100 tysięcy złotych nagrody za informacje o Grażynie Kuliszewskiej. Czy 34-latka została porwana?

0

100 tys. zł nagrody za informacje o Grażynie Kuliszewskiej. Śledczy nie wykluczają porwania
Grażyna Kuliszewska zaginęła ponad dwa tygodnie temu. Miała wylecieć z Krakowa do Londynu, gdzie od kilku lat mieszka, ale nigdy tam nie dotarła. Znajomy zaginionej oferuje 100 tys. złotych nagrody za informację, która pomoże znaleźć panią Grażynę.

O zaginięciu Grażyny Kuliszewskiej informowaliśmy już na początku stycznia. 34-letnia kobieta na co dzień mieszka w Londynie z mężem i 5-letnim synkiem. 4 stycznia miała wylecieć z lotniska Kraków-Balice do Wielkiej Brytanii. Gdy samolot wylądował w Londynie, pani Grażyny w nim nie było. Słuch po niej zaginął, nie odbiera telefonów, nie odpisuje na SMS-y, nie ma z nią kontaktu.

Grażyna Kuliszewska ma ok. 35 lat, jest szczupła, ma ciemne włosy do ramion. Wszystkie osoby, które posiadają jakiekolwiek informacje o zaginionej są proszone o kontakt z policją pod numerem telefonu 14 66-26-222 (dyżurny brzeskiej jednostki Policji ) lub numerem alarmowym 112.

W poszukiwania Grażyny Kaliszewskiej zaangażowana specjalna grupa Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie oraz przez Prokuraturę Okręgową w Tarnowie. W poszukiwaniach pani Grażyny chce pomóc również jej znajomy z Londynu. Sardar zaoferował, że za informacje, które pomogą znaleźć Grażynę oferuje 100 tys. złotych.

 „Drodzy ludzie z Polski: jestem w stanie zapłacić 100 000 zł nagrody temu, kto przekaże prawdziwą informację, o tym gdzie jest Grażyna. Jeśli coś wiesz, proszę pomóż” – napisał mężczyzna na Facebooku.

Ostatnią osobą, która miała kontakt z Grażyną Kuliszewską była jej siostra, rozmawiały przez telefon w czwartek wieczorem. Mówiła jej, że jest zmęczona, dodała, że chce uśpić synka i sama odpocząć. Miała nocować w domu u swojego ojca, ale tam nie dotarła. Policja podejrzewa, że mogła zaginąć w czwartek, 4 stycznia, około godziny 23.

Brat pani Grażyny uważa jednak, że jego siostra zginęła dopiero w piątek rano. 5 stycznia miała lot z Krakowa do Londynu. Mężczyzna liczy na to, że ktoś widział ją w okolicach Borzęcina lub na lotnisku Kraków-Balice.

Mąż i syn pani Grażyny wyjechali z Polski tego samego dnia co ona. Wracali jednak samochodem – kiedy ruszali, jej już od dawna nie było w domu. Nie wiadomo, dlaczego podróżowali osobno. Siostra kobiety miała ją o to pytać, ale nie uzyskała odpowiedzi.

Jak podaje Gazetakrakowska.pl, policja i prokuratura nie wykluczają w tym momencie żadnej okoliczności zaginięcia pani Grażyny. Od scenariusza, że dobrowolnie zerwała kontakt z rodziną do wersji o porwaniu czy nawet zabójstwie. Tarnowska prokuratura nie podaje szczegółów śledztwa.

gazeta.pl

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ