We wsi mówią o nim wampir

1
2762
Na leśnej drodze w pobliżu torów kolejki wąskotorowej, w Karczmiskach koło Opola Lubelskiego, znaleziono ciało 21-letniej Moniki K. Sekcja zwłok wykazała, że dziewczyna była w 26. tygodniu ciąży. Przed śmiercią została zgwałcona. Na jej ciele stwierdzono liczne obrażenia. Do zgonu doszło na skutek uduszenia w połączeniu z toksycznym działaniem alkoholu. Monika była pijana w sztok. W jej krwi wykryto ponad cztery promile alkoholu.
 Dziecko, które nosiła w swoim łonie Monika, chodziłoby teraz do szkoły. Niestety 6 października 2011 roku na ich drodze stanął cieszący się złą sławą 70 -letni Kazimierz N. z okolic  Karczmisk, liczących nieco ponad 1,5 tysiąca mieszkańców. To on ostatni widział Monikę żywą.
Kobiety omijały go szerokim łukiem. Targały nim bowiem chore żądze, zwłaszcza w stosunku do młodych dziewcząt. – Po pijaku miał  jeden temat. Seks był mu tylko w głowie. „Dorobił się” całkiem pokaźnej gromadki dzieci. Już wcześniej był karany za gwałt – mówi Józef z rodzinnej wsi wampira.
Piła z mordercą
 Był czwartek, 6 października 2011 roku, Monika wracała rowerem do domu, gdy spotkała powożącego furmanką Kazimierza N. Zaproponował, że ją podwiezie. 21-latka zgodziła się i wskoczyła na wóz. Konie ruszyły z kopyta. Podczas drogi mężczyzna z premedytacją częstował Monikę wódką. Choć była w zaawansowanej ciąży, piła. Nie wiadomo jednak, czy robiła to dobrowolnie, czy też  była do tego zmuszona. Promile spowodowały, że Kazimierz N. mógł z nią robić, co chciał. Była tak pijana, że nie stawiała żadnego oporu. Gdy mężczyzna zaspokoił swoje chore żądze, wówczas wrócił do domu. A ciało dziewczyny, jak padlinę zostawił w pobliżu nasypu kolejowego.

Następnego dnia na zwłoki ciężarnej natknęli się miejscowi rolnicy. Nic nie wskazywało na rabunek. Kobieta miała przy sobie trochę pieniędzy i telefon komórkowy. Podejrzenia od razu padły na Kazimierza N. Ale on wszystkiemu zaprzeczał. Jednak świadkowie potwierdzili, że dzień przed znalezieniem zwłok Moniki widzieli ich razem.

Kazimierz N. został zatrzymany dopiero tydzień później, 12 października. Śledczy postawili mu zarzut zabójstwa i gwałtu. – Kazimierz N. zmierzając do obcowania płciowego z pozostającą w stanie upojenia alkoholowego Moniką K. użył wobec niej przemocy. Chwytał ją za ramiona, uderzał jej ciałem o twarde podłoże, zatykał usta i nos dłonią. Doprowadził do odbycia stosunku płciowego i spowodował obrażenia skutkujące zgonem pokrzywdzonej – relacjonowali śledczy.

Jednak dwa dni po zatrzymaniu Kazimierz N. wyszedł na wolność. Sąd Rejonowy w Opolu Lubelskim nie uwzględnił wniosku prokuratury o jego tymczasowe aresztowanie. Mężczyzna zapewniał, że jedynie podwoził Monikę K. do domu.

d671efce2ccad4c52f62edb386f883d4

Na tamtym etapie śledztwa nie zgromadzono wystarczająco mocnych dowodów. Później wykonano ekspertyzy kryminalistyczne m.in. z zakresu genetyki i medycyny sądowej. Biegli mieli problem z jednoznacznym ustaleniem bezpośredniej przyczyny zgonu Moniki. Opinia z zakresu genetyki potwierdziła, że ślady nasienia w pochwie kobiety należą do Kazimierza N. Kobieta nie zginęła jednak tylko dlatego, że ją duszono. Stężenie alkoholu w jej krwi było tak duże, że przy niesprzyjających okolicznościach mogło dojść do niedotlenienia mózgu. 4 promile dla kobiety, to dawka nie tylko obezwładniająca, a nawet śmiertelna.

Po wynikach ekspertyz śledczy nie starali się o ponowne aresztowanie Kazimierza N. Mężczyzna odpowiadał zatem z wolnej stopy.

 Opętany seksem

 „Budził strach i zgorszenie swoją agresywnością i nieobliczalnością. Kobiety uciekały przed nim, gdy był nietrzeźwy, z obawy przed zgwałceniem, bowiem przejawiał wówczas zachowania agresywne seksualnie i napastliwe” – pisał prokurator w akcie oskarżenia.

Choć Monika K. była w zaawansowanej ciąży, Kazimierzowi N. nie postawiono zarzutu podwójnego zabójstwa. Prokurator uznał, że przedmiotem ochrony w tym typie przestępstwa jest życie człowieka w jego aspekcie egzystencjonalnym, biologicznym czyli od początku porodu, aż do dnia śmierci.

Kazimierz N. był na obserwacji psychiatrycznej. Biegli stwierdzili, że miał pełną zdolność rozpoznania znaczenia swoich zachowań, natomiast zdolność pokierowania swoim postępowaniem, ograniczoną w stopniu nieznacznym.

Od początku mężczyzna nie przyznawał się do zabójstwa. Na pierwszej rozprawie przed Sądem Okręgowym w Lublinie niemal kładł się na ławie oskarżonych. Sprawiał wrażenie, jak by nie wiedział, gdzie się znajduje i co mu się zarzuca. Według biegłych to postawa „obronna o charakterze demonstracyjno-symulacyjnym”.

5

Sąd Okręgowy w Lublinie, w lipcu 2014 roku, skazał go na 15 lat więzienia. Dopiero po ogłoszeniu wyroku mężczyzna został aresztowany. Jednak jego obrońca złożył skuteczną apelację. Warszawski Sąd Apelacyjny uchylił wyrok i skierował sprawę do ponownego rozpoznania. Proces ruszył w maju tego roku przed Sądem Okręgowym w Lublinie. Z powodu drastycznych szczegółów zbrodni, postępowanie odbywa się za zamkniętymi drzwiami. Sąd nie pozwolił na udział mediów. Na pierwszej rozprawie przesłuchano 14 świadków.

Kazimierz N. nie ma żadnego wykształcenia. Z czego żył? Pilnował chłopom lasów i dostawał za to zboże, albo pieniądze.

– Jak do nas przychodził po zapłatę, nigdy go nie wpuszczałam do domu. Bałam się go jak ognia. Mówiłam, by przyszedł później, jak będzie mąż. Wiele niedobrego słyszałam na temat tego człowieka. Aż strach pomyśleć, co zrobił tej biednej dziewczynie – mówi mieszkanka Karczmisk.

Miał być ślub

Monika K. związała się z mężczyzną, który śmiało mógłby być jej ojcem, ponad 40 -letnim Władysławem P.  Zamieszkała u niego w domu w Kolonii Karczmiska Pierwsze. Planowali wspólną przyszłość. Za trzy miesiące miało przyjść na świat ich dziecko. Pierworodny syn. Władek bardzo się cieszył, że w końcu założy rodzinę. Każdy mężczyzna przecież powinien zrobić trzy rzeczy: zasadzić drzewo, zbudować dom i spłodzić syna.

A on był starym kawalerem, nie miał szczęścia do kobiet. Na wsi cieszył się dobrą opinią. – Władek to taka złota rączka, wszystko naprawi, potrafi zrobić coś z niczego. Poza tym pasjonuje się starociami. Zbiera zabytkowe radia, telewizory, zegary, stare książki. Mógłby założyć Izbę Regionalną – mówią na wsi.

Szkoda tylko, że jego plany spełzły na niczym. Żony nie ma, syna się nie dochował, nie ma z kim majsterkować. Poza tym podupadł na zdrowiu.

73-letni Kazimierz N.  usłyszał wyrok 10 lat pozbawienia wolności.

Aneta Urbanowicz

1 KOMENTARZ

  1. Facet znany jest w całej okolicy z jak najgorszej strony, a ona bez wahania zgadza się, by ją podwiózł i jeszcze spożywa w jego towarzystwie alkohol będąc w ciąży? Szkoda, że i on nie umarł wtedy, dwoje idiotów byłoby na świecie mniej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ