UPROWADZENIE BEZ OKUPU

0
6872
Od tajemniczego zniknięcia Ewy Wołyńskiej mija 16 lat. Wszelkie poszlaki wskazują na porwanie 10-letniej wówczas  dziewczynki. Ewy do dziś nie odnaleziono, nie natrafiono na żaden jej ślad. Nadzieja na krótko odżyła rok temu, po ujęciu porywacza 10-letniej Mai z okolic Szczecina. Wskazywano wówczas na duże podobieństwo obu zdarzeń. Jednak zabrakło punktu zaczepienia, który pomógłby rozwiązać zagadkę zaginięcia dziewczynki z Karlina.
 Piątkowe popołudnie 5 kwietnia 2002 roku nie zapowiadało żadnej tragedii. Ewa po powrocie ze szkoły wyszła na dwór pobawić się dziećmi sąsiadów. Dziewczynka  wróciła do domu około 18. Mama dziewczynki, Grażyna Wołyńska nie chciała się zgodzić na jej ponowne wyjście – było dość zimno, lecz Ewa prosiła o jeszcze chwilę zabawy na dworze. Ubrała się ciepło i wyszła.

Około 18.30 mama po raz ostatni widziała Ewę przez okno. Córka oddalała się od domu z tajemniczą, czarnowłosą dziewczynką, ubraną w charakterystyczną kurtkę z czerwonymi elementami. Miała krótkie włosy obcięte na pazia, była w zbliżonym wieku do Ewy – wzrost i postura wskazywały na podobieństwo dziewczynek. Mama miała zamiar zawołać Ewę, lecz zajmowała się młodszą córką Weroniką, która zaczynała płakać.

Żona znała wszystkie koleżanki córki – podkreśla Józef Wołyński, ojciec Ewy. Tej dziewczynki nie rozpoznała, lecz widziała ją tylko tyłem. Ewa nie wspominała o żadnej nowej znajomości. Do dnia dzisiejszego tajemnicza dziewczynka nie została zidentyfikowana.

Około 19.00 Wołyńscy wybrali się z dziećmi na zakupy do Białogardu. Zostawili Ewie otwarte drzwi, a na podwórko wypuścili psa. Gdy wrócili około 20. okazało się, że dziecka nie było w domu.

Coś stało się Ewie – stwierdził po powrocie jej tata. Pierwszym niepokojącym znakiem był biegający pies. Gdyby Ewa wróciła, to psa wpuściłaby do domu: – To było wewnętrzne przeczucie, nie potrafię tego określić i opisać –  wspomina mężczyzna.

Wołyńscy natychmiast zaczęli szukać córki, odwiedzili sąsiadów, dzwonili do znajomych i rodziny, sprawdzili pobliskie miejsca. Przed 21. przyjechali strażacy z OSP, którzy przeszukiwali teren osiedla. Po ponad godzinnych poszukiwaniach została ściągnięta policja z Białogardu. Alarm ogłoszono jeszcze przed północą, jednak podjęte działania nie przyniosły rezultatów.

Podczas następnych dni w poszukiwaniach pomagali koledzy Józefa Wołyńskiego z pracy ze służby więziennej. Było wojsko, przyjechała też grupa ratownictwa specjalnego z Gdańska, poszukiwano dziewczynki z psami tropiącymi. Mnóstwo ludzi sprawdzało całą okolicę, a następnie także dalsze rejony. Jednak nie odnaleziono żadnego śladu 10-latki.

 Przyjęli jedną wersję

Policja sprawdziła rodzinę, gdyż początkowo nie wierzono w towarzystwo tajemniczej dziewczynki, z którą widziana była Ewa: – W naszej rodzinie żadnych problemów nie było, nie brakowało nam niczego – mówi Józef Wołyński.

Poszukiwania skupiły się na pobliskiej rzece Parsęcie, była to główna hipoteza przyjęta przez policję. Nad wodą psy odnalazły trop Ewy. Możliwe, że był on stary, gdyż dziewczynka była kilka dni wcześniej nad rzeką z mamą.

Pływałem rzeką od początku maja do końca września. Praktycznie codziennie. Chciałem wyeliminować tezę o utonięciu – opowiada pan Józef. – Można było założyć siatkę na rzece, gdyby Ewa teoretycznie wpadła, to ciało nie popłynęłoby dalej – dodaje.

Ściągnięto doświadczonego nurka, który również nie pomógł. – Od samego początku prowadzone były czynności na rzece Parsęta, które mogłyby doprowadzić do ujawnienia ewentualnych zwłok – mówi mł. asp. Anna Kakareko z Komendy Powiatowej Policji w Białogardzie. – Rzeka Parsęta posiada wiele miejsc niedostępnych, gdzie bezpośrednie dotarcie do nich jest utrudnione. Dlatego też wykorzystano płetwonurków oraz strażaków, którzy ze specjalnym sprzętem dokonali przeszukania rzeki. Rzeka sprawdzana była wielokrotnie – dodaje rzecznik.

– Policja skupiła się na rzece, nie mając sił i środków do jej spenetrowania – uważa ojciec zaginionej Ewy. Dodaje, że policja nie wiedziała, jak pokierować czynnościami przy nadzwyczajnej sytuacji. – Na miejscu zdarzenia na tamten czas środki oraz sprzęt, jakim dysponowała policja, oraz wszystkie działania poszukiwawcze prowadzone były planowo. Policja miała jasno określone czynności do wykonania i realizacji. Teren podzielony był na sektory. Wszystkie miejsca wskazane przez rodzinę i osoby postronne, jak również wytypowane na podstawie ustaleń, były szczegółowo i dokładnie sprawdzone – stwierdza funkcjonariuszka z Białogardu.

Innym tropem był też tajemniczy, obcy samochód, który zaobserwowała mama Ewy. Kursował on po osiedlu kilka dni wcześniej. Pojawił się także w dniu zaginięcia dziewczynki. Auto posiadało charakterystyczne malowanie. Grażyna Wołyńska przekazała rysunek policji, nie potrafiła jednak wskazać marki samochodu. Ten trop również nie wniósł nic do poszukiwań Ewy.

Nieskuteczne śledztwo

Zaginięcie Ewy było nagłaśniane w mediach. W związku ze zniknięciem dziewczynki do Wołyńskich zgłosiła się ITAKA, która zamieściła w swojej bazie informację o zaginięciu Ewy.

Było bardzo dużo telefonów związanych z zaginięciem Ewy – mówi jej tata, który każdy sygnał natychmiast sprawdzał. Pojawiało się wiele fałszywych tropów, np. faks z Biura Poselskiego śp. Andrzej Leppera, który został wysłany, jak się później okazało, przez grupę recydywistów. Liczyli oni na szybki zarobek, mimo braku wiedzy na temat Ewy.

Józef wystąpił z prośbą do policji o podsłuch na telefonie. Ostatecznie urządzenie nie zostało zamontowane, a mężczyzna nagrywał rozmowy we własnym zakresie. Niemożliwe dla policji okazało się także identyfikowanie anonimowych rozmów z tzw. budek telefonicznych. Jozef Wołyński sam zdobył listę numerów budek telefonicznych w województwie, którą następnie przekazał policjantom: – Nie byli przygotowani na nietypowe zdarzenia oraz działania – mówi ojciec Ewy.

Zastrzeżenie granic, w związku z tezą o wywiezieniu Ewy, nastąpiło dopiero 4 dni później od jej zaginięcia. Przez kilka dni Ewa swobodnie mogła przekroczyć granicę. Natomiast w bazie Interpolu – po roku od jej zaginięcia – ojciec Ewy nie odnalazł żadnej informacji o  córce.

Wszystkie czynności, wersje osób zostały sprawdzone i zweryfikowane,  policja wykonała działania zgodnie i planowo, jak na środki, sprzęt i możliwości, jakimi dysponowała w tych latach – komentuje rzecznik.

Od początku prowadzonych poszukiwań do chwili obecnej białogardzka policja ściśle współpracuje w przedmiotowej sprawie z Komendą Wojewódzką Policji w Szczecinie, z Komendą Główną Policji oraz policją z innych krajów, a także z organizacją Itaka – dodaje policjantka.

Józef Wołyński ze smutkiem stwierdza, że dopiero po 10 latach policja poprosiła o DNA córki.

– Na bieżąco prowadzone są czynności dotyczące DNA, od momentu powstania baz danych były sprawdzane i w dalszym ciągu są weryfikowane –  uzupełnia mł. asp. Anna Kakareko.

 Sprawdzał każdy trop

Wołyńscy kontaktowali się niemal z każdym jasnowidzem w kraju. Pomocy szukali także za granicą. Jasnowidze wskazywali na sceny z przeszłości dziewczynki. Krzysztof Jackowski był dwa razy w Karlinie, miał kilka wizji. Pierwsza wskazywała na rzekę i utopienie, druga zakładała, że Ewa żyje, lecz nie mógł nawiązać z nią kontaktu.

Józef Wołyński samodzielnie jeździł po Polsce, a także za granicę, gdzie prowadziły różne tropy i wizje.

 – Jasnowidze twierdzili, że Ewa żyje – dodaje Józef Wołyński. Rodzina sprowadziła astrologa Alvaro z Urugwaju, który twierdził, że Ewa znajduje się w Hamburgu. Józef sprawdził także ten ślad. Trafił na osiedle domów jednorodzinnych. Przez lornetkę obserwował ogrodzone domy z kratami w oknach, każdego domu pilnowały psy.

 – Można byłoby latami kogoś tam przetrzymywać – stwierdza ojciec dziecka, i dodaje, że kolejny trop nic nie wniósł do sprawy.

Szukając córki, Wołyński miał styczność z różnorodnymi środowiskami. Zamierzał dostać się do lokalnego otoczenia pedofilskiego. Człowiek, z którym nawiązał kontakt twierdził, że w Polsce istnieje handel dziećmi i prawdopodobnie Ewa jest jedną z ofiar. Policja powstrzymała Józefa przed podjęciem samodzielnych działań.

Na bieżąco prowadzone są czynności odnośnie sprawdzeń grup pedofilskich i grup związanych z handlem ludźmi – zapewnia białogardzki rzecznik.

Przypuszczano także, że Adrian M., który stał za porwaniem w kwietniu 2015 roku Mai z Wołczkowa, mógł mieć związek z zaginięciem Ewy. Rodzice 10-latki wskazywali na podobieństwo dwóch zdarzeń: wiek dziewczynki, podobny czas – popołudnie oraz auto, które krążyło w okolicy przed porwaniem. Jednak nie odnaleziono żadnych dowodów potwierdzających tę tezę. Nadal nie ma mocnego śladu wskazującego na porwanie. Ewa w dalszym ciągu uznawana jest za osobę zaginioną.

– Wszystkie informacje są nadal weryfikowane i sprawdzane. Jednak w większości są to czynności operacyjne, które z racji obowiązujących przepisów nie mogą być przekazywane do publicznej wiadomości z uwagi na dobro i interes prowadzonej sprawy poszukiwawczej – wyjaśnia mł. asp. Anna Kakareko. – Informacje, które były i są przekazywane przez ojca Józefa Wołyńskiego oraz inne osoby, były i nadal są wielotorowo weryfikowane i sprawdzane. W tym tajemniczy samochód, kontakty z jasnowidzami, oraz dziewczynka, z którą była widziana Ewa – podsumowuje rzecznik białogardzkiej policji.

Podczas zbierania materiału do reportażu skontaktowałam się z jasnowidzem Markiem Szwedowskim, który nie zajmował się wcześniej zaginięciem dziewczynki. Przedstawił on zupełnie inną wizję związaną z 10-latką. Na razie jednak nie ujawniamy jej ze względu weryfikację i analizę. Szwedowski  zapewniał, że podejmie działania wspomagające odnalezienie Ewy Wołyńskiej z Karlina. Sprawą ma także zająć się Fundacja Na Tropie.

Być może uda się wyjaśnić tajemnicze zniknięcie Ewy.

Monika Jońska

1
Obecnie Ewa może wyglądać tak, jak na progresji wiekowej wykonanej w Centralnym Laboratorium Kryminalistycznym KGP

 

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ