Po drugiej turze wyborów w Paryżu i kilku innych miastach odbyły się uliczne protesty. Według korespondenta Le Figaro około 300 protestujących zebrało się w dzielnicy Ménilmontant, we wschodniej części Paryża. Protestujący domagali się dymisji Macrona. Zastanawiające, że wielu z nich to osoby pochodzenia arabskiego i uczestnicy lewicowych zadym. W ulicznych burdach nie brali udziału członkowie Frontu Narodowego i jego sympatycy. Wygląda zatem na to, że była to zaplanowana prowokacja.

Protest rozpoczął się zaraz po zamknięciu lokali wyborczych, i ogłoszeniu wstępnych wyników wyborów prezydenckich.

Protestujący rzucali w policję kamieniami butelkami z „koktajlem Mołotwa”. Policja zaś użyła gazu łzawiącego.