Policjanci weszli, w czwartek 29 czerwca, na teren nielegalnej hodowli zwierząt egzotycznych w miejscowości Pysząca pod Śremem w Wielkopolsce. Szybko okazało się, że właściciel hoduje i rozmnaża wiele gatunków zwierząt, na które nie posiada pozwoleń.

Sprawa ujrzała światło dzienne dopiero po tym jak policjanci z wielkopolskiej komendy zajmujący się handlem i przemytem zagrożonymi gatunkami zwierząt, postanowili przeprowadzić inspekcję w ośrodku. Przerażający jest fakt, że właściciel wcale nie krył się ze swoją działalnością. Na swojej stronie internetowej, ale także na facebooku od lat pokazywał hodowane zwierzęta. Były wśród nich gatunki zagrożone wyginięciem, znajdujące się pod szczególną ochroną. Oprócz tego trzymał wiele niebezpiecznych gatunków, jak choćby tygrys bengalski, czy też puma albo lampart perski.

Zarejestrował cyrk

„Czy ktoś dałby wiarę, gdyby mu powiedzieć, że kilkaset metrów od drogi Śrem – Książ w rejonie Pyszącej i Sosnowca znajduje się profesjonalnie prowadzona hodowla, w której można spotkać się oko w oko z groźnym syberyjskim tygrysem, zwinną pumą, czy okazałym lampartem?” – tak w roku 2013 pisał dziennikarz lokalnej gazety Tydzień Ziemi Śremskiej.

Artykuł nosił wymowny tytuł „Tygrys za miedzą”, a na fotografiach pokazano dużego tygrysa za kratami. Tekst opisywał w samych superlatywach „prywatne ZOO”.

Dziennikarska czujność została uśpiona, choć Maciej M. właściciel hodowli bez problemu przyznał się, że obszedł przepisy i wyjaśnił jak to zrobił: „W Polsce obywatel nie może legalnie hodować tygrysa, czy innego egzotycznego kota uznanego za zwierzę niebezpieczne, chyba, że jest właścicielem cyrku lub prywatnego ZOO. Założenie prywatnego ogrodu zoologicznego to w Polsce dość złożona sprawa, więc zarejestrowałem cyrk…”.

Choć hodowla była zamknięta dla zwiedzających, to wszyscy mieszkańcy w okolicy o niej wiedzieli. W następnych latach było o niej głośno, kiedy na wolność wydostały się pawiany i spokojnie spacerowały po wiejskich drogach. Podobnie było z antylopami, które buszując w zbożu zadziwiały okolicznych rolników.

Koszmar zwierząt

Policja wraz z pracownikami poznańskiego ZOO oraz Fundacją Viva zajmującą się ochroną praw zwierząt zabezpieczyła około 280 zwierząt z 80 gatunków. Były wśród nich tygrysy, lamparty, pumy, antylopy, rysie, żurawie, ibisy, lemury, oceloty. Znalezienie nowego domu dla tak dużej ilości egzotycznych zwierząt nie jest łatwą sprawą. Kilka zwierząt trafiło do poznańskiego ogrodu zoologicznego. O pomoc poproszone zostały placówki w innych polskich miastach, ale także zwrócono się o pomoc do Unii Europejskiej. Przypomnijmy, że cześć radnych Poznania sprzeciwiła się finansowaniu akcji ratowania zwierząt prowadzonych przez ZOO. Według nich nie jest to rolą ogrodu zoologicznego.

Zwierzęta przetrzymywane były w okropnych warunkach, w zbyt małych klatkach, zabrudzonych odchodami. Do tego były głodzone i odwodnione. Zwierzętami zajmowało się tylko dwóch pracowników zatrudnionych na czarno. Tygrys przetrzymywany był w klatce na 15 metrach kwadratowych, gdy z przepisów jasno wynika, że powinno być to przynajmniej 50 metrów kwadratowych. Zwierzęta narażone były jeszcze na jedno niebezpieczeństwo. Otóż klatki z drapieżnikami znajdowały się w pobliżu pomieszczeń ze zwierzętami, na które polują. Dla jednych i drugich było to bardzo stresujące. Tygrys cały czas leżał w pozycji do ataku.

– Właścicielowi nielegalnej hodowli postawione zostaną dwa zarzuty, posiadania dzikich i niebezpiecznych zwierząt bez pozwolenia oraz znęcania się nad zwierzętami – zapowiada Katarzyna Topczewska, adwokat współpracująca z fundacją Viva.

– Do policji docierały informacje o nielegalnej hodowli pod Śremem, zostało wszczęte śledztwo. Kiedy zdobyte informacje zostały potwierdzone do akcji wkroczyli policjanci. Zabezpieczyli zwierzęta hodowane nielegalnie i przetrzymywane w nieodpowiednich warunkach – tłumaczy Andrzej Borowiak, rzecznik Wielkopolskiej Policji – Nasza interwencja potwierdziła, że część zwierząt była hodowana bez stosownych zezwoleń, a zwierzęta była trzymane w złych warunkach.

Policjanci badają jeszcze jeden aspekt tej sprawy. Nielegalna hodowla zarejestrowana była jako cyrk. Zwierzęta w takiej instytucji muszą znajdować się pod stałą opieką lekarza weterynarii. Śledztwo ma wyjaśnić, czy nie doszło do przestępstwa albo niedopełnienia obowiązków przez powiatowego lekarza weterynarii. Właściciel hodowli cały czas podtrzymywał, że zwierzęta znajdujące się pod jego opieką były kontrolowane przez weterynarza.

– Działalność zarejestrowana była jako cyrk, ale żadne przedstawienia tam się nie odbywały. Zgodnie z definicją jest to działalność objazdowa, ale właściciel również nie jeździł z żadnymi pokazami. Stąd łatwo wywnioskować, że była to tylko próba obchodzenia obowiązujących przepisów, a zwierzęta hodowane były w innych celach – podsumowuje adwokat Katarzyna Topczewska.

Przemysław Graf