Ostatni felieton Janusza Korwina-Mikke nie spodobał się wydawcom tygodnika „Angora”. Ostatecznie nie został opublikowany.

-Tekst został zdjęty, ponieważ nie publikujemy w „Angorze” treści, w których uchodźców porównuje się do zwierząt, czy treści, które namawiają do zachowań o podłożu rasistowskim – stwierdził sekretarz redakcji. Sam Korwinn-Mikke skomentował to tak: –Z tajemniczych powodów redakcja tygodnika Angora odrzuciła mi felieton o psach. Oraz o imigrantach. Proponowałem, by zamienili psy na świnki morskie – ale nie!

Oto felieton, który został opublikowany na stronie korwin-mikke.pl :

„Kocham psy!

Naprawdę kocham! No, może nie wszystkie – ale ogromna większość lubię.

A oprócz tego mam bardzo duże łóżko.

I proszę sobie wyobrazić, że Towarzystwo Opieki nad Psami wydało dekret, że trzeba zająć się bezdomnymi psami. Przecież nie można dopuścić, by pies wałęsał się samotnie po ulicach. W związku z tym będę miał obowiązek trzymać na swoim łóżku co najmniej pięć psów. Na ogół kundelków. Kundelki są zresztą zazwyczaj bardzo miłe – więc nie powinienem protestować.

Fakt: oprócz mnie i żony pięć psów od biedy na naszym łóżku się zmieści. Jednak po kilku dniach tej innowacji obecność psów zaczęła mi doskwierać. Niby je lubię – ale jakby mniej. I żona zaczęła narzekać – tym bardziej, że na nią spadło karmienie tych przybłędów.

Oczywiście nie dotyczy to tylko mnie. Wszyscy ludzie mający dostatecznie duże łóżka dostali odpowiedni przydział. A jeśli u kogoś było za dużo psów to TOP dokonywało relokacji. Co spowodowało, że do Polski zaczęły ściągać psy ze wszystkich krajów sąsiednich. W coraz większej liczbie. Co prawda po kilku dniach wynosiły do różnych starszych pań, które traktowały je naprawdę po królewsku – ale natychmiast na moim łóżku pojawiały się następne.

Powoływanie się na uszczuplenie budżetu – nie pomagało: wszyscy wiedzą, że mnie stać. Na ciasnotę w łóżku – też nie: komisja stwierdziła, że nawet i sześć by się zmieściło.

Tu włączyła się moja dalsza rodzina, podjudzając mnie, bym te psy natychmiast wywalił. Towarzystwo natychmiast oskarżyło moją rodzinę szowinizm, o brak zrozumienia dla czworonożnych Braci Mniejszych – i wręcz o szerzenie kynofobii. Rzeczywiście: po paru miesiącach tej propagandy zacząłem lubić psy jakby mniej. Zdarzyło mi się nawet jednego kopnąć, gdy zaczął mi się dobierać do żony.

A po dalszych paru miesiącach stałem się rzeczywiście kynofobem.

I teraz pytanie: czy temu, że przestałem lubić psy, winna jest moja zaściankowa rodzina – czy może TOP?

Napisałem to, bo właśnie „Gazeta Wyborcza” odkryła, że Polacy, zazwyczaj gościnni, zaczynają mieć wrogi stosunek go imigrantów. Ale, o dziwo, nie do wszystkich: gdy przyjeżdżają sobie na własny rachunek, jak Chińczycy czy Ukraińcy – to nikomu nie przeszkadzają. Dziwnym trafem nienawiść wzbiera tylko w stosunku do tych, których nakazuje nam przyjąć Unia Europejska. Nienawiść jest zapewne irracjonalna, bo oni wszyscy i tak uciekną do Niemiec – ale uczucia ludzkie nie są do końca racjonalne.

Choć zasada, że gdy nam ktoś coś wciska na siłę, to my to chcemy odrzucić w cholerę, jest dość powszechna. I jeśli „GW” pyta, kto jest winien narastającej niechęci – odpowiedź brzmi: UE.

Co ciekawe: 80% Polaków polubiło Unię Europejską – ale 51,2% oświadczyło, że jeśli będą nam wciskać tych imigrantów, to trzeba z UE wyjść!

W sprawie nie chodzi o liczbę: 7000, czy nawet 70.000 imigrantów w normalnych warunkach nie byłoby żadnym problemem. Problemem jest przymus.

Ale też i pewna kalkulacja.

Otóż pewna liczba imigrantów nie uciekłaby do Niemiec, bo by im się w Polsce spodobało. I oni, i ich (bardzo liczne!) potomstwo by nas lubiło. Z wnukami (jeszcze liczniejszymi) mogłoby być trochę gorzej…

Każdy socjolog wie, że gdy liczba imigrantów przekracza 10% zaczynają się niesnaski, zamieszki, pogromy… Tak się stało przed wojna, gdy liczba żydów, zawsze w Polsce gościnnie witanych, przekroczyła 10%. I tak niewątpliwie stałoby się z muzułmanami.

Więc lepiej nie przyjąć ich teraz – niż mieć potem potworne kłopoty!”

źródło: korwin-mikke.pl