Z PLANU FILMU POLAÑSKIEGO DO CELI

0
1396
Nie wiadomo, czy słynny reżyser Roman Polański wie, że na planie jego  filmu „Pianista” narodziła się płomienna miłość, brzemienna w tragiczne skutki. Główni bohaterowie byli co prawda tylko statystami, ale odegrali pierwszoplanowe role w kryminalnym dramacie.
 Ona  była filmową Żydówką, on przystojnym esesmanem. I był jeszcze ten trzeci – kaleki mąż kobiety, który był przeszkodą w tym związku. Dlatego musiał zginąć. Śmierć była zaplanowana perfekcyjnie, i wykonana w iście hollywoodzkim stylu. A rozwikłania jej zagadki nie powstydziłby się sam mistrz Alfred Hitchcock.

Miłość statystów

Oboje pochodzą z Krakowa. Ona, Gabriela K., 44-letnia brunetka, wzbudzająca zainteresowanie mężczyzn z wzajemnością, mimo że matka dwojga dzieci. On, Jerzy S., 44-letni rozwiedziony budowlaniec, w typie, który podoba się kobietom.

Wcześniej się nie znali. Połączył ich Roman Polański, a dokładniej, jego słynny film „Pianista”. Pojawili się wśród dziesiątek statystów, gdy w 2001 roku w Krakowie ogłoszono ich nabór do filmu opartego na autobiograficznej książce Władysława Szpilmana, polskiego pianisty żydowskiego pochodzenia. Ona miała być Żydówką, on hitlerowskim oprawcą.

Ale w samym filmie byli niezauważalnym tłem.

– Ona za to umiała patrzeć – wspomina mój rozmówca, pracujący przy filmie  – W oko wpadł jej Adrien Brody, odtwórca tytułowego „Pianisty”, i Michał Żebrowski. Musiała jednak zapomnieć o takich znajomościach, za wysokie dla niej progi.

Wtedy właśnie zaiskrzyło między nią a Jerzym S. Najpierw były rozmowy, później umówione spotkania, randki. I tak się to zaczęło, wielkie love story filmowych statystów.

Romans rozwijał się, a płomienie miłości ogarniały coraz bardziej kochanków. Było to na tyle widoczne, że o zdradzie w końcu dowiedział się Ryszard K. , 55 –letni mąż Gabrieli. Przymykał na to oko, licząc, że niewierna żona w końcu się opamięta i wróci na łono rodziny. Że się po prostu wyszumi. Marzył o spokoju, którego mu brakowało. Nie wiedział, że swoim zachowaniem i brakiem zdecydowanej reakcji, wydaje na siebie wyrok. Gdyż kochankowie szykują diabelski plan, jak się go pozbyć.
Zwłoki w spiżarce
– Jedźmy odwiedzić Jerzego – zaproponowała 13 maja 2005 roku Gabriela K., a mąż ufnie na to przystał.
Gdy byli na miejscu i Ryszard K. przekroczył próg mieszkania, został nieoczekiwanie zaatakowany przez kochanka żony. Nigdy już się nie dowiemy, czy został zabity swoją własną protezą czy drewnianą pałką. Oficjalna wersja mówi o pałce. Dwa potężne uderzenia w głowę powaliły go na podłogę, kilka ciosów nożem zrobiło resztę.
Duet morderców zapakował zwłoki do worków foliowych. Byli przygotowani na pozbycie się nieboszczyka – wcześniej już kupili sznur i cement. W końcu Jerzy S. był budowlańcem, fachowcem. Miejsce pochówku znaleźli niezwykłe. Grobowcem miała być – służąca za spiżarkę – wnęka na balkonie. Tam upchnęli zwłoki. Całość zabetonowali. Byli zadowoleni, że Ryszard już nie stanie na przeszkodzie ich związkowi.
– Mąż wyszedł do pracy i nie wrócił, telefon się nie odzywa, nie wiem co się z nim stało – ze świetnie udawaną rozpaczą Gabriela K. zgłosiła na policji zaginięcie męża.
Kilka dni później – nad zalewem w Kryspinowie pod Krakowem – znaleziono samochód „zaginionego”. Na pierwszy rzut oka wyglądało to tak, jakby Ryszard K. postanowił rozpocząć nowe życie. Wyjechał z domu, auto porzucił i ruszył w Polskę. Policja przekazała pojazd Gabrieli K.
Śledczym coś jednak nie dawało spokoju. Zaczęli sprawdzać samochód. Okazało się, że została sfałszowana umowa sprzedaży auta, a jego nowym właścicielem jest Jerzy S. On sam, zaledwie dwa miesiące po rzekomym zaginięciu Ryszarda K., pojawił się w mieszkaniu kochanki i został przedstawiony jej dzieciom, jako znajomy ich taty.
Zgubna pazerność
To dawało coraz więcej do myślenia. Ale nie tylko to. Pazerność Gabrieli K. zwróciła uwagę policjantów z Archiwum X. Zaledwie w pół roku od zaginięcia męża, żona zaczęła walczyć w sądzie o uznanie go za zmarłego. Tylko w ten sposób szybko mogłaby odziedziczyć cały majątek. Bez takiej decyzji sądu, musiałaby czekać aż 10 lat, bo tylko wtedy Ryszard B.  – z mocy prawa  – zostałby uznany za zmarłego, a ona sama mogłaby bez problemu przejąć cały majątek.
Tymczasem mieszkanie z zamurowanym nieboszczykiem zostało wynajęte czterem studentom. Mieli wielce zdumione miny, gdy w lutym 2006 roku do ich drzwi zapukała policja.
– Drzwi otworzył mocno zaspany i wyraźnie wczorajszy młodzieniec – wspomina ten moment policjant z grupy Archiwum X, która rozpracowała sprawę – W lokalu byli jego koledzy i sporo pustych butelek.
Funkcjonariusze bardzo dokładnie przeszukali mieszkanie, z kąta w kąt. Nie omieszkali zajrzeć  na balkon. Tutaj ich uwagę przykuł zamurowany kawałek balkonu. To dawało do myślenia i było bardzo podejrzane.
– Postanowiliśmy skorzystać z usług fachowców z Akademii Górniczo-Hutniczej – opowiada policjant – Mają oni takie urządzenie jak georadar, które pozwala sprawdzić, co jest na przykład za ścianą.
A tutaj coś było. Przez cztery godziny rozkuwano balkonowy sarkofag. Gdy w końcu dostano się do środka, oczom ukazał się makabryczny widok – zwłoki człowieka. Przy nich była proteza ręki, różaniec, zegarek i drewniana pałka.
Badania potwierdziły, że to ciało poszukiwanego Ryszarda K. Studenci nie mieli z tym nic wspólnego.

– Płaciliśmy za czterech, a mieszkaliśmy w pięciu – jeden z nich podczas przesłuchania wysilił się na makabryczny żart.

Śledczy nie mieli już wątpliwości, kto zamordował kalekiego mężczyznę.

Gabriela K. i jej kochanek trafili do aresztu. Ona przyznała się do zabójstwa, on odmówił składania wyjaśnień. Co mówili przed sądem, nie wiadomo, bo proces odbył się za zamkniętymi drzwiami.
Wiadomo, że ona dostała prawomocnym wyrokiem 12 lat więzienia, zaś on ćwierć wieku odsiadki.
 Jedno jest też pewne, że na długo nie pojawią się na planie żadnego filmu. Nawet jako statyści. Natomiast historia ich toksycznego związku może kiedyś posłuży za kanwę sensacyjnego filmu.

Mirosław Koźmin

Reportaż z 2013 roku

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ