Wzgardzona kobieta zemściła się na swoim byłym partnerze z pomocą aktualnego kochanka

0
fot. Policja

Odrzucona kochanka namówiła swojego obecnego partnera i jego kolegę, aby „ukarali” jej byłego konkubenta. Napastnicy przez godzinę bili swoją ofiarę, a przed wyjściem zabrali katowanemu telefon, kilkadziesiąt złotych i małego kotka biegającego po podwórku. Napadnięty bał się pojechać do szpitala. Dopiero jego córki namówiły go, by zawiadomić policję.

Wszystko rozegrało się 10 lipca w jednej z miejscowości pod Zieloną Górą. Do mieszkającego tam mężczyzny przyjechała jego była, 35-letnia konkubina. Towarzyszyło jej dwóch mężczyzn: 26- i 52-latek. Kobieta zaczęła się kłócić z byłym partnerem, a wtedy jej kompani zaczęli go bić i kopać.

– Napastnicy znęcali się nad napadniętym mężczyzną przez niemal godzinę. Przed opuszczeniem jego domu zabrali telefon komórkowy, pewną sumę pieniędzy oraz malutkiego kotka – powiedział portalowi tvp.info prok. Zbigniew Fąfera, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze.

Motywem ataku miała być zemsta za odrzucenie kobiety. Troje napastników wróciło autobusem do Zielonej Góry. Przed jednym ze sklepów uczcili udany napad, a przy okazji sprzedali za 20 zł wykradzionego kociaka przypadkowej kobiecie.

Napadnięty mężczyzna doznał licznych stłuczeń. Jednak oprawcy tak go zastraszyli, że przez kilka godzin nie chciał pojechać do szpitala, aby opatrzyć rany. Bał się także zawiadomić policję, bo niespodziewani goście grozili kolejnym pobiciem, gdyby ich „zakapował”. Jednak córki mężczyzny nakłoniły go do wezwania stróżów prawa. Powiedział, że szefową napastników była jego 35-letnia konkubina, która obecnie koczuje w pustostanach w Zielonej Górze. Jednym z bijących był zaś 26-letni obecny partner kobiety. Obaj panowie znali się. A kilka dni przez pobiciem mężczyzny ostro pokłócili się przez telefon.

Policjanci zaczęli poszukiwać napastników. 6 sierpnia zatrzymali 26-latka, który krążył po dworcu we Wrocławiu. Tego samego dnia wpadła jego ukochana. Podczas przesłuchania opowiedzieli, kto towarzyszył im podczas napadu. 52-letni bezdomny wpadł w Zielonej Górze, kiedy siedział na przystanku autobusowym. Rozpoznali go policjanci z patrolu.
Wszyscy troje złożyli po zatrzymaniu obszerne wyjaśnienia. Jednak każde z nich mówiło co innego, umniejszając swoją rolę w zdarzeniu. Prokurator Prokuratury Rejonowej w Zielonej Górze wystąpił do Sądu Rejonowego w Zielonej Górze z wnioskiem o zastosowanie tymczasowego aresztu, a sąd wyraził na to zgodę. Za rozbój grozi do 10 lat więzienia. Pieniędzy, telefonu i kotka nie udało się już odzyskać.

źródło: tvp.info

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ