SPRAWA EDYTY WIECZOREK: Tragiczny finał randki

0
2605

 Mieli spotkać się na uroczystej kolacji 10 listopada 2005 roku. Ale to właśnie w tym dniu Edyta Wieczorek, narzeczona Arkadiusza B., zaginęła bez śladu. 22 września 2012 r. warszawska policja rzeczna odnalazła w Wiśle, na wysokości  miejscowości Łomna, jej czaszkę.

 Ostatnim dniem, kolejnego procesu w sprawie o zabójstwo Edyty Wieczorek, miał być 22 stycznia 2013 roku. Oskarżonym jest Arkadiusz B., narzeczony kobiety poznany w 2005 roku na portalu randkowym sympatia.pl. Przygotowane mowy końcowe nie zostały wygłoszone, gdyż wniesiono o dopuszczenie – być może najważniejszego – dowodu w tej sprawie. Znalezionej w Wiśle czaszki.

– Czaszkę odnaleziono pod koniec września ubiegłego roku, jednak badania mające na celu odtworzenie twarzy, trwały do grudnia ubiegłego roku – wyjaśnia Dariusz Ślepokura, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Wstępne badania wykazują, że czaszka, w której brak żuchwy i dwóch górnych jedynek, może należeć do kobiety w wieku 35 – 40 lat. Badaniami antropologicznymi zajmuje  się prof. Bronisław Młodziejowski, kierownik zakładu Kryminalistyki i Medycyny Sądowej na Wydziale Prawa i Administracji UWM. Ustala, że rekonstrukcja anatomiczna oraz analiza wszystkich cech diagnostycznych odpowiada takim samym cechom, stwierdzonym na tzw. przeżyciowym (czyli wykonanym za życia) zdjęciu Edyty Wieczorek. W sprawozdaniu prof. Młodziejowski napisał: „z dość wysokim prawdopodobieństwem można stwierdzić, że dowodowa czaszka pochodzi ze zwłok Edyty Wieczorek”. Uszkodzenia czaszki mogą świadczyć o urazie mechanicznym.

– Uraz mechaniczny czaszki mógł, bądź co bądź nastąpić po śmierci, w trakcie jej przemieszczenia – wysuwa hipotezę Zbigniew Jewdokin, obrońca  Arkadiusza B.   – Nie wiem, czy biegli będą w stanie to ustalić – dodaje.

Sympatyczna randka

 

Sympatia.pl, sierpień 2005 rok, Atilla na portalu randkowym ogłasza się jako romantyczny chłopak, poszukujący szczęścia. Studiuje w Warszawie i nie ma problemu z brakiem pieniędzy. Na zdjęciu profilowym widać przystojnego mężczyznę w szortach.

Edyta zaczepia go, przedstawiając się jako normalna dziewczyna, optymistka, otwarta, szczera, chętnie pomagająca innym. Chwilę później Atilla odpisuje, przedstawia się jako bardzo aktywny zawodowo, dobrze prosperujący mężczyzna, w dodatku jako wnuk znanego reżysera, Stanisława Barei. Jest byłym żołnierzem (stacjonował w Chorwacji), rodzina mieszka we Włoszech.

Żadnej z tych informacji Edyta nie sprawdza, uznając wszystko co mówi Arkadiusz B. (Atilla) za prawdę. On koresponduje z wieloma innymi kobietami. Jedna z nich szybko ustala, że niemożliwe jest, by mógł być wnukiem kultowego reżysera.

Inne osoby, które w tym czasie mają z nim do czynienia, zauważają wspólnie cechę: „niechlujstwo”; Arkadiusz B. miał nosić brudne rzeczy, niekiedy pada określenie „łachmany”. Z notatek służbowych policjantów można dowiedzieć się, iż w domu przy ul. Mickiewicza, w którym mieszka wraz z matką, panuje niesamowity bałagan. Ten obraz nie pasuje do wykreowanego przez siebie samego super bohatera, z wypchanym portfelem, z dobrą pracą i bogatą rodziną.

Była żona Arkadiusza B. zeznaje na procesie, że ex-mąż „miał nawyk oszusta”.

Miał skłonności do konfabulacji, której używał w celu zaskarbienia sobie sympatii kobiet i zrobienia na nich odpowiedniego wrażenia, co mu się skutecznie udawało – komentuje obrońca Arkadiusza B.

Arek i Edyta na pierwszą randkę umawiają się na Saskiej Kępie. Ona jest nim oczarowana, miłość, o jakiej zawsze marzyła, zaczyna się spełniać. On prawdopodobnie od początku układa w głowie niecny plan wyłudzenia – od dobrze zarabiającej Edyty – pieniędzy na spłatę długów.

W trakcie, kiedy rzekomo kwitnie ich miłość, on utrzymuje intensywne kontakty z Emilią i Anią, co stoi w jawnej sprzeczności z deklarowaną miłością do Edyty.

Zaczynają się spotykać dość szybko, choć na realne spotkania Arkadiuszowi B. wiecznie brakuje czasu, jest często zmęczony. Ale zapewnia Edytę o swojej miłości, jest dla niego „Gwiazdką”. Zaczyna namawiać ją do pożyczki kolejnych, niemałych kwot na realizację interesu życia. W sumie pożycza 80 tysięcy złotych. Ona bierze kredyt, informuje o swoich poczynaniach przyjaciółkę oraz kolegę z pracy. Na 17 grudnia 2005 roku para wyznacza datę ślubu, mimo że rodzina, na wyraźne życzenie Arkadiusza B., nie poznała narzeczonego córki. Potem okazuje się, że on nigdy w urzędzie stanu cywilnego nie był, nie rezerwował tej daty.

10 listopada 2005 r. Arkadiusz B. ma finalizować interes za pożyczone od Edyty pieniądze. Sukces mają uświetnić wspólną kolacją u niego. Niestety, 10 listopada to dzień, w którym Edyta Wieczorek zaginęła. Planowane spotkanie w tym dniu, potwierdza jej kolega z pracy.

Arkadiusz B. w pierwszym przesłuchaniu zaprzecza, aby miał się wówczas z Edytą spotkać. W trakcie ponownego przesłuchania – potwierdza. Do romantycznej kolacji jednak nie dochodzi, przeszkodził temu nieoczekiwany powrót jego matki, jak zeznaje oskarżony. Z bilingów telefonu Edyty Wieczorek wynika, że 10 listopada jej telefon ostatni raz łączył się z okolic Żoliborza, z ul. Magiera, tam, gdzie Arkadiusz B. wynajmował kawalerkę.

W imię sprawiedliwości

 Helena Kowalik, dziennikarka śledcza, autorka „Warszawy kryminalnej”, od początku przyglądała się tej sprawie i była nią bardzo poruszona. Najbardziej postawą oskarżonego. – Trudno zdobyć się na cień sympatii dla oskarżonego – mówi Kowalik. – Nie dał po temu żadnych powodów – ani swoją postawą, ani reakcją. Nie zdobył się na żaden gest w stosunku do rodziny Edyty Wieczorek. Byłam obserwatorem na sali sądowej, ale też wydarzeń na korytarzu. Mecenas Arkadiusza B., jak i sam oskarżony, byli z siebie bardzo zadowoleni, zdawało się, że łączą ich wręcz kumpelskie relacje. Zachowanie ich obu na korytarzu osobiście bardzo mnie raziło. Oczekiwałabym  przynajmniej ze strony adwokata więcej empatii dla cierpienia rodziców i siostry  Edyty Wieczorek. Bardzo bym chciała, żeby okoliczności zaginięcia Edyty zostały wyjaśnione. To należy się przede wszystkim rodzinie zaginionej.

Rodzice Edyty Wieczorek zeznali, że Arkadiusz B. niczego się nie bał, gdyż  – jak twierdził – miał mieć znajomego prokuratora. Linia obrony w pierwszym procesie przekonywała, że skoro nie ma ciała, nie może być mowy o zabójstwie. A jedynie o zaginięciu Edyty Wieczorek.

Trudno skazywać Arkadiusza B. za zabójstwo, już pomijając fakt braku ciała. Po prostu nie było na to dowodów, bo dowodem w sprawie nie może być otwarte okno, czy niewielkie ślady krwi, które znaleziono na chodniku w łazience. Prokuratura dysponowała zaledwie poszlakami, a żeby kogoś skazać za zabójstwo, należy mieć stuprocentowe dowody. Nie lekceważę materiału dowodowego prokuratury. Chcę jedynie podkreślić, że był on niewystarczający – wyjaśnia mecenas Jewdokin.  Arkadiusz B. został wówczas (2010 rok) uniewinniony.

Rok 2006. W areszcie Arkadiusz B. czuje się jak ryba w wodzie, o czym świadczy treść wysyłanych do matki listów. Informuje ją, że uczy się języka angielskiego, ćwiczy na siłowni. Ma mnóstwo kolegów, siedzą tu także „ci z Pruszkowa”. „Miło leci czas”. Znajomości zawarte w trakcie przebywania w areszcie, Arkadiusz B. określa jako „bezcenne”.

 Czy będzie przełom?

Zdaniem prokuratury, materiał dowodowy zgromadzony już w pierwszym procesie był wystarczający. Za wersją prokuratury o poćwiartowaniu ciała Edyty Wieczorek przemawiają poszlakowe dowody. Arkadiusz B. wynajął kawalerkę przy ul. Magiera zaledwie na kilka dni. Właścicielka mieszkania, Barbara M. zeznała, że bardzo mu na tym zależało.  W tym czasie  zużył w mieszkaniu tyle wody, ile średnio zużywa się przez pół roku (600 litrów zimnej i 100 litrów ciepłej), co według prokuratury świadczy o zacieraniu śladów po zabójstwie i zmywaniu krwi.

Jeśli ktoś biegnie, policja zapewne uzna, że ucieka. A skąd wiemy, czy to po prostu nie jest to szybki chód?– dywaguje mecenas Jewdokin.

Z mieszkania zniknął mebel typu meblościanka, w której – zdaniem prokuratury – mężczyzna wynosił w kawałkach poćwiartowaną narzeczoną. Przez dwa dni intensywnie wietrzył mieszkanie. Ujawniono ponadto ślady krwi w łazience. Mężczyzna, najprawdopodobniej chcąc ukryć te ślady, skuł płytki oraz zerwał fugę.

– W tej sprawie popełniono w trakcie śledztwa niemalże akademickie błędy, w trakcie pierwszych oględzin miejsca nie zabezpieczono odpowiednio śladów – twierdzi Kowalik. Badania, ujawnionych na dywaniku w kawalerce przy Magiera śladów krwi, wykonano po siedmiu latach. Użyto w tym celu luminolu, który wykrywa ślady krwi poddane próbie zatarcia nawet po kilkunastu latach.

– Nie zbadano wszystkich śladów krwi. Natomiast – co ważniejsze – nie ustalono, jaka była jej obfitość  i czy doszło do przestępstwa – stwierdza mecenas Jewdokin.

Mężczyzna, w czasie gdy Edyta Wieczorek została uznana za zaginioną, używał jej samochodu.

– Jeśli w ocenie biegłych psychologów Arkadiusz B. miał być osobą o ponadprzeciętnej inteligencji, to czy po zabiciu Edyty W. używałby jej samochodu? – zastanawia się obrońca oskarżonego. I dodaje – W mieszkaniu pozostawił umowę najmu kawalerki na Żoliborzu. Czy tak robi osoba planująca zabójstwo?

Badania jego komputera wykazują, że w imieniu Edyty pisze do siebie list, w którym narzeczona z nim zrywa i informuje o odejściu. Następnie kasuje go, prawdopodobnie sam uznając, iż to zbyt naiwny dowód zaginięcia Edyty. Znikają pieniądze kobiety, natomiast jego długi zostają spłacone. W końcu w mieszkaniu Arkadiusza B. śledczy znajdują książki z zakresu  kryminalistyki i anatomii człowieka – co wskazywałoby na duże zainteresowanie oskarżonego tym obszarem wiedzy.

– Dowody przedstawione w pierwszym procesie Arkadiusza B. powinny wystarczyć, aby go skazać za zabójstwo Edyty Wieczorek. Był to proces poszlakowy i sąd miał wątpliwości, co do winy oskarżonego. Sąd apelacyjny, zwracając sprawę do ponownego rozpoznania, uznał materiał dowodowy prokuratury. Mimo braku ciała, można go było skazać – ocenia rzecznik Ślepokura. – Uważam że materiał był wówczas wystarczający, a sąd pierwszej instancji nie docenił go – podsumowuje rzecznik prokuratury.

Prokurator podczas ostatniej rozprawy (w styczniu br.) wnioskował o areszt, ale sąd nie uwzględnił tego wniosku. Obecnie trwają badania, mające na celu porównanie DNA znalezionej czaszki z materiałem DNA rodziny Edyty Wieczorek. Jeśli potwierdzą, że czaszka należała do zaginionej kobiety, prokuratura wystosuje wniosek o ponowne aresztowanie Arkadiusza B., gdyż wówczas zachodzić będzie wysokie prawdopodobieństwo, że mężczyzna ten, wiedząc o posiadaniu przez prokuraturę czaszki zaginionej, będzie próbował się ukrywać. – Sam dowód w postaci znalezienia czaszki i ewentualne potwierdzenie, że należała ona do Edyty Wieczorek, dowodzić będzie jedynie, że ta kobieta na pewno nie żyje. Nie będzie jednak dowodzić, że Arkadiusz B. ją zabił. Oczywiście odnaleziona czaszka nabiera teraz dodatkowo psychologicznego wymiaru, ale w dalszym ciągu nie daje odpowiedzi na pytanie, kto stoi za śmiercią dziewczyny i czy było to morderstwo – ocenia  Zbigniew Jewdokin.

Atilla atakuje

 Czy prokuratura badała wątki zaginionych (w tym czasie) kobiet i sprawdzała, czy mogły być potencjalnymi „dziewczynami” oskarżonego Arkadiusza B?

– Nie mam informacji na ten temat. Musiałoby być uzasadnione podejrzenie  –  informuje Dariusz Ślepokura.

Czy Atilla nadal jest aktywny w sieci, czy jest monitorowany?

Policja odmawia komentarza w tej sprawie, zasłaniając się niemożnością ujawniania swoich metod śledczych. Katarzyna Calów – Jaszewska, z warszawskiej prokuratury, konkluduje: – Jeśli nie został skazany, nie jest objęty aresztem, należy domniemywać, że nie jest prowadzony monitoring aktywności internetowej tej osoby.  Taki profil może założyć każdy, weryfikacja profilu sprowadza się praktycznie do zaakceptowania zdjęcia i korzystać można już tego samego dnia.

Styczeń 2013 rok. Na portalach randkowych życie wre. Po wpisaniu w wyszukiwarkę hasła „randki” pojawia się 20,100,000 wyników.  „Ściana jest taką, jaką ją widzi każdy z nas – za każdym razem inną, choć zawsze tą samą” – czytamy na jednym z nich.

Edyta Wieczorek widziała sympatycznego kandydata z poważnymi zamiarami, który ją oszukał i wyłudził pieniądze. Za to został skazany w pierwszym procesie. W drugim, w sprawie zabójstwa, Arkadiusz B. został prawomocnie skazany na dożywotnie pozbawienie wolności. Ciała Edyt do dziś nie odnaleziono.

Gabriela Jatkowska

 

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ