Mieszkałem z Kajetanem P.

0
2314

Kajetan wydał mi się interesujący choć wycofany. Poznałem go gdy szukałem pokoju do wynajęcia w północnej części Warszawy. Liczył się metraż ale też towarzystwo. Mój przyszły współlokator z Alei Zjednoczenia miał inteligentne spojrzenie, był spokojny, kulturalny, nienarzucający się. Zaciekawiło mnie, że studiował filologię grecką, zwróciłem też uwagę na jego imponującą biblioteczkę z książkami. Pomyślałem, że będzie można z nim porozmawiać o czymś więcej niż tylko o pogodzie.

 Dziś, znając dalszą część historii, ciarki mnie przechodzą na myśl, że takie wrażenie można odnieść po 10-minutowej pogawędce z mordercą.

Początkowo byłem ze swojego współlokatora całkiem zadowolony. Spotykaliśmy się wieczorami na pogawędki w kuchni przy piwie lub herbacie. Kajetan odznaczał się bardzo głęboką znajomością kultury, religii, literatury czy poezji. Sam też sporo pisał. Wspominał, że swoją twórczość wysyła na rożne konkursy. Był trochę staromodny więc swoje teksty pisał na niemodnej maszynie do pisania, co sprawiło, że stał się sympatycznym przedmiotem towarzyskich anegdotek.

Żył w swoim świecie

  Co jakiś czas robił jednak coś co sprawiało, że trochę się niepokoiłem. Rozumiem zamiłowanie do porządku ale u Kajetana każdy przedmiot miał nie tylko swoje miejsce ,ale też musiał być ułożony w konkretny sposób: dywanik w łazience, ścierka w kuchni, czajnik na kuchence. Na każde odstępstwo od przyjętej przez siebie normy reagował bardzo nerwowo, co stawało się coraz bardziej uciążliwe. Ale na początku dawało się z tym żyć. Mieliśmy w mieszkaniu sterylny porządek, który Kajetan utrzymywał każdego dnia czyszcząc, odkurzając i pilnując najdrobniejszych szczegółów.

W miarę upływu kolejnych miesięcy coraz więcej rzeczy zaczęło mnie dziwić. I niepokoić. Mój współlokator stronił od ludzi, wręcz powiedział mi, gdy zaprosiłem go do znajomych, że po prostu nie przepada za poznawaniem nowych osób. Nie robił mi problemów gdy chciałem urządzić imprezę w mieszkaniu, sam wychodził wtedy na noc do lasu. Bardzo rzadko ktoś go odwiedzał. Nigdy też nie poznałem nikogo z jego rodziny. Żył w swoim świecie, odseparowany od otaczającej go rzeczywistości. Nie śledził wiadomości, nie chodził do kina, dwa razy tylko odwiedzili go znajomi, a spotkania te przebiegły w dość nietypowy sposób jak na faceta w jego wieku. Kajetan siedział z kolegą w kuchni przy świeczce, w całym mieszkaniu były zgaszone światła, a z głośników dobiegały odgłosy dżungli.

Świat dookoła nie miał dla Kajetana znaczenia. Prowadził, jak sam to ujął, ascetyczny tryb życia. Wstawał codziennie około 5 – 6 rano, a kładł się spać około 21. Uwielbiał samotne podróże do Puszczy Kampinoskiej gdzie spędzał noce pod namiotem. Nawet w sylwestra. Kochał naturę i gardził miejskim życiem. Dodatkowo, miał cały zestaw dziwacznych hobby: suszenie ziół, kiełbas…Zaś w pokoju miał kolekcję mieczy samurajskich i kości jakiegoś zwierzęcia. Powoli nabierałem przekonania, że jeśli ktokolwiek ze znanych mi ludzi mógłby być psychopatycznym mordercą, pomyślałbym właśnie o nim.

Czy chciał mnie zabić?

Z czasem nasze drogi zaczęły się rozchodzić. Gdy ja wychodziłem do pracy jego już w mieszkaniu nie było, a gdy wracałem, już spał. Coraz więcej czasu spędzał w swoim pokoju i coraz mniej się odzywał. Z czasem zaczął być opryskliwy i niemiły aż doszło między nami do konfliktu, który, patrząc z dzisiejszej perspektywy, mógł skończyć się tragicznie.

Pewnego wieczoru zaprosiłem do mieszkania znajomych. Kajetan był wtedy w lesie. Po kolacji posprzątałem kuchnię i poszedłem spać. Rano obudziły mnie wrzaski z kuchni. Chodziło o to, że kuchnia nie jest dostatecznie posprzątana. W pierwszej chwili Kajetan, jak zawsze kulturalny, przeprosił moją dziewczynę, że musi być świadkiem tej awantury, ale z każdą chwilą coraz bardziej tracił nad sobą panowanie. Oniemiałem, bo w jego oczach zobaczyłem prawdziwą furię i szaleństwo. Krzyczał, żebyśmy wyszli się bić.

Gdyby nie interwencja mojej ówczesnej narzeczonej wszystko mogło skończyć się na bójce lub znając dziś jego prawdziwe oblicze, na prawdziwej tragedii. Moja dziewczyna tego samego dnia poprosiła, żebym już nigdy nie wracał do tego mieszkania. Było w Kajetanie coś co ją przeraziło. Wyprowadziłem się z mieszkania tydzień później i nie powiedzieliśmy sobie nawet do widzenia.

Po tych wydarzeniach zapomniałem o Kajetanie P. Gdy dowiedziałem się o jego makabrycznej zbrodni przez dłuższy czas nie mogłem dojść do siebie. Czasami bolał mnie kark na myśl, że mieszkałem przez rok z osobą która była w stanie obciąć komuś głowę i spalić ciało. Uświadomiłem sobie, że tą osobą mogłem być ja, szczególnie po naszej kłótni. Od koleżanki, której ojciec przesłuchiwał Kajetana wiem, że szukając ofiary rozważał on między innymi zabicie swojego współlokatora. Czy chodziło o mnie? Nie mogę zapomnieć pewnej sceny w kuchni gdy Kajetan przyrządzał obiad i w tym celu wyjął swój profesjonalny zestaw ogromnych noży, które trzymał w walizce. Dość nietypowe jak na młodego faceta w wynajmowanym mieszkaniu. Czy do swojej zbrodni użył właśnie tych noży?

Żył chorymi myślami

Nie rozumiem jednego, jak tak dobrze zorganizowany człowiek, przewidujący wszystko w najdrobniejszych szczegółach, mógł tak nieudolnie zrealizować swój plan. Czy jednak nie udźwignął ciężaru swojego czynu? Czy jakieś ludzkie emocje przemówiły do niego w momencie popełniania morderstwa, mimo że chciał być czystym intelektem?

Odrzucam wszelkie prasowe doniesienia, jakoby był kanibalem lub osobą chorą psychiczne. To był normalny młody człowiek, który według mnie nie umiał dostosować się do otaczającego go świata. Do jego zbrodni przyczynił się jego spaczony charakter to, że na wszystkich patrzył z góry, miał bardzo wysokie mniemanie o sobie. Wydawało mu się, że jest błyskotliwy i niezniszczalny. Był bardzo rozpuszczony. Gdy z nim mieszkałem, nie pracował a pieniądze na utrzymanie dostawał od rodziców.

 Unikanie ludzi doprowadziło go do braku kontaktu z rzeczywistością. Na jego dziwne zachowanie mogło mieć wpływ również duża ilość wolnego czasu, brak zajęcia i po prostu nuda. Domniemywam, że na jego zbrodnie mogło również rzutować brak dziewczyny, nieumiejętność nawiązania bliższej relacji z kobietami i nieudana historia miłosna, o której kiedyś mi wspominał.

 Był to człowiek nie posiadający bazy, punktu odniesienia, zagubiony, żyjący swoim chorymi myślami, oderwanymi od rzeczywistości i był samotny. Wszystkie te czynniki razem wzięte popchnęły go do najbardziej przerażającego czynu czyli morderstwa.

Stanisław Heba

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ