Nie wszystko stracone tato

0
2507

 2 września ubiegłego roku minęło 10 lat, od kiedy liczący sobie obecnie 58 lat Marian Kapica z Bytomia zniknął bez śladu, zrywając w ten sposób wszelkie kontakty z najbliższymi. W świetle prawa, rodzina może już wystąpić o uznanie go za zmarłego, jednak dzieci nie uczynią tego bez jednoznacznych dowodów na to, że ich ojciec nie żyje. Zwłaszcza, iż ostatnio pojawiło się wiele spójnych ze sobą sygnałów, że pan Marian jednak żyje i przebywa niedaleko rodzinnego miasta.

Mariola i Marian Kapica byli parą trzy lata przed zawarciem związku małżeńskiego. Mają dwoje dzieci – Katarzynę i Dawida. Zaginiony wraz z siostrą dorastali w szczęśliwej rodzinie, gdzie stosunek do alkoholu był umiarkowany.

– Pierwszy raz upił się w wieku 16 lat. –  mówi Mariola Kapica. – Wymiotował po całym mieszkaniu. Rodzice uznali to za wybryk młodości i wynikającą z niej nieumiejętność obchodzenia się z alkoholem. Po latach, kiedy jego pijaństwo było faktem dla wszystkich, odezwała się do mnie jego koleżanka z młodych lat i wyznała, że przed naszym ślubem przychodził do niej codziennie i się upijał po kryjomu.

 Więcej alkoholu niż miłości

Rodzice i siostra długo nie mogli uwierzyć w głębokie uzależnienie Mariana i piekło, jakie stworzył żonie i dzieciom przez swój alkoholizm.  Był bowiem agresywny, nieobce mu były po pijanemu akty wandalizmu, kiedy demolował dosłownie wszystko.

– Oni nie potrafili zrozumieć, jak żona może donosić na męża. -żali się pani Mariola. – Uważali, że go oczerniam i przesadzam. Dopiero, kiedy po rozwodzie, już  przed samym zaginięciem, zrobił melinę w kawalerce wujka, którą mu załatwili, zaczęło do nich coś docierać.

Marian, zdolny mechanik samochodowy, po wielu kursach i szkoleniach, pił nawet w miejscu pracy, dlatego jego kolejne umowy były dyscyplinarnie przerywane. Usiłował  nawet, w stanie głębokiego upojenia alkoholowego wyskoczyć przez okno z trzeciego piętra.

Po tym wypadku utykał na nogę i zaczął pobierać niewielką rentę z ZUS. Cały czas dorabiał w wyuczonym fachu, ale nie przestawał nadużywać alkoholu. Pił trunki coraz gorszej jakości, a to pogłębiało jeszcze jego agresję wobec domowników i sprawiało, że otaczał się osobami coraz bardziej zdemoralizowanymi.

Dwie niebieskie karty, dwa wyroki w zawieszeniu za znęcanie się, coraz większe problemy zdrowotne, rozluźnienie więzi z dziećmi-  to wszystko sprawiło, że Marian Kapica decydował się na kolejne terapie dla uzależnionych. Niestety, żadna z nich nie odniosła oczekiwanego skutku.

– Wychodził z zajęć i szedł pić. Dwa dni pił, jeden trzeźwiał.- wspomina była żona zaginionego. – Na leczenie zamknięte trzeba było czekać, a na wolności zawsze miał powód i okazję, żeby się upić. Raz sama zgłosiłam terapeutce, że perfidnie kłamie, bo cały czas pije. Tego dnia wyrzuciła go z terapii. Po 22 latach, podjęłam decyzje o rozwodzie, nie widząc najmniejszych szans, na to, by przestał pić. Nie kontrolował już nawet potrzeb fizjologicznych, czego w domu nie rozwalił, to obsikał. Łącznie przeszedł trzy leczenia zamknięte i tyle samo terapii stacjonarnych. Niestety zawsze wracał do alkoholu i spowodowanej nim agresji, głównie wobec mnie, choć na sprawie rozwodowej twierdził, że wciąż mnie kocha. Po rozwodzie też robił mi sceny zazdrości, wyzywał mnie publicznie, co również byłam zmuszona zgłosić odpowiednim organom.

 Uciekając niedaleko

 – Tata, po odejściu z domu miał przyjaciółkę, nawet w trakcie tego związku udało mu się nie pić długo.Katarzyna Kapica-Błaszczak ma głęboko w sercu swojego ojca. – Jednak przyłapał ją w towarzystwie innego mężczyzny. Powybijał wszystkie szyby w jej mieszkaniu i zaczął pić od nowa. Szkoda, bo po trzeźwemu dogadywaliśmy się doskonale. Przed zaginięciem miał po jednej wnuczce ode mnie i od brata. Na chwilę obecną ma pięcioro wnucząt.

Ojciec Mariana Kapicy zmarł dwa lata po tajemniczym zniknięciu syna, nie mając o nim żadnych wieści. Mimo, iż do końca wspierał go finansowo i emocjonalnie, coraz bardziej  dostrzegał jego pogarszający się stan i powagę uzależnienia. Zauważył u niego problemy z pamięcią. Dlatego uznał, że najlepiej będzie wyznać w sądzie bolesną prawdę, popierając tym samym byłą synową w odwieszeniu Marianowi wyroku skazującego go na karę pozbawienia wolności i przymusowe leczenie.

Marian Kapica pojawił się na pierwszej rozprawie o wspomniane odwieszenie wyroku z prośbą o kolejną szansę na samodzielne uporanie się z nałogiem. Na drugą przyszła jedynie pani Mariola z zaświadczeniem o uznaniu byłego małżonka za osobę zaginioną. Postępowanie sądowe zawieszono do momentu odnalezienia się oskarżonego.

Znajomy rozwiedzionej pary zeznał, że Kapica osobiście powiedział mu, że w jego sytuacji najlepiej byłoby zniknąć. W ciągu dziesięciu lat rodzina dostawała sygnały, że ich krewny pojawiał się w różnych miejscach w Bytomiu, jednak nigdy nie skontaktował się z nikim z najbliższych.

– Cały czas na konto taty wpływa jego renta. – informuje mnie córka. – Uzbierało mu się sporo pieniędzy. Od chwili zaginięcia nawet raz nie użył swojego konta.

-Jeśli żyje, to w jaki sposób się utrzymuje?- pytam.

– Już wcześniej zbierał złom, puszki.- odpowiada Katarzyna. – Zawsze był też cenionym  mechanikiem.

Żadna z bytomskich złomowni nie zarejestrowała Mariana Kapicy od momentu zaginięcia w systemie osób przynoszących złom, jak również nikt, komu pokazywałam fotografię nie rozpoznał go jako kogoś kogo znałby chociaż z widzenia. Nie pojawił się też w miejscowym ośrodku dla bezdomnych.

Zdaniem byłej żony, kiedy widzieli się ostatni raz, miał wyraźne ślady pobicia na ciele.

We wspomnianej kawalerce użyczonej mu przez dalszą rodzinę policja również znalazła niezidentyfikowane ślady krwawe, których nie wiedzieć dlaczego nigdy nie przebadano.

Poszukiwania Mariana Kapicy nagłośniono ponownie jesienią ubiegłego roku na popularnym portalu społecznościowym. Katarzyna Kapica-Błaszczak zwróciła się też o pomoc do trojga cenionych jasnowidzów. Efekty tych działań zaskoczyły wszystkich.

Ten pan na pewno żyje!

 Kamila Izabela M., popularna jasnowidz z Warszawy przekazała rodzinie zaginionego mapkę z oznaczonym terenem, gdzie jej zdaniem przebywa ich krewny. Mowa tu o położonym nieopodal Bytomia Miasteczku Śląskim i okolicach. Córka Mariana wraz z członkami dalszej rodziny, udali się tam niezwłocznie. Rozwiesili plakaty, rozpytywali ludzi.

– Zadzwonił do mnie mężczyzna z okolic Świerklańca, który na 99 procent widział ojca dwa tygodnie temu w Miasteczku Śląskim, w okolicach huty. – relacjonuje Katarzyna. – Podobno szedł i rozmawiał sam ze sobą.

Wkrótce pojawiły się telefony, jakoby Marian pojawiał się często pod miejscową Biedronką. Twarz zaginionego wydała się również znajoma pracownicy pobliskiego MOPSu.

– On tam jest. – mówi mi zaufany informator, osoba przebywająca w podobnych do zaginionego kręgach, znająca dobrze również wspomniane rejony Miasteczka Śląskiego.

– Żyje, kontaktuje. Tylko do ciupy iść nie chce, boi się, że go zamkną, bo żona odwiesiła wyrok. Nie rozlepiajcie tych plakatów, bo tym go tylko spłoszycie, zabierze się i pójdzie. Szukajcie, może go znajdziecie, my kolegi na pewno nie wystawimy.

– W związku z tym, iż wobec Mariana Kapicy wydano wyrok roku i dwóch miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na okres 3 lat, a w tym czasie nie wydano zarządzenia wykonania kary, skazanie wobec niego ulęgło zatarciu z mocy prawa po okresie 6 miesięcy od zakończenia okresu próby, to jest zawieszenia kary. – komentuje mecenas Gabriel Gatner z Kancelarii Adwokackiej Gatner&Gatner,
Marian Kapica nie figuruje w policyjnym rejestrze osób poszukiwanych, jedynie zaginionych.

– To zależy ode mnie, jako oskarżyciela czy będę chciała odwiesić mu ten wyrok znowu. – wyjaśnia Mariola Kapica. – Gdyby się znalazł i zachowywał przyzwoicie, mogę zaprosić go nawet na święta. Jeśli nie będzie mnie w żaden sposób atakował, ubliżał, nie pójdę do sądu ani na policję. Skoro coś zrozumiał, niech wraca do dzieci, wnuków, siostry. Ja po rozwodzie sobie życie ułożyłam, ale porozmawiać zawsze możemy.

Warto byłoby, żeby Marian Kapica wiedział, że mimo swoich błędów i nieszczęścia, jakie go spotkało w postaci nałogu, z którym sobie nie poradził ma wiele bliskich kochających osób, do których może wracać. Jak jednak dotrzeć ma do niego ta informacja, skoro ukrywa się od tylu lat i najprawdopodobniej nie czyta prasy? Być może ktoś z jego lojalnego otoczenia przypadkiem zobaczy ten artykuł i mu go pokaże.

– Raz spotkałam na ulicy emerytowanego policjanta, który w przeszłości przeprowadzał interwencje u nas w domu. – dodaje jeszcze była żona zaginionego. – Zapytał mnie, jak w takiej sytuacji udało mi się tak dobrze wychować nasze dzieci. Odpowiedziałam, że wszystko co mogłam im ze swojej strony dać to rozmowa i zainteresowanie. Resztę chciały i zdobyły same.

 Katarzyna i Dawid wybaczyli ojcu, pewnie również dzięki temu sami mają ciepłe kochające rodziny. A tatę, jak wszyscy wiemy ma się jednego. Dlatego, Panie Marianie, nie wszystko stracone. Może Pan wracać do swoich bliskich, oni na Pana po prostu czekają.

Apolonia Sikorska

 Bliscy Mariana Kapicy czekają na wszelkie informacje o zaginionym pod numerem + 48 884 270 377

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ