Żona głównego kandydata republikańskiej prawicy na prezydenta Francji miała pobierać wynagrodzenie za pracę, której nigdy nie wykonała. Sprawę, która podzieliła opinię publiczną na dwa obozy, ujawnił satyryczny tygodnik specjalizujący się w dziennikarstwie śledczym, „Le Canard enchaine”.

W grę ma wchodzić suma pół miliona euro brutto, jakie Penelope Fillon miałaby otrzymać za swoją pracę u boku męża, Francois, który w listopadzie wygrał prawybory republikanów i jest ich kandydatem w wyborach prezydenckich na wiosnę tego roku. Sprawa ma dotyczyć lat 1998 – 2002, kiedy to z pochodzenia Brytyjka, Penelope Fillon otrzymywała uposażenie w wysokości niemal czterech tysięcy euro miesięcznie.

Zwycięzca pierwszej tury prawyborów socjalistów Benoit Hamon nie może się z tym pogodzić. Jego zdaniem parlamentarzyści nie mają prawa zatrudniać u siebie ani swoich kuzynów, synów, córek, żon. Twierdzi, że to jest granica, jakiej nie można przekraczać – między funkcją państwową jaką się sprawuje, a rolą przełożonego. Jest przekonany, iż uszanowanie tej granicy, sprawi, iż wszystko będzie bardziej klarowne i prostsze.

Nie wszyscy podzielają ten pogląd twierdząc, że to są częste przypadki, kiedy deputowani zatrudniają swoje rodziny. Jeden z polityków republikańskich twierdzi, że Penelope Fillon wykonywała bardzo konkretną pracę. Podkreśla przy tym, że w Paryżu tego nie widać co się dzieje w terenie, a na wszystko patrzy się z paryskiej perspektywy. Wyjaśnia on, iż żona byłego premiera jest z wykształcenia prawnikiem i, że bardzo była obecna w czasie kampanii przed prawyborami. Francois Fillon z oburzeniem przyjął oskarżenia wysuwane przez tygodnik.

źródło: IAR