Nurkowie-złodzieje okradli wrak statku. Musieli mieć spore umiejętności i dużych pieniędzy.

0
417

Taka kradzież wymagała wyjątkowych umiejętności i dużych pieniędzy. Z wraku statku „Steuben”, który spoczywa na dnie Bałtyku, zabrano cenne części. W wielu krajach to przestępstwo. W Polsce nie, obowiązuje tylko zakaz nurkowania we wraku. Przypadek „Steubena” może doprowadzić do zmian przepisów. Na razie urząd morski koncentruje się na odzyskaniu skradzionych elementów. Tropy prowadzą do Danii.

Nurkowie z Gdyni czekali od lat na możliwość nurkowania do wraku statku „Steuben”, który spoczywa na dnie Bałtyku. To nie tylko zdobycie pozwolenia, przygotowanie fizyczne, sprzętowe, ale i długie studiowanie archiwalnych zdjęć i historii statku.

– Marzyło mi się zrobienie przepięknych zdjęć koła sterowego, telegrafów, maszynki sterowej. Jak weszliśmy do środka byłem zirytowany, bo byłem pewny, że się pomyliłem, bo nie tak wygląda mostek – mówi Tomasz Stachura, nurek z Baltictech.

 Nurkowie z przerażeniem odkryli, że uznany za podwodną mogiłę statek został zupełnie ogołocony. – Miejsce po telegrafie – widać, że te śruby zostały odkręcone i detal został wydobyty – opisuje zrobione na wraku zdjęcia Tomasz Zwara, ze stowarzyszenia Baltictech z Gdyni.

Podobnie zniknęło koło sterowe, widoczne jeszcze 14 lat temu, kompas oraz oba telegrafy

Na zdjęciach pomieszczenia rufowego stanowiska dowodzenia – w centralnym miejscu jest maszynka sterowa i widać oś, na której było przymocowane koło sterowe – została przecięta.

Tabliczka została wyczyszczona metalową szczotką nie dalej jak dwa miesiące temu. A wszystko to na wraku mogile wojennej. „Steuben” – obok „Goi” i „Gustloffa” – to największa katastrofa morska. – Na wszystkich tych trzech statkach, różne szacunki mówią o stratach pomiędzy 15 a 20 tys. osób – przypomina Tomasz Zwara.

Trzy wraki spoczywają w polskiej strefie ekonomicznej, ale dalej niż 12 mil od brzegu na głębokości 70-80 metrów. Obowiązuje na nich całkowity zakaz nurkowania. Niestety nie jest przestrzegany przez zagranicznych nurków.

 Nurkowanie na takich wrakach jest bardzo trudne, a środowisko nurkowe dość hermetyczne. Pasjonatom z Gdyni dwa tygodnie zajęło wykrycie, gdzie ukryto elementy ukradzione ze „Steubena”.

– Nasze prywatne dochodzenie wykazało, że jest to (skradzione elementy – red.) prawdopodobnie w Danii – powiedział Stachura.

Nurkowie chcieliby, aby schodzenie na podwodne mogiły wojenne obejmowało podobne prawodawstwo, jak wysokogórskich przewodników.

– Zawód przewodnika górskiego jest koncesjonowanym zawodem. Nic by nie stało na przeszkodzie, gdyby wykorzystać te uregulowania do przewodników nurkowych – zauważa Maciej Adamczyk, adwokat Baltictech.

 Tacy nurkowie byliby zobowiązani do zdawania raportów urzędowi morskiemu z każdorazowego zejścia na wrak. Urząd nie mówi nie. – Tak, jest taka możliwość, aczkolwiek zawsze na początku tej inwentaryzacji i oceny badań wraków powinny dokonać uprawnione instytucje – stwierdza Janusz Gęstwicki z Urzędu Morskiego w Gdyni.

Taka ekspedycja jest jednak bardzo kosztowna. Na razie urzędy chcą się skupić na odzyskaniu skradzionych ze „Steubena” elementów.

Źródło: polsatnews.pl

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ