Zabiła synka z chorej miłości

0
1056

Mieszkanka Inowrocławia przyznała się do zabicia półtorarocznego dziecka. Dlaczego to zrobiła? Już w dniu znalezienia zwłok półtorarocznego Filipka, jego śmierć zaczęto porównywać z tragedią z Sosnowca. W Internecie szybko pojawiły się komentarze, że w Inowrocławiu jest „nowa mama Madzi”.

Od razu zaprzeczają temu sąsiedzi 21-letniej Natalii S., która urodziła Filipa i mieszkała z nim oraz babcią na jednej z ulic Inowrocławia. Mówią zgodnym chórem. Że dziecko było zadbane, wesołe i uśmiechnięte, przemocy tam nie było.

 Dobra matka

– Ona naprawdę o to dziecko dbała – mówi jedna z sąsiadek. W jej i innych opinii, Natalia S. to osoba normalna, żeby nie powiedzieć nawet usłużna i skora do pomocy, choć jej samej nie było łatwo.

Pewnie jej sąsiadki wiedzą, co mówią, bo twarze kobiet również zdradzają, że ich dotychczasowe życie nie było tylko sielanką. Z drugiej strony, to wszystko już gdzieś się słyszało. Ile to razy sąsiedzi wystawiali takie świadectwo podejrzanym o popełnienie rodzinnych tragedii? Wiele.

W tę konwencję wpisują się również w Miejskim Ośrodka Pomocy Społecznej w Inowrocławiu. Ostatnia kontrola została tam przeprowadzona przez pracowników w połowie grudnia ubiegłego roku. Po tym jak Natalia S. złożyła wniosek o pomoc finansową. Już kolejny raz w taki samym okresie roku. Pracownik socjalny stwierdził, że zasiłek się należy i nieprawidłowości w relacjach matki z dzieckiem nie zauważył. Policja też tam nie zaglądała, bo nie było takiej potrzeby.

Dramatyczny sms

2 kwietnia 2013 roku. Jest tuż przed północą, gdy 31-letni ojciec Filipa dostaje dziwnego sms-a. 21-letnia życiowa partnerka i jednocześnie mama chłopca pisze mu, że Filipowi chyba coś się stało, bo nie oddycha.

Mężczyzna, który ostatnio nie mieszka na stałe z matką i dzieckiem rusza do ich mieszkania, ale najpierw dzwoni na policję. Dlaczego właśnie tam? Może od razu domyśla się, że to nie choroba czy wypadek, tylko matka zrobiła coś złego ich dziecku. Albo wynikało to wprost z treści otrzymanej wiadomości.

Śledczy nie chcą tego ujawniać, a do ojca chłopca dotrzeć raczej nie można. Skutecznie unika kontaktu z mediami.

Kiedy tamtej nocy dochodzi do kamienicy, na miejscu są już policjanci. Trwa zbieranie pierwszych śladów. Mężczyzna zostaje zatrzymany, tak samo jak matka dziecka. Do wyjaśnienia – jak brzmi policyjna formułka. Potem wraca na wolność. Matka dziecka już nie.

 Kochała i zabiła

Kamienica przy Toruńskiej w Inowrocławiu, gdzie znaleziono zwłoki Filipka z zewnątrz wygląda na bardzo zadbaną. Jest czysta, ponieważ świeżo wymalowana na jasny kolor. Odróżnia się od innych budynków przy tej drodze wylotowej na Toruń. Wchodzi się do niej z podwórza i wtedy w klatce schodowej najpierw bije w nos nieprzyjemny zapach, potem szokują nieco kontrastujące z elewacją odrapane ściany, no i te napisy. Widać. że mieszka tu trochę kibiców: inowrocławskiej Goplanii i Lecha Poznań.. Na korytarzu głowa czasami zahacza o rozwieszone pranie.

Natalia S. z synem i je babcią mieszkają na drugim piętrze. Zajmują jeden pokój, przedzielony na pół, żeby wieczorem Filipek miał trochę spokoju, a jego matka namiastkę intymności.

Następnego dnia po znalezieniu zwłok dziecka, jego matka trafia na przesłuchanie do prokuratury.

– Kochałam Filipka. Naprawdę – mówi drobna dziewczyna w beżowej kurtce

i zamszowych ciemnych spodniach dziennikarzom atakującym ją jednym. świdrującym w uszach pytaniem: dlaczego zabiła swoje dziecko?

Podobno matka Filipka pękła od razu po pojawieniu się policjantów. Nie musieli długo pytać, aby sama powiedziała im, że udusiła chłopca.

Potwierdziła to kilkanaście godzin później podczas oficjalnego przesłuchania.

– Kobieta przyznała się do zabójstwa, a wstępne wyniki sekcji zwłok wykazały, że było to uduszenie – tłumaczy Sławomir Głuszek z Prokuratury Rejonowej w Inowrocławiu. – Na ciele nie było żadnych innych śladów, które mogłyby wskazywać, że wobec dziecka stosowano przemoc.

 Motywem bieda?

21-latka została tymczasowo aresztowana. Prowadzący śledztwo nie mówili, w jaki sposób dziecko zostało uduszone. Rękoma czy przy pomocy jakiegoś przedmiotu. Mówi się szaliku, ale czy to prawda. Nie ujawniają też, co wyjaśniła matka. Jaki był motyw zbrodni?

Od razu pojawiły się przypuszczenia, że kobieta nie wytrzymała biedy.

– Zabiła syna, bo nie chciała, żeby tak jak ona trafił kiedyś do domu dziecka i w przyszłości żył na skraju ubóstwa. Też tak, jak ona teraz. A może zrobiła to, bo nie było jej stać na dalsze utrzymanie dziecka? Chciała się od niego uwolnić? – snuje przypuszczenia mieszkanka ulicy Toruńskiej. Natalii S., nie znała dobrze, ale już dziś wyrokuje, że na takie coś, to tylko kara śmierci.

Natalia S. dostawała kilkaset złotych zasiłku rodzinnego, o alimenty od ojca dziecka było bardzo trudno i z tego powodu były nieporozumienia.

Była też skromna emerytura babci i sporadyczna pomoc od opieki społecznej. Kilka dni przed tragedią Natalia S. pożyczyła od jednej z sąsiadek na pieluchy.

A może do zbrodni pchnęło ją własne, do tej pory niezbyt udane życie. Jej rodzice wyjechali – pozbawieni praw rodzicielskich – za granicę. Przebywała w domach dziecka, z których uciekała, trafiała więc też do ośrodków wychowawczych. Po uzyskaniu pełnoletniości zamieszkała z babcią właśnie przy ulicy Toruńskiej. Skończyła liceum, ale nigdzie nie pracowała. Zaszła w ciążę i młodość się skończyła. Był jej trudno. Tym bardziej, że ojciec dziecka z pomocą w wychowaniu się nie kwapił.

– Jednym z dramatów takich ludzi jest to, iż po wyjściu z domu dziecka są często pozostawiani sami sobie i nie zawsze dobrze radzą sobie z dorosłością – mówi pan Zbigniew, inny mieszkaniec ulicy Toruńskiej. On też nie znał Natalii S., ale gazety lokalne czyta i wie co nieco i o jej przeszłości.

 Pragnienie uwięzienia

Czy świadkiem zabójstwa była babcia Natalii S.? Twierdzi, że tego tragicznego wieczoru wróciła do domu około 20. Filipek żył.

Oglądała serial w telewizji i usnęła. Nic nie słyszała.

– Obudziłam się dopiero, gdy w mieszkaniu była już policja – wspomina Elżbieta D., 74-letnia, babcia Natalii S., która mówi, że do dziś nie może zrozumieć co się stało, bo Filipek był dla starszej i młodej kobiety „oczkiem w głowie”.

Babci Natalii opowiada, że tuż przed tragedią znalazła w domu książkę „Nadzieja spoza krat”, o więźniarkach, które popełniły poważne przestępstwa, trafiły za kraty i tam się nawróciły. Czytała ją matka Filipka. Zaczęto więc wyciągać wnioski, że zabójstwo Filipka było przez matkę zaplanowane, a za swoje winy chciała odpokutować w więzieniu i tam pojednać się z Bogiem. A może i również z ludźmi.

Inowrocław

– Nie ma znaczenia, czy wyjdę, czy nie, bo nie mam do kogo wracać – powiedziała śledczym po zatrzymaniu Natalia.

W sądzie przyznała się, że aby zdobyć pieniądze na utrzymanie dziecka i siebie zaczęła świadczyć usługi seksualne. – Dostawałam świadczenie rodzinne wynoszące 77 złotych. Jak miałam utrzymywać dziecko za taką kwotę? Myślałam o powrocie do usług seksualnych, gdyż za dwa dni miałam tysiąc złotych – wyznała kobieta – Powiedziałam ojcu dziecka, że pójdę na trasę, żeby zarobić pieniądze. Ale on wolał chlać, zamiast dać pieniądze. – mówiła.

W połowie grudnia 2014 roku Sąd Okręgowy w Bydgoszczy skazał Natalię S. na karę 25 lat więzienia wolności.

– Sąd nie miał najmniejszych wątpliwości, że karą adekwatną do czynu jest 25 lat pozbawienia wolności. Oskarżona pozbawiła życia syna, którym powinna się troszczyć i opiekować. Dziecko nie miało żadnych szans, żeby się bronić. Nie jest tak, jak chce obrona, że nie znamy motywu zbrodni. On jest tak błahy, że wręcz dla stron niezauważalny. Oskarżona nie chciała dopuścić do tego, żeby jej dzieckiem zajęły się inne osoby. Konkubent i ojciec dziecka Daniel W. zagroził, że jeśli jeszcze raz Natalia W. pójdzie na trasę Inowrocław-Toruń świadczyć usługi seksualne, to on zabierze jej syna. Oskarżona stwierdziła, że znajdzie taki sposób, żeby Filip nie trafił do nikogo – mówiła sędzia w uzasadnieniu wyroku.

– Kochałam mojego synka. Nie wiem, dlaczego tak się stało. Nigdy wcześniej nie zrobiłam mu krzywdy, nawet na niego nie krzyknęłam. Po prostu nie wiem, co się tego dnia stało. Nie potrafię powiedzieć, czym kierowało się moje ciało. Chciałabym aby Filipek żył – powiedziała w ostatnim słowie.

Waldemar Piórkowski/es

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ