Gangsterzy zarabiali fortuny na disco polo

0

– W czasach  rozkwitu „Pruszkowa” i „Wołomina” zakłady karne były stałym punktem na trasach koncertowych większości zespołów grających disco polo. Zaś  gangsterzy na discopolowym szaleństwie chcieli zarabiać fortuny. Ściągali haracze od wytwórni fonograficznych i inwestowali w discopolowe dyskoteki. W latach 1996-1997 gangsterzy kontrolowali 60-70 procent rynku disco polo.  – twierdzi dziennikarz  Janusz Szostak od lat zajmujący się tematyką kryminalną m.in. w magazynie „Reporter”.

 Szostak jest też autorem książek o tematyce kryminalnej m.in. napisanej wspólnie z Jarosławem Sokołowskim ps. „Masa”  – „Bandyci i celebryci”. Autorzy ujawniają w niej relacje gangsterów z aktorami, sportowcami czy gwiazdami estrady, w tym także disco polo.

– My tak naprawdę nie zajmowaliśmy się branżą disco polo –  prostuje „Masa”. – Wszystko, co mieliśmy z nimi wspólnego, to ściąganie haraczy.

Disco polo, jako źródłem dochodu, interesował się między innymi „Pershing”, „Wariat”, czy „Ksiądz”  a „Masa” nie tylko ściągał haracze z muzyków: – Z liderem Top One otworzyłem knajpę z włoskim żarciem, potem zmieniliśmy menu na chińskie. Na koniec przejąłem lokal, bo on był słabym menedżerem i wspólny biznes nam nie szedł. Nie chciałem bez końca pakować mu kasy. -wyznaje Sokołowski.

Kontakty gangsterów z muzykami disco polo były w tym czasie dość powszechne, czego wiele przykładów znajdziemy w książce „Bandyci i celebryci”.  Gdy rozbito słynne polskie gangi media  wieściły:  „Koniec mafii, koniec disco polo!”

– Jednak likwidacja mafii pruszkowskiej nie wpłynęła na upadek nurtu muzyki disco polo – zaznacza Szostak – Jak obecnie widać rozwija się lepiej niż w czasach „Pruszkowa”.

ex

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ