19-latek zmarł po badaniu. Lekarka i ratownik pogotowia usłyszeli zarzuty

0
409
fot. symboliczne

Zarzuty narażenia 19-letniego mieszkańca Łodzi na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia przedstawiła lekarce płockiego szpitala i ratownikowi kierującemu zespołem karetki pogotowia łódzka prokuratura okręgowa. Mężczyzna zmarł w kilka godzin po badaniu.

O zarzutach poinformował w piątek rzecznik łódzkiej prokuratury Krzysztof Kopania. Dodał, że obojgu podejrzanym grożą kary do pięciu lat pozbawienia wolności. Wobec lekarki zastosowano poręczenie w kwocie 30 tys. zł i zawieszenie w wykonywaniu zawodu lekarza. Przesłuchanie ratownika trwa.

Rzecznik przypomniał, że do zdarzenia doszło w czerwcu 2017 roku w Płocku. Z dokonanych ustaleń wynika, że w nocy z 20 na 21 czerwca mężczyzna przebywał ze znajomymi w rejonie Wzgórza Tumskiego. Tuż po północy między nimi a inną grupą młodych osób doszło do kłótni, w jej trakcie 19-latek został uderzony. Upadając, uderzył głową o twarde podłoże i stracił przytomność.

Na miejsce wezwano policję i zespół ratownictwa medycznego. Policjanci wylegitymowali niektóre osoby, które zastali na miejscu zdarzenia, i odwołali w rozmowie z dyspozytorem pogotowia przyjazd karetki. Jednak z uwagi na zły stan 19-latka towarzyszące mu osoby ponownie wezwały pogotowie. Ratownicy określili stan pokrzywdzonego, jako bardzo dobry, stwierdzając, że jest on po spożyciu alkoholu i przekazali go patrolowi policji, który zdecydował o konieczności zatrzymania mężczyzny celem wytrzeźwienia.

Jak wyjaśnił Kopania, łączyło się to z koniecznością uzyskania zaświadczenia lekarskiego. Tuż przed godziną 2 pokrzywdzony został przewieziony przez policjantów do Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Płocku, gdzie był badany przez podejrzaną. Lekarka wystawiła zaświadczenie o braku przeciwwskazań do osadzenia.

Po przewiezieniu do Komendy Miejskiej Policji stan zdrowia mężczyzny nadal się pogarszał. Około godziny 5 rano nieprzytomny trafił do szpitala. Stwierdzono wówczas bardzo rozległe obrażenia głowy. Mimo podjętych działań dzień później, czyli 22 czerwca, 19-latek zmarł. Ustalono, że śmierć nastąpiła na skutek urazu czaszkowo-mózgowego. Mężczyzna doznał obrażeń m.in. w postaci złamania kości czaszki oraz obrzęku mózgu.

Kopania zwrócił uwagę, że wbrew wcześniejszej ocenie służb medycznych i policjantów w pobranej krwi nie stwierdzono obecności alkoholu. Także badania próbek pobranych podczas sekcji wykazały, że mężczyzna nie był nietrzeźwy ani pod wpływem środków odurzających. Prokurator dodał, że z relacji świadków wynika, iż zarówno policjantom, jak i osobom, którym przedstawiono zarzuty, były przekazywane informacje o doznanym urazie głowy. Lekarka odnotowała to zresztą w dokumentacji medycznej.

Do przeprowadzenia postępowania w tej sprawie została wyznaczona Prokuratura Okręgowa w Łodzi. Śledczy badają prawidłowość działań funkcjonariuszy Komendy Miejskiej Policji w Płocku podczas interwencji po północy z 20 na 21 czerwca 2017 r., a także przedstawicieli służb medycznych, którzy krytycznej nocy przeprowadzali badania 19-latka.

– Po zebraniu bardzo obszernego materiału dowodowego w śledztwie zasięgnięto opinii biegłych z Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zebrane na obecnym etapie dowody dostarczyły podstaw do sformułowania zarzutów narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lekarce oraz kierownikowi zespołu ratownictwa medycznego w Płocku. W najbliższym czasie będą podejmowane dalsze decyzje w sprawie, w tym co do ewentualnej odpowiedzialności innych osób – powiedział Kopania.

Podkreślił, że z opinii biegłych wynika, iż skala doznanych obrażeń była tak duża, że nie gwarantowała możliwości uratowania życia nawet w razie szybszego udzielenia pomocy medycznej.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ