „Nie miał z przyczyn chorobowych zniesionej ani ograniczonej w stopniu znacznym zdolności rozpoznania znaczenia zarzucanego mu czynu i pokierowania swoim postępowaniem”.  Zatem Piotr J. był normalny i mógł uczestniczyć w procesie.

– W czasie rozprawy żona Piotra J. całkowicie wybielała swojego męża – wspomina Bartosz Domerecki, syn zamordowanego – Dodawała przed sądem, że to, co zeznała wcześniej na policji, było podyktowane jej wzburzeniem i nieracjonalnym myśleniem, i mijało się z prawdą. Zaprzeczała również, żeby Piotr J. się kiedykolwiek nad nią znęcał i bywał agresywny po wypiciu alkoholu. Zaprzeczała też, żeby groził zabiciem swojego byłego pracownika Grzegorza B. Zdecydowanie broniła Piotra J., twierdząc, że nawet jeśli bywał agresywny po alkoholu, to po wytrzeźwieniu nigdy nie pamiętał, co się z nim działo. Podczas składania zeznań przed sądem było widać, że Mirosława J. wymyśla. Jej zeznania nie trzymały się kupy. Czyniła tak po to, moim zdaniem, by oczyścić męża i by wyrok był niższy. Prokurator zauważył to i wytoczył jej w Sądzie Rejonowym w Opolu sprawę  o składanie fałszywych zeznań.

Odnośnie zeznań żony mordercy jego ojca Bartosz Domerecki nie ma złudzeń: – Od stycznia tego roku przed Sądem Rejonowym w Strzelcach Opolskich toczy się sprawa o podział majątku dorobkowego małżeńskiego Mirosławy i Piotra J. Tak, że Mirosława J. otrzyma 77 procent majątku, w tym wszystkie nieruchomości, a jej mąż, morderca mojego taty – 23 procent. Uważam, że w ten sposób Piotr J. chce uniknąć zapłaty zadośćuczynienia wobec mnie i mojej siostry, które Sąd Okręgowy w Opolu zasądził wyrokiem z 17 czerwca tego roku na naszą korzyść, w wysokości po 100 tysięcy złotych dla każdego z nas. Mirosława J. w zamian, że zaprzeczyła wszelkim swym wcześniej składanym na policji zeznaniom, które mogły dodatkowo obciążać jej męża, została przez niego za to jakby wynagrodzona. Piotr J. zgodził się przecież na niekorzystny dla siebie podział majątku, zaproponowany przez Mirosławę J.

Za zabójstwo Michała Domereckiego Sąd Okręgowy w Opolu skazał Piotra J. – 17 czerwca 2016 roku – na 15 lat pozbawienia wolności. W uzasadnieniu podano między innymi: „W świetle zebranego w sprawie materiału dowodowego, zarówno sprawstwo, jak i wina oskarżonego Piotra J., co do popełnienia zarzucanego mu czynu, nie budziły żadnych wątpliwości. (…) Oskarżony, w ocenie Sądu działał z zamiarem bezpośrednim pozbawienia życia Michała Domereckiego. Nie sposób bowiem inaczej wyjaśnić faktu, że wychodząc z domu, Piotr J. zabrał nóż, który kilka dni wcześniej kazał żonie naostrzyć”.

Wyrok nie był prawomocny. Odwołała się od niego rodzina Domereckich.

– Termin naszej apelacji wyznaczono na 17 listopada tego roku – przypomina Bartosz Domerecki – Domagamy się dla Piotra J. 25 lat pozbawienia wolności. Nadal toczy się sprawa o składanie przez Mirosławę J. fałszywych zeznań. Z tego, co wiem, oskarżona nie stawia się na rozprawy, zasłaniając chorobą.

Roman Roessler

Fot arch. Bartosz Domeracki

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ