Wypadki z udziałem znanych osób są często punktem wyjścia do dyskusji o kondycji polskich kierowców. Kierowców, którzy mają przyciężką nogę, lubią testować osiągi swoich zacnych samochodów, czy po prostu pobawić się w Roberta Kubicę, co jakiś szokują opinię publiczną.

 Tylko przed Sądem Okręgowym Warszawa-Praga na wokandzie jest kilka bliźniaczo podobnych do siebie spraw z udziałem nieostrożnych kierowców, którzy przekroczyli prędkość i zabili na drodze. Królowie szos czują się bezkarni, łapią wiatr w powiewające w nurt klimatyzacji ich mniej lub bardziej (zazwyczaj bardziej) luksusowych aut. Ton nierzadko nadają celebryci za kółkiem – Dariusz K., czyli eks-małżonek Edyty Górniak, to chyba najbardziej znany kierowca, który będąc pod wpływem środków odurzających wjechał w przechodzącą przez przejście dla pieszych kobietę. Starsza kobieta zmarła na miejscu. Dariusz K. dostał sześć lat bezwzględnego pozbawienia wolności, choć adwokaci gwiazdy szukali licznych forteli. By uniknął odpowiedzialności.

Równi wobec prawa

 Niedawno incydent z udziałem rowerzystki, która przejeżdżała przez przejście dla pieszych, miał Włodzimierz Cimoszewicz. Sytuacja była niegroźna, były premier wydał oświadczenie, w którym przyznał się do potrącenia rowerzystki na pasach. Poinformował jednocześnie, że w tym dniu dowiedział się o ciężkiej chorobie. Wypadek na szczęście nie był poważny, Cimoszewicz miał niedużą prędkość, nic się nie stało.  Politykowi zatrzymano auto, gdyż nie miało aktualnych badań technicznych.

Zdecydowanie gorzej wypadł dziennikarz Piotr N., który potrącił 77-latkę na pasach. On także nie miał ważnych badań technicznych, obowiązkowego ubezpieczenia, samochód był niesprawny, a kierowca miał zabrane prawo jazdy. Mimo to jechał. Sprawa dziennikarza wciąż toczy się przed Sądem Rejonowym w Piasecznie.

Od początku roku do końca kwietnia na polskich drogach zginęły 844 osoby (to o 115 osób więcej niż w tym samym okresie roku ubiegłego). Wszystkich wypadków do końca kwietnia wydarzyło się 8333, jest ich mniej niż w zeszłym roku, ale – jak zauważa podinsp. Radosław Kobryś z KGP: – Mamy mniej wypadków, ale więcej śmiertelnych.

Pieszych na naszych drogach zginęło do końca kwietnia 287, jest to więcej o 36 osoby w porównaniu z tym okresem w 2018 roku. W wypadkach śmierć poniosło do tej pory 45 rowerzystów.

Wzrosła też liczba zatrzymanych praw jazdy, głównie z powodu przekroczenia prędkości (jak w slangu policyjnym mówią „za 50 plus” – czyli w terenie zabudowanym przekroczenie prędkości o co najmniej połowę) oraz z powodu nietrzeźwości za kółkiem.

 – Polacy chętnie dzielą się z nami swoimi dokumentami – trochę ironizuje, ale też ostrzega podinspektor Kobryś. – W pierwszym kwartale zatrzymaliśmy 20717 takich uprawnień, z czego 8,5 tysiąca kierowców zapragnęło jechać pod wpływem. Za przekroczenie prędkości o co najmniej połowę dozwolonej prędkości prawo jazdy straciło  9200 osób.

 To żaden splendor, jak podkreśla Kobryś. Jeździmy coraz lepszymi samochodami, dającymi poczucie bezpieczeństwa. Czujemy się bezpiecznie niczym w czołgu, oddzieleni od świata zewnętrznego.  Jak mawiał Jeremy Clarkson „Prędkość jeszcze nikogo nie zabiła. To nagłe jej wytracenie jest niebezpieczne”.

Królowie szos

 Robert N. zwany „Frogiem”, to chyba najbardziej znany kierowca – szaleniec, który nic nie robiąc sobie z przepisów, jeździł ulicami Warszawy i – jak się okazało – także innych polskich miast, jakby nie istniało jutro. Oraz inni użytkownicy ruchu drogowego.  Nagrania tych wyczynów wzbudzały fascynację i podziw u jego domorosłych naśladowców. Spotkałam się nawet z opinią jednej dziennikarki, która miała tę przyjemność (?) jechać z Robertem N., że ten co prawda jeździ szybko, ale (sic!) bezpiecznie. Naśladowców takich poczynań nie brakuje, a nudnawe „zwolnij” spotyka się jedynie z epitetami typu frajer.

ZOBACZ!  Polacy za granicą i słynne polskie k**wa. Internet podzieliło jedno nagranie [WIDEO]

Niektórzy owych szaleństw próbują na rodzimych szosach i ścieżkach nierzadko rowerowych. Inni  popisy przenoszą do Czech lub Słowacji. Tam – co zapewne wywołuje zdziwienie, zaskoczenie, może nawet niedowierzanie – nie spotykają się ani z podziwem lokalnej publiczności, ani z wyrozumiałością wymiaru sprawiedliwości. Trzech śmiałków, którzy zabili 57-letniego Słowaka – wyprzedzali na linii ciągłej,  przed wzniesieniem i zakrętem – testowało osiągi swoich luksusowych aut. Znacznie przekroczyli prędkość.

Do wypadku doszło 30 września 2018 roku w okolicy Dolnego Kubina, 40 kilometrów od polskiej granicy. Ostatni z kolumny naszych kozaków zderzył się ze skodą prowadzoną przez Stefana Ončoczołowo. Mężczyzna nie przeżył, jego żona wciąż jest w ciężkim stanie. Sprawa toczy się przed słowackim sądem, a sprawcy są ostro potępiani w tamtejszych mediach.

Niestety, w Polsce już znaleźli naśladowców – w kwietniu słowacka policja dostała informację od kierowcy, że po słowackich drogach podąża kolumna trzech samochodów nieposiadających tablic rejestracyjnych. Prawdopodobnie szykowali się do podobnego wyścigu. Zatrzymani okazali się być Polakami. We wnętrzach ich luksusowych aut znajdowały się zdjęte tablice. Ukarani zostali mandatami.

W słowackiej telewizji nie brak było komentarzy, że to co się stało udziałem trzech polskich jeźdźców apokalipsy, było tylko kwestią czasu. Mówi się o tym, że polscy kierowcy urządzają sobie nielegalne wyścigi u południowych sąsiadów, znani są tam z szybkiej, brawurowej jazdy.

Adam Sz., którzy wyprzedzał czarnym mercedesem na górskiej drodze jako pierwszy, odpowiada dziś z wolnej stopy. Najstraszy spośród sprawców śmiertelnego wypadku, Marcin L.(to jego porsche cayenne czołowo zderzyło się ze škodą Słowaka) będzie doprowadzany na rozprawy ze słowackiego więzienia, podobnie jak kierowca żółtego ferrari Łukasz K. Wszyscy mieli zamiłowanie do szybkich, luksusowych aut. Marcin L. pomorski biznesmen miał ich całą kolekcję. To co wzbudza zwątpienie to fakt, że kierowca mercedesa, to motoryzacyjny blogger (gdzieniegdzie występujący jako dziennikarz), a wszyscy panowie notowani byli – jak stwierdził rzecznik KGP Mariusz Ciarka –za przekraczanie prędkości.Co to dało? Ano rajdy przenieśli do naszego południowego sąsiada.

Nie dalej niż kilka dni temu na Słowację wybrał się kolejny chojrak. Ten – oprócz wątpliwych umiejętności kierowcy Formuły 1, zaopatrzył się dodatkowo w nielegalne substancje. Te stały się przyczyną podjęcia przez niego zupełnie bezsensownej ucieczki przed słowacką, już i tak mocno podrażnioną wyczynami polskich piratów policją. Słowaccy policjanci puścili się w kilkukilometrowy pościg za niedoszłym Ayrtonem Senną znad Wisły, Kierowca omijał zastawione na niego blokady; w końcu wpadł w poślizg. Policja oddała strzały w kierunku dwudziestolatka. Będzie odpowiadał za brawurową jazdę oraz posiadanie dwóch porcji marihuany.

Kierowcy bez uprawnień

 Oprócz samorodnych uczestników wyścigów, dość pokaźną grupę zasilają ci kierowcy, którzy w ogóle nie powinni nimi być. Z racji wcześniejszej utraty prawa jazdy wskutek na przykład prowadzenia auta pod wpływem alkoholu, albo w ogóle go niepodsiadania.

Nowy Dwór Mazowiecki. Łukasz K. uczestniczył w imprezie, skończył się alkohol. Pożyczył terenową stuningowaną toyotę  i pojechał nią do sklepu. Była końcówka października 2018 roku, Łukasz jechał w terenie zabudowanym ponad 70 km/h.  Najechał na chodnik, po którym szedł 15-letni Sebastian. Doszło do potrącenia.  Nie udzielając chłopcu pomocy oddalił się z miejsca wypadku. Sebastian kilka godzin później zmarł w szpitalu. Sprawcy śmiertelnego potrącenia poszukiwano przez kilka tygodni. Odnaleziono samochód, który uczestniczył w wypadku – o czym nie wiedział jego właściciel. Łukasz K. został zatrzymany na lotnisku w Modlinie. Okazało się, że w ogóle nie posiadał prawa jazdy w momencie popełnienia czynu. Prawdopodobnie był pijany, gdy siedział za kółkiem. Łukaszowi K. grozi do 12 lat więzienia. Mężczyzna był wcześniej dwukrotnie karany za „przestępstwa przeciwko bezpieczeństwu w komunikacji”.

ZOBACZ!  Polacy za granicą i słynne polskie k**wa. Internet podzieliło jedno nagranie [WIDEO]

W ostatnich miesiącach policjanci nowodworskiej prewencji zatrzymali 36-letniego kierowcę, który ma dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych. Tymczasem siedział za kółkiem opla vivaro z blisko dwoma promilami alkoholu w organizmie. Został zatrzymany do kontroli. Żeby tego było mało sąd w Wyszkowie wydał za 36-latkiem dwa nakazy doprowadzenia, w celu odbycia kary 1,5 roku pozbawienia wolności. Trafił do aresztu. A dodatkowo odpowie również za złamanie zakazu sądowego oraz jazdę po pijanemu.

Kobyłka pod Warszawą. Grzegorz W. zabił 16-letnią Angelikę, 43-letnią Wiolettę i 70-letnią Jadwigę. Wracały razem z pasterki w 2017 roku. W lutym tego roku usłyszał wyrok 4 lat więzienia, z czym nie mogą pogodzić się rodziny zabitych kobiet. W miejscu gdzie istnieje ograniczenie prędkości do 60 km/h Grzegorz W. jechał ponad 90. Według zeznań jego matki znał drogę na pamięć, był zawodowym kierowcą. Oprócz czterech lat pozbawienia wolności dostał dwuletni zakaz prowadzenia samochodów.

– Zarabiał na życie pracując w firmie kurierskiej. Dlatego ten wyrok utrudnia mu życie zawodowe i możliwości zarobkowania – mówiła mecenas Ewa Radlińska po odczytaniu wyroku. Zarówno prokuratura, która żądała kary dwukrotnie wyższej, jak i sam oskarżony, będą składać apelację. Znowu wiara we własne umiejętności, jazda na pamięć, gaz do dechy były sprawcą strasznej tragedii. A na końcu sprawca, nawet jeśli przed sądem żałuje, że zabił, walczy o jak najmniejszy wyrok.

14 kwietnia 2018 roku. Była piękna pogoda, okolice godziny 16:00, Młody, 22-letni kierowca zmiótł z drogi czteroosobową rodzinę, która jechała poboczem na rowerach. Wcześniej kierowca wpadł w poślizg i bokiem uderzył w rowerzystów. Przeżył tylko ojciec.  Jego żona  i sześcioletnia córka zginęły na miejscu. Starsza córka zmarła po przewiezieniu do szpitala na skutek odniesionych obrażeń. Kamil B. jechał z dwukrotnie większą prędkością, jaka była w tymmiejscu dozwolona. Straszny huk usłyszeli okoliczni sąsiedzi, którzy pospieszyli rodzinie z pomocą.

 – To była masakra – powiedzieli po wypadku. I dodawali, że Kamil B. lubił przycisnąć pedał gazu. Młody kierowca wyczołgał się z przewróconego samochodu. Twierdził, że dobrze znał trasę. Że jeździł bezpiecznie. Ale za szybko.

Sprawa sądowa toczy się przed Sądem Rejonowym w Wołominie. Czeka na kolejny termin.

W ostatni majowy weekend polkowicka policja musiała wdać się w pościg za kierowcą audi, który miał zakaz prowadzenia samochodu za jazdę pod wpływem alkoholu. Pościg zakończyć się jego dachowaniem i uszkodzeniem radiowozu. 22-letni mężczyzna nie był pijany, ale znany polkowickim policjantom, którzy nabrali podejrzeń, że znowu mógł być pod wpływem alkoholu, stąd ta ucieczka. Nikt nie zginął, ale zakaz prowadzenia auta nie robił na młodzieńcu wrażenia – jeździł dopóki nie został namierzony przez funkcjonariuszy. Tym razem nie doszło do zabójstwa na szosie.

Gdzie dwóch się zderza

 Bywa, że i ci kierowcy, którzy śpieszą na ratunek, nie zachowują należytej ostrożności. Do nieumyślnego wypadku doszło na warszawskiej Pradze w 2017 roku, gdy kierowca taksówki zderzył się z karetką pogotowia przewożącą noworodka. Dziecko nie przeżyło wypadku, karetka, którą było przewożone, dachowała. Obaj kierowcy, Cezary T. i Bartosz J. (sprawa wciąż przed Sądem Rejonowym Warszawa Praga-Północ) usłyszeli zarzuty. Kierowca karetki – bo wjechał na skrzyżowanie na czerwonym świetle, używając tylko sygnalizacji świetlnej, bez włączonych dźwięków. Nie miał statusu pojazdu uprzywilejowanego . Zarzuty ma  także kierowca taksówki.

ZOBACZ!  Polacy za granicą i słynne polskie k**wa. Internet podzieliło jedno nagranie [WIDEO]

– W tym przypadku mamy do czynienia z niezachowaniem szczególnej ostrożności przez kierującego taksówką i nieumyślnym naruszeniem przepisów – wyjaśniał prokurator Marcin Saduś z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.

Piękne sierpniowe słoneczne popołudnie, sucha jezdnia. Róg Fieldorfa i Meissnera na warszawskim Gocławiu. Rozpędzony samochód wjechał w grupę pieszych. Doszło do zderzenia dwóch samochodów. To rozpędzony sportowy ford wjechał w przechodniów. Zginęła kobieta, dwie osoby, w tym roczne dziecko, trafiły do szpitala. Było w tym dużo szczęścia, nie zginęło więcej osób. Jak później wynikało z zeznań licznych świadków, także poszkodowanych, kierowca forda jechał ze znacznie przekroczoną prędkością (biegli wykazali, że dwukrotnie większą), ale za wypadek odpowiada wymuszający w tym miejscu pierwszeństwo kierowca toyoty. Mimo że, jak wskazywali niektórzy świadkowie, ford prawdopodobnie ścigał się z mknącym obok niego motorem.  Na osiem miesięcy  kary pozbawienia wolności i pięcioletni zakaz prowadzenia samochodów skazany został tylko Adam J. Mimo, że jak podkreślała sędzia praskiego sądu, do wypadku poprzez nadmierną prędkość przyczynił się Michał W., kierowca forda.

Młodzi, szybcy, pijani

Jak wynika z danych zebranych przez Komendę Główną Policji, najczęstszym powodem jest niedostosowanie prędkości do warunków ruchu. Nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu na przejściu zajmuje w tych statystykach trzecią pozycję. „Spośród wszystkich rodzajów wypadków drogowych, na pierwsze miejsce wysuwają się zdarzenia, które zakwalifikowano do kategorii zderzenie się pojazdów w ruchu. W 2018 roku wypadków takich było 17 041, co stanowiło 53,8% ogółu, śmierć w nich poniosło 1 269osób (44,3% wszystkich zabitych), a rannych zostało 21 877 osób. Następnym, najczęściej występującym rodzajem wypadku, było najechanie na pieszego. Takich zdarzeń było 7 242 (22,9%), w ich wyniku zginęły 792 osoby (27,7%),a 6 800 zostało rannych (18,2%)” – czytamy w raporcie rocznym KGP za 2018 rok. Najwięcej śmiertelnych wypadków spowodowali młodzi mężczyźni, których cechuje brawurowa, niebezpieczna i szybka jazda. Ani zabieranie uprawnień do prowadzenia samochodu, ani bycie pod wpływem alkoholu nie wywołuje u młodych kierowców refleksji.

Dochodzi do prawdziwych dramatów całych rodzin, a wyroki nigdy nie są dla tych rodzin i ich ofiar sprawiedliwe. Niektórzy postulują surowsze kary. By takich kierowców traktować jak zabójców, którzy siadają za kółkiem aby zabić.

Internauci coraz częściej biorą sprawy w swoje ręce. Publikują filmiki z udziałem szaleńców za kierownicą.  Na facebookowej stronie słowackiej policji regularnie publikowane są filmy z niechlubnym udziałem polskich kierowców. W Polsce istnieje przyzwolenie społeczne na przekraczanie prędkości. Niejednokrotnie zdarza się, że ten i ów furiat zaczyna trąbić, gdy inny kierowca jedzie zgodnie przepisami. Bo mu się spieszy, bo jest spóźniony.W dodatku jest mistrzem kierownicy. W swoim własnym mniemaniu.

„W 2018 roku w wypadkach drogowych poszkodowanych zostało 40 221 osób, w tym śmierć poniosły 2 862 osoby, a 37 359 zostało rannych (w tym 10 963 ciężko)” – czytamy w raporcie polskiej policji „Wypadki drogowe w Polsce w 2018 roku”.  W raporcie tym nie znajdziemy poszkodowanych przez polskich kierowców na drogach innych krajów. Na ostateczny bilans 2019 roku przyjdzie nam poczekać. Na razie dane za majowy weekend policja traktuje ostrożnie. Nieoficjalnie zginęło mniej osób niż w majówkę 2018, zabitych osób – jak podaje KGP- było (stan na 6 maja) 28 osób.

Gabriela Jatkowska

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ