Nie będzie cię inny miał

0

Tadeusz C., 43 –letni kierowca nie mógł pogodzić się z tym, że jego żona należy już do innego. Wprawdzie byli już po rozwodzie, ale chorobliwa zazdrość o Irenę nie dawała mu spokoju. Na domiar złego nadal mieszkali pod jednym dachem. Pewnego słonecznego dnia w Tadeuszu C. coś pękło. Będąc po paru głębszych, w bestialski sposób zamordował swoją ukochaną.

Był upalny sierpień 1973 roku. Wakacje zbliżały się już ku końcowi, gdy na ul. Janka Krasickiego (obecnie Gródecka) w Hrubieszowie rozegrała się mrożąca krew w żyłach historia, o której mieszkańcy miasta długo nie mogli zapomnieć. A i dziś niektórzy jeszcze wspominają piękną Irenę.

dom_c-_na_ul-_janka_krasickiego_w_hrubieszowie
W tym domu doszło do tragedii

-To była taka ładna kobieta, postawna, czarnowłosa  z ognikami w oczach. Jako młodzi chłopcy podglądaliśmy, jak się kąpie w rzece. A było na co popatrzeć – mówią hrubieszowianie.

Tadeusz C. musiał zdawać sobie sprawę z tego, że jego małżonka przykuwa męskie spojrzenia i jest obiektem pożądania, dlatego nieustannie podejrzewał ją o romanse z innymi mężczyznami. Przez to w domu przy ul. Janka Krasickiego dochodziło do częstych awantur. Jedna z nich zakończyła się tragicznie.

 Żyli jak pies z kotem

 Byli małżeństwem 16 lat. Rozwiedli się jesienią 1972 roku. Jeszcze przed ślubem zachowanie Tadeusza C. pozostawiało wiele do życzenia. Groził matce Ireny, że jeśli nie odda mu córki, to w przypływie złości rozjedzie ją samochodem. W końcu kobieta wyraziła zgodę na ślub. Małżonkowie dorabiali się od przysłowiowej łyżki. On pracował jako kierowca stara w Wojewódzkiej Spółdzielni Transportu Wiejskiego. Ona prowadziła dom, hodowała kilka krów, kur i kaczek. Na kilka miesięcy przed śmiercią zatrudniła się jako tkaczka w Zakładach Przemysłu Lniarskiego „Hakon”.

Nie mogła mieć dzieci. Tadeusz wiedział o jej problemie od początku.  Najwidoczniej mu to jednak nie przeszkadzało. Ale jej owszem. Brak roześmianych dziecięcych twarzyczek, stanowił dla niej nie lada problem. Niewątpliwie bezpłodność wpłynęła destrukcyjnie na pożycie małżeńskie C. Irena chciała nawet adoptować jakieś maleństwo, ale Tadeusz kategorycznie odmawiał.

– Nie będzie pod moim dachem takich eksperymentów – krzyczał, gdy po raz kolejny Irena próbowała namówić go do przygarnięcia jakiegoś dziecka z sierocińca.

Tadeusz poza tym, że był chorobliwie zazdrosny, miał jeszcze jeden problem. Lubił wypić. Poza tym był wybuchowy i niezrównoważony. Po pijaku wszczynał awantury i bił młodszą o 7 lat ślubną. Był prostacki i chamski. Pluł, rzucał w żonę brudnymi skarpetami, wyzywał od kurew, kopał. Traktował ją niczym swoją własność i wymagał od niej bezwzględnego posłuszeństwa. Jeżeli w trakcie podania mu posiłku nie siadła obok niego, jedzenie lądowało na podłodze.

wizja_lokalna
Tadeusz C. chętnie współpracował z milicją, demonstrował na manekinie, w jak zabił byłą żonę

To klasyczny przykład męża – oprawcy. Karany wcześniej za kradzież i bójkę, w końcu doczekał się też wyroku za znęcanie się fizyczne i moralne nad żoną i grożenie jej zabójstwem. W 1972 r.  został skazany na rok więzienia w zawieszeniu na 3 lata. Pomimo tego nadal maltretował swoją żonę.

Irena była jego przeciwieństwem. Towarzyska, lubiła pożartować. Ale nigdy nie zdradzała męża. Do czasu, gdy zakochała się w młodszym od niej o 16 lat Wojtku z sąsiedztwa. Fakt, że żyła z nim jak z mężem, doprowadzał C. do szewskiej pasji.

Na zawsze razem

 Tadeusz C. feralnego dnia (28 sierpnia) poszedł po pracy razem z trzema kumplami do restauracji „Staropolska”. Wypili około litra wódki, zjedli bigos. Zbliżał się wieczór, gdy C. wyszedł z gospody. Alkohol szumiał mu pod czaszką. Wtedy w jego głowie zaświeciła się kontrolka zazdrości – postanowił sprawdzić, co porabia jego była. Po godzinie 21 wszedł do domu. Było ciemno. W pewnym momencie – jak później zeznał – z pokoju na parterze wyszedł jakiś nieznany mu mężczyzna (czy była to jego fantazja, czy rzeczywiście Irena gościła jakiegoś mężczyznę – nie wiadomo). Zdziwiony poszedł do pokoju. Zastał tam leżącą na tapczanie byłą żonę.

– Kto to był? – zapytał.

– Gówno cię to obchodzi – rzuciła na odczepnego.

– To z Wojtkiem żyjesz jak z mężem, a teraz gdy on w wojsku, to ci się innego chce.

– Nie powinno cię obchodzić, co robię. To moja rzecz, z kim się spotykam – Irena nie kryła zdenerwowania.

– Normalna dziwka jesteś. Wstydu nie masz – nie przebierał w słowach.

–  Spróbuj tylko mnie uderzyć, to pójdziesz siedzieć –  te słowa uderzyły go jak obuchem. Zszedł do piwnicy. Wziął metalowy klucz, służący do przykręcania kół samochodu ciężarowego, i wrócił do pokoju.

– Jak długo będziesz mnie jeszcze męczyć? – kontynuował.

Irena już nie wytrzymała, choć panicznie bała się byłego męża, puściła pod jego adresem wiązankę, zwyzywała go od złodziei, bandytów, skurwysynów… Wtedy mężczyzna zamachnął się. Kilkakrotnie uderzył ją kluczem po głowie. Po twarzy kobiety zaczęła spływać krew.

– Co skurwysynie, chcesz mnie zabić? – krzyczała zasłaniając głowę rękoma. Gdy przestał bić, usiadła na tapczanie, zdjęła koszulę i poprosiła męża, by ją namoczył i zrobił jej okład. Bolała ją głowa.

Wrócił z łazienki z mokrą ścierką, położył jej na głowie. Wtedy zachciało mu się seksu. Siłą wymusił uległość na swojej byłej. A potem zaczęły się wymówki.

– Starałem się jak umiałem, pracowałem, postawiłem ci dom, przez ciebie wpadłem w chorobę. A ty wyrządzasz mi ciągle przykrości – mówił.

– Sam jesteś sobie winien – ripostowała.

– Przez takiego gówniarza zmarnowałaś mi życie. Czy ty Boga się nie wstydzisz. I ludzi?

– Będę robić, co mi się podoba – odpowiedziała.

– Oj nie będziesz już mnie gnębić – wpadł w szał. – Zamknij mordę. Żeby cię grom spotkał. Masz zdychaj, kurwa go mać. Ile ja się będę męczył!? – mówiąc to wziął ze stołu pasek od szlafroka, zawiązał go wokół szyi byłej żony i zacisnął. Tylko chrapnęła. Przewrócił ja na tapczan. Gdy przestała charczeć i ruszać się, zdjął pasek z szyi i zaczął płakać.

– Wreszcie się wszystko skończyło, moja męka i cierpienie – mówił sam do siebie. Palił jednego papierosa za drugim, zastanawiając się co dalej robić. Wiedział, że chce mieć żonę w domu, aby była cały czas z nim…

Na dworze robiło się już widno, gdy kopał w piwnicy dół. Gdy wszystko było gotowe, wrócił do pokoju, naciągnął worek jutowy na zwłoki, zawiązał paskiem od szlafroka. Potem zdjął pościel i razem z ciałem byłej żony zawiązał w kapę. Tobołek zaniósł do piwnicy, wrzucił do dołu, zasypał ziemią i udeptał. W tym miejscu poustawiał skrzynki po owocach. Pościerał ślady krwi z podłogi, dywanu, umył się i położył na tym samym tapczanie, próbując zasnąć.

Wstał o godzinie 9 i spóźniony, jak gdyby nigdy nic, poszedł do pracy. Znajomym rozgłaszał wieści, że Irena jakoby gdzieś wyjechała, i być może zamordowano ją na tle rabunkowym.

Nagie zwłoki w piwnicy

 Po tygodniu (3 września po godzinie 22) brat Ireny, zaniepokojony jej dłuższą nieobecnością, poszedł ze swoją żoną i bratem Wojtka do domu na ul. Krasickiego. Drzwi otworzyli wytrychem. Na tapczanie zobaczyli ślady krwi. Podejrzewając najgorsze, poszli na milicję.

Naciągnął worek jutowy na zwłoki, zawiązał paskiem od szlafroka i zaniósł do piwnicy

Grupa operacyjno – dochodzeniowa miejscowej komendy MO przeszukała dom. Krew była wszędzie, na dywanie, tapczanie, ścianach. Właściciela domu nigdzie nie było. Do obserwacji posesji zostali oddelegowani dwaj milicjanci. Czekali na Tadeusza C. całą noc. W końcu nad ranem się zjawił. Natychmiast został złapany. Zachowywał się nader dziwnie. Najpierw spytał, co się stało, a potem rzucił się na trawę i płakał, że w domu jest krew i że pewnie jego żona już nie żyje, bo widział jak jeździła z jakimiś kierowcami i mogli ją zamordować. Na miejsce przyjechał prokurator, technik dochodzeniowy, lekarz medycyny sądowej i milicjanci z KW MO w Lublinie. Razem z Tadeuszem C. brali udział w oględzinach domu.

– Już na pierwszy rzut oka, zorientowałem się, że rozegrała się tu tragedia. Pościel była w świeżych powłoczkach, ale na ścianach były widoczne rozbryzgi krwi – mówił przed sądem milicjant z Lublina – W piwnicy kazałem oskarżonemu usunąć skrzynki spod ściany, Wtedy zauważyliśmy ślady świeżo kopanej ziemi. Gdy odkopaliśmy worek, prokurator spytał C., czy wie co się w nim znajduje. Oskarżony szedł w zaparte. Dopiero na komendzie przyznał się do zabójstwa.

Nagie zwłoki (denatka miała na sobie tylko biały biustonosz) znajdowały się w worku jutowym zawiązanym paskiem od szlafroka. Worek owinięty był  w prześcieradło a następnie zawinięty w kapę. W dole – razem ze zwłokami – zakopane były: szlafrok, koszula i zakrwawiona pościel. Zwłoki były zakopane na głębokości 30 cm.

Przeczuwała śmierć

 Wojtek był od Ireny młodszy o 16 lat. Poznali się w pierwszej połowie lat 60. Mieszkali po sąsiedzku. Chłopak przez ścianę słyszał, jak Tadek wyzywa ją i bije. Irena przyjaźniła się z jego matką i często była gościem w ich domu. Gdy uciekała od awanturującego się męża, nocowała u sąsiadów. W lutym 1972 r. po kolejnej burdzie w domu  nie wytrzymała i wyprowadziła się. Na jakiś czas zamieszkała u Wojtka. Byli już wtedy kochankami. Mieli wspólne plany na przyszłość. Po rozwodzie Irena nadal jednak mieszkała we wspólnym domu. Tadeusz pomieszkiwał u swoich sióstr, ale miał klucze do domu i często tam zaglądał. Przychodził wieczorami i sprawdzał, co porabia jego była. Kilkakrotnie „brał ją siłą po pijanemu i groził, że ją zabije, jak nie będzie z nim spała”.

Ale groził nie tylko byłej żonie, również jej ukochanemu. W styczniu 1973 roku dwaj rywale spotkali się na ul. Ceglanej.

– Ja nie będę jej miał, ale ty też nie – krzyczał wyciągając nóż z kieszeni.

Gdy Wojtek poszedł do wojska, Irena chciała wyjechać z Hrubieszowa, być bliżej niego. Nosiła się nawet z zamiarem, by zostawić cały majątek mężowi. Zależało jej tylko na tym 22 –letnim chłopaku. A jemu na niej. Byli wpatrzeni w siebie jak w obrazek. Wojtek przyrzekł Irenie, że gdy tylko wyjdzie z wojska, ożeni się z nią. Pisali do sobie czułe listy. Irena dwukrotnie odwiedzała go w jednostce wojskowej. Była na  przysiędze ukochanego, a drugi raz tuż przed śmiercią. Gdy tylko się spotkali, zaczęła płakać.

-Ten bandyta grozi, że mnie zabije  – żaliła się.

– Durna jesteś, on cię tylko straszy – uspokajał ją Wojtek.

– Zobaczysz, przyjedziesz z wojska, to mnie już nie będzie – złe przeczucie nie dawało jej spokoju. Bała się wracać do Hrubieszowa. Wcześniej prosiła brata i bratową, aby w razie gdyby jej nie było kilka dni, zaczęli jej szukać.

Uniknął śmierci

 Miesiąc po śmierci Ireny, w domu przy ul. Janka Krasickiego odbyła się wizja lokalna z udziałem mordercy. Tadeusz C. chętnie współpracował z milicją, demonstrował na manekinie, w jaki sposób pozbawił byłą żonę życia i jak zacierał ślady zbrodni.

Śledztwo prowadziła prokuratura wojewódzka w Lublinie. Z opinii psychiatrów wynikało, że C. ma osobowość psychopatyczną, niestałą uczuciowo.

Akt oskarżenia trafił do sądu pod koniec listopada, a wyrok zapadł w lutym 1974 roku. Sąd Wojewódzki w Lublinie skazał mordercę na 25 lat więzienia. Nie uwzględnił wniosku oskarżyciela o zastosowanie najwyższego wymiaru kary (kary śmierci), gdyż C. przyznał się do winy i okazał skruchę. Po rewizji założonej przez obrońcę oskarżonego, Sąd Najwyższy utrzymał w mocy zaskarżony wyrok.

Nie przychylił się do wniosku obrońcy, iż zbrodnia, której C. Dokonał, była zbrodnią w afekcie (wtedy kara byłaby niższa – do 10 lat więzienia).

Oczywiście, jak wszyscy zabójcy, Tadeusz C. słał zza więziennych murów prośby o ułaskawienie. Rada Państwa PRL nie skorzystała z prawa łaski. Za to morderca skorzystał z przedterminowego zwolnienia. Po 16 latach odsiadki, został warunkowo zwolniony. 23 czerwca 1989 roku opuścił Zakład Karny w Strzelcach Opolskich.

Wrócił do Hrubieszowa, parę miesięcy później ożenił się. Z nową wybranką zamieszkał na Janka Krasickiego – w miejscu zbrodni. Małżeństwo przetrwało zaledwie 8 lat. Tadeusz C. zmarł w 1999 roku.

Aneta Urbanowicz

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ