Policjanci zostali wygryzieni ze swojego komisariatu przez obrzeżki. To nie żart. Trzeba było zamknąć cześć komisariatu miejskiego na Wildzie w Poznaniu, kiedy okazało się, że prawie 30 policjantów zostało pokąsanych przez małego kleszcza roznoszonego przez gołębie.
Wszystko zaczęło się niewinnie. Jeden z policjantów żalił się swoim kolegom, że odkrył na skórze dziwne czerwone plamy. Wyglądało to jak ukąszenia jakiegoś robaka. Wówczas koledzy potwierdzili, że podobne ślady zauważyli u siebie.
W piątek o zajściu został poinformowany komendant miejski policji. Do akcji wkroczył poznański Sanepid. Wtedy groźny pasożyt, roznoszony głównie przez gołębie, został wykryty.
To obrzeżek gołębi, niewielki kleszcz o rozmiarach od 4 mm do 10 mm. Dorosły osobnik potrafi bez jedzenia przetrwać nawet 5 lat, ale najbardziej niebezpieczna jest larwa tego pasożyta. To ona gryzie najboleśniej, a obrzęk może utrzymywać się przez kilka dni. Kleszcze mogą roznosić zarazki innych chorób, dlatego nie należy lekceważyć ich ukąszeń. Często owady są przyczyną alergii i astmy.
Od wtorku część komisariatu jest zamknięta. Przeprowadzona została dezynsekcja. Jednak robaki strasznie ciężko wykurzyć i prawdopodobnie potrzebne będą kolejne akcje odkażania. Czterech policjantów przebywa na zwolnieniu lekarskim. Mały intruz okazał się bardzo ekspansywny. Jeden z policjantów zawlókł go na ubraniu do mieszkania. Kleszcz pogryzł również żonę policjanta. Mieszkania prywatne także trzeba było odkazić.

W zamkniętej części komisariatu pracowali dzielnicowi i policjanci prewencji. Aby inwazja robaków nie zakłóciła pracy policji, od wtorku przed budynkiem policji na Wildzie stanął radiowóz, w którym zorganizowano mobilny komisariat. Tam przyjmowani są petenci i zgłaszane są zawiadomienia o przestępstwach.
Przemysław Graf
Fot. Przemysław Graf