Gwiazdy w cyrku pruszkowskich gangsterów

0
4483
z archiwum Jarosława Sokołowskiego

Publikujemy  fragment książki Janusz Szostaka „Bandyci i celebryci”.

KSIĄŻKĄ TU DO KUPIENIA

W 1994 roku na terenie ośrodka sportowego Wisła, przy ulicy Górczewskiej w Warszawie,  pojawił się namiot cyrkowy w biało-niebieskie pasy.

–  Cyrk przyjechał! – cieszyły się dzieci z okolicznych bloków.

Cyrk owszem był, ale nie taki, jakiego oczekiwała dzieciarnia.

Na terenie wolskich basenów ruszyła z impetem wielka dyskoteka Colosseum, która od początku działała nielegalnie. Jednak jej właściciele niezwykle skutecznie lekceważyli prawo, unikając zamknięcia tej tancbudy. Miejscy urzędnicy wydawali się być bezradni  wobec forteli właścicieli Colosseum i ich prawników.

–  Właściwie od razu trzeba było to zamknąć – Jarosław Sokołowski nie ma co do tego wątpliwości.  –  Ale wiesz,  jak to jest, komuś się posoliło, komuś się dało w łapę i się otworzyło. A później to zaczęli sprawdzać, i dopiero wtedy stwierdzili, że trzeba to zamknąć.  Ale każdy chuj na to kładł i szły pisma, odwołania. Były takie kruczki prawne, że przez trzy lata nie mogli nic z tym zrobić. A dyskoteka hulała i wszyscy dobrze się bawili.

–  Colosseum  ruszyło w 1994 roku, a ja wyszedłem z więzienia na wiosnę 1995 roku – wspomina „Masa”  –  Pojechałem tam z chłopakami i do razu zaczęliśmy dymić. Tam był niezły pierdolnik, ciągłe awantury.

Właścicielami dyskoteki byli wtedy Andreas Edlinger i Robert Eckert. Obaj po latach znaleźli się w raporcie Antoniego Macierewicza na temat WSI.

Znajomości w służbach na niewiele im się zdały w konfrontacji z „Masą” i jego ludźmi. W końcu nie wytrzymali presji i padła z ich strony propozycja.

– Doskocz do nas Jarek, będziemy to we trzech prowadzili. Ale tu już będzie spokój? –  upewniali się.

– No dobra, niech tak będzie – zgodził się łaskawie Sokołowski.

– Chłopaki od Edka Misztala stali tam na bramce – wspomina były gangster – Mieliśmy z nimi dobre relacje. No to się wyciszyliśmy, ale jeździliśmy tam stale. Traktowaliśmy to jako swoje biuro. Przy okazji lubiliśmy się napić i pobawić. Nie było tam bez nas dyskoteki.

Jednak nie tylko zabawą żyli gangsterzy, trzeba też było zarobić na rozrywki. To właśnie w czasie spotkania w Colosseum ustalono sposób podziału zysków z przestępstw w  mafii pruszkowskiej.

– Starzy poinformowali mnie o nowym sposobie dzielenia się pieniędzmi – opowiada „Masa” –   Polegało to na tym, że grupa, na przykład  ściągając haracz, połowę pieniędzy musiała przekazać mnie lub innej osobie zajmującej równorzędną pozycję ze mną. Z czego ja zatrzymywałem połowę dla siebie, a drugą połowę przekazywałem starym. Tak samo robili inni kapitanowie grup. O zasadach podziału pieniędzy poinformowałem na spotkaniu w Colosseum osoby, które mi podlegały.

Tymczasem mijały kolejne miesiące, wojny urzędników z gangsterami.  Nie dawały sobie z nimi rady nie tylko władze dzielnicy Wola, ale i wojewoda. Mimo sądowych wyroków, właściciele Colosseum nie zamierzali opuścić terenu przy Górczewskiej.  Bezradność władz w tej sprawie była zadziwiająca.

– Właśnie złożyliśmy do wolskiego urzędu dzielnicy dokumenty, które wystarczą do legalizacji dyskoteki – powiedział w rok po jej otwarciu Paweł Rabiej, rzecznik Colosseum, w czasie  konferencji prasowej w  listopadzie 1995 roku. Chodziło m.in. o dokumenty z Sanepidu, straży pożarnej, policji, których bezskutecznie od roku domagał się  urząd dzielnicy.

Rabiej, dziś wpływy polityk Nowoczesnej i przez moment kandydat na prezydenta Warszawy, trafił do Colosseum z mediów. W tym czasie pracowałem w „Expressie Wieczornym”, z którym współpracował też luźno Rabiej. Był wtedy początkującym studentem polonistyki UW, poznającym dziennikarskie abecadło. Pewną sławę, przyniosły mu dwie książki poświęcone Mieczysławowi Wachowskiemu, które napisał wspólnie z Ingą Rosińską, także studentką. Wiele osób zadawało sobie wówczas pytanie, kto stoi za tą publikacją, i w  jaki sposób nikomu nieznanym dwudziestolatkom udało się dotrzeć do  ważnych polityków i skłonić ich do dość szczerych wynurzeń. Wyglądało na to, że kariera  Pawła Rabieja nabierze tempa. Tym bardziej, że w 1993 roku włączył się w kampanię wyborczą Porozumienia Centrum – pierwszej partii braci Kaczyńskich.

Jednak wkrótce porzucił politykę i związał się bliżej z Robertem Eckertem  oraz Andreasem Edlingerem, którzy współpracowali z osławioną fundacją Pro Civili. Edlinger rzekomo miał być przedstawicielem mafii włoskiej na Polskę. Tak przynajmniej twierdzi Wojciech Sumliński w swojej książce „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego”.

– Jaki on tam był przedstawiciel włoskiej mafii – śmieje się „Masa” – Miał znajomych we Włoszech wśród gangsterów i tyle. Ja też miałem, ale to nie znaczy, że byłem rezydentem mafii sycylijskiej w Polsce.

Jest jednak bezspornym faktem, iż  przy Edlingerze kręciły się w Colosseum dość tajemnicze osoby, ale raczej o rosyjsko brzmiących nazwiskach.

Jeden z Rosjan, pojawiających się regularnie w namiocie na Górczewskiej, zasłynął aferą związaną z organizowaniem pierwszego w  Polsce koncertu U2.

– Facet zebrał 800 tysięcy dolarów i zwiał z nimi – twierdzi Jarosław Sokołowski.

Występ U2 odbył się jednak 12 sierpnia 1997 roku na warszawskim Służewcu. Gdy muzycy grali „New Year’s Day”, na telebimach pojawiły się wizualizacje ze zdjęciami manifestacji Solidarności.

Niestety po koncercie Bono z kolegami nie trafił na after party do Colosseum. Tu zwykle bawili się  gangsterzy, a niekiedy ludzie ze służb specjalnych, nie tylko polskich. Chociaż i światowych gwiazd nie brakowało w tym obskurnym namiocie, o czym będzie niebawem.

Co Rabiej robił w tym szemranym towarzystwie, tego nie wiem.

Gdy w listopadzie 2017 roku zapytałem Masę, czy pamięta z Colosseum Pawła Rabieja, ten początkowo zaprzeczył, i po chwili dodał: – Wielu różnych leszczy tam się kręciło, a ja byłem za dużym megalomanem, aby zwracać na nich uwagę.

Chyba jednak przypomniał sobie Rabieja, bo dwa dni po naszej rozmowie, na pierwszej stronie „Super Expressu” zobaczyłem tytuł „Jarosław Sokołowski „Masa” wyznaje: Rabiej był moim chłopcem na posyłki”.

W dniu publikacji artykułu w „Super Expressie” rozmawialiśmy z „Masą”  w jednej z warszawskich restauracji. Co chwila telefonowali dziennikarze,  pytając świadka koronnego o jego związki z  politykiem Nowoczesnej. Nic dziwnego, Rabiej miał być bowiem kandydatem na prezydenta Warszawy, wspieranym także przez Platformę Obywatelską. W kilkanaście dni później  polityk wycofał się z tych planów. Zapewne na  jego decyzję miała wpływ przeszłość związana z dyskoteką Colosseum i słynnym swego czasu gangsterem.

Zapytałem raz jeszcze Sokołowskiego, jak to było z Rabiejem.

– Robert Eckert miał go za pomagiera. Rabiej był gościem, który załatwiał kwity z mecenasem O. Biegał do  urzędów z pismami, żeby dyskoteki nam nie zamknęli. Mimo młodego wieku miał  znajomości i był obrotny. Ale mimo to był za mały, abym z nim rozmawiał w tamtym czasie – dodaje Sokołowski –  Gdy my piliśmy w loży, to on najwyżej mógł stać przy barze i czekać na nasze polecenia. To był chłopak na posyłki.

Właściciele dyskoteki stosowali rozmaite wybiegi, aby powstrzymać eksmisję. Kilka razy użyli manewru z rzekomym zamknięciem  Colosseum. Dyskoteka nie działała przez dwa tygodnie, po czym jej szefowie oznajmiali, że się rozmyślili. W tym czasie nieznacznie modernizowali namiot. Zapewniając też, że odstraszą przychodzących tam masowo dresiarzy. Jednak nie odstraszyli. I zabawa w kotka i myszkę z urzędnikami trwała dalej.

„Działania dyskoteki od początku były mafijne. Po tym, jak się zająłem sprawą, grożono mnie i żonie. Przez telefon ktoś radził, bym przestał się zajmować dyskoteką – mówił  Paweł Opaliński z Rady Warszawy  „Gazecie Stołecznej” w październiku 1997 roku.

Colosseum” trudno byłoby zaliczyć do ekskluzywnych dyskotek, jak niekiedy piszą o niej dziennikarze, którzy zapewne nigdy nie odwiedzili tego miejsca.  Bardziej bowiem przypominała obskurną spelunę na głębokiej prowincji niż modny stołeczny klub.  Brakowało  klimatyzacji, namiot mocno przeciekał, a niechlujny wystrój – wykończony płytami OSB, pomalowanymi na czarno – pasował raczej do taniej tancbudy. Problem  stanowiło też dostanie się do środka. Jednak nie ze względu na selekcję gości, bo tam nie gardzono żadnymi.  Ludzie, niekiedy kilka tysięcy osób, tłoczyli się do wnętrza przez jedno, ciasne wejście. Podobnie było w momencie opuszczania namiotu. Co nie tylko urągało wszelkim warunkom bezpieczeństwa, na pewno nie było też komfortowe.

Na jednym z forów znalazłem wpis obrazujący taką sytuację:  „Zastanawiam się, czy ludzie, zajmujący się zbieraniem pieniędzy z Colosseum, kiedykolwiek próbowali wejść na swoją własną imprezę. Właściwie wcale się nie zastanawiam, wiem że nie. (…) Gęsta atmosfera skutecznie uniemożliwiała oddychanie, pot zalewał obecnych, nic nowego w tym miejscu, ale czy naprawdę nie można postawić kilku dużych wiatraków?” – pytał jeden z gości klubu i dodał, że jednak wszystkie te niedogodności zrekompensował koncert. W tym przypadku legendarnej grupy Jethro Tull.

Dziś trudno w to uwierzyć, ale na niewielkiej  scenie Colosseum  pojawiali się regularnie wielcy światowi  artyści, tacy jak Black Sabath czy Beastie Boys. Czasami tylko  trafiło się rodzime Lady Punk. Grali tam też między innymi: Scooter, Backstreet Boys, brytyjski boysband Worlds Apart, Status Quo, Dub War, Siouxsie and the Banshees, DJ Hurricane, Biohazard, Dog Eat Dog, Kelly Family, Marillion, czy Alice Cooper. Ten ostatni, w ramach trasy „A Fistful Tour”, wystąpił 1 września 1997 roku na jedynym koncercie w naszym kraju i obraził się na Polskę. Gdyż w namiocie na Górczewskiej pojawiło się zaledwie 200-300 fanów. Od tamtego czasu Alice Cooper nawet nie brał Polski pod uwagę przy ustalaniu tras koncertowych. Do Warszawy muzyk wrócił dopiero 12 czerwca 2018 roku, gdy na warszawskim Torwarze wystąpił z Johnnym Deppem i Joe Perrym, jako Hollywood Vampires.

Tłumy natomiast przyszły  na koncert Black Sabath, we wrześniu 1995 roku. „Ozzy! Ozzy! – skandowała publiczność, rozgrzana wcześniej przez szwedzką grupę Tiamat. Prawie 3 tys. osób przyszło w niedzielny wieczór do dyskoteki Colosseum, by posłuchać brytyjskiej grupy Black Sabbath. Wywoływany Ozzy Osbourne dawno nie śpiewa już z Sabbathami, obecnie wokalistą grupy jest Tony Martin” – relacjonowała koncert „Gazeta Stołeczna”.

Niewątpliwie wielkim wydarzeniem  muzycznym był pierwszy w Polsce koncert amerykańskiego zespołu hiphopowego Beastie Boys. Informowała o nim telewizja MTV, realizując z tego wydarzenia  reportaż, do dziś dostępny na You Tube. Beastie Boys wystąpili 17 lutego 1995 roku w wypełnionym po brzegi Colosseum. Było to jedno z najważniejszych wydarzeń kulturalnych roku, gdyż tej pory zagraniczni raperzy  omijali Polskę.  Występ zaczął się z godzinnym opóźnieniem, a gdy już się zaczął, kilka razy go przerywano, gdyż przez dziurawy dach namiotu woda lała się na sprzęt.

Dziś już nikt o tym nie pamięta, że w Colosseum wystąpił także słynny dziś Justin Timberlake, wówczas jeszcze mało znany członek grupy N’Sync. W 1997 roku Timberlake z kolegami wystąpił jako support przed polskim boysbandem Just 5, który z kolei był polską odpowiedzią na Backstreet Boys, którzy także odwiedzili namiot na Górczewskiej.

Można by jeszcze długo wspominać koncerty światowych gwiazd, jakie miały miejsce w  obskurnym klubie na warszawskiej Woli. Nie da się zaprzeczyć, że „Masa” i jego wspólnicy robili kawał dobrej roboty, zapraszając  wykonawców, których nie powstydziłyby się najlepsze kluby i największe sale koncertowe świata.

– Można zaryzykować stwierdzeniem, że byłeś mecenasem kultury. W tym czasie w Polsce chyba nigdzie nie pojawiało się tyle światowych gwiazd – stwierdzam bez zbędnej przesady.

– To była zasługa Andy’ego – odpowiada skromnie Jarosław Sokołowski – To co on robił, i jakie gwiazdy zaprasza, to mi szczerze  imponowało. Chociaż czasami trzeba było do tego dołożyć.

– Tobie, który koncert najbardziej utkwił w pamięci? – pytam współwłaściciela Colosseum.

– Zdecydowanie  Scootera, to była wtedy wielka gwiazda –  „Masa” przywołuje występ niemieckiej grupy w 1996 roku, i dodaje – Upiliśmy się wtedy zdrowo z chłopakami z zespołu.

Tomek, który był jednym z kilku tysięcy widzów, tak wspomina ten koncert: – To były czasy, niemiecki rave, polska amfa i spocone dziewczyny z bobrem w majtkach. Happy hardcore!

Polskie dziewczyny, mimo że spocone, bardzo podobały się liderowi grupy H.P. Baxxterowi.

– On dziwił się, że dość obcesowo traktowaliśmy dziewczyny – „Masa” wspomina wieczór z niemieckim wokalistą – Gdy któraś mu się podobała, to za rękę ją chwytaliśmy: „Chodź tu do nas!”.  Grzeczne to nie było, ale takie wtedy były czasy i my nieco chamscy.  Poza tym, kto tam przychodził – Masa nie ocenia najlepiej klientów swojego klubu –  Tam żadna uczciwa dziewczyna nie przyszła. Bo jak przyszła, to siedziała przy stoliku i się gapiła na nas. A potem udawała, że jest cnotliwa.

–   Baxxter ze Scootera dobrze się zabawił? – pytam dla formalności.

–  Wyjeżdżał zadowolony – „Masa” uśmiecha się tajemniczo.

1997 rok był schyłkiem Colosseum. 4 października pokazano tam jeszcze walkę Andrzeja Gołoty z Lennoxem C. Lewisem  Po raz pierwszy w Polsce pojedynek bokserski o tytuł mistrza świata wagi ciężkiej  można było obejrzeć „na żywo” w dyskotece. Był to debiut popularnego w USA systemu closed-circuits. Co istotne, pojedynek Gołoty z Lennoxem przekazywała wówczas tylko kablowa stacja HBO. W Colosseum ponad  2500 osób oglądało, jak znokautowana „nadzieja  białych” pada na ring.

Także stołecznym urzędnikom udało się w końcu pokonać gangsterów. W dniu bokserskiego  pojedynku  „Gazeta Stołeczna” informowała: „Jest już sądowy nakaz eksmisji nielegalnie działającej od trzech lat dyskoteki, do egzekucji wyznaczono komornika (…)”.

–  Wtedy  zrezygnowaliśmy z tej walki – stwierdza „Masa” – Mogliśmy się w tym jeszcze babrać i walczyć z władzami miasta. Dla nich Colosseum to był wrzód na dupie. W końcu nam się to znudziło i zrezygnowaliśmy. Zwłaszcza, że weszliśmy w dobre kontakty z prezesem PZL Wola. I dostaliśmy od niego powierzchnię w Forcie Wola i tam otworzyliśmy nową dyskotekę.

Masa wkrótce poświęcił się swojej nowej pasji – klubowi Planeta, przy której Colosseum było niczym wiejska remiza. Takiego klubu nie było w tym czasie w Polsce, ani w tej części Europy.

– Jednego tylko żałuję, że wyzbyłem się pod koniec działalności Colosseum Roberta Eckerta – Jarosław Sokołowski podsumowuje rozstanie z jednym ze wspólników – To wynikło poniekąd z mojej pazerności, pomyślałem sobie: po co nas tu trzech do spółki. A Robert miał dobre układy nie tylko w urzędach, ale i w służbach.  W Planecie już go nie było, a też by się tam przydał. Za późno to zrozumiałem (…).

Janusz Szostak

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ