Tunel śmierci

1
4167
 Była energiczną, niczym nie wyróżniającą się 11-latką. Za dwa dni miała pojechać na wakacje, nad morze. Przed wyjazdem chciała jeszcze wybrać się do stadniny koni na obrzeżach  Kielc. To miało być pożegnanie z kuzynką. Obie prawie się nie rozstawały. – Gdyby nie to feralne wyjście…– ucina matka Magdy. Kobieta do dziś nie może zrozumieć, dlaczego ktoś zabił jej dziecko.

 Miłością do koni Magdę Czechowską zaraziła jej 15-letnia kuzynka. Obie spędzały tu każdą wolną chwilę. Przed wyjazdem nad morze chciały jeszcze raz pojechać do stadniny. W końcu Magdzie udało się przekonać mamę, która niechętnie zgadza się na  jej plany. Był 3 lipca 2007 roku.

– Przed dziewiętnastą macie być już w domu – stawia warunek pani Edyta i upewnia się, czy kuzynka odprowadzi jej córkę do domu.

Nie wróciła do domu

Pobyt w stadninie niespodziewanie przedłuża się, bo dziewczyny chcą koniecznie zobaczyć nowe źrebaki, które właśnie przywieziono do stajni. Wyjeżdżają dopiero po godzinie, korzystając z uprzejmości właściciela stadniny, który odwozi je do centrum miasta. Magda i jej kuzynka, wysiadają przy ul. Hipotecznej w Kielcach. Razem idą w kierunku dworca PKP. Zmęczone pełnym wrażeń popołudniem – jazda na koniach, źrebaki – jak najszybciej chcą być już w domu. Tuż przed wejściem do tunelu dworca, dziewczyny rozstają się. Każda skręca w swoją stronę. Magda chce iść sama. Obiecuje, że powie mamie, że Eliza odprowadziła ją pod sam blok. Do  domu ma zaledwie kilkaset metrów.

03

Matka Magdy z niepokojem patrzy na zegarek. Jest zdenerwowana, że córka zlekceważyła jej prośbę i nie wróciła przed zmierzchem. Przed dziesiątą dzwoni do kuzynki. Eliza tłumaczy, że przed godziną rozstała się z dziewczyną przed dworcem. Do mieszkania miała nie więcej niż pięć minut spokojnego spaceru. Kilka chwil później, pani Edyta jest już na komendzie policji.

– Nigdy się jej nie zdarzyło, aby nie wróciła do domu o czasie, więc wiedziałam, że coś musiało się stać – mówi pani Edyta, która  do dziś nie może sobie wybaczyć, że uległa córce i pozwoliła jej na wyjazd do stadniny.

Kilkudziesięciu policjantów, psy tropiące i media bombardujące informacjami o zaginięciu 11-latki. Zgłoszenie o zniknięciu dziewczynki, stawia na nogi wszystkie służby w Kielcach. Śledczy są pod olbrzymią presją.

Przesłuchują świadków i rodzinę. To między innymi na ojczyma  11-latki padają pierwsze podejrzenia. Policjanci pytają o relacje z Magdą, sprawdzają jego przeszłość i alibi. Mężczyzna tłumaczy, że w dniu, kiedy Magda zniknęła, był w pracy, kilkadziesiąt kilometrów od Kielc, o zniknięciu dziewczyny dowiedział się dopiero rano. Żadnych zatargów, żadnych niejasnych sytuacji. Policjanci, po wielu godzinach przesłuchań, w końcu odpuszczają.

– Oboje byliśmy wykończeni tym, co zafundowali nam policjanci – mówi ojczym Magdy.

Upiorna wizja

 W ręce śledczych trafia w końcu nagranie z monitoringu w tunelu dworca. Jest nadzieja, że znajdzie się na nim coś, co skieruje policjantów na właściwy tor. Krótki zapis potwierdza jedynie, że Magda wchodzi do podziemnego przejścia i po paru minutach je opuszcza. Obok widać kilka osób śpieszących się na pociąg.

 Chwilę później dziewczyna widziana jest, jak rozmawia z dwoma mężczyznami, stojącymi przy zaparkowanym na ulicy ciemnym aucie.  To udaje się ustalić dzięki świadkowi, którego  policja zidentyfikowała na nagraniu. Co dzieje się potem? Tego nie wiadomo. Od tego momentu wszelki ślad po dziewczynce ginie.

Policjanci rozpatrują różne hipotezy. Te najczarniejsze, że ktoś uprowadził dziecko i je przetrzymuje, i te dające nadzieję, że Magda po prostu uciekła.  Śledczy badają każdy docierający do nich sygnał,  przeczesują ulicę, sprawdzają okoliczne bloki, zbiorniki wodne, szpitale. Wszystko na nic.

Gdy Magdy szukają całe Kielce, to jej matka stopniowo traci nadzieję. Przestaje wierzyć, że zobaczy jeszcze swoje dziecko całe i zdrowe.

Zrozpaczona prosi o pomoc w odnalezieniu córki jasnowidza z Człuchowa. Jego wizja nie daje żadnej nadziei. Zdaniem Krzysztofa Jackowskiego, Magda z tunelu trafia do małego mieszkania w bloku. Mieszkania, w którym spotyka dwie znane sobie osoby. Ci ludzie – twierdzi jasnowidz – czegoś od niej chcą. Dziewczyna stawia opór. To zachowanie wyzwala agresję u sprawców i popycha ich do zbrodni. Zabijają Magdę, a jej ciało wywożą w odludne miejsce.

– To zbrodnia z premedytacją  – powtarza człowiek, który ma koncie wiele rozwikłanych spraw.

 Nagie zwłoki

 Nadzieja gaśnie 26 lipca 2007 roku. Nagie zwłoki dziewczynki – zakopane  w pobliżu kieleckiego zalewu Chańcza – znajduje  przypadkowy turysta. Ktoś bardzo się śpieszył, bo wykopał płytki dół, potem niezdarnie przykrył ciało krzakami. Widok jest koszmarny. Rozkładające się ciało, bez oczu, brwi i włosów. Nawet  matka nie rozpoznaje swojej córki. Badania DNA pozbawiają ją resztek złudzeń. To ciało Magdy – biegli nie mają wątpliwości.

01

Sekcja zwłok wykazuje, że dziewczynka została uduszona. Zabójca przydusił ją ręką, poduszką lub kołdrą. Być może znała sprawcę i nie spodziewała się z jego strony niczego złego. Nie zginęła od razu. Przez co najmniej dwa tygodnie była przetrzymywana. Ktoś musiał podawać jej posiłki, bo w organizmie  dziewczynki wykryto resztki fasolki po bretońsku.

– Nie znaleźliśmy żadnych środków odurzających, toksyn, stwierdzono natomiast zawartość alkoholu, ale mogło to wynikać z procesów fizjologicznych, jakie zachodziły po jej śmierci – tłumaczył ówczesny rzecznik prokuratury w Kielcach Sławomir Mielniczuk.

Śledczy nie wykluczyli, że dziewczynka została zgwałcona. Być może wsiadła do samochodu zwabiona obietnicą podwiezienia do domu. W sprawę mogą być zamieszani mężczyźni, którzy rozmawiali z Magdą przy wylocie z tunelu. Ale to tylko przypuszczenia.  Żadnego punktu zaczepienia. Przez 11 lat lat śledczym nie udało się ustalić, kto i dlaczego zamordował 11-letnią dziewczynkę. Otwarcie mówią:  – To nasza największa porażka.

Beata Oleś

 

1 KOMENTARZ

  1. Najbardziej zdumiewajcy jest fakt, że kamery monitoringu były od strony ul Sienkiewicza, które zazwyczaj jest pełne ludzi, a nie było od strony ul Mielczarskiego, które jest odludne i bardzo nieprzyjemne. Po prostu absurd, gdyby tam była kamera, dziecko może udałoby się ocalic.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ