Czy po 40 latach od powiedzenia „tak” na ślubnym kobiercu niewłaściwemu mężczyźnie, można dostać odszkodowanie za stracony czas? Niedawny wyroku toruńskiego sądu pokazuje, że pośrednio tak. Ale suma zawrotna nie jest.

Zofia i Stanisław Z. pobrali się w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. On był już wtedy żołnierzem zawodowym a ona nauczycielką.

– Wychodząc za mąż za żołnierza zawodowego myślałam, że da mi poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji rodzinnej – mówiła w sądzie Zofia Z. Dziś kobieta schorowana, która cierpi nie tylko na wiele chorób somatycznych, ale też boryka się z depresją.

Szczekanie pod stołem

Jej koszmar zaczął się już praktycznie rok po ślubie. Była wtedy w ciąży z córką. Wracała z mężem od swojej siostry. On zaczął się kłócić z byle powodu i zepchnął żonę z drogi do rowu, gdzie upadła.

Kilka miesięcy później do kolejnej awantury doszło w domu w jednej z podtoruńskich miejscowości. Wtedy Stanisław pchnął w stronę kobiety kredens. Wypadły z niego talerze i niewiele brakowało, a mebel przewróciłby się na kobietę, która miała za kilka tygodni rodzić. – Pił sporo alkoholu, nawet cztery razy w tygodniu. Wracał do domu pijany i wszczynał awantury. Domagał się seksu. Poniżał mnie, kiedy się sprzeciwiałam. Więc przestałam to robić. Zaczęłam mu przytakiwać, bo się go bałam – zeznawała kobieta.

Kiedy ich córka miała 4 lata, Stanisław przyprowadził do domu kolegów z jednostki. Pili wódkę. W pewnym momencie mąż kazał wejść żonie pod stół i szczekać. Potem chciał wyrzucić wszystko przez okno.

Obiecał poprawę

Po tych wydarzeniach Zofia przeprowadziła z mężem poważną rozmowę. Zagroziła odejściem. Obiecał poprawę.

– Mówił, że mnie kocha. Na jakiś czas rzeczywiście zmienił się na lepsze. Miałam więc nadzieję, że dojrzał i będzie normalnie. Wszystko mu wybaczałam – wspomina kobieta.

Aby przypieczętować zgodę małżonkowie Z. zdecydowali się na drugie dziecko. I nie był to najlepszy pomysł. W czasie gdy Zofia była w drugiej ciąży, jej mąż zmienił swój stosunek do żony. Znowu stał się agresywny. Zdarzyło się, że uderzył żonę, popchnął na ścianę, czy na fotel.

– Krzyczał „wypruję z ciebie to dziecko” – Zofia, mówiąc o tym w sądzie, miała łzy w oczach.

Wtedy też Stanisław pojechał na trzydniowe szkolenie. Miał ze sobą klucze do domu. Ale zamiast otworzyć je normalnie, po prostu wyważył. Potem powiedział, iż myślał, że żona nie chce go wpuścić. Jej tymczasem w środku jej nie było, bo poszła po córkę do przedszkola. – Kiedyś powiedziałam mu, że pójdę do jednostki i poskarżę się na niego. A on zaczął się śmiać. Powtarzał „idź, no idź i tak cię wyśmieją”. I nie poszłam – relacjonowała w sądzie Zofia Z.

Gdy ich córka miała około 7 lat, ojciec oskarżył ją o zabranie pudełka z dwoma nabojami. Położył ją na wersalce i bił dziecko, choć dziewczynka nie wiedziała, za co. Dopiero później dowiedziała się, że chodziło o naboje, których nie wzięła.

Awantury o pieniądze

Powodem awantur były też pieniądze. Mąż zarzucał żonie, że za dużo wydaje. Dochodziło do tego, że Zofia robiła listę zakupów, którą jej partner musiał zaakceptować. A po powrocie ze sklepów kontrolował, czy zrobiła wszystko z planem.

Kiedyś znajomi byli w Toruniu na dancingu z Zofią i Stanisławem. Podczas zabawy doszło do małej utarczki między nim a jednym z Rosjan, którzy tam też się bawili. Potem ten Rosjanin poprosił Zofię do tańca. W poniedziałek po tym dancingu kobieta przyniosła do pracy zwolnienie lekarskie. Miała podbite oko, które zakamuflowała fluidem. Zaczęło się bicie Zofii pięścią w twarz.

Gdy pojechała do sanatorium, w którym wcześniej był też kiedyś jej mąż, dowiedziała się, że jej dane figurują już w tym sanatorium, choć nigdy tam nie była. Okazało się, że mąż był w tym sanatorium z inną kobietą, która podawała się za jego żonę. Od tamtego czasu Zofii było coraz trudniej żyć. Awantury nasilały się. Dzieci wyprowadziły się wcześnie z domu. Córka już jako uczennica drugiej klasy liceum zamieszkała w internacie. Chciała jak najszybciej opuścić dom, bo źle się w nim czuła. Potem wyjechała do USA i mieszka tam do dziś. Syn najpierw wyjechał na studia do Olsztyna, skąd przyjeżdżał do domu czasami na weekendy. Po ich ukończeniu przez jakiś czas mieszkał w domu rodzinnym. Ale z powodu awantur wyjechał do Wielkiej Brytanii i też cały czas tam mieszka.

Poranna ucieczka

W końcu w Zofii coś pękło: – Po kolejnej awanturze zakończonej pobiciem i groźbami, że mnie zabije, powiedziałam, iż pójdę na policję. On wtedy powiedział, że zanim ona tu dojedzie, to już „nie będziesz żyła”. Znów zrezygnowałam, bo nasz dom położony jest na uboczu miejscowości z dala od innych, i gdybym rzeczywiście wołała o pomoc, to i tak nikt by tego nie usłyszał. Zdecydowałam, że zostanę do rana, a potem ucieknę z domu.

Następnego dnia Zofia zabrała ze sobą tylko najpotrzebniejsze rzeczy i uciekła. Najpierw mieszkała u siostry, potem w hostelu stowarzyszenia pomagającego ofiarom domowej przemocy. Była i jest cały czas spod opieką ośrodka pomocy rodzinie. W końcu wynajęła mieszkanie.

Po ucieczce z domu złożyła też na policji zawiadomienie, że mąż znęcał się nad nią psychicznie i fizycznie. Sąd uznał go winnym, ale Stanisław nie poszedł do więzienia, bo sąd warunkowo zawiesił wykonanie kary pozbawienia wolności na 4 lata próby. Ponadto oddał skazanego pod dozór kuratora, wymierzył grzywnę, zobowiązał do powstrzymywania się od nadużywania alkoholu i nałożył na niego obowiązek powstrzymywania się od kontaktów osobistych i telefonicznych z żoną.

Skutki odczuwa do dziś

Zofia i Stanisław G. nie są już małżeństwem. Kobieta złożyła też pozew o odszkodowanie i zadośćuczynienie za krzywdy, których sprawcą był jej mąż i na mocy wyroku wydziału cywilnego toruńskiego sądu otrzymała w sumie ponad 175 tysięcy złotych.

„Powódka doznawała krzywdy i cierpień przez bardzo długi okres czasu, bo aż przez 40 lat. Były to cierpienia zarówno psychiczne, jak i fizyczne” – można przeczytać w uzasadnieniu wyroku sporządzonym przez sędzię Hannę Łożyńską – „Wina pozwanego co do tego nie budzi żadnych wątpliwości, bo został za te działania skazany przez Sąd Rejonowy na karę pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonania. Na wysokość zasądzonej kwoty miała wpływ przede wszystkim intensywność (natężenie, nasilenie) działań pozwanego i czas trwania tych cierpień. W tym czasie pozwany nie tylko znęcał się nad powódką, ale też naruszał też godność osobistą, jej nietykalność, prawo do spokojnego życia. Powódka tak długo znosiła te naganne zachowania pozwanego zapewne w dużej mierze z tego powodu, że nie wierzyła, iż jej sytuacja może się zmienić. Strony mieszkały w małych miejscowościach, gdzie społeczność się znała. Ona była nauczycielką, a więc osobą publiczną, która winna być przykładem dla młodzieży, którą uczyła. Dlatego ukrywała to, co działo się w domu. Tłumiła w sobie całą krzywdę, co powodowało dodatkowo negatywne tego skutki. W efekcie doprowadziło do powstania u niej zaburzeń depresyjnych i lękowych. Mimo że powódka od 2009 roku nie mieszka już z pozwanym, nadal cały czas ujawnia nasilone objawy depresyjne i lękowe. Jej myśli, zachowanie i działania koncentrują się wokół przeżyć z przeszłości i warunkują jej codzienne życie, ograniczając je w sposób istotny. Od 2009 roku pozostaje pod opieką lekarza psychiatry i psychologa. Biegłe lekarz psychiatra i psycholog stwierdziły, że aktualny stan psychiczny powódki wskazuje na to, że nie rokuje on poprawy na przyszłość. Co oznacza, że skutki zachowań pozwanego przez okres małżeństwa stron są bardzo dotkliwe, bo będzie je jeszcze długo odczuwała”- zauważa na koniec sędzia.

Waldemar Piórkowski

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ