Skazany za niewinność

1

Skazano go za zabójstwo tylko na podstawie pomówienia. Niewinny siedział w więzieniu ponad 12 lat za kratami, od 1999 roku.  Stracił majątek, rodzinę. Syn, którego kocha ponad wszystko, nie chce utrzymywać z nim kontaktów.

Moja była partnerka i matka naszego syna, powiedziała mu, że go porzuciłem! Pamiętam te „10 kilo na klacie” czteroletniego syna, którego przytulałem, zanim zamknęli mnie w więzieniu. Dziś on ma 18 lat i nie chce mnie znaćCzesław Kowalczyk nie kryje wzruszenia.

Dla Czesława Kowalczyka syn jest najważniejszy. Nie może pogodzić się z odrzuceniem, niechęcią. Nigdy nie przypuszczał, że z ust jego jedynaka padną tak gorzkie słowa: – Nie mam o czym z Tobą rozmawiać. Nie było Ciebie, gdy byłeś mi najbardziej potrzebny.

Tyle usłyszał podczas krótkich spotkań, gdy – po ponad 12 latach – wypuszczono go na wolność. Była partnerka, nawet podczas tych kilku spotkań ojca z synem, nie odstępowała ich ani na chwilę. Obawiała się zmiany opinii syna! Porwania syna. Trudno przypuszczać.

14-dsc_9639-czeslaw-kowalczyk-na-wolnosci-2

Na miejsce rozmowy o relacjach:  ojciec – syn, wybraliśmy trójmiejską plażę.

– Nic nie jest dla mnie tak ważne, jak właśnie syn – mówi dobitnie Czesław Kowalczyk. – Pogodziłem się już z utratą 12 lat wolności i domu w Gdyni. Bezdomni zrobili z niego melinę i doprowadzili dom do ruiny. Nie pogodziłem się z utratą syna! Marzenie? Mam jedno. Zabrać syna w morze, najchętniej w rejs dookoła świata. Kiedyś pływałem zawodowo na statkach, syn uprawia żeglarstwo. Stanowilibyśmy dobraną parę.

Korzysta z każdej okazji, by być jak najbliżej syna.

– Nawet wynająłem koję na jachcie, zacumowanym w gdyńskim porcie. Tuż obok syn pływał na regatach. Gdy „przypadkowo” natknęliśmy się na siebie, usłyszałem tylko zwykłe „Cześć” i nic więcej. Odszedł, jakbym był dla niego kimś obcym – wspomina z żalem.

Dom ruina i melina

Czesław Kowalczyk znajduje i wygrzebuje – w stercie zerwanych podłóg i walających się butelek – zdjęcie sprzed kilkunastu lat. Na nim ich troje: on, narzeczona i syn. Fotografia zrobiona w sypialni. Skromnej, bo byli na dorobku. Na podłodze materac, na nim rodzice i ich jedynak, którego mężczyzna unosi wysoko w górę. Uśmiechy na twarzach, radość.

17-dsc_9700-czeslaw-kowalczyk-przed-swoim-domem-w-ktorym-bezdomi-urzadzili-meline-1
Kowalczyk przed swoim zrujnowanym domem

Dziś w ich byłym „rodzinnym” domu widok jest przerażający. Odór też. Bezdomni urządzili tu melinę. Mieli dużo czasu – 12 lat, gdy właściciel był za kratami. W pokoju dziecinnym, odrywające się od ścian  płaty kolorowej tapety z „misiami”. W kolejnym pomieszczeniu legowisko z brudnych, zbutwiałych kołder. Walające się resztki jedzenia, butelki po wódce. Wszędzie śmieci.  Meliniarze rozkradli wszystko.

– Szafki, umywalki. Nawet kable elektryczne wyrwali ze ścian – z wymuszonym spokojem Czesław Kowalczyk pokazuje na rozryte ściany w pokojach. – Gdy mnie zamknięto, moja była narzeczona zabrała syna i wyjechała z Trójmiasta. To stąd mnie zabrano do aresztu tymczasowego. Na 12 lat, 3 miesiące i 9 dni. Tylko przypadek sprawił, że nie jestem w więzieniu do końca życia.

 Pomówiony o morderstwo

Okolice stadniny koni w Gdańsku Lipcach. Czesław Kowalczyk zna to miejsce zabójstwa z akt sprawy, z zeznań świadków i tzw. wizji lokalnej z faktycznymi, ujawnionymi po latach, sprawcami głośnego mordu. 28 grudnia 1998 roku, przy drodze nieopodal stadniny koni, zastrzelono znanego trenera jazdy konnej Adama Kwaśnego.

Prokurator Grażyna Wawryniuk, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, opisuje okoliczności zdarzenia: – Tego dnia, w godzinach przedpołudniowych, pokrzywdzony Adam K. wspólnie ze swoją towarzyszką Iwoną C., jechali samochodem do klubu jeździeckiego. Adam K. był instruktorem jazdy konnej. Dojeżdżając do klubu, musieli przejechać wąską drogą polną. Na tej drodze zauważyli jadący z przeciwka samochód.

12-dsc-9618-grazyna-wawryniuk-rzecznik-prasowy-prokuratury-okregowej-w-gdansku
Prokurator Grażyna Wawryniuk, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gdańsku,

Szczegóły zeznań świadka oskarżenia, Iwony C., spisuję z akt sprawy. Dopiero po latach sąd uznał, że były pomówieniem: „(… ) samochód marki Audi, którym jechali Iwona C. oraz Adam Kwaśny, został wyminięty przez samochód marki peugeot w kolorze niebieskim, w którym siedziało dwóch mężczyzn. W trakcie manewru mijania, samochód marki Peugeot otarł bok samochodu marki Audi. W związku z tym kierowca samochodu marki Peugeot zatrzymał pojazd. Również i Adam Kwaśny zatrzymał prowadzony przez siebie samochód i jako pierwszy z niego wysiadł. Z samochodu wysiadła także Iwona C. i chciała przejść na stronę, po której stał Adam Kwaśny. W tym momencie z samochodu marki Peugeot wysiadł mężczyzna siedzący na miejscu pasażera i podszedł do Adama Kwaśnego. Był to Czesław Kowalczyk. Pierwszy odezwał się Adam Kwaśny, który powiedział: „nic się nie stało, samochód i tak był już z tej strony porysowany”. Czesław Kowalczyk nie odezwał się, wyjął bron i strzelił w kierunku Adama Kwaśnego. Adam Kwaśny przewrócił się, zaś Iwona C. podbiegła do niego i zaczęła krzyczeć. W tym momencie Czesław Kowalczyk powiedział do Iwony C., że ma się położyć na ziemi, w przeciwnym razie ją także zastrzeli. Ona jednak tego nie uczyniła i dalej stała nieruchomo w miejscu, w bliskiej odległości od Czesława Kowalczyka. Następnie Czesław Kowalczyk wsiadł do samochodu marki Peugeot, który odjechał. Iwona C. krzycząc pobiegła kierunku ośrodka jeździeckiego, gdzie usłyszał ją Janusz B. Razem wrócili do leżącego przy samochodzie Adama Kwaśnego, jednakże ten już nie żył”.

Te zeznania świadka Iwony C. stały się podstawą aktu oskarżenia Czesława Kowalczyka.

Iwona C. wycofała się z nich po dwóch tygodniach. Tłumaczyła, że podczas przesłuchania była w szoku, że leczyła się psychiatrycznie. Podkreślała, iż przez długi okres zażywała bardzo silne leki psychotropowe oraz, że błędnie rozpoznała Czesława Kowalczyka, podczas okazania przez lustro fenickie. Zmiana jej zeznań nie przekonała jednak prokuratorów i sędziów.

Z akt sprawy: „Wobec niepamięci świadka, tym większego znaczenia nabierają zeznania świadka, złożone w dniu zabójstwa Adama Kwaśnego oraz pozostałe zeznania złożone w toku postępowania przygotowawczego. To właśnie na nich sąd oparł przekonanie, iż to Czesław Kowalczyk strzelał do Adama Kwaśnego”.

Prokurator G. Wawryniuk: – Aktem oskarżenia został objęte trzy osoby: Mariusz N., który zlecił zabójstwo. Czesław K. – któremu przedstawiono zarzut dokonania zabójstwa przy użyciu broni palnej i jej posiadania, oraz Adam S. – miał on znaleźć osobę, która dokonała zabójstwa. To osoba pośrednicząca między zleceniodawcą i faktycznymi sprawcami zabójstwa.

Zabójstwo z miłości

Czesław Kowalczyk: – Okazało się, że ów trener jazdy konnej, czyli Adam Kwaśny, był kochankiem Iwony C., która miała zazdrosnego o nią konkubenta Mariusza N. I to on był zleceniodawcą zabójstwa.

Z akt sprawy: „Mariusz  N. okazywał wobec Iwony C. obsesyjną wręcz zazdrość, często kierując pod adresem byłej konkubiny i jej ówczesnego partnera Adama Kwaśnego, groźby pozbawienia życia. Mariusz N. publicznie oświadczał, iż Iwona C. jest „mu przypisana i nie może żyć z innym mężczyzną”.

Zleceniodawca zabójstwa – Mariusz N., po kilku dniach namysłu, udzielił mi pierwszego i jedynego wywiadu na temat tego mordu. Za zlecenie zabójstwa odsiedział już 12 lat i 5 miesięcy. Teraz korzysta – ze względów zdrowotnych – z przerwy w odbywaniu kary.

– Pan był zazdrosny o to, że pana ówczesna konkubina, a obecnie żona – pani Iwona C., utrzymywała kontakty intymne z instruktorem jazdy konnej Adamem Kwaśnym?

– Spotykała się ze mną i z nim! – Mariusz N. nieco się denerwuje.

– Pan zlecił to morderstwo?– pytam wprost.

fot4-mariusz-n-zleceniodawca-zabojstwa
Zleceniodawca zabójstwa – Mariusz N., po kilku dniach namysłu, udzielił mi pierwszego i jedynego wywiadu na temat tego mordu

– Zleciłem Adamowi S. – (pośrednikowi zabójstwa – przypis autora), by przywiózł mi do domu trenera jazdy konnej – Adama K., w celu… porozmawiania. Adam S. wziął samochód i broń. Pojechał i przez kilka dni nie miałem z nim styczności. Zadzwonił dopiero 28 grudnia i powiedział, że sytuacja wymknęła się spod kontroli. I na tym skończyła się rozmowa. – odpowiada.

Z akt sprawy: „Około godziny 10.30 do Mariusza N. zatelefonował Adam S. i  poinformował, iż o sprawie z pewnością dowie się z radia, a także, iż jedyne co może powiedzieć to, że „z przyłożenia, resztę zaś opowie później”.

– Co pan zeznał prokuratorowi i sędziemu na temat oskarżenia Czesława Kowalczyka o zabójstwo?

– Mówiłem, że Czesław Kowalczyk nie miał z tym nic wspólnego! Zeznałem, kto przyjął zlecenie i że to był Adam. S. Powiedziałem też, że zabójstwa dokonał razem z Piotrem R. i Zbigniewem D. Wielokrotnie mówiłem prokuratorowi i sędziemu, że Czesław Kowalczyk nie jest zabójcą! –  Mariusz N. nie pozostawia wątpliwości, kto zabił.

Prokuratura i sąd nie dały jednak wiary zeznaniom Mariusza N. Choć ten wielokrotnie wskazywał na faktycznych morderców i podkreślał, że Czesław Kowalczyk nie miał z tym zabójstwem nic wspólnego.

Prokuratura do winy jednak się nie poczuwa. Podpiera się stanowiskiem sądu, który przyjął akt oskarżenia.

– Sąd dwukrotnie wyrokował, uznając Czesława K. za winnego zarzucanych mu przestępstw, skazując go za nie – argumentuje prokurator.

 Kuriozum prawne

Prokuratura a za nią sąd, za prawdziwe uznali jedynie zeznania Iwony C. – świadka zabójstwa – która początkowo jako sprawcę wskazała Czesława Kowalczyka.

– Jak policja trafiła na pana Kowalczyka? – pytam Bolesława Senyszyna, adwokata Czesława Kowalczyka.

 – Na podstawie okoliczności, jakim samochodem jechali sprawcy. Przypisano Czesławowi Kowalczykowi, że miał się kiedyś tym autem poruszać.- odpowiada adwokat.

– To znaczy, że Kowalczyk miał kontakt z tym środowiskiem?

– Przynajmniej znał jedną osobę z tego środowiska. – wyjaśnia Senyszyn.

O zabójstwo trenera jazdy konnej oskarżono Czesława Kowalczyka, pomimo że wskazał prokuraturze świadka alibi! Swojego kierowcę.

9-dsc_9658-czeslaw-kowalczyk-przed-aresztem-sledczym-w-gdansku-4

Czesław Kowalczyk: – W czasie pierwszego mojego zeznania, powiedziałem, że podczas zatrzymania byłem w szoku. Mówiłem, że nie pamiętam, co robiłem w tym czasie, ale mój kolega i kierowca, który codziennie woził mnie autem, będzie wiedział na pewno, co robiliśmy. Podałem jego nazwisko i imię. Czekam na rozwój sytuacji. Wierzyłem, że wypuszczą mnie z więzienia, powiedzą: „Masz niepodważalne alibi. To nie Ty zabiłeś!” Mija półtora miesiąca, przychodzę na kolejne przesłuchania, a pan prokurator mówi – „przesłuchaliśmy świadka, ale on niczego nie wniósł”.

Bolesław Senyszyn, adwokat: Ten świadek alibi, wskazany przez Czesława Kowalczyka, był przesłuchany w innym postępowaniu, jeszcze przed dokonaniem zabójstwa! Na zupełnie inne okoliczności. Na tej podstawie uznano, że nie będzie on w tym postępowaniu przydatny. Przesłuchano go dopiero podczas trzeciego postępowania (o uniewinnienie – przypis autora).

– Po dziesięciu latach!?

– Tak! – odpowiada adwokat Bolesław Senyszyn.

– Przecież to są ewidentne zaniechania prokuratury?

– Przyjmuje się, że jeśli ktoś jest na miejscu zdarzenia i twierdzi, że to na pewno jest ta osoba, to jest to uważane za niezbity dowód. Wobec tego inne kierunki – które można by sprawdzać i wyjaśniać, czy ewentualnie nie są to inni sprawcy – zostały w jakiś sposób zmarginalizowane. – zauważa adwokat Cz. Kowalczyka.

Klęska sprawiedliwości

Lektura wniosków adwokatów i uzasadnienia Sądu Apelacyjnego, uchylającego wyrok 25 lat pozbawienia wolności, przeraża. To min. bezzasadne odmówienie wiary zeznaniom Mariusza N. – zleceniodawcy zabójstwa, który wskazywał na właściwych sprawców morderstwa – czyli Piotra R. i Zbigniewa D. Błędem było uznanie, że główny świadek oskarżenia i zabójstwa – Iwona C. nie była pod wpływem  leków wpływających na zaburzenia pamięci. Sąd Apelacyjny zwraca uwagę na oddalanie wniosków oskarżonego i obrony o rozpatrzenie korzystnych dla niego dowodów, np. niezbadanie bilingów wszystkich jego połączeń telefonicznych w dniu zabójstwa. Zakwestionowana jest także odmowa przeprowadzenia eksperymentu procesowego, tj. zbadania faktycznego czasu, niezbędnego na przemieszczenie się z miejsca zabójstwa do wskazanego przez oskarżonego miejsca pobytu. Ponadto Sąd Apelacyjny zwraca uwagę na rozpatrywanie niemożliwych do udowodnienia wątpliwości procesowych na niekorzyść oskarżonego, czyli złamanie gwarancji „domniemania niewinności” oraz zaniechanie badań okoliczności przemawiających na jego korzyść.

6-dsc_9664-areszt-sledczy-w-gdansku
Czesława Kowalczyka wtrącili do aresztu już po dwóch tygodniach od zabójstwa

Stanowiskiem sędziów zdziwiony jest też kolejny adwokat – prof. Piotr Kruszyński – który był jednym z obrońców Czesława Kowalczyka.

–  Nieraz spotykałem się z takim zjawiskiem, że prokurator i sąd, są głusi na racjonalne argumenty. Nie mówię, że tak jest zawsze, ale tak jest niejednokrotnie. To jest ta rutyna, to działanie mechaniczne. Od razu z góry zakładają, że to jest nieprawda – profesor  Kruszyński nie ukrywa wzburzenia.

– To postępowanie przygotowawcze nie zostało przeprowadzone w taki sposób, jak tego wymagają przepisy! – dodaje Bolesław Senyszyn.

Koniec lat 90. to były czasy działalności w Trójmieście tzw. Klubu Płatnych Morderców.

Czesław Kowalczyk wypiera się jakiejkolwiek działalności w tym „klubie”. Niewiniątkiem jednak nie był.

– Pana powiązano z działalnością tzw. mafii gdańskiej? – pytam Czesława Kowalczyka.

– Pod koniec lat dziewięćdziesiątych policja, prokuratura i sąd, były pod ogromną presją mediów, społeczeństwa, aby coś zrobić z tzw. mafią gdańską. Mnie łączono z tym środowiskiem, bo miałem z nimi powiązania biznesowe. Trzymano mnie przez 12 lat w areszcie za coś, czego nie zrobiłem.

 Rodzina się odwróciła

– Najgorsze było to, że dla rodziny zawsze byłam ciocią, chętnie ze mną rozmawiali, a po zamknięciu w więzieniu mojego syna, obchodzili mnie z daleka – mówi ze łzami w oczach matka Czesława Kowalczyka – Mój brat cioteczny powiedział, żeby do nich nie przyjeżdżać. Nie przysyłali nawet kartek na imieniny. Ludzie się chyba bali ze mną rozmawiać, ale nie rozumiem dlaczego?! Było takie zastraszenie. Nawet, kiedy mnie widzieli, przechodzili na drugą stronę ulicy, tak, jakbym była jakaś trędowata. Tylko moje dwie prawdziwe koleżanki się nie odwróciły. Jedna brała mnie pod rękę i mówiła:  „Nie płacz, Bóg jest sprawiedliwy”. Ona trzymała mnie na duchu.

Czesława Kowalczyka wtrącili do aresztu już po dwóch tygodniach od zabójstwa, do celi na oddziale dla osób szczególnie niebezpiecznych. Rozmawiamy tuż przy murach Aresztu Śledczego w Gdańsku. Tu nie potrafi ukryć zdenerwowania.

– To było jakby więzienie w więzieniu – na twarzy Czesława Kowalczyka pojawiają się emocje. – Jedna godzina spaceru na dobę. By wyjść na spacer, skuwali mnie i wykręcali ręce do tyłu. W pozycji „na Małysza” wyprowadzali mnie z celi. Przez pięć lat trzymali mnie samego w celi dla szczególnie niebezpiecznych. Dopiero potem przenieśli mnie do innej już  kilkuosobowej. To był taki substytut wolności. Siedziałem w więzieniach w kilku miastach.

1-dsc_0006-czeslaw-kowalczyk-przed-aresztem-sledczym-w-gdansku-1

– Mój syn był inny na twarzy. Blady, a w oczach miał coś takiego, jak chorzy na jaskrę, taką mgłę. Po prostu był chory. Nerwy go zjadały – ze łzami w oczach wspomina mama Czesława Kowalczyka.

29 lipca 2003 rok. Wyrok Sądu Okręgowego w Gdańsku – dożywocie. Mija półtora roku. Sąd Apelacyjny uchyla wyrok i nakazuje ponowny proces. Rozpoczął się w 2005 roku. Kolejne dwa lata procesu i zmiana wyroku dożywocia na 25 lat pozbawienia wolności. Sąd Apelacyjny uchyla ten wyrok i w 2009 roku rozpoczyna się trzeci proces. Zakończył się w sierpniu 2012 roku – uniewinnieniem od zarzutu zabójstwa. Uprawomocnił się w pierwszej połowie listopada – wylicza Czesław Kowalczyk.

Przełom w sprawie

Przełom nastąpił w 2011 roku, gdy pośrednik w zabójstwie – Adam S. – zgłosił się w prokuraturze i wskazał dwóch mężczyzn, którzy dokonali mordu.

– Wśród nich nie było Czesława Kowalczyka – zaznacza pani prokurator.

– Pośrednik ujawnił prawdę o morderstwie, gdy jego wspólnicy w innych przestępstwach rabunkowych – okradanie TIR-ów – zaczęli przypisywać mu udział w tych kradzieżach. Pod wpływem chęci zemsty, Adam S. przyznał się, jak to w rzeczywistości było. – wyjaśnia mecenas Bolesław Senyszyn.

Po wskazaniu przez pośrednika faktycznych zabójców trenera jazdy konnej w Gdańsku, prokuratura sama wystąpiła o uchylenie aresztu Czesławowi Kowalczykowi. Za kratami siedział już od ponad 12 lat.

– Czy prokuratura czuje wstyd z powodu oskarżenia, które skończyło się uniewinnieniem?- pytam.

– Ten materiał dowodowy był weryfikowany dwukrotnie przez sąd i dał podstawy do skazania Czesława K. za zabójstwo. Więc nie bardzo rozumiem tego typu pytania, dotyczącego wstydu prokuratury – mówi prokurator Grażyna Wawryniuk.

Po uniewinnieniu od zarzutu zabójstwa. Czesław Kowalczyk złożył apelację od wyroku nieprawomocnego, skazującego go za posiadanie broni.

– Prokuratura oskarżyła mnie o to, gdyż skoro – jej zdaniem – zabiłem, to musiałem mieć broń – tłumaczy.

 Czesław Kowalczyk zamierza wystąpić o odszkodowanie i zadośćuczynienie. Będzie starał się też o zwrot kosztów wynajęcia pięciu adwokatów.

8-dsc_0864-1-cela-wiezienna-lozko
Cela, w której spędził wiele lat Kowalczyk

Prokuratorzy i sędziowie tego nie odczują. Za 12 lat niewinnie spędzonych za kratami i rozpad rodziny zapłaci Skarb Państwa.

Liczy się tylko syn

Niedawno miał 18. urodziny. Mieszka daleko od Trójmiasta Spotkał się z ojcem Czesławem Kowalczykiem kilka razy, ale tak jak zawsze, w towarzystwie matki.

– Ona uważa, że jestem niebezpieczny dla niego, że mogę go porwać! Syn powiedział mi: „Sorry. Ty jesteś dla mnie obcy facet!” – Czesławowi Kowalczykowi łamie się głos.

Po kilku miesiącach od rozmowy z Czesławem Kowalczykiem, dotarłem do jego syna.

– Czy po tym wyroku uniewinniającym pana tatę, pogodzi się pan z ojcem za jakiś czas?

– To zależy. Jeśli zobaczę, że zmienił się, to może. Jeśli będzie miał kolejną wpadkę z policją, o czym się na pewno dowiem, to wątpię. Teraz nie chcę się spotykać.  Mam szkołę, swoje życie. – odpowiada  spokojnie.

– Ojciec nie wyobraża sobie życia bez pana!

– Nie robi to na mnie wrażenia. Jest moim ojcem genetycznie, ale dla mnie to jest obcy człowiek. Dotychczas nigdy nie był częścią mojego życia. On był tą częścią, na którą starałem się nie patrzeć. Prawdopodobnie spotkamy się, jak będę na studiach, albo będę pracować. – nie pozostawia złudzeń.

O rozmowie z synem opowiadam jego ojcu.

– Ja go kocham! Nic nie mogę zrobić! Nie ma pomysłu co dalej, co zrobić, aby odzyskać swoje dziecko – z oczu Czesława Kowalczyka biją smutek i bezsilność.

 

***

W kwietniu 2016 roku Sąd Apelacyjny w Gdańsku przyznał Czesławowi Kowalczykowi rekordowe odszkodowanie w wysokości 2 mln 800 tys. zł. Pan Czesław odzyskał też syna.

 

Adam Bogoryja – Zakrzewski

foto: Adam Bogoryja – Zakrzewski

 

 

1 KOMENTARZ

  1. prokuratorzy i sędzowie to jedna mafia nie liczą się dla nich fakty ale kariera i statystyki… na swoim przykładzie wiem jak łatwo niszczą ludziom zycie…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ