W ostatnich tygodniach odżył pomysł, wprowadzenia nowej ordynacji wyborczej przy wyborach samorządowych oraz ograniczenia kadencje wójtów, burmistrzów i prezydentów miast do maksymalnie dwóch kadencji. Między innymi te zmiany zapowiedział Jarosław Kaczyński, prezes Prawa i Sprawiedliwości, 15 stycznia w Gdańsku. Nie wszystkim samorządowcom jednak to się podoba.

Pomysł na skrócenie kadencji na stanowiskach jednoosobowych w samorządach nie jest nowy. Praktycznie w ostatnich 15 latach, przy okazji każdych zbliżających się wyborów samorządowych, ożywają takie propozycje i sugestie. I to niezależnie od barw partyjnych.

Tym razem jednak wprowadzenie zmian może nastąpić przed wyborami samorządowymi. Prezes PiS zaproponował także umieszczenie w każdym lokalu obwodowej komisji wyborczej przezroczystych urn oraz kamer, która przekazywałyby na żywo obraz do Internetu. „Chcę aby każdy obywatel mógł zobaczyć co dzieje się w lokalu wyborczym, także w czasie liczenia głosów” – stwierdził prezes Prawa i Sprawiedliwości.
Proponowane zmiany miałyby dotyczyć też produkcji kart do głosowania, przeliczania głosów oraz korekty okręgów wyborczych, ale ta ostatnia sprawa odnosi się jedynie do dużych miast.
 Powód polityczny?
Nowe pomysły dotyczą też wprowadzenia wyborów proporcjonalnych w samorządzie, szczególnie w miastach i gminach poniżej 20 tys. mieszkańców oraz skrócenia listy kandydatów. Nowe zasady mogłyby obowiązywać już od najbliższych wyborów samorządowych w 2018 roku. Ale czy będą, tego nie wiadomo, gdyż w tej sprawie zapewne będzie musiał wypowiedzieć się Trybunał Konstytucyjny.
Na te plany samorządowcy powiatu sochaczewskiego patrzą bardzo sceptycznie i raczej niechętnie. I to zarówno starzy, wielokadencyjni wójtowie, jak też ci sprawujący swą funkcje pierwszy raz.
Uważam, że pomysł jest czysto polityczny. Chodzi tu o to, żeby ugrupowania, które nie mają tak licznych przedstawicieli w samorządach mogły sięgnąć po władzę. A to będzie odbywać się ze strata dla mieszkańców. To wyborcy najlepiej wiedzą kogo wybierają na wójtów, czy burmistrzów. Ostatnie wybory wykazały, ze około 7 procent w skali kraju pełni swe funkcje od początku przemian ustrojowych. Z kolei ostatnie wybory w 2014 roku pokazały, że wymieniono w gminach około 1/3 wójtów, burmistrzów i prezydentów. Głosowanie jest tajne i to obywatele decydują, kogo chcą mieć w gminie, czy mieście – stwierdza Maciej Mońka, wójt gminy Nowa Sucha.
Uważa, że mówienie o układach jest sporym nadużyciem, krzywdzi mieszkańców gmin i jest w jego odczuciu głupotą. Zdaniem wójta gminy Nowa Sucha nie starcza czasem dwóch kadencji, aby zrealizować jakieś większe, gminne plany. Wszak strategie ustala się na co najmniej 10-12 lat.
Obywatel sam wybiera
Dlaczego osoba, która pokazała się z dobrej strony, ma zaufanie swoich mieszkańców nie będzie mogła startować? To sztuczne blokowanie możliwości wyboru i ograniczenie praw obywatelskich. Jak się chce swoich do władzy postawić, to się tak właśnie planuje. Jeśli już chce się wprowadzić ograniczenia na płaszczyźnie samorządowej, to może również je zastosować w przypadku kadencji posłów. Niektórzy są posłami nieprzerwanie od 1989 roku. Skrócenie jednocześnie kadencji poselskich i samorządowych było by uczciwe, a tak odbieram to jako działanie polityczne. To wyborca powinien mieć możliwość zdecydowania, czy wybierze znanego sobie samorządowca, czy zupełnie kogoś innego – dodaje Maciej Mońka.
W podobnym duchu wypowiada się Mirosław Orliński, wójt gminy Sochaczew, który ma na koncie już kilka kadencji.
Pomysł jest ciekawy, ale byśmy chcieli aby wszędzie był on obligatoryjny, nie tylko w gminach i miastach. Najlepiej by było, aby nie dotykał tylko samorządowców, ale wszystkie wybieralne stanowiska. Uważam ze swej strony, że jeśli ma się ograniczyć nam prawnie dostęp do startowania w wyborach i do wyboru, to również powinno to się odnosić do parlamentarzystów. A tak odbieram to raczej jako czyszczenie stanowisk dla swoich ludzi przez obecną ekipę, a z biegiem czasu jej następców. To ludzie powinni decydować kogo chcą widzieć na stanowisku w swoim samorządzie, a nie dyrektywa prawna. Takie są prawa demokracji. Ale jak prawo takie będzie, to zastosujemy się do niego, choć odbieram to jako niesprawiedliwe działanie, bo tylko dotyczące samorządów lokalnych – stwierdza wójt Orliński.
 Dwie wystarczą
 – To bardzo dobry pomysł. Dawno powinno to nastąpić – stwierdza Marcin Kozłowski, mieszkaniec Sochaczewa – Obserwuję lokalne samorządy, i od wielu lat cały czas są tam te same osoby. To nie sprzyja rozwojowi gmin, a tworzy jedynie lokalne koterie skupione wokół wójtów. Może się przyjrzycie, kto pracuje w poszczególnych urzędach? Nie można też przy okazji tych zmian domagać się, aby ograniczyć kadencje posłom, bo to nie jest władza wykonawcza, lecz ustawodawcza. Podobnie, jak radni w gminach, im nikt nie ograniczy kadencji. Ale skoro prezydentem Polski można być tylko dwie kadencje, to w czym jest lepszy na przykład wójt gminy Iłów, że miałby mieć prawo do 6 lub 8 kadencji?
Uważam, że to dobry w założeniu projekt, jeśli ma w planach ograniczyć patologię w samorządach. Nie znam szczegółów tego pomysłu i trudno mi się dokładnie na ten temat wypowiedzieć – zastrzega Piotr Szymański, wójt gminy Brochów. – Jednak dwie kadencje, to w sumie spory przedział czasu na zrealizowanie jakichś inwestycji i przeprowadzenie własnej wizji rozwoju gminy. Nie wydaje mi się to specjalnym ograniczeniem dla samorządowca.
Jednak wójt Szymański zastrzega, że trudno mu oceniać tylko ogólne sugestie. Więcej jego zdaniem będzie można powiedzieć, gdy będą znane szczegóły tego pomysłu.
Natomiast wszyscy są zgodni, że urny powinny być przezroczyste. Obawy budzi jedynie fakt, że niektóre oddane głosy byłyby widoczne, a to kłóci się z tajnością wyborów. Więc konieczne byłyby koperty na karty do głosowania, a to podrożyłoby koszty wyborów, bo koperty musiałyby być również opieczętowane.
Poczekajmy co z tego będzie. Co jakiś czas pojawia się taki pomysł i jak na razie idzie po staremu – kwituje wójt gminy Sochaczew.
Bogumiła Nowak
Fot. Bogumiła Nowak