Płoną taksówki w Gliwicach

0
Adam Bojarski  taksówkarz z Lider – Taxi firmy w Gliwicach w woj. śląskim do dziś ma gęsią skórę ze strachu na wspomnienie tamtych wydarzeń. Jak mówi, dla własnego dobra i bezpieczeństwa mało o tym opowiada, skoro tyle już taksówek spalono w tym mieście z jego firmy.
Jak pochodnie
– To było 28 marca tego roku – dodaje. – Ja i moi koledzy trzymaliśmy nasze trzy wozy na ogólnie dostępnym parkingu przy dyskoncie Leclerc, nieopodal stacji benzynowej przy ul. Rybnickiej, obok trasy wylotowej z Gliwic w kierunku Rybnika.
Spał, gdy zbudził go nagle nad ranem w domu dźwięk telefonu komórkowego.
– Poderwałem się natychmiast, spojrzałem na zegarek była 3.30. I wtedy poinformowano mnie przez telefon, że mój samochód został doszczętnie spalony na tym właśnie parkingu.
A potem dowiedział się od świadków, że ktoś, rzeczywiście, kręcił się wtedy około 3.00 nad ranem blisko pary samochodów firmy taksówkowej Lider-Taxi zaparkowanych na parkingu nieopodal Leclerca, w tym wokół jego wozu. Taksówki miały namalowane na masce logo firmy. Mało było wtedy, w nocy, przechodniów, ale ktoś z osób w znajdujący się wówczas w pobliżu stacji benzynowej zauważył, że jedną z taksówek objął ogień. A potem ten ogień przenosił się na dwa pozostałe pojazdy z Lider-Taxi, znajdujące się na tym parkingu.
– Mówiono, że nasze wozy płonęły, jak pochodnie…
Zjawiła się policja, przyjechali strażacy.
– Policjanci dodawali potem, że widziano podpalaczy, jak uciekali – wspomina Bojarski. – Mieli na głowach kominiarki. Miało być trzech przestępców.
Policjanci nawet mieli znać ich nazwiska, sugeruje Bojarski.
– Podpalacze uciekali ulicami Toruńską i Kilińskiego, w kierunku dzielnicy Trynek.
Ale, dodaje, więcej informacji od policjantów z Gliwic na temat podpalenie jego samochodu nie otrzymał. I z tego, co wie, sprawę miała przejąć teraz komenda wojewódzka policji w Katowicach, a to dlatego, iż krążą po ulicach miasta informacje, że jednym z podpalaczy mógł być nawet były policjant.

W gliwickiej komendzie nie potwierdzają tego faktu, o ewentualnym podpalaczu, byłym policjancie, ale też temu nie zaprzeczają.
– Przekazaliśmy sprawę do wnikliwego zbadania kolegom z komendy wojewódzkiej w Katowicach, gdyż dysponują lepszym sprzętem technicznym do prowadzenia dalszego śledztwa – przyznaje podinspektor Marek Słomski, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Gliwicach.
– Zabezpieczono ślady podpaleń i przekazano stosowną dokumentację z tym związaną policji – informuje bryg. Dariusz Mrówka, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Straży Pożarnej w Gliwicach.
Gliwiccy policjanci wystąpili także w sprawie podpaleń samochodów o opinię do biegłych.
– W przypadku jednego podpalenie nie potrzebny był nawet biegłego, gdyż podpalacz pozostawił koło podpalonego wozu przy ulicy Tarnogórskiej, spiesząc się zapewne, butelki po substancji zapalającej – dodaje Słomski.
Nie raz im grożono
Emil Piputa sądzi, że dlatego wydarzyły się te podpalenia, gdyż działający dopiero od 2013 r. Lider-Taxi ma konkurencyjne dla innych firm taksówkowych ceny.
– Mamy nowoczesne wozy i 1,60 zł za kilometr… I to może denerwować konkurencję.
Ale żadnych dowodów, że to zemsta Piputa nie posiada.
– Coś do nas docierało wprawdzie, że inni taksówkarze boczą się, że im rynek zarywamy…
Lider-Taxi działa m.in. w woj. śląskim i w Opolu, ale nigdzie nie dochodziło do takich zdarzeń, jak w Gliwicach.
– Zaczęło się w lutym tego roku, kiedy po raz pierwszy spalono nam na jednym z gliwickich parkingów taksówkę – informuje właściciel Lider-Taxi. – Potem były opisane przez kolegę pożary kolejnych trzech wozów i jeszcze kolejne trzy zostały spalone na przełomie sierpnia i września tego roku. Tak, że w sumie spalona nam już 7 taksówek. A ile jeszcze może być podobnych podpaleń?
Emil Piputa sądzi, że dlatego wydarzyły się te podpalenia, gdyż działający dopiero od 2013 r. Lider-Taxi ma konkurencyjne dla innych firm taksówkowych ceny.
Bajerski woli o tym nie myśleć. Ktoś nawet raz wrzucił przez okno do jednej z taksówek kwas masłowy.
– Bardzo potem w środku śmierdziało – dodaje. – Ale najważniejsze, że nikt przy tym wszystkim na razie nie zginął.
To nie wszystko
– Pod koniec czerwca tego roku, nad ranem, podpalona nam siedzibę naszej firmy, naprzeciwko „Biedronki” w Gliwicach przy ul. Daszyńskiego 144 – przypomina. – Trudno nawet wyliczać wszystkiego, co się tam spaliło. Komputery, sprzęt elektroniczny, szafy, biurka… Wszystko płonęło, cała siedziba się spaliła, z drzwiami wejściowymi i ścianami włącznie.
Samochody podpalano od opon
– Pod opony wozów wlewano jakąś łatwo palną substancję i ją podpalano, a płomienie szybko ogarniały zaraz cały pojazdy – mówi Piputa. – Nie wykluczone, że polewano czymś przed tym samochody, żeby lepiej płonęły, by się na nich ogień szybciej rozszerzał. W naszej siedzibie rozbito okno i wrzucono do środka nasączoną czymś zapalona szmatę.
Ale podpalenia nie pojawiły się od razu, twierdzi właściciel firmy.
– Otrzymywaliśmy najpierw ostrzeżenia – dodaje Piputa. – Na postojach zaczepiały naszych taksówkarzy przeważnie starsze osoby, sugerując, byśmy dali sobie spokój, wynosili się stąd i wzięli się do jakiejś innej roboty i poszli z tych postojów.
Ale taksówkarze z Lider-Taxi nie przestraszyli się. Wprawdzie nie mają na razie swej stałej siedziby, ale przyjęto ich pod dach do hoteli „Malinowski” w Gliwicach.
– Przynajmniej jest tu spokojnie i nikt nas nie napadnie, ani nas tu nie podpali – usłyszałem sarkastycznie od właściciela firmy.
I 90 taksówek w Gliwicach i blisko 600 na Śląsku i w Opolu będzie nadal jeździło po ulicach. Ale jednak nękania nie ustają.
– 20 listopada tego roku przebito w moim samochodzie opony – dodaje jeszcze Bojarski.
Trawa policyjne śledztwo w sprawie podpaleń taksówek Lider-Taxi i siedziby firmy w Gliwicach.
– Mogę powiedzieć tylko jedno, zajmuje się nim intensywnie wydział kryminalny naszej komendy  – dodaje podinspektor Aleksandra Nowara rzecznik prasowy Komendanta Wojewódzkiego Policji w Katowicach.
Roman Roessler

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ