Zgwałcona chce kary po latach

0
494
To był zwykły, młodzieżowy, wakacyjny wyjazd pod namioty. Jednak  zamienił się w koszmar dla jednej z dziewcząt. Brutalnie zgwałcona, poniżona i zastraszona, tak mocno, że ani ona, ani nikt z grupy nie zgłosił tego na policję. Od tamtych wydarzeń minęło 26 lat, sprawca nigdy nie poniósł kary, a dziewczyna – dziś już 43-letnia kobieta – nigdy nie doszła do równowagi psychicznej.
To w 1989 roku kilkoro młodych ludzi – w tym 17-letnia Anna H. – wybrało się pod namioty nad jezioro obok Pisza. Anna była ze swoim chłopakiem Arkiem H., pozostali też byli w parach.
Gdy dotarli  na miejsce, dołączył do nich  niejaki Przemek, który mieszkał niedaleko Pisza i był znajomym jednego z  biwakowiczów.
 Pierwsze dwa dni upłynęły miło i spokojnie. Słoneczna pogoda, kąpiele w jeziorze, spacery, a wieczorem ognisko, gitara i piwo. Wszyscy dobrze się bawili i nie przypuszczali, że już wkrótce wydarzy się coś okropnego.
Pojechała z Cyganami
 Na drugi dzień, obok namiotów zatrzymał się drogi, biały samochód. Wysiadło z niego czterech młodych mężczyzn narodowości cygańskiej i zaczęli witać się z Przemkiem. Najwidoczniej dobrze się znali, bo ściskali się i szeptali sobie coś na ucho, głośno się śmiejąc. Jednocześnie przyglądali się dziewczętom z biwaku i z wszystkimi się zapoznali.
Tego dnia Anna pokłóciła się z chłopakiem o jakąś błahostkę, i chciała mu zrobić na złość. Od rana nie odzywali się do siebie i czekali, kto pierwszy przeprosi. Cyganie siedzieli z nimi już jakiś czas. Padła propozycja, żeby ktoś podjechał z nimi do sklepu w Piszu i zrobił zakupy, w tym tańsze piwo, bo oddalony o dwa kilometry od głównej plaży sklep miał wysokie ceny, jak na kieszenie młodych ludzi. Każdemu też czegoś brakowało, więc sporządzili listę i szukali osoby, która pojedzie do sklepu.
Wtedy Anna zgodziła się pojechać, aby odegrać się na swoim chłopaku.  Przedtem jednak zapytała Przemka, czy będzie na pewno bezpieczna. Ten wręcz zachęcał ją, aby jak najszybciej wsiadała i nie martwiła się o nic. Zapytała go jeszcze, dlaczego reszta Cyganów tu nie zostaje, skoro i tak wrócą na imprezę, a on powiedział, że muszą pozałatwiać jakieś ważne sprawy i kupić coś dla siebie. Uwierzyła mu i wsiadła, lecz gdy zamykała drzwi od samochodu, przytrzasnęła sobie rękę.
Wtedy przemknęło mi przez głowę, że to zły znak i jakaś siła we mnie nalegała, abym wysiadła. Poczułam się dziwnie, ale byłam uparta, tym bardziej, że chciałam Arkowi zrobić na złość.
 Wywieziona do lasu
 Ruszyli i gdy tylko wyjechali z lasu wprost na ulicę, zaczęli się porozumiewać ze sobą po cygańsku. Anna nie wiedziała o czym mówią  i czuła się nieswojo. Tym bardziej, że siedzący z przodu jeden z tych mężczyzn gestykulował, głośno krzycząc, i wskazywał palcem na nią.
Gdy dojechali do Pisza, kręcili się po całym mieście, cały czas rozmawiając. Dopiero po jakiejś godzinie dwóch z nich wysiadło, a dwóch zostało z nią w samochodzie. Zapytała tego co krzyczał, czy teraz podjadą w końcu do sklepu? Powiedział, że tak, uruchomił auto i nadal nie zatrzymywał się pod żadnym ze sklepów. Zrozumiała, że dzieje się coś niedobrego. Samochód wyjechał poza Pisz. Jechali w przeciwną stronę niż ich obóz nad jeziorem. Cygan skierował auto do lasu. Tam kazał jej wysiąść, samochód przejął ten drugi i odjechał, a tamten popchnął ją przed siebie i mówił, że ma iść na polanę. Gdy już się tam znaleźli, wyciągnął z kieszeni wódkę i kazał jej pić. Zaprotestowała i prosiła, aby zawiózł ją do obozowiska, ale on uderzył ją w twarz i wepchnął jej butelkę do ust.
Bałam się przeraźliwie tego, co on ze mną zrobi, więc zaczęłam pić ten alkohol i być dla niego miła. Łudziłam się, że wypijemy i on odwiezie mnie z powrotem, że tamten drugi pojechał do sklepu i zaraz przyjedzie, a ja znajdę się obok mojego Arka.
Siedzieli tak dłuższy czas, on opowiadał po polsku jakieś historie, ona rozmyślała, jak mu uciec. Pamięta jego nietypowe imię, ale nie chce go ujawniać w obawie o swoje bezpieczeństwo. Była załamana, nie orientowała się, gdzie jest, gdzie znajduje się główna droga, a powoli zapadał zmierzch. Wreszcie doszło do najgorszego.
 Koszmar  gwałtu
 Kazał jej się rozebrać. Gdy zaczęła płakać i prosić, aby jej tego nie robił, brutalnie powalił ją na ziemię i rozbierał. Krzyczał do niej, że ma się zamknąć, bo nikt i tak jej nie usłyszy. Potem gwałcił ją na różne sposoby po kilka razy. Po którymś razie poszedł za potrzebą w krzaki, ona wtedy zerwała się i biegła przed siebie na oślep. Dogonił ją, przewrócił, kopnął parę razy i znów zaczął gwałcić. Krzyczał, że jak jeszcze raz ucieknie, to ją zabije i pokazał jej scyzoryk.
Nie pamiętam, ile czasu to trwało. Nagle usłyszałam silnik samochodu i pojawił się ten drugi, który wtedy odjechał autem. Mój oprawca usiadł, a mi kazał leżeć. Zasłoniłam swoją nagość i błagalnie patrzyłam w oczy temu drugiemu. Zaczęłam też głośno się modlić, przez co zostałam uderzona pięścią. Wtedy pomyślałam, że oni mnie zabiją.
To nie był koniec koszmaru, bo po krótkiej pogawędce gwałciciel znów zaczął ją gwałcić, a ten drugi stał i się przyglądał. Dziewczyna zatraciła poczucie czasu, pamięta tylko, że bolała ją głowa i całe wnętrze. Nie pamięta, jak znalazła się przed jednym z domów, wie tylko, że była już noc. Dom należał do Cyganów. Tam była gwałcona nadal.
Wszystko mi obojętniało, nie odczuwałam już nic, tak, jakbym nie była w swoim ciele. Gdy usłyszałam jego chrapanie, zeszłam po cichu z łóżka i podeszłam do drzwi, spod których przyświecało światło. Otworzyłam je po cichu i zobaczyłam siedzącą na łóżku Cygankę. Była trochę starsza ode mnie. Prosiłam, aby mnie wypuściła, ale ona pokręciła głową, że nie i radziła mi wracać do łóżka. Załamałam się, usiadłam na jednej z poduszek na ziemi i kiwałam się w tył i w przód. Czułam, że mam opuchniętą twarz, zobaczyłam siniaki i krew na nogach. On nagle się przebudził, złapał mnie za włosy i wyzywał od suk, a potem robił to znowu i znowu.
 Zhańbiona i poniżona
  Nad ranem kazał jej wstać, pozbierać swoje rzeczy i ubrać się. Nie mogła znaleźć buta. Bluzkę i spodnie miała we krwi. Wypchnął ją za drzwi, jak stała. Sam wyperfumował się i ubrał w czyste białe rzeczy, kazał jej iść obok siebie pod sklep. Szła posłusznie w jednym bucie, z siniakami na twarzy i spuszczoną głową. Nie wiedziała, gdzie jest i co on jej chce zrobić.
W tamtym momencie, czułam się jak ostatnia szmata, brudna, zhańbiona, ale była też jakaś siła we mnie, która nie pozwalała myśleć o śmierci. W innym razie rzuciłabym się pod koła samochodu, gdy przechodziliśmy ulicą.
Pod sklepem spotkali jego koleżków, którzy znaczącymi gestami i w rozmowach po cygańsku śmiali się do upadłego. Ona siedziała na jednym ze schodków, tak, jak jej nakazał oprawca. W pewnym momencie uniosła głowę i zapytała go, czy ją odwiezie do obozu. Wyśmiał ją, wtedy zerwała się i pobiegła na ulicę. Niestety nie udało jej się zatrzymać żadnego z trzech przejeżdżających aut. Kierowcy patrzyli na nią, jak na dziwne zjawisko. Gwałciciel podbiegł do niej i wymierzył jej kopniaka w plecy. Wszystko działo się w biały dzień, wśród przechodniów. Złapał ją za ramię i pociągnął z powrotem pod sklep. Tam wlewał jej na siłę piwo do gardła, a pozostali się śmiali.
W końcu zajechał ten sam biały samochód, w który wsiadła poprzedniego dnia. Wyskoczył z niego jakiś Cygan i krzyczał coś do gwałciciela. Po kilku minutach tamten wepchnął ją do auta i ruszyli. Była pewna, że teraz ją zabiją, ale oni przywieźli ją do obozu. Jak wysiadła i zobaczył ją jej chłopak, to klęknął na kolana, bo zrobiło mu się słabo. Pozostali też byli w szoku, a gwałciciel wziął na bok Przemka i coś mu tłumaczył.
Dobra mina do złej gry
 Dziewczyna była już bezpieczna, wszystko opowiedziała Arkowi, a ten przekazał to reszcie. Wtedy kumpel gwałciciela, Przemek powiedział im, że nie mogą tego zgłosić na policję, bo stanie im się krzywda. Mówił, że oni są nietykalni, że ojciec tego gwałciciela jest wielką szychą i policja nawet palcem nie kiwnie, że oni ich znajdą wszędzie, gdy tylko ktoś o tym zacznie mówić. Poza tym ponoć Anna sama była chętna. Wtedy jej chłopak rzucił się na niego.
Wszyscy, co do jednego zostali zastraszeni, a na drugi dzień spakowali się i rozjechali każdy do siebie. Anna nie pojechała do swojego domu, tylko do Arka. Jego rodzice byli na wakacjach i mieszkanie było puste. Tam „lizała” swoje rany.
 Od tamtej chwili cierpiała każdego dnia, z czasem to męczeństwo ukryła tak głęboko w sobie, że koszmar wracał do niej tylko w snach. Chciała żyć normalnie, tak jak wszystkie inne, niezgwałcone kobiety. I wydawało się jej, że tak będzie, bo ból psychiczny z roku na rok malał. Jednak od tamtego wydarzenia zaczęła wyczyniać niemądre rzeczy. Chodziła na imprezy i piła na umór, paliła marihuanę, podkradała leki uspokajające swojej matce, chodziła na wagary, aż w końcu przełamała się i poszła do łóżka ze swoim chłopakiem.
Gdy zaczęliśmy się kochać, odczuwałam ból psychiczny, zero przyjemności fizycznej i czekałam, kiedy to wszystko się skończy. Nie tak jak przedtem, gdy  pójście z nim do łóżka sprawiało mi radość. Teraz w ogóle nie chciałam tego robić, ale musiałam, bo bałam się, że znajdzie sobie inną, a ja ze wszystkich mężczyzn ufałam tylko jemu. Robiłam dobrą minę do złej gry i czekałam, żeby to jak najszybciej minęło. Koszmar tamtego gwałtu wracał, a strach paraliżował mnie. On został moim mężem, urodziłam syna, ale nic mnie nie cieszyło. Byłam słaba, smutna i miałam samobójcze myśli. Gdy poszłam do lekarza, zdiagnozował  depresję z silnymi objawami lęku i paniki.
Jestem kaleką
 Od tamtych wydarzeń minęło 26 lat, a Anna teraz jest gotowa na wymierzenie sprawiedliwości.  Rozpadło się jej  życie. Kryje się w niej  ból, wściekłość pomieszana z rozpaczą i chęcią odwetu. Chciałaby aby ten, który ją  skrzywdził, zapłacił za to.
Może wtedy wszystko odejdzie, a ja zacznę żyć normalnie, lecz to kwalifikuje się jako sprawa przedawniona i nie stać mnie na dobrego prawnika, bo może on by mi pomógł. Wśród tylu tych zawiłości prawnych, tylko fachowiec może coś wymyślić. Nie liczę  na  żadne pieniądze, liczę na sprawiedliwą karę dla tego potwora.  Za to, do  czego doprowadził moją psychikę na resztę życia. Przestałam być kobietą, czuję się jak kaleka.
U psychiatry leczy się od 20 lat, ten, który do tego doprowadził jest na wolności i być może nadal krzywdzi inne kobiety w ten sposób.
W tym momencie Anna nie może domagać się sprawiedliwego ukarania przestępcy. Jednak dopiero po tylu latach jest gotowa na zmierzenie się z tamtymi wydarzeniami i  ukaraniem sprawcy. Kobieta „wyparła” to zdarzenie ze swojej psychiki, aby móc przetrwać. Jednak ma traumę i cały czas próbuje odzyskać własną równowagę emocjonalną i godność. zy prawodawstwo nie powinno działać tak, aby przestępstwa seksualne nigdy się nie przedawniały?
Przestępstwo zgwałcenia co do zasady przedawnia się po 15 latach. Nie ma przepisu unieważniającego przedawnienie. Zgłosić takie przestępstwo można zawsze. Jeżeli prowadzący postępowanie oceni, że sprawa się przedawniła, to odmówi wszczęcia. Może złożyć zawiadomienie, albo poradzić się osób udzielających porad prawnych. Zgłosić można w jakiejkolwiek jednostce policji lub prokuratury, ustnie lub pisemnie – wyjaśnia Przemysław Nowak, prokurator Prokuratury Okręgowej w Warszawie
Przestroga dla innych
Takie sprawy w sądach są bolesne, Anna nie jest pewna, czy wszystkie osoby poświadczyłyby to zdarzenie. Nie było ich przy tym, ale widzieli w jakim stanie wróciła i dowiedzieli się, co się stało. Towarzystwo z biwaku pochodziło z różnych miast, znajomi jej chłopaka i ich znajomi. Po tylu latach trudno jej sobie przypomnieć imiona niektórych.
Materiałem dowodowym musiałoby być jej zeznanie przeciw zeznaniu gwałciciela, który jak można się domyślić, wszystkiemu by zaprzeczył i stwierdził, że sama tego chciała, bo przecież wsiadła do auta.
W wielu przypadkach podobne przestępstwa nie zostaną udowodnione,  ale warto dać szansę osobom, które mają dowody i chcą zmierzyć się z oprawcą, nawet jeżeli minęło wiele czasu. Ten czas jest niekiedy potrzebny wielu ofiarom na zrozumienie spustoszenia w ich życiu, na odwagę opowiedzenia o tym, na ewentualność odrzucenia przez bliskich, na powrót do szczegółów koszmaru.
Prawo nie powinno stać  na przeszkodzie, uniemożliwiając wymierzenie gwałcicielom sprawiedliwości.
Odważyłam się to opowiedzieć, aby ośmielić inne ofiary gwałtów, których sprawy nie są jeszcze przedawnione. Ja już nic nie mogę z tym zrobić, ale pozostałe skrzywdzone niech nie czekają, niech zgłaszają się na policję, bo jeśli tego nie zrobią, zostaną taką kobietą jak ja. Kobietą, która nie czuje się nią w stu procentach tylko dlatego, że została zastraszona i wstydziła się powiedzieć o wszystkim najbliższym – przestrzega Anna.
ANETA DZICH

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ