Tylko twój Daniel

0

Pierwszego kobiece zmasakrowane ciało znaleziono w maju 2015 roku.  Zwłoki leżały w krzakach, przy drodze 631 łączącej Nieporęt z Rembertowem, gdzie zawsze można było skoczyć na szybki numerek. Kobiece ciało było rozszarpane i rozczłonkowane przez leśną zwierzynę.

Drugą ofiarę odnaleziono w sierpniu 2015 roku. Zaginięcie Liliany zgłosił jej teść. Obie zamordowane były prostytutkami.

Śledczy szybko połączyli oba zabójstwa. Zaczęli przesłuchiwać panie z trasy 631, znanej głównie z urodzaju „tirówek”. To głównie Ukrainki i Bułgarki. Liliana, jako jedna z nielicznych, miała męża, Bułgara, ale z polskim obywatelstwem. Nie musiała się obawiać deportacji jak jej koleżanki. To wzbudzało zazdrość. Śledczy poszli jednak tropem klientów. Skupili się na poszukiwaniach mężczyzn o specyficznych upodobaniach seksualnych. Ofiara numer dwa, czyli Liliana miała poderżnięte gardło, przed śmiercią była też duszona.

 Lista klientów

Liliana to ładna 30-letnia brunetka. Mąż co prawda wiedział, czym żona się trudni: –Musiała utrzymać rodzinę na Ukrainie! – tłumaczył. Ale to było dobre, zgodne małżeństwo. Pobrali się w 2001 roku. Ukrainka do pracy jeździła codziennie od kilku lat z tym samym taksówkarzem. Wracała z nim koło 18:00. W dniu zaginięcia, nie było jej w umówionym miejscu. Ale to jej teść zgłosił zaginięcie.

– Był taki mężczyzna, zakochany w Lilianie – mówiły śledczym koleżanki zamordowanej.  – Dawał pieniądze, i tak jakby ją ochraniał. Raz podjechali Ukraińcy, chcieli aby Liliana z nimi wsiadła. Ale on stanął między nimi, uchronił ją. Byli rozwścieczeni– przypominają sobie kobiety.

Innego klienta przywołuje z pamięci koleżanka Liliany, często razem stały obok siebie w oczekiwaniu na klientów.

 – Chciał, żeby mu tylko laskę zrobić, ale musiałam się do tego rozebrać – wspomina. – Taki grubas w nissanie.

Ten przesłuchiwany, trząsł się ze strachu przed wyjawieniem niechlubnej tajemnicy żonie. Policja jednak skręciła na manowce, to nie był ten, którego szukano. W końcu przejrzano zapis monitoringu. Bingo! Na jednym z nagrań z 7 sierpnia 2015 roku (dzień zaginięcia Liliany) widać samochód. Volkswagen polo wiezie w głąb lasu dwoje ludzi – mężczyznę i kobietę z burzą blond loków: –Żona do pracy zakładała jasną perukę– huczy w głowach śledczych zeznanie męża Liliany. Polo wiezie w jedną stronę kobietę i mężczyznę. Wyjeżdża z lasu już tylko z mężczyzną.

Jest nim Daniel P., lat 25, żona i czteromiesięczna córka. Zatrzymany, szybko przyznaje się do zabójstwa Liliany oraz Nadieżdy – pierwszej ofiary dusiciela z trasy 631.

 W sądzie żona i matka odmawiają zeznań, dzielnie broni go za to ciotka Beata N.  – On by nawet pająka nie skrzywdził.! Prosiłam, by go zabił, bo ja się ich brzydzę, a on na to: niech sobie chodzi! – przywoływała z pamięci.

– Miły, spokojny, zero agresji. Czuły i wrażliwy – zapewnia rodzina.

 Dobijał umierające  

W trakcie rozpraw sądowych upublicznione zostaje nagranie. Daniel P. beznamiętnie przyznaje się do winy, opisuje jak dokonał zabójstw. Jak śmiały się z niego te kobiety, pospieszały, na czas ten seks przedkładały, nie jakość. A on dojść nie mógł. Seksu w domu nie miał, bo żona w ciąży była.

Liliana stała przy szosie odziana tylko w stanik i spodenki. Brała 50 zł za laskę – Daniel P. referował bez cienia przejęcia prokuratorowi. –To wziąłem ją do samochodu, pojechaliśmy do lasu. Uklękła, chwyciłem ją za barki, ale niedbale to robiła – przypominał sobie oskarżony. Wściekałem się, a ona że czas się skończył. Chwyciłem ją za gardło, zacząłem dusić. Podczas duszenia białka zrobiły się czerwone, język wyszedł na zewnątrz.– bez emocji przypominał sobie.

Po zadaniu ostatecznych ciosów, przeciągnął jej ciało w stronę dołu ze śmieciami. Wstrząsały nią konwulsję. Wciąż charczała, siły już nie miałem. To najpierw stanąłem na gardle,potem podciąłem, żeby mieć pewność – dodawał.

Po jego dokonaniu zabrał kobiecie biżuterię, a na odchodne masturbował się dotykając jej miejsc intymnych. To tylko dzięki tym wyjaśnieniom śledczy wiedzieli, ze doszło nie tylko do zabójstwa, ale i stosunku seksualnego. To te ślady przesądziły m.in. o niezaprzeczalnej winie Daniela. Sąd nie miał wątpliwości, że posiada on wiedzę, której organy ścigania same by nie ustaliły. Biżuterię – złoty łańcuszek i kolczyki sprzedał po wszystkim jubilerowi.

Z drugim zabójstwem było podobnie: – Włosy miała ufarbowane na rudo. Chciałem, żeby zrobiła mi laskę. Nie dochodziłem, zaczęła mnie ponaglać. Chwyciłem ją za głowę Zacząłem dusić. Potem wziąłem kamień i kilka razy uderzałem w głowę, dla pewności.

Nadieżdzie zabrał z kolei 1200 złotych zza stanika.

Daniel P., jak wykazały badania sądowo-psychiatryczne, to człowiek o dużej inteligencji, potrafi zrozumieć swój czyn, umie go opisać. Sąd podkreślał, że nie wykazał żadnej skruchy, raz wybąkał coś na kształt „żałuję”, choć jego postawa prezentowana w trakcie procesu tego rodzaju uczuć nie dowodzi. Pierwszego zabójstwa dokonał w maju, odczekał parę miesięcy. I wrócił w to samo miejsce, by dokonać tej makabry po raz drugi.

– Nie wykazał refleksji, uznał, że minęło kilka miesięcy, nikt go nie szuka, znów może popełnić ten sam czyn – uzasadniał sędzia Przemysław Filipkowski z Sądu Okręgowego Warszawa-Praga, gdzie toczył się proces zabójcy prostytutek. – Brak tu możliwości łagodzących, choć mamy do czynienia z człowiekiem młodym. Daniel P. dowiódł, że nie ma żadnych hamulców. Przed rodziną ukazywał zupełnie inną twarz, natomiast przedstawiając te zdarzenia, które zakończyły się śmiercią, wykazuje mało emocji. Ofiary nie miały żadnych szans, trzymał je za szyję dusił, a dla pewności zadawał śmiertelny cios.

Zza krat

Daniel P. jak każdy niemalże zbrodniarz, który po przyznaniu się do zabójstwa, trafia do aresztu, swoje wyjaśnienia zmienił. Stwierdził, że przyznanie się do winy wymusili na nim policjanci. Ubliżali mu, dręczyli, zaciskali kajdanki, aż do stracenia czucia w rękach. Zaś policjant, który go przesłuchiwał – masywny i  łysy – nad biurkiem miał mieć tabliczkę „uwaga zły pies”. Dodatkowo straszyli go, że jego czteromiesięczna córka trafi do domu dziecka.

 Sąd nie dał wiary tym tłumaczeniom, uznając, że to typowa zagrywka osób z ciężkimi zarzutami. – Oskarżony nie był przesłuchiwany przez policję, nie były to wyjaśnienia procesowe – podkreślał sędzia Filipkowski. Był przesłuchiwany przez prokuraturę i sąd. Ten zaś nie widział podstaw do podważenia tych wyjaśnień.

– Gdyby one tam nie stały, do niczego by nie doszło – zawile argumentowała ciotka oskarżonego, Beata N. wykazując, że śmierci przydrożnych prostytutek winni są policjanci, którzy… pozwalali im tam pracować. – Daniel nie jest mordercą, ten chodzi na wolności – przekonywała wzburzona krewna Daniela P.

„Anioły na całym świecie /Róbcie, co możecie/ Strzeżcie moje dziecię.” – pisał do żony już zza krat. Podpisał się: „Tylko Twój Daniel”. Adwokata zakazał brać, bo pieniędzy szkoda, niech na dziecko będą. „Biorę wszystko pod uwagę. Choć jestem niewinny, mogę zostać skazany. Dlatego nie marnuj pieniędzy, będą potrzebne tobie i dziecku. Trzeba zrobić rozdzielność majątkową, bo rodziny ofiar mogą wystąpić o rekompensatę”. – pisał do żony.

Rodzina do końca wspierała Daniela, za każdym razem na korytarzach warszawskiego sądu-   wraz z przybyciem konwojowanego Daniela P. – rozlegały się okrzyki wsparcia: „Jesteśmy  z tobą! Nie daj się!” Najbardziej aktywna spośród bliskich mu kobiet, cytowana już ciotka, rzucała w stronę dziennikarzy, że „sądy to mafia!”. Przed sędzią podkreślała, że dobry chłopak z tego Daniela, pomocny, zawsze można było na niego liczyć. Sędzia po zsumowaniu wszystkich dowodów nie miał wątpliwości, że ten spokojny, nikomu nieczyniący krzywdy młody mężczyzna, dobry ojciec i przykłady mąż, to bezwzględny zabójca dwóch kobiet. Za pierwsze zabójstwo wymierza mu karę 25 pozbawienia wolności, za drugie zabójstwo, powtórzone niemal toczka w toczkę –  bez chwili refleksji nad ludzkim życiem i swoim bestialstwem – daje dożywocie. I taka też jest kara łączna. Dożywotniego więzienia, które ma za zadanie uchronić społeczeństwo od oskarżonego. Wyrok jest nieprawomocny.

Gabriela Jatkowska

 

 

 

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ