Czuł się źle na swobodzie

0

34-letni Jarosław B. nigdzie nie pracował. Uprzykrzał innym życie w Lipnicy Wielkiej na Orawach. I z tego rozrabiania był we wsi najbardziej znany. Znała go też cała okolica. Jednym słowem, mocno się dawał wszystkim we znaki. Mawiano, że jak tylko ktoś go wnerwił, lał takiego delikwenta. Większej krzywdy mu jednak nie robiąc.

 – Był sam, nie miał nikogo i kumple ze wsi byli jego jedynymi przyjaciółmi – mówi Józef Palenik, Prokurator Rejonowy z Nowego Targu o Jarosławie B.

Przyjaciele, to może za wiele powiedziane o znajomych Jarosława B. Ale przynajmniej tacy, co to chętnie z nim coś wypili, no i narozrabiali, jak nadarzała się ku temu okazja.

– Jak trzeba było we wsi wypić, Jarosław B. zawsze był na miejscu.

 Tęsknił za kryminałem

 A gdy popił, to rozrabiał. Wtedy różne głupawki przychodziły mu do głowy. Przez nie właśnie, w swym krótkim w sumie życiu, odsiedział już dwa wyroki.

– Jeden ośmioletni, a drugi dziewięcioletni – słyszę w nowotarskiej prokuraturze. Józef Palenik podkreśla, że chyba te dwa wyroki spowodowały, iż Jarosław B. nie mógł nigdzie znaleźć dla siebie pracy; – Bo jak się nawet czegoś zdołał nauczyć, to od razu zdążył zapomnieć, bo trafiał za kraty.

Po ostatniej odsiadce Jarosław B. błąkał się bez celu po wsi i okolicy.

Zawsze ktoś go przyjął, nakarmił i przenocował. Jak to w górach.

Raz nawet wybrał się po zasiłek socjalny, ale i z tym były problemy. Więc Jarek zaczął tęsknić za tym, co znał dobrze. Za więziennym spokojem, wiktem i opierunkiem. Tęsknił za ciepłem w zimie, za świeżym więziennym ubraniem i za tym wszystkim, co każdy więzień ma za kratami. Ale przede wszystkim brakowało mu więziennych kamratów, którzy go rozumieli, a on ich. Bo za kratami „Górala” nikt nie śmiał ruszyć. Ważne też było dla niego, że w więzieniu nie musiał się martwić, co przyniesie następny dzień.

– Źle czułem się na wolności, po prostu – powiedział potem w nowotarskiej prokuraturze.

– Gdzieś na początku maja tego roku targały nim te przemyślenia – dodaje prokurator.

Spalę całą wieś

16 maja 20018 roku Jarosław B. solidnie popił, jak to mają w zwyczaju górale. Bo co do tego, że był góralem, nikt żadnych wątpliwości nie miał. A gdy sobie nawet popił, to wymyślił: – Trza zrobić tak, aby znów trafić za kraty.

Po tych przemyśleniach kręcił się cały dzień samotnie po Lipnicy Wielkiej. Gdy dochodziła 20.30, nie wiedząc jak, znalazł się w pobliżu szlaku na Babią Górę. Ale nie chciał wchodzić na wierzchołek. Rozglądał się jedynie. Spojrzał. W pobliżu stał drewniany dom z bali. Zamieszkały. W tym czasie na szczęście nikogo nie było w środku.

Potem zebrał trochę suchego chrustu i szmat. Znalazły się też zapałki i na łatwopalnym materiale, pod drewnianymi belkami chaty, ustawił zapaloną świecę. I potem tylko czekał.

– Ale nie byłem pijany – bronił się potem przed oskarżeniami. – Specjalnie stałem, aby sprawdzić, czy nikogo w nim nie ma – zeznawał prokuratorowi. – Nie chciałem żadnej krzywdy zrobić nikomu.

Gdy już gruntownie sprawdził, że dom jest pusty, zawrócił do pobliskiego sklepu, do którego był niemały kawałek drogi.

– Poszedłem po świeczkę – wyjaśnił.

Potem zebrał trochę suchego chrustu, którego w tej okolicy nie brakowało. I równie suchych szmat. Znalazły się też zapałki i na łatwopalnym materiale, pod drewnianymi belkami chaty, ustawił zapaloną świecę. I potem tylko czekał. A świeca płonęła i swym płomieniem lizała z wolna drewniane bale. Aż w końcu ogień ogarnął całą chałupę.

– Ależ się piknie paliło, po same niebo – wspominał w prokuraturze.

Co prawda podpalił chałupę, ale nie uciekał.

– Chciałem, by mnie złapali, i bym znowu znalazł się w kryminale.

Przybiegli ludzie, przyjechała straż pożarna. A z Czarnego Dunajca przybyła na miejsce wezwana policja.

Gdy po godzinie 23.00 policjanci zastali go na miejscu, pytali, kim jest.

– Podpalaczem jestem – odpowiadał.

Niektórzy myśleli, że zbzikował.

– A ja im na to, że chcę do więzienia.

– Gdy pytaliśmy go w prokuraturze, jakie ma wykształcenie, odpowiedział dumnie, że „gimnazjalne” – przypomina Palenik.

Wprawdzie podpalony dom nie był na stałe zamieszkały, miał swego gospodarza. Była to kobieta, która budynek ten wynajmowała letnikom.

– Straty z powodu pożaru oszacowano na 80 tysięcy złotych – podkreśla prokurator.

– Jak mnie nie zamknięcie, będę podpalać we wsi każdą chałupę – zagroził „Góral” w nowotarskiej prokuraturze. – Podpalać będę tak długo, aż cała wieś spłonie!

Jak dodaje prokurator Palenik, takie same groźby rzucał pod adresem sędziów, którzy mieli zdecydować, co z takim gagatkiem zrobić na najbliższe miesiące. I rzeczywiście, w końcu sąd zadecydował, tak jak tego chciał Jarosław B. Na 3 miesiące w pełni usatysfakcjonowany trafił do aresztu.

– Jarosław B. znalazł się w Zakładzie Karnym w Nowym Sączu – informują w prokuraturze.

Ale sprawa nie jest zakończona. Za podpalenie grozi Jarosławowi B. 5 lat więzienia.

– Śledztwo trwa – podsumowuje prokurator. – Przede wszystkim Jarosław B. zostanie poddany badaniom psychiatrycznym.

Co w gruncie rzeczy nie jest złą informacją dla „Górala”. Uznany za chorego, też będzie miał darmowy wikt, opierunek i ciepło zimową porą.

Roman Roessler

 

 

 

 

 

 

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ