Kolędowanie z Piwnicą pod Baranami

0

Wspaniały czas śpiewania  kolęd, pastorałek i  składania życzeń. Święta Bożego Narodzenia to okres, który chcielibyśmy zatrzymać jak najdłużej i to co wydaje się przecież niemożliwe, w rzeczywistości jest bardziej niż bliskie. Z taką właśnie świąteczną misją specjalną wyrusza w tym roku Piwnica pod Baranami. Cel jest prosty – nieść Kolędy i Pastorałki dla Miasta i Świata!

W tym roku  kolejny raz będę Państwo obchodzić wraz ze swoimi słuchaczami okres Świąt Bożego Narodzenia. Jak narodziła się tradycja kolędowania w Piwnicy pod Baranami  i jak zmieniała się ona na przestrzeni lat?

Mieczysław Święcicki: Ta przestrzeń nie jest taka mała, bo to sześćdziesiąt lat. Jak wiadomo w każdym polskim domu: katolickim, prawosławnym w czasie świąt śpiewa się kolędy, pastorałki, składa się życzenia. Postanowiliśmy tak samo zatrzymać czas, zatrzymać atmosferę w momencie gdy Piwnica była ruchoma, kiedy nie wiadomo było, czy będziemy na stałe, czy chwilowo. Ten moment duchowego zbliżenia był ważny. Kupowało się za zebrane pieniądze, confetti, świece i jakieś wino patykiem pisane, które koleżanki przerabiały na grzańce. I tak się wszystko zaczęło. Tak było od początku, jak zarządzili Piotr, Pani Garycka i ludzie zaprzyjaźnieni, którzy tworzyli ten człon, ten niesamowity przekładaniec piwnicy: intelektualiści, poeci, artyści. Nawet kiedy wyrzucano nas kilka razy to jednak ta przyjaźń, energia, którą dają święta Bożego Narodzenia nas cementowała, te kolędy, wzniosłe, autentyczne, prawdziwe, które dają poczucie słowiańskiej polskości. Święta to przyjaźń i to przyjaźń jest tym co trzyma nas piwniczan. Jest nas jeszcze kilku tych pierwszych pionierów. Ludzie jednak dochodzili, dochodzą i zawsze są przyjmowani po królewsku, książęcemu, tak jak nakazują te Święta, Święta najpiękniejsze. One są konieczne. One muszą być i dlatego Piwnica te tradycje kultywuje. Dlatego też stało się tak, że koleżanki, koledzy, na których jakby spadło olśnienie piszą własne pastorałki, kolędy i z nich właśnie powstał wspaniały program, z którym Piwnica od lat jeździ po kościołach, pałacach, teatrach. Program ten jest niesamowicie odbierany i nie wiem nawet czy nie łączy nas z widzem w sposób najmocniejszy. Dlatego też tradycja Świąt musi być kultywowana. Ja bez Świąt nie mogę żyć. Święta, a w szczególności Święta Bożego Narodzenia są świętami rodzinnymi, Świętem Narodowym. Mogą się zmieniać systemy, opcje, partie, ale Święta Bożego Narodzenia będą są i zostaną po wiek wieków amen.

 A w jaki sposób Pan wspomina swoje rodzinne Święta?

MŚ: Jeżeli chodzi o mnie, jestem katolikiem. Z racji tego, że pochodzę ze Lwowa mam naturalnie rodzinę prawosławną i w każdym domu była pewnego rodzaju tradycja przygotowywania. To jest najpiękniejsze, ten czas kiedy się przygotowuje, idzie się do lasu po choinkę, kiedy wyciąga się stare zabawki, naprawia je. Wtedy zbierają się znajomi, rodzina i tak zaczyna się tworzyć klimat tajemnicy, zapachu, który daje wniesiona choinka. Tam gdzie się urodziłem w każdym domu był instrument, każdy śpiewał, także od razu wchodziło się w ten cały mistyczny świat. To jest coś, co w każdej rodzinie, mieście, w każdym kraju cementuje ludzi. Święta są zbliżeniem do siebie, są Świętem wybaczania, pojednania. Kiedy zbiera się kilka rodzin następują różnego rodzaju podchody, przyjaźnie. Trwa to parę dni, a na wschodzie trwało czasami nawet dwa-trzy tygodnie, w zależności od tego ile wytrzymywała rodzina. Święta Bożego Narodzenia są niesamowicie atrakcyjne tym bardziej, że jest ten śnieg, biel, czystość widoczna na zewnątrz i czystość oraz skrucha odczuwana w nas. Później emigrowaliśmy i wyjechaliśmy do Jarosławia, gdzie było prawdziwe pomieszanie kultur: prawosławie, katolicyzm, luteranizm, ale w czasie Świąt wszystko nabierało bardzo pokojowego nastroju. Następowały samoistne przyjaźnie, które niekoniecznie kończyły się wraz ze Świętami. Święta Bożego Narodzenia trwają bowiem tak długo jak trwa śnieg.

 Najważniejsze jest domowe ciepło.

 MŚ: Tak, podczas Świąt odczuwamy niesamowite ciepło. Kiedy jeszcze jest kominek i ta choinka. Na szczęście dzisiaj nie ma już świeczek. Pamiętam, że kiedyś co drugi dom od nich płonął od tych. Dobrze, że Edison wymyślił żaróweczkę bo można jakoś zapobiec nieszczęściu. Ważny jest herubin, który fruwa na samym szczycie i te słodycze, czekolady. Raj dla dzieci. Jabłka. Rajski ogród prawdziwy no i ognie sztuczne. To wszystko tworzy niesamowity spektakl, który sama sobie przygotowuje rodzina, czekając na te święta. Kiedyś robiło się łańcuchy, no to teraz można kupić tak jak świeczki,  chińskie. Chińskie bo chińskie, ale są, świecą. Ja zawsze kupuje trzy komplety bo zawsze jakaś się zepsuje, a to takie jednorazówki. Oczywiście dochodzi jeszcze do tego sprawa prezentów. Kiedyś było tak, że rodzice pytali co kto chciałby dostać, uprawiano szpiegostwo prezentowe. To nie musi być coś dużego, ale jest czymś nowym: zabawka, zegarek, może być chiński nawet, kiedyś były czeskie i niemieckie. Święta polegają na drobiazgach, na małych sprawach. Tak jak w miłości, kiedy ludzie dopiero się poznali, ale już wiedzą, że coś się właśnie zaczęło.

 Jak Pan odbiera wspólne kolędowanie?

MŚ: Z pastorałkami, kolędami jeździmy już od kilkunastu lat i czasami trafiamy do tych samych miejsc, w których są sytuacje, że ludzie, którzy na nasz koncert przychodzą po kilka razy, znają artystów piwnicznych, po ludzku nas lubią i nucą z nami piosenki. W kościele w teatrze czy w Klubie następuje zbliżenie się do siebie. To jest właśnie to,  co przez tyle wieków ta kolęda, pastorałka trzymała. Mimo niewoli, wojen, trudności, zawsze były Święta. To jest coś niesamowitego, magicznego, że one są. Czekamy na te Święta, na pierwszy śnieg i zapraszamy na nie tutaj, do Piwnicy.

Jak wyglądają dzisiejsze Święta w Piwnicy?

MŚ: Zawsze świętujemy Boże Narodzenie z artystami, występami i z przyjaciółmi, którzy chcą być razem z nami. Wtedy my czujemy się pewniej i oni wiedzą, że mają do kogo przyjść. Czasami jest tak, że Piwnica działa, a są ludzie samotni i nasi przyjaciele przychodzą do Piwnicy spędzić ten czas. Pałac jest wtedy pełny dobrej energii i  te mury zaczynają ożywać, są cieplejsze, bardziej kolorowe. Także zapraszamy i jeżeli ktoś będzie w Krakowie prosimy zatelefonować do Biura Fundacji. Nie trzeba przynosić wielkich prezentów, ale stół z chęcią przyjmie makowiec, tort czy inne łakocie, by stać się pełny jak rajski ogród. Po koncercie spotykamy się, łamiemy opłatkiem i to jest właśnie to, na co czekamy i gorąco zapraszamy. Zabłądziliście do Krakowa, zabłądźcie też pod Barany w dniu Wigilii. Będziecie przyjęci, będziecie kochani. A nuż ktoś kogoś zapozna. On samotny, ona samotna i opłatek ich zbliża. To jest najważniejsze i z tego wynikają bardzo poważne sprawy, jak na przykład dzieci. Święta są długie piękne, czarujące. Dla dzieci jest to święto radości, natomiast starsi mają czas na rozmyślania o sobie, przyszłości, zbliżeniu, pojednaniu. Zaczynamy od nowa.

 Czym zatem są Święta?

 MŚ: Święta podtrzymują nas. Święta zostały wymyślone po to, by jednoczyć. Dzisiaj trzeba przeżyć to, Święta dają wytchnienie. W czasie Świąt nie mówi się o polityce. Polityka zostaje wycofana, nie powinno być żadnych gazet, nie powinno się słuchać komunikatów telewizyjnych. Powinno się jedynie słuchać Bóg się rodzi i Przybieżeli do Betlejem. To takie przygotowanie, preludium do tego co będzie się działo przy okrągłym, wigilijnym stole, aby nie dać jakiejś plamy. Święta od początku do końca muszą być radosne. Jeżeli spadnie śnieg trzeba się trochę poślizgać, trochę pochodzić, bałwana ulepić, porzucać się kulkami. Przecież to jest najpiękniejsze, oberwać od przyszłej narzeczonej taką gałką. Wszystko powinno być robione pod kątem zabawy, ale musi być również wewnętrznie, intelektualnie przeżyte. W czasie Świąt wszystko wolno. Kwestie są otwarte, bo Święta właśnie po to są, aby się otworzyć i wtedy wszystko gra, wszystko spływa jak już po Świętach topniejący śnieg. Pamiętajmy, że Święta nie są wyłącznie tylko ludzi, ale również zwierząt. Barany, owce kozy, kury, kaczki. No z kaczkami i kurami to gorzej  bo na trzeci-czwarty trzeba będzie coś z nimi zrobić. Rosół trzeba jeść! Kaczkę trzeba upiec i ona o tym wie. Cały rok tuczy się żeby pójść do tego piekarnika i żeby w domu zapachniało pieczenią.

Czy klimat Świąt, aura, która się wokół nich roztacza nie sprawia, że również podejście artysty do koncertów kolędowych jest szczególne?

MŚ: Pytanie jest dosyć skomplikowane. Doszło do tego, że już od kilkunastu lat istnieje program pastorałek, przybywają coraz to nowe utwory i nadal jest taka potrzeba, by artyści je pisali. Paleta ma dwanaście kolorów i tutaj jest podobnie. Ktoś kto tworzy nie bierze tego z rękawa. Musiało go coś natchnąć, osoba ta musiała coś przeżyć, wymyślać, napisać, skomponować a potem jeszcze przekazać.

Każdy z wykonawców jest inny, ma swoją ekspresję, filozofię, ale każdy z tych którzy tworzą i piszą wiedzą, że nie mogą napisać knota. Nasze utwory są autentyczne, inne. Szczególnie Panie mają atencję do przeżywania świąt, jednak każda z tych indywidualności daje tę rozkosz  widzowi, by miał cały wachlarz  spektaklu. Utwory są ustawiane w ten sposób, by spływały po sobie. Pastorałki, które są między nimi wplątane, mają natomiast lekko satyryczny smaczek, by nadawać Świętom drugą jaźń, są bardziej subtelne, kontaktowe, zalotne i i dzięki temu wykonanie i spektakl jest urozmaicony.

Co jest dla Pana najważniejsze w Świętach Bożego Narodzenia?

Krzysztof Janicki: Bardzo lubię Święta Bożego Narodzenia, szczególnie ten dzień wigilijny kiedy zasiada się do wspólnej wigilijnej wieczerzy, kiedy łamiemy się opłatkiem, składamy sobie życzenia. W moim domu zawsze wtedy śpiewano kolędy całą rodziną. Ile kto umiał, ile kto pamiętał zwrotek tyle śpiewaliśmy. Oczywiście również prezenty, ale to mało ważne. Najważniejszy jest ten klimat, nastrój, choinka i to, że wtedy nie tylko zwierzęta ale nawet i niektórzy ludzie zaczynają mówić ludzkim głosem.

Jak odbiera Pani piwniczne koncerty kolęd?

Agata Ślazyk: Koncerty kolęd, które odbywają się w Piwnicy pod Baranami i poza naszą siedzibą są koncertami za którymi bardzo tęsknimy i uwielbiamy je ponieważ są całkowicie inne od sobotnich kabaretów, a dla nas artystów są formą jakiegoś oddechu. Prezentujemy na nich zupełnie inny repertuar i na szczęście nie tylko my tęsknimy za tymi koncertami, tęskni również publiczność, czego dowody mieliśmy wielokrotnie. Mam liczną rodzinę w Gdańsku, gdzie regularnie koncertujemy z kolędami, i pamiętam, kiedy nastąpiła kilkuletnia przerwa w tych koncertach, moja rodzina wspominała, że bardzo im ich brakuje. W zależności od tego czy odbywały się w grudniu czy w styczniu to albo wprowadzały ich w nastrój świąteczny, albo ten niezwykły nastrój podtrzymywały. To jest wyjątkowy czas zarówno dla Piwnicy jak i dla naszej publiczności.

Pamięta Pani Pani pierwsze wspomnienie z piwniczego kolędowania. Jakie to było uczucie, dzielić się Świętami z dużą piwniczną rodziną?

AŚ: Oczywiście nie uczestniczyłam w początkach tej tradycji, ale wcale nie dziwi mnie, że to wszystko poszło w stronę piwniczego kolędowania, że szybko zaczęły powstawać piosenki okołoświąteczne. W Piwnicy nie śpiewa się tradycyjnych kolęd, ale w momencie kiedy ma się do czynienia z artystami to trzeba liczyć się z konsekwencjami w postaci nowych dzieł. Nie zaskakuje więc, że zaczęły powstawać kolędy, pastorałki i rozpoczęły się koncerty. Rzeczywiście przez to, że  odbywają się one tylko przez kilka tygodni w roku, większość artystów stara się, aby zaśpiewać co najmniej jedną nową świąteczną piosenkę. Często śmiejemy się między sobą, że te pieśni nie nawiązują bardzo jednoznacznie do Świąt, a w niektórych występuje tylko kilka słów na przykład: płatki śniegu. Zawsze są to jednak opowieści o tęsknocie, o przyjaźni, czyli o tych rzeczach, o których myślimy podczas Świąt, kiedy mamy więcej czasu na refleksje. Koncerty piwniczne są niezwykłe, są bardzo liryczne, nie ma tam miejsca na stricte satyryczne komentarze rzeczywistości, raczej są to koncerty wprowadzające w w klimat Świąt.

 Można zatem powiedzieć, że Święta w Piwnicy zaczynają się już 11 grudnia wraz z pierwszym koncertem.

AŚ: Tak, chociaż nawet wcześniej, bo już wtedy gdy zaczynamy spotykać się na próbach, podpatrujemy kto jaki temat poruszył w tym roku. Jest to naprawdę niezwykły czas.

Czego może spodziewać się publiczność na warszawskim koncercie Kolęd i Pastorałek?

AŚ: Są to koncerty szczególne, ale przez to, że za każdym razem pojawiają się nowe piosenki, publiczność pochodzi z ciekawością co też wydarzy się tego wieczoru. Większość tych piosenek nie jest znana. Przede wszystkim dlatego, że nie są to popularne kolędy, a dwa, że za każdym razem Boże Narodzeniu w Piwnicy jest zupełnie inne. Nasz występ kończymy jednak zawsze kilkoma tradycyjnymi kolędami, kiedy śpiewamy razem z publicznością  i wtedy oddajemy jej głos.

MŚ: Życzę wszystkim by przez te trzy miesiące musimy się przygotować, aby było nastawienie. To już poddaje się miłemu nastrojowi. Ja robię to gdziekolwiek jestem. Wszędzie wiem, że wnoszę taki osobisty żar do obchodzenia świąt. Tutaj się rodzi, coś się zaczyna. Życzę Państwu pięknej pogodu, humoru i uśmiechu na co dzień, aby nie bać się uśmiechu. Po uśmiechu ma się lepszy głos i kolęda płynie piękniej. Niech się dzień święty święci. Do rychłego zobaczenia!

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ