SPRAWA EWY TYLMAN: „Detektyw” jest nagi

0
3449

Na kolejnej rozprawie w sprawie śmierci Ewy Tylman zeznawało trzech świadków: Arkadiusz K. –  policjant, który brał udział w zatrzymaniu Adama Z., ochroniarz z Galerii Malta, gdzie pracował Adam Z. oraz były detektyw Krzysztof Rutkowski.

Jednak początek rozprawy zdominowało oświadczenie adwokata obrony, który odniósł się do zeznań jednego ze świadków. Na poprzedniej rozprawie jeden z więźniów zeznawał, że poznał i rozmawiał z Adamem Z. na spacerniaku w areszcie. Tymczasem, jak wynika z listu podpisanego przez kierownika poznańskiego aresztu Adam Z. przebywając w tej placówce, nie wychodził na spacery.

5

Wiarygodność i prawdomówność świadka oskarżenia została podważona. Trudno jego zeznania traktować poważnie, kiedy został on przyłapany na tak istotnym kłamstwie. Sąd nie miał innego wyjścia i skierował do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu składania fałszywych zeznań przez świadka. Prokuratura próbowała uratować sytuację i złożyła wniosek o przesłuchanie na kolejnej rozprawie pracownika Aresztu Śledczego, aby wyjaśnić, czy prowadzona jest dokładna ewidencja korzystania ze spacerniaka i  jakie procedury obowiązują w takich przypadkach.

Złamane procedury

Arkadiusz K. najwyraźniej wyciągnął odpowiednie wnioski z przesłuchań swoich kolegów. Tym razem ani razu nie zasłaniał się niepamięcią ani też dużą ilością prowadzonych dochodzeń. Takie zachowanie jest naturalne, przecież praca przy tak głośnej sprawie, to nie przyjmowanie zgłoszenia o kradzieży roweru z piwnicy.

Policjant potwierdził, że Adam Z. wielokrotnie zmieniał swoje zeznania. Mówił, że zostawił Ewę w okolicach mostu Świętego Rocha, a za chwilę nic nie pamiętał i tłumaczył to zbyt dużą ilością wypitego alkoholu. Potwierdził również, że stosował środki przymusu fizycznego wobec zatrzymanego, ale tłumaczył swoje zachowanie dobrem i bezpieczeństwem zatrzymanego.

1

– Przy tak ciężkich zarzutach zatrzymani potrafią się samookaleczać albo próbować uciekać, chciałem tego uniknąć – zeznał policjant.

Przy okazji potwierdził, że podczas zatrzymania i doprowadzenia na komisariat, pomimo tego, że aresztanta przytrzymywało dwóch policjantów, to Adam Z. przewrócił się na schodach.

Policjant powiedział również, że była sytuacja, kiedy Adam Z. w pokoju na komendzie został tylko z jednym policjantem. Przypomnijmy – jego koledzy twierdzili co innego. Mówili nawet, że jest to niemożliwe, ponieważ nie pozwalają na to procedury. To bardzo ważny fakt, gdyż według policjantów wtedy doszło do przyznania się Adam Z. do winy. Jednak powstała tylko policyjna notatka służbowa, choć o całej sytuacji został powiadomiony prokurator. Doszło potem do przesłuchania, ale Adam Z. nie potwierdził już wersji policji o wrzuceniu Ewy do Warty. Czy taka notatka będzie miała dla sądu duże znaczenie? Dowiemy się w przyszłości.

Lokowanie produktu

Jako trzeci zeznawał były detektyw Krzysztof Rutkowski, który został zatrudniony przez rodzinę Ewy Tylman. Jego przesłuchanie wielokrotnie musiała przerywać sędzia.

– Proszę mówić, co wie pan o sprawie Ewy Tylman. Dzisiaj zajmujemy się tylko tym. Pana relacje z policją nas nie interesują – upominała sędzia Magdalena Grzybek, kiedy Rutkowski co chwilę oskarżał policję i prokuraturę o łamanie prawa. Szczególnie podczas zatrzymania byłego detektywa jak i jego dwóch pracowników.

Niestety o Adamie Z. i śmierci Ewy Tylman miał niewiele do powiedzenia. To przesłuchanie obnażyło metody działania Rutkowskiego. Nie przesłuchiwał on świadków, nie prowadził żadnego śledztwa, i jak sam przyznał jego rola ograniczyła się do organizowania, i występowania na konferencjach prasowych.

Dosadnie podsumował to adwokat Wojciech Wiza: – Krzysztof Rutkowski skoncentrowany jest tylko na sobie, myśli tylko o swojej firmie. Dzisiaj w sądzie brakowało mi tylko napisu: „Zeznania mogą zawierać lokowanie produktu”.

Podobnie wypowiadał się po rozprawie brat Ewy, Piotr Tylman, który zatrudnił Rutkowskiego do poszukiwań siostry: – Kiedy zaginęła Ewa byliśmy gotowi podpisać pakt z diabłem, żeby tylko ją odnaleźć. Dzisiaj wiem, że  zatrudnienie Rutkowskiego, to był nasz największy błąd. Jego praca to wielka kpina. Dodatkowo jego działania utrudniały pracę policji, która dodatkowo traciła czas na liczne, bezpodstawne teorie tworzone przez niego i jego ludzi.

2

Rutkowski nie potrafił również powiedzieć, jakie fakty doprowadziły do sporządzenia przez niego notatki adresowanej do poznańskiej policji, w której oskarżał Adama o to, że ma coś wspólnego z zaginięciem dziewczyny i ukrywa prawdę.

Adwokat oskarżonego próbowała tę sprawę wyjaśnić, ale się nie udało. Rutkowski stwierdził jedynie, że powziął takie podejrzenia po tym jak Adam przyszedł na spotkanie z radcą prawnym. Dziwny to kraj, w którym człowiek chcący pracować jako detektyw uważa, że zatrudnienie adwokata automatycznie świadczy o winie.

 Sąd przeczytał również zeznania Rutkowskiego sporządzone po zatrzymaniu jego pracowników, podejrzanych o wręczenie łapówki Karolinie K. w zamian za fałszywe zeznania. Były detektyw dla ratowania własnej skóry, definitywnie odciął się od ich działań. Dzisiaj tłumaczył, że zrobił to pod naciskiem przesłuchujących go policjantów.

Były zomowiec, były detektyw, szef firmy doradczej, mający jak sam mówi 25 lat doświadczenia w tej branży wystraszył się policjantów, ale sam odmawia młodemu Adamowi Z. prawa do wsparcia ze strony adwokata w takiej sytuacji. Widać logika nie jest mocną stroną celebryty.

Rutkowski dodatkowo pogrążył się przyznając, że wersję o satanizmie stworzył tylko na podstawie jednego anonimowego telefonu. Również nie miał nic wspólnego z prezentowanymi na konferencji filmami z monitoringu. Wówczas pokazywał nagranie fatalnej jakości, na którym oprócz śnieżenia nie było nic widać. Nie przeszkadzało to wtedy na snucie teorii o pobiciu.

– Nagranie przygotował mój pracownik, nie widziałem go przed konferencją, nie miałem z nim nic wspólnego – z rozbrajającą szczerością zeznawał Rutkowski.

Przypomnijmy, że w promocji Rutkowskiego bardzo pomogła telewizja TVN. W roku 2001 wyemitowała serial o jego pracy, który z filmem dokumentalnym nie miał nic wspólnego. Zresztą podczas jego realizacji doszło kilka razy do złamania prawa. Od tego momentu zaczyna się medialne show Rutkowskiego i jego kariera jako super skutecznego detektywa. Medialnej kariery nie zatrzymał nawet wyrok skazujący za pranie brudnych pieniędzy oraz odebranie mu licencji detektywa. Dla leniwych dziennikarzy, szczególnie z tabloidów, przez lata stał się on deską ratunkową, kiedy brakowało pomysłu na artykuł. Rutkowski zawsze był chętny do współpracy, sprzedawał kolejne sensacje, a nierzetelni dziennikarze nawet nie tracili czasu na weryfikację informacji. Niektóre gazety do dzisiaj nazywają go detektywem, choć już dawno nie ma on prawa by wykonywać tego zawodu. Dzisiejsze przesłuchanie, a szczególnie słowa wypowiedziane przez rodzinę Ewy Tylman najlepiej reklamują jego działalność. Oczywiście nie mam złudzeń, że w przyszłości znajdzie się jeszcze mnóstwo naiwnych ludzi chętnych aby go zatrudnić.

Przemysław Graf

Fot. Przemysław Graf

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ