Mistrzynie zbrodni i manipulacji

0
684

 Wielu z nas zna taką osobę. Czarującą, elokwentną, która w końcu przysparza nam samych problemów i przykrości. Psychopaci, to nie tylko mordercy. Żyją wśród nas, są naszymi lekarzami, sąsiadami, znajomymi znajomych, sprzedawcami w sklepie, szefami. Nie możemy obawiać się tylko mężczyzn, bo kobiet z zaburzeniami osobowości jest bardzo dużo.

– Ta sprawa, to sprawa rodem z mrocznego skandynawskiego kryminału, albo rodem z filmu braci Coen. Ale zdarzenia, które odzwierciedlają akta sprawy, to nie jest fabuła wymyślona tylko rzeczywistość, która zdarzyła się niespełna dwa lata temu niedaleko od miejsca, w którym się znajdujemy – tak mówił sędzia Michał Piotrowski, w uzasadnieniu orzeczenia sprawy 32-letniej Moniki A. i 21-letniego Grzegorza R.

2
Monika to ładna, zadbana blondynka, elokwentna i oczytana. Była księgową w więzieniu, wybrała drogę zbrodni/ fot. FB

Monika to ładna, zadbana blondynka, elokwentna i oczytana. Z wykształcenia księgowa, pracowała w służbie więziennej. Partner jej zbrodni to niezbyt inteligentny, niewykształcony chłopak. Razem zabili 86-letniego milionera, chcąc przywłaszczyć posiadane przez niego nieruchomości. Sprawa może nigdy nie wyszłaby na jaw, gdyby nie 16-letnia Aleksandra, dziewczyna Grzegorza, która była z mordercami przy paleniu ciała ofiary.

Obydwoje nie przyznawali się do winy i obarczali siebie nawzajem. Jednak to Monika dostała dożywocie, on 25 lat. Uznano, że Monika była mózgiem całej zbrodni. Ktokolwiek zadał cios nożem, to ona nakłoniła 11 lat od siebie młodszego mężczyznę do zbrodni, ona miała fałszować dokumenty notarialne. Mówiono o niej: manipulatorka, krętaczka, osoba bez poczucia winy.

Sporo jest zbrodniczych par w historii kryminologii, gdzie jedna z osób jest tą, która rządzi i manipuluje, druga zaś, ta głupsza, daje się zmanipulować i wciągnąć w mordercze plany. Chociażby sławna para z powieści dokumentalnej Trumana Capote „Z zimną krwią”, która zamordowała całą rodzinę w Holcomb, w USA. Richard Hickock był typowym, wygadanym psychopatą, natomiast Perry Smith dającym się manipulować „głupkiem”. Nie wiadomo, który z nich zabił. Obaj byli mężczyznami z kryminalną przeszłością.

 W ilu podobnych sprawach to kobieta jest tą, która rządzi i manipuluje?

Bez wyższych uczuć

Psychopatia, to dyssocjalne zaburzenie osobowości. Jednak nie jest to choroba psychiczna. Osoby z takimi zaburzeniami są w pełni świadome swoich czynów, nie mają halucynacji ani dyskomfortu psychicznego, są rozsądni i dokonują wolnego wyboru. Nie posiadają natomiast wyższych uczuć cechujących normalną osobę, takich jak empatia, współczucie czy miłość.

Psychopatą potocznie zwykło się nazywać morderców, zwyrodnialców i seryjnych zabójców, mówi się: „Zabił tyle osób, to psychopata”, ale tak na prawdę nie każdy morderca seryjny to psychopata i nie każdy psychopata staje się mordercą.

– W języku potocznym każde zaburzenie osobowości prowadzące do aspołecznych zachowań jest nazywane „psychopatią”  – mówi Łukasz Wroński, autor książki „Seryjni i wielokrotni mordercy – profilowanie psychologiczne i psychogeograficzne”, wydanej przez Centrum Psychologii Kryminalnej  – Należy sprecyzować, co faktycznie kryje się pod pojęciem psychopatia, ponieważ w obecnych czasach jest to sformułowanie używane już w języku potocznym. Współcześnie w kategoriach klinicznych nie używa się tego terminu. Mówimy, że dana osoba cierpi na zaburzenia osobowości o pewnym, określonym typie. Typ najbardziej zbliżony do tego związanego z potocznym rozumieniem terminu „psychopata”, to typ dyssocjalny i faktycznie przejawiają go zdecydowanie częściej mężczyźni. Natomiast istnieją inne zaburzenia osobowości, które również predysponują człowieka do gwałtownego, agresywnego zachowania, które może kogoś pchnąć np. do zabójstwa.

Większość przypadków psychopatów, o których wiemy to Ci, którzy popełnili zbrodnie lub inne przestępstwo. Najczęściej wychowali się w niekorzystnych warunkach, co tylko sprzyjało popełnianiu wykroczeń. Jednak nie każdy psychopata wychował się w patologicznym środowisku, i nie każdy psychopata trafił do więzienia. Wykonują każdy zawód, a że są niezwykle inteligentnymi osobami, możemy spotkać ich w szpitalach, w korporacjach, w świecie polityki, wśród artystów.

Czym cechują się takie osoby? Są elokwentne i czarujące. Mówią nam to, co chcemy usłyszeć i sprawiają, że czujemy się dobrze. Trwa to tylko do czasu, aż zdobędą od nas to, czego chcieli. Niekiedy udaje im się utrzymać w życiu rodzinnym, choć – ze względu na brak wyższych uczuć i przywiązania – zdradzają i nie wytrzymują długo w związkach.

Nie liczy się nikt

Psychopaci żyją chwilą, potrzebują ciągłej stymulacji. Często nie myślą o konsekwencjach swoich czynów, liczy się dla nich tu i teraz. Najważniejszy jest dla nich ich własny interes oraz zaspokojenie swojej potrzeby. Obojętne jest im, czy kogoś zranią, czy nie, chronią tylko siebie i tylko sobą się interesują. Niezależnie czy dotyczy to romansu, pozyskania od kogoś pieniędzy, oszustw czy morderstwa.

Trudno stwierdzić, jak wielu z nich to mężczyźni, a ile kobiety. Nie ma na ten temat żadnych badań i statystyk. Jednak, jak pokazują poniższe przykłady z niedawnej historii polskiej kryminologii, kobiety – psychopatki istnieją i nie jest ich wcale mało.

Jedną z nich jest Róża C. z Krakowa. Róża mając 25 lat poznała 34-letniego Rafała I., ojca czwórki dzieci. Łapała wtedy autostop. I tak zaczęła się ich  wspólna wędrówka po Polsce:

Od 18 roku życia przebywała w ośrodku wychowawczym, bo wagarowała i uciekała z domu. On, niezbyt inteligentny, utrzymywał się z prac dorywczych. Razem ruszyli w szaloną podróż autostopem po Polsce, gdzie zabili trzy osoby. Pierwszym był kierowca audi, któremu po morderstwie ukradli samochód. Porzucili go po kilku dniach. Kierowca był pod wpływem alkoholu, więc żeby ukraść mu samochód, nie musieli go zabijać. Drugim i trzecim byli mężczyźni ze wsi w województwie świętokrzyskim. Jednego poznali pod sklepem, u drugiego pracowali. Jeden dotykał Różę, kiedy robili ognisko, i uznała, że musi zginąć, drugi był niepotrzebnym świadkiem.

Róża C. wyglądała jak aniołek, a kryła w sobie duszę diabła/ fot. policja

„Ta para morderców została błyskawicznie nazwana przez miejscowych dziennikarzy: Bonnie and Clyde – od pary amerykańskich młodych rzezimieszków rozsławionych przez film o tym samym tytule. Z amerykańskimi przestępcami mieli tylko tyle wspólnego, że działali razem w miłosnej wspólnocie. Róża dziesięć lat młodsza od Rafała, co w jej wieku oznaczało połowę życia mniej, była jednak mniej naiwna niż on, który zapadł się w uczucie do niej od pierwszego wejrzenia. Francuzi nazywają taką miłość coup de foudre – uderzenie pioruna. Ona natomiast doskonale umiała manipulować ludźmi. Wyglądała jak aniołek, a kryła w sobie duszę diabła, określił ją jeden ze świadków w czasie późniejszego procesu”. –  pisała o tej parze Alicja Basta na łamach Reportera.

Rafał przyznał się do winy, jego wyjaśnienia pokrywały się z materiałem dowodowym i opiniami biegłych. Róża nie przyznała się, twierdziła, że wszystko inicjował jej chłopak, że była przez niego bita. Sąd uznał jej zeznania za niespójne, a ją za inicjatorkę wszystkich morderstw.

Sam sobie winny

 Psychopaci często usprawiedliwiają po fakcie swoje wyczyny, mówiąc: „Zasłużył sobie, jest naiwny, skoro dał się oszukać”, „To jej wina, skoro nie umiała powiedzieć nie„. To typowe dla nich twierdzenia. Jakby ich ofiara swoją naiwnością sama zasłużyła sobie na karę. Nigdy w swoich oczach nie są winni, choćby chodziło o morderstwo, to ich ofiary same się o to proszą.

Pokazuje to dokładnie przykład Janiny K.

Janina K. urodziła się w patologicznej rodzinie alkoholików, cztery lata przed dokonaniem morderstwa została pobita w głowę, doznając wstrząśnienia mózgu. Zaraz potem miała wypadek samochodowy, w czasie którego również doznała urazu głowy. W żadnym z przypadków nie podjęła leczenia. Była alkoholiczką oraz nosicielką wirusa HIV. W czasie libacji alkoholowej – wraz z dwójką innych osób – zabiła pijanego, śpiącego kolegę. Uderzali go w głowę płytą chodnikową, cięli odłamkami szkła. Janina próbowała odciąć mu genitalia, wbijała w niego obcas szpilek. Głowa ofiary była tak strzaskana, że nie można był rozpoznać twarzy. Po wszystkim sprawcy podcięli mu żyły.

Zamordowany oskarżył tego dnia Janinę o kradzież dziesięciu złotych. Ona obiecała, że go zabije, a szalę przeciążył fakt, że tego samego dnia zmusił do stosunku seksualnego jej ciotkę. Współoskarżeni twierdzili, że to Janina namówiła ich do zbrodni. Wszyscy byli pijani.

Po wyjściu na przepustkę Janina świadomie zarażała wirusem HIV mężczyzn, została zwolniona z więzienia z powodu złego stanu zdrowia w 2010 roku i zaraz potem zmarła na AIDS.

W badaniach psychiatrycznych stwierdzono u Janiny osobowość psychopatyczno-socjopatyczną. Brak poczucia winy i odpowiedzialności, roszczeniową postawę, brak zainteresowań poza „nicnierobieniem”. Brak odpowiedzialności za swoje czyny. W czasie badań wypowiadała się ze swobodą i żartowała, nie czuła powagi sprawy, pytała czy wypadła dobrze, czy wyszła na mądrą.

– Było sporo alkoholu. Przyszła ciotka, zrobiła awanturę, poszliśmy tam. I chłop nie żyje, zmarło mu się. To nie ja go zabiłam, przecież to niemożliwe, żeby ktoś zmarł od uderzenia butelką w głowę. Gdyby nie ciotka, nie byłoby tego – tak argumentowała zabójstwo.

Pod wpływem chwili

„Według interesującej teorii biologicznej, psychopatia jest wynikiem wczesnego uszkodzenia lub zaburzenia czynności mózgu, zwłaszcza jego przedniej części, ważnej dla funkcji wyższego rzędu. Najnowsze badania jednak nie przynoszą dowodów na uszkodzenie płatów czołowych u psychopatów.” stwierdza Robert D. Hare w swojej książce „Psychopaci są wśród nas”.

Naukowcy zakładają taką hipotezę ponieważ psychopaci wykazują pewne podobieństwa w zachowaniu, co pacjenci z uszkodzeniem płatów czołowych. Są to między innymi słaba zdolność do planowania przyszłości, zachowania agresywne, drażliwość, impulsywność, brak odporności na frustrację czy niestosowne zachowania społeczne.

Iloraz inteligencji Moniki Szymańskiej oszacowano na 110

Monika Szymańska, podobnie jak i Janina doznała urazu głowy, tyle że w wieku 12 lat. Także pochodziła z patologicznej rodziny, ojciec wielokrotnie przebywał w więzieniu, matka była lekomanką grożącą ciągle, że popełni samobójstwo. Była w poprawczaku, często karana za oszustwa, kradzieże, pobicia. W czasie alkoholowej libacji próbowała zabić swojego kochanka, z którym mieszkała. Mężczyzna cudem przeżył i nawet po tym nie chciał powiedzieć, kto go zaatakował.

Iloraz inteligencji Moniki oszacowano na 110. Jednak nastąpiło zubożenie umysłowe z winy złego wychowania, warunków, w jakich przebywała oraz braku wykształcenia.

Została poddana obserwacji psychiatrycznej, gdzie sprawiała same problemy – cięła się, twierdząc, że nie wie, dlaczego to wszystko zrobiła. Stwierdzono u niej brak wyższych uczuć oraz empatii. Innych traktowała instrumentalnie, a rozdrażnienie wyładowywała agresją. Działania podejmowała pod wpływem chwili. Za niepowodzenia winiła innych, nie siebie.

W 1997 roku miało miejsce głośne zabójstwo maturzysty, Tomka Jaworskiego. Grupa osób składająca się z Tomasza K. (19 lat), Marka S. (30 lat), Roberta W. (27 lat) i Moniki Szymańskiej (35 lat) napadła w Parku Młocińskim, w Warszawie, na maturzystów robiących ognisko. Pobito ich i okradziono, większości udało się uciec. Niestety Tomek Jaworski widział za dużo i mógł rozpoznać sprawców, dlatego zabrali go do mieszkania Moniki Szymańskiej, znajdującego się na warszawskim Bródnie. Tam przez kilka dni bito go i dręczono. Potem sprawcy zabili go i podpalone zwłoki zakopali w dole.

Ujęto ich dość szybko. 30-letni Marek S. został zdiagnozowany jako psychopata o bardzo niskim ilorazie inteligencji, tak samo 19-letni Tomasz K., tyle że inteligencję miał przeciętną. Obaj byli alkoholikami. To Tomasz K. – na polecenie Moniki Szymańskiej – zadał cztery śmiertelne ciosy nożem. Monika miała po wszystkim postawić nogę na klatce piersiowej maturzysty.

Nauka szła jej zawsze łatwo i szybko, uprawiała kiedyś dość czynnie sport, ale nie skończyła żadnej szkoły z powodu ciąży. Psychiatrzy określili, że jej wyższa uczuciowość jest nieprawidłowo wykształcona i w sferze emocji występuje patologia, brak jej poczucia odpowiedzialności, ale jednocześnie ma wysoki (100 punktów) iloraz inteligencji. Nie chce jej się mimo tego podejmować wysiłku, aby coś osiągnąć. Monika nie przyznawała się do winy. Twierdziła, że w trakcie przetrzymywania Tomka musiała pod przymusem odbywać stosunki seksualne z mężczyznami, i że broniła chłopaka. Przedstawiała się ciągle jako ofiara. Stwierdzono u niej osobowości dyssocjalną.

Powołano profesora Zbigniewa Lwa-Starowicza. Ten wydał opinię, którą cytowali wszyscy dziennikarze, o niezwykle inteligentnej i androgennej osobowości kobiety. Stwierdził między innymi: „kobieta o silnej osobowości, dominującej, o takiej panoramie zachowań, które silnie oddziałują na mężczyzn, nie może spełniać roli ofiary. Monika ma osobowość androgenną, w której dominują cechy męskie”. Po obserwacji wszystkich oskarżonych Starowicz uznał, że zarówno Marek S., jak i Tomasz K. są „kobiecymi mężczyznami, z przeważającą ilością cech kobiecych. Relacje między tą czwórką były relacjami dominującej kobiety z mężczyznami skłonnymi do uległości wobec niej”.

Wszyscy mężczyźni w skali męskości uzyskali bardzo niską liczbę punktów.

Tomasz K. przyznał, że był uzależniony od Moniki psychicznie. Sam chciał pilnować jej dzieci, pomagał finansowo, nie współżyli ze sobą seksualnie, ale ją podziwiał.  – Ona była silna, wywierała na mnie presję. Będę żałował tego związku z nią do końca życia –  mówił. Po aresztowaniu wysyłał do niej grypsy, w których pocieszał ją, pytał o dzieci, obiecywał pomoc i zarzekał się, że nigdy jej nie wsypie.

Dożywocie dostali obydwoje.

Podczas składania wyjaśnień do tej sprawy, Tomasz K. pomówił Monikę o zabójstwo jej dawnej przyjaciółki, Anety D. Jednak, jako że ciała kobiety nigdy nie znaleziono, nie dało się oskarżyć Moniki.

 Psychopaci wśród nas

 Robert D. Hare, amerykański psychiatra, przez dziesięć lat tworzył Skalę Obserwacyjną Skłonności Psychopatycznych, która od dawna używana jest w USA do ocen psychopatów. Bo psychopaci są różni i wykazują różne stopnie ujawniania się typowych cech, mogą dostać za nie oceny w skali od 1 do 10. Pozwala to stwierdzić, jak niebezpieczni są, co jest ważne przy wydawaniu zwolnień warunkowych i rokowaniach poprawy zachowania, aby nie popełniali przestępstw po wyjściu z więzienia.

Jak bada się takie zaburzenia w Polsce?

– Żeby stwierdzić, że ktoś przejawia określony rodzaj zaburzeń osobowości, nigdy nie należy poprzestawać na jednym narzędziu diagnostycznym. Należy pamiętać, że bada psycholog a nie test. Test jest jedynie narzędziem pomagającym zobiektywizować wnioski, które konstruujemy – wyjaśnia Łukasz Wroński – Najpierw należy zebrać wywiad i to najlepiej nie tylko od osoby badanej, ale też jego członków rodziny i znajomych. Analizuje się później jego linię życiową, ponieważ zachowania niezgodne z określonymi normami społecznymi, w przypadku zaburzeń osobowości występują już w okresie dzieciństwa i dojrzewania – są stałe dla badanego. Każde zaburzenie posiada określone wskazówki diagnostyczne, które muszą występować przy danym typie zaburzenia osobowości. Każde zaburzenia osobowości mają swoją specyfikę kulturową i o patologii mówimy dopiero wtedy, gdy dany człowiek przejawia zachowania antyspołeczne niezgodne z obowiązującymi w jego kulturze. Normami w kulturze japońskiej są honorowe samobójstwa, podczas gdy w kulturze zachodnioeuropejskiej jest to przejaw patologii. Oczywiście istnieją pewne uniwersalne zasady występujące w większości społeczeństw. Jednak ze względu na różnice socjologiczno-kulturowe testy muszą być wcześniej standaryzowane w danej populacji –  dodaje Łukasz Wroński.

Jak zauważa Wroński, nie należy być kategorycznym w osądzie, ponieważ osoby przejawiające zachowania psychopatyczne niekoniecznie muszą być  przestępcami.

–  To, że ktoś przejawia zachowania antyspołeczne, nie oznacza jeszcze, że muszą być one u niego związane z łamaniem prawa. Normy społeczne a prawo to dwie różne kategorie, które nie zawsze idą w parze – twierdzi Łukasz Wroński.

Osoby z zaburzeniami dyssocjalnymi są  niebezpieczne. Nie zawsze stają się mordercami, ale poza fizycznymi urazami zawsze zostawiają ludzi z urazami psychicznymi. Zdrady, oszustwa, manipulacja, to tylko nieliczne z nich. Wystrzeganie się takich znajomości to najlepsze, co można zrobić. Życie pokazuje, że nie tylko mężczyźni potrafią manipulować, oszukiwać czy zabijać.

Daria Porębiak

 

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ