40 – latka tak bardzo zdenerwowała się, że jej syn trafił do policyjnej celi za uszkodzenie szyby w wiacie przystankowej, że sama chwyciła kosz na śmieci i rzuciła w zaparkowane przy ulicy samochody. Irena M. została zatrzymana, a następnego dnia usłyszała zarzuty umyślnego uszkodzenia dwóch samochodów. O jej dalszym losie zadecyduje sąd. Grozić może jej kara do 5 lat więzienia.
 Kilka minut po godzinie 5:00 rano mokotowscy policjanci zatrzymali dwóch mężczyzn, wskazanych jako osoby, które wybiły szybę w wiacie przystankowej. Zgłaszający telefonicznie przekazał rysopisy podejrzanych. W dodatku policjanci zauważyli, że mężczyźni mają ślady krwi na odzieży i rękach. Bartłomiej K. oraz jego kolega trafili do policyjnego aresztu. Obaj mieli po około jednym promilu alkoholu w wydychanym powietrzu.
O zatrzymaniu jednego z mężczyzn, na jego prośbę, powiadomiono 40 -letnią matkę. Kobieta bardzo się zdenerwowała, że jej syn trafił do policyjnej celi. Nie chciała słuchać, że kryminalni wyjaśniają okoliczności sprawy i, że po wszystkich ustaleniach mogą zwolnić podejrzanych.
Irena M. wyszła z budynku komendy Policji i w krótkim czasie wróciła w zupełnie innym charakterze oraz w towarzystwie mundurowych. Jak ustalili funkcjonariusze, kobieta nie zadowolona z uzyskanej odpowiedzi w sprawie jej syna, umyślnie rzuciła metalowym koszem na śmieci w dwa zaparkowane przy drodze samochody, powodując uszkodzenia na około 2000 zł.
Została zatrzymana, a następnie usłyszała zarzuty za przestępstwo zagrożone karą 5 lat więzienia.
Jej 18 – letni syn po wyjaśnieniu sprawy został zwolniony. Do uszkodzenia wiaty autobusowej przyznał się jego kolega – Bartłomiej K., któremu również grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności.
rk/ij