Modliszka i jej ofiara

0

Wielka miłość oraz wspólne plany na przyszłość. Jednym słowem piękna historia dwojga zakochanych osób. Z tym, że to nie historia dwojga, lecz pięciu, nie zakochanych, a perfidnie wykorzystanych osób. I to wykorzystanych zarówno pod względem finansowym, jak i uczuciowym. A to wszystko pod przyzwoleniem strażników prawa, bo jak inaczej można nazwać całkowity brak reakcji. I to reakcji w momencie, kiedy wszelkie potrzebne informacje zostały im już dawno dostarczone. Nie można. Wtedy pozostaje jedynie poczucie bezradności, beznadziei i strach, że taka sytuacja może się powtórzyć.

Mechanizm działania jest bardzo prosty i co więcej, zawsze taki sam. Zaczyna się od tzw. zdobywania, w którym to Agnieszka W. rozkochuje w sobie danego mężczyznę. Udając miłość i prawdziwe uczucie, przechodzi do kolejnego etapu, a mianowicie planów na przyszłość. Rzecz jasna wspólną przyszłość.

 Kolejnym elementem jest całkowicie niespodziewana wizyta dwóch policjantów, krzyczących i grożących kobiecie więzieniem, a to wszystko w trakcie sytuacji intymnej kochanków. Przerażony mężczyzna, chcąc jej pomóc lub – w planie B – nie chcąc, aby sprawa ujrzała światło dzienne, chociażby z uwagi na cierpliwie czekającą w domu żonę, zdobywa dla Agnieszki pieniądze, które rzekomo mają jej pomóc w wyciszeniu sprawy i zamknięciu ust funkcjonariuszom.

Ostatecznie, gdy Modliszka dostaje obiecane wcześniej pieniądze, szybko zrywa znajomość i rozpoczyna poszukiwania następnego mężczyzny, którego będzie mogła oszukać oraz okraść.

Mogła być piękna miłość

Wszystko zaczęło się w maju 2013 roku. Właśnie wtedy na portalu internetowym Dariusz B. poznał Agnieszkę W., która od razu przykuła jego uwagę choćby dlatego, że w przeciwieństwie do innych nie zasłaniała swojej twarzy.

Rozpoczęły się spotkania. Najpierw jedno, potem kolejne. Mężczyzna, jak każdy człowiek pragnął być kochany, odwzajemniając się tym samym. Na samotnej drodze życia spotkał Agnieszkę, której zawierzył swe uczucia oraz bezgraniczną szczerość. Natomiast dla niej był po prostu łatwym do zrealizowania celem. W końcu Pan B. się zakochał, co ciekawe – wyglądało na to, że z wzajemnością, jednak tylko wyglądało.

 Kobieta zaczęła mu się zwierzać, opowiadając o trudnym życiu oraz niełatwym dzieciństwie, kwitując, że nigdy wcześniej nie spotkała takiego mężczyzny jak on,  z którym czuje, że chciałaby rozpocząć wszystko od nowa. Pan Dariusz marzył o stworzeniu domu z bliską mu osobą, dlatego też swą wybrankę przedstawił rodzicom. Dni mijały, a uczucie dwojga zakochanych osób rozkwitało niczym urodziwa lilia.

Niespodziewana napaść

Podczas jednego ze spotkań w okolicach miejsca pracy Pani W., Dariusz niczego nie podejrzewając, z radością jej towarzyszył. I kiedy tak beztrosko spacerowali, nagle pojawił się jakiś mężczyzna, który zajechał drogę parze zakochanych, po czym gwałtownie wybiegŁ, zachowując się niezwykle agresywnie oraz wykrzykując pod ich adresem wulgarne groźby. Następnie zabrał kobietę i odjechał, by po 15 minutach powrócić.

Gdy sytuacja została opanowana, pan B. zabrał wybrankę w bezpieczne miejsce, by dowiedzieć się, kim był ten mężczyzna oraz jaki miał cel. Jak się okazało, odpowiedź na powyższe pytania pojawiła się sama. Agnieszka wytłumaczyła, że to jej opiekun,  któremu jest winna ogromne pieniądze. Wyznała także, że chcąc spłacić swój dług, zatrudniła się jako prostytutka, czego się niebywale wstydzi, ale na razie nie ma innego wyjścia. W końcu poprosiła o pieniądze, dzięki którym mogłaby  wyrwać się z tego okropnego położenia. Jak się później okazało, owym mężczyzną, który zaatakował spacerującą parę, był niejaki Łukasz I., notabene bliski znajomy kobiety.

Następnego dnia zakochani udali się do banku, w którym mężczyzna wypłacił wszystkie swoje oszczędności, pożyczając jej tym samym 10 000 złotych. Niestety to nie załatwiło sprawy.

Kredyt dla ukochanej

Kilkanaście dni później, na kolejnym spotkaniu, ponownie rozpoczęły się opowieści łzawych historii, obrazujące niewyobrażalne kłopoty W. oraz duże prawdopodobieństwo osierocenia córek. Co więcej, wtedy to Darek usłyszał, że jego ukochanej grozi więzienie za przewóz nielegalnych rzeczy, podczas którego została zatrzymana przez policję, a wskutek tego złapana na gorącym uczynku. Nie trzeba chyba dodawać, że opowieści trwały tak długo, i były tym bardziej łzawe, im bardziej mężczyzna był nieugięty, mówiąc wprost, że wszystkie środki finansowe, które posiadał już jej oddał.

Wtedy do drzwi zapukał policjant, z zawieszoną na szyi odznaką. Nie bez kozery podkreślam ową odznakę, ponieważ  mężczyzna został rozpoznany przez poszkodowanego, który potwierdził, że był to niejaki Tadeusz W. emerytowany policjant. Należy przyznać, że to jednoznacznie rozwiązuje zagadkę odznaki, która przyczyniła się do uwiarygodnienia historii oraz przekonania mężczyzny do kolejnej pożyczki.

Po chwili rozmowy z kobietą, ta ponownie padła na kolana, błagając pana Dariusza o następne pieniądze. Z uwagi na fakt, że mężczyzna tak zwyczajnie ich nie miał, pani W. zaczęła go namawiać na wzięcie kredytu.  W tym momencie po raz kolejny do rozmowy włącza się policjant, potwierdzając wersję kobiety, a w konsekwencji doprowadzając jej wybranka do zaciągnięcia kredytu.

Zapanowała głucha cisza

Jak łatwo się domyśleć, po otrzymaniu kolejnej już sumy pieniędzy, kobieta całkowicie przestała się z Darkiem kontaktować. Tymczasem, gdy z inicjatywą spotkania, czy też rozmowy wychodził mężczyzna, próbując jakkolwiek wyjaśnić głuchą ciszę, która niespodziewanie nastała, z jej ust usłyszał wyłącznie ostrzeżenia i groźby. Następnie  Agnieszka W. całkowicie zniknęła, opuszczając swe dotychczasowe miejsce zamieszkania.

Wtedy pan Dariusz zrozumiał, że został  wykorzystany i okradziony, dlatego udał się na policję, gdzie wyjaśniono mu, że niejaka Agnieszka W. jest osobą doskonale znaną funkcjonariuszom, gdyż była już wielokrotnie notowana za podobne sprawy. W sumie wyłudziła od pana Dariusza 30  000 zł.

Jednak utrata pieniędzy to nie jedyne konsekwencje tej fałszywej znajomości. Pan Dariusz, chcąc spłacić zaciągnięty kredyt, zadłużył się w tzw. chwilówkach, od których aktualnie nie jest w stanie się uwolnić. W związku z czym, od 3 lat próbuje zdobyć pieniądze na spłatę swoich zadłużeń. Jednak, jak się okazuje, to nie jest takie proste, dlatego swoje zobowiązania najprawdopodobniej będzie spłacał już do końca życia.

Stracił nie tylko pieniądze, ale coś znacznie bardziej cennego. Poprzez perfidnie zaplanowane oszustwo utracił poczucie własnej wartości oraz nadzieję na stworzenie rodziny, o której zawsze marzył. Owszem, mężczyzna zawsze był otwarty na ludzi, starając się im pomagać. Sądził, że dobro wraca. Tymczasem w jego przypadku, owa otwartość, ogromne pragnienie kochania oraz bycia kochanym, przyniosły skutek całkowicie odwrotny do zamierzonego.

Bezczynność organów ścigania

W 2013 roku, kiedy pan Dariusz zgłaszał sprawę policji, prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania. W sierpniu 2015 roku Prokuratura Rejonowa w Poznaniu co prawda śledztwo wszczęła, jednak wydaje się, że jedynie po to, aby następnie je umorzyć.

 Co ciekawe, mężczyzna osobiście zdobył dodatkowe informacje, które kolejno przekazał powyższym instytucjom. Poszkodowany poinformował prokuraturę o danych osobowych dwóch wspólników, którzy pomagali W., jednocześnie prosząc o ich przesłuchanie. Ponadto, zwrócił się z prośbą o konfrontację jego zeznań z zeznaniami innych, również oszukanych osób. Niestety zarówno z tą, jak i z pozostałą wiedzą, nic nie zrobiono. Za to umorzono śledztwo, nawet nie podejmując próby wykonania sugerowanych działań.

Jednak najzabawniejsze w tym wszystkim są tłumaczenia policji, która zapytana o argumentację umorzenia stwierdziła, że zgłoszony czyn najzwyczajniej w świecie nie wykazuje znamion przestępstwa. Tak, dokładnie tak. Zatem, zadaję pytanie, zresztą zapewne jak większość społeczeństwa, czym są chociażby groźby względem życia i zdrowia człowieka, czy też podszywanie się pod policjanta, tj. funkcjonariusza publicznego? Jak widać, policja chce być bezradna. A wskutek tej bezradności cierpią niewinni ludzie, którzy niczym pionki w grze planszowej, służą do realizacji jedynego celu, którym jest wyłudzenie pieniędzy.

Piętno na całe życie

Poza powyżej wymienionymi konsekwencjami, cała sprawa wycisnęła trwałe piętno na życiu mężczyzny, ponieważ miało to przełożenie zarówno na życie zawodowe, jak i zdrowotne.

 Absurdalnym, jednak niezwykle realnym, okazało się oskarżenie pana Dariusza przez byłą ukochaną o jej rzekome nękanie. Co jeszcze bardziej zdumiewające, sąd w pierwszej instancji, mimo oczywistych dowodów, uznał mężczyznę za winnego popełnienia zarzucanego mu czynu. Większą bystrością umysłu na szczęście wykazał się organ orzekający w drugiej instancji, uniewinniając poszkodowanego od zasądzonej wcześniej kary grzywny.

 Ponadto, poza zdrowotnymi problemami, z którymi Dariusz B. zmaga się od wielu lat, takimi jak chociażby cukrzyca, pojawiła się konieczność regularnych wizyt u psychologa, ponieważ bez jego pomocy ofiara nie była w stanie poradzić sobie z zaistniałą sytuacją. Dodatkowo, przez działanie pani W. oraz jej wspólników, poszkodowanego nie stać na wykupienie koniecznych leków. Zatem pokłosiem oszustwa, nie będzie chwilowy efekt uboczny w postaci wyrządzonych krzywd, lecz nieodwracalne piętno wyryte na każdej sferze życia Pana Dariusza.

Nadzieja w prokuraturze

10 sierpnia 2015 roku Prokuratura Regionalna w Poznaniu wszczęła śledztwo w sprawie przywłaszczenia powierzonej rzeczy na szkodę Dariusza B., które to 14 kwietnia 2016 roku zostało umorzone, ponieważ prokurator uznał, że brak w nim śladów czynu zabronionego. Jednocześnie dodając, że postępowanie przygotowawcze zostało przeprowadzone prawidłowo w pełnej zgodności z przepisami prawa, zasadami logiki oraz doświadczeniem życiowym.

Następnie pan Dariusz wraz z pełnomocnikiem złożyli do Sądu Rejonowego zażalenie na zasądzone przez prokuraturę umorzenie sprawy, co ostatecznie i tak zostało oddalone 20 września 2016 roku. Zdaniem wymiaru sprawiedliwości mamy do czynienia z dwoma różniącymi się między sobą wersjami, z których jedna nie wyklucza drugiej, co w konsekwencji nie dostarcza jednoznacznych dowodów, dlatego też zdecydował on o powyżej wspomnianym umorzeniu.

21 listopada 2016 roku w Prokuraturze Regionalnej w Poznaniu odbyło się spotkanie Dariusza B., w którym zarówno obrońca, jak i poszkodowany upatrywali światełka w całej tej mrocznej oraz absurdalnej sytuacji. Mężczyźni mieli nadzieję, że prokuratura w końcu nakaże przeprowadzenie czynności, których do tej pory zaniechała, a mianowicie zdecyduje o porównaniu zeznań poszkodowanego z zeznaniami trzech osób, które już składały na policji podobne zawiadomienia przeciwko Agnieszce W. Ponadto sądzili, że wysoce zasadna jest konfrontacja Dariusaz B. z kobietą, a w związku z tym poddanie ich badaniu wariografem, aby wreszcie jasno i bez najmniejszych wątpliwości rozstrzygnąć, kto z tej dwójki mówi prawdę.

 Rzeczywistość okazała się nieco inna. Spotkanie w Prokuraturze Regionalnej na tamten moment nie przyniosło żadnych konkretów, poza słowami prokuratora, który stwierdził, że mężczyzna na pewno otrzyma pismo z Prokuratury Okręgowej informujące o ewentualnym wznowieniu postępowania w jego sprawie, lecz czy owo wznowienie będzie miało miejsce oraz kiedy nastąpi, tego prokurator nie był w stanie powiedzieć.

Po dwóch tygodniach Dariusz B. otrzymał pismo z Prokuratury Regionalnej informujące o tym, że jego sprawa zostanie przeanalizowana jeszcze raz. Jaki skutek przyniesie ponowna analiza, dopiero się okaże.

 Partnerka  sutenera

 Bez jakiejkolwiek pomocy oraz choćby próby podjęcia oczywistych działań, które doprowadziłyby do rozstrzygnięcia sprawy oszustwa pani W. i jej wspólników, mężczyzna postanowił działać sam.

Te działania sprowadzały się do uzyskania jednoznacznych informacji ułatwiających uznanie kobiety za winną. W związku z czym udało mu się ustalić, że Agnieszka od wielu lat, a dokładnie od 17 roku życia była związana z człowiekiem, którego imienia nie chcemy ujawniać, który delikatnie mówiąc, nie był odzwierciedleniem dobra, czy też obywatela przestrzegającego jakichkolwiek przepisów prawa. Ów mężczyzna był właścicielem kilku domów publicznych w Poznaniu, którymi w czasie jego pobytu w więzieniu zajmowała się nasza główna bohaterka, dbając o jego interesy.

To jedynie niewielki fragment wiedzy, który Pan Dariusz dostarczył organom ścigania, a które – zdaniem prokuratury – nie zasługiwały nawet na weryfikację. Co więcej, poszkodowany posiada wiadomość sms od Agnieszki W., którą to wysłała do niego 24 maja 2013 roku, dzień po tym, jak niejaki Łukasz I. napadł na parę, żądając pieniędzy. Treść wiadomości jest następująca: „Ja dziś jestem zdenerwowana mam wieczorem spotkanie i myślę sobie, że zamknę dyskusję, kiedy oddam co trzeba i będzie takie zaskoczenie, że nawet postawię warunek. Spotkamy się, by to zamknąć dziś?” Właśnie tego dnia, mężczyzna był w banku, przekazując jej 10  000 zł, które miały jej pomóc w zakończeniu kłopotów i spłaceniu długu. Logicznym jest, że ów sms jest po pierwsze niezaprzeczalnym dowodem w sprawie, a po drugie poszlaką wskazującą na oszustwo. Jednak, jak się okazało, logicznym dla każdego potencjalnego Kowalskiego, lecz nie dla policji, czy też prokuratury.

Zaniedbanie goni zaniedbanie

Wszystkie powyżej wymienione zaniedbania funkcjonariuszy policji oraz prokuratury to nie ostatnie, których owe instytucje się dopuściły, ponieważ z każdym dniem ich liczba ulega zwiększeniu. Chociażby brak przesłuchania dwóch świadków, w tym jednego pracownika Agnieszki W., którzy dysponują wiedzą o metodach wyłudzeń stosowanych przez nią i jej dwóch sprzymierzeńców.

Nie trzeba dodawać, że cały mechanizm działania był niezwykle precyzyjnie zaplanowany, a obecność zarówno „policjanta”, jak i mężczyzny, który groził parze, miały na celu uwiarygodnienie sytuacji i przekonanie potencjalnej ofiary o prawdziwości podawanych przez Agnieszkę W. informacji.

 Dzisiaj to spotkało Darka, wczoraj Zenka, a jutro może spotkać Ciebie, dlatego tak istotnym jest, aby historia ta głęboko zakorzeniła się w naszych sercach i umysłach. Być może właśnie dzięki temu uda nam się ocalić następnych przed bezwzględnym skrzywdzeniem i odarciem z jakichkolwiek nadziei, czy też marzeń. Ocalić przed zniszczeniem z nieprawdopodobną premedytacją czyjegoś życia, które niczym tafla szkła rozpada się na maleńkie kawałeczki, z których nie ma już czego zbierać. Tak, jak nie da się na nowo poskładać duszy i serca mężczyzny, który został wykorzystany, oszukany i okradziony, i ostatecznie bez najmniejszych skrupułów porzucony. A to wszystko za zgodą i pełnym przyzwoleniem wymiaru sprawiedliwości, który ma oczy, lecz udaje, że nie widzi. Ma uszy, lecz udaje, że nie słyszy.

Maciej Lisowski

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ