Na terenie Sochaczewa funkcjonują trzy strefy zamieszkania, gdzie piesi mają pierwszeństwo przed wszelkiego typu pojazdami. Na prośbę mieszkańców, w przyszłym roku miała zostać uruchomiona czwarta strefa. Wszystko wskazuje jednak na to, że do jej utworzenia nie dojdzie. Okazuje się, że w tym przypadku niektórzy wnioskodawcy mogli kierować się nie troską o bezpieczeństwo mieszkańców, ale sąsiedzkimi animozjami.
Pierwsza sochaczewska strefa zamieszkania powstała w lutym tego roku na Rozłazłowie pomiędzy ulicami Gawłowską, Nadrzeczną, Zagłoby i Zamkową. Kolejną uruchomiono na ulicy Mieszka I, tuż po jej wyremontowaniu. A kilka tygodni temu podobną strefę utworzono na Malesinie.
 Natomiast w przyszłym roku podobny obszar przyjazny dla pieszych miał powstać pomiędzy ulicą Olimpijską a Warszawską i obejmować swoim zasięgiem „Osiedle za stadionem”. Wszystko wskazuje jednak na to, że do tego nie dojdzie. Stanie się tak na prośbę części mieszkańców, którzy zwrócili się w tej sprawie do Piotra Osieckiego, burmistrza Sochaczewa, podczas spotkania, jakie odbyło się w ubiegłym tygodniu w miejskich kramnicach. Petycja w tej sprawie trafiła także do Urzędu Miejskiego.
Jak Kargul z Pawlakiem
Jak argumentują przeciwnicy strefy, jej utworzenie będzie miało negatywny wpływ na funkcjonujące na tym terenie firmy i zakłady usługowe. A jest ich tu kilkanaście.
– Wraz z jej uruchomieniem wprowadzony zostałby zakaz parkowania na ulicach. Co z kolei spowodowałoby, że nawet pozostawienie na kilka minut samochodu przed swoją posesją traktowane byłoby przez policję jako łamanie prawa i karane mandatami. A to całkowicie rozłożyłoby naszą działalność, odstraszając od nas klientów – powiedział nam jeden z przedsiębiorców. I trzeba mu przyznać rację, ponieważ ustawa „Prawo o ruchu drogowym” definiuje strefę zamieszkania jako obszar obejmujący drogi publiczne lub inne drogi, na którym obowiązują szczególne zasady ruchu drogowego. A te dotyczą między innymi zakazu parkowania w strefie zamieszkania w innym miejscu niż wyznaczone w tym celu (w przypadku braku wyznaczonych miejsc do postoju pojazdów, parkowanie jest niedopuszczalne). Złamanie zakazu parkowania poza wyznaczonymi miejscami w strefie zamieszkania może kosztować kierowcę 100 zł i 1 punkt karny.
Tylko przy ulicy Jasińskiego jest kilka firm, w tym transportowe. Utworzenie strefy, o którą postulują niektórzy z naszych sąsiadów, oznaczałoby ich koniec. A na to nikt z nas się nie zgodzi. Tym bardziej, że sam pomysł jej utworzenia nie wynika z troski o bezpieczeństwo mieszkańców osiedla, ale z sąsiedzkich zatargów – mówi nasz rozmówca. Według niego cały problem ze strefą wyniknął z konfliktu, jaki trwa od kilku lat pomiędzy sąsiadami z ulicy Żytniej. Jeden z nich ma pretensję do swojego sąsiada, właściciela firmy przewozowej, że ten często parkuje swoje pojazdy na ulicy. Twierdzi również, że jest budzony w nocy przez wyjeżdżające z posesji busy. Jak twierdzą przeciwnicy strefy, takich pretensji nie ma natomiast do firm przewozowych ulokowanych tuż obok, przy ulicy Jasińskiego.
Dlatego nie ma w tym żadnej troski o bezpieczeństwo. Według mnie chcą po prostu rękami burmistrza załatwić sąsiada. Nie pomyśleli jednak, że przy okazji wykończą wszystkie firmy na osiedlu – stwierdza nas rozmówca.
Strefa na życzenie
Piotr Kierzkowski, rzecznik prasowy Urzędu Miejskiego, w rozmowie z nami stwierdził, że znana jest mu sytuacja dotycząca utworzenia strefy na osiedlu za stadionem: – Nie chciałbym wypowiadać się na temat konfliktów sąsiedzkich. Ale musimy pamiętać o jednym. Strefa powstaje jedynie na prośbę mieszkańców i ma ich łączyć, a nie doprowadzać do konfliktów – stwierdził Kierzkowski. Odnosząc się w ten sposób także do niektórych wypowiedzi, jakie pojawiły się choćby na portalu sochaczewianin.pl  w kilka dni po utworzeniu strefy zamieszkania na Malesinie. Obejmuje ona obszar pomiędzy ulicami: 15 Sierpnia, Kutrzeby, Bortnowskiego a Boryszewską.
Przypomnijmy, że o jej utworzenie zabiegali sami mieszkańcy podczas ubiegłorocznych spotkań z burmistrzem Piotrem Osieckim. W trakcie otwartych debat mieszkańcy prosili o progi spowalaniające, gdyż jak podkreślali, wszędzie gdzie wylano asfalt, kierowcy zaczęli jeździć z większą prędkością. To także podczas tych spotkań mieszkańcy Malesina apelowali o uruchomienie przyjaznych dla pieszych stref zamieszkania. Co ich zdaniem miało położyć kres rozjeżdżaniu osiedlowych uliczek przez tiry i parkowaniu ich gdzie popadnie. Przypomnijmy, że ten postulat mieszkańcy osiedla wysuwali od lat. Jednak poprzednie władze miasta twierdziły, że takiego zakazu nie mogą wprowadzić.
Co więcej lokalne media, w tym Express Sochaczewski, wielokrotnie informowały, że taka strefa na Malesinie powstanie. Nikt jednak nie zgłaszał do tego pomysłu pretensji. Wprost przeciwnie: „Większość osiedlowych uliczek jest wąskich i są całe wyasfaltowane. Przeważnie nie mają chodników i nie są tam potrzebne. Ograniczenie prędkości znakiem nic nie dało. Okoliczne przygłupy (i nie tylko) jeżdżą bardzo szybko nie tylko samochodami – również quadami i różnymi bzykaczami. Jednocześnie dzieciarnia chce tam jeździć rowerami deskami – czy po prostu spacerować. To wspólna strefa i tam musi być bezpiecznie. Nawet, jeśli to powoduje jakieś ograniczenia” – napisał jeden z mieszkańców na portalu sochaczewianin.pl.
Wraz z uruchomieniem strefy pojawiły się też głosy, że nikt burmistrza nie prosił o jej utworzenie. Jej powstanie nazywano wprost głupotą. Ponieważ mieszkańcy muszą parkować samochody na swoich podwórkach: „A co, jak ktoś do nas przyjedzie w odwiedziny i zostawi samochód pod moim domem? Dostanie mandat?” – pytają przeciwnicy strefy.
 Sąsiedzka zgoda
 Z tymi mandatami to lekka przesada – powiedział nam Stanisław Sobczak, radny Rady Miejskiej. To właśnie on był jednym z inicjatorów powstania pierwszej sochaczewskiej strefy zamieszkania, jaka została utworzona na obszarze pomiędzy ulicami Gawłowską, Nadrzeczną, Zagłoby i Zamkową. – O jej utworzenie wystąpiliśmy od razu, gdy tylko została wyremontowana ulica Nadrzeczna, a miasto obiecało nam położenie nakładek asfaltowych na pozostałych uliczkach, pomiędzy Nadrzeczną a Gawłowską. Dodam, że była to nasza wspólna, przemyślana i przedyskutowana decyzja. I nie wynikała z sąsiedzkiej zawiści, aby komuś dokuczyć, co ma teraz jak słyszę miejsce na jednym z sochaczewskich osiedli. Chcieliśmy przede wszystkim zapewnić mieszkającym tu osobom większe bezpieczeństwo. Część naszych ulic jest za wąskich, aby można na nich ułożyć chodniki. Na innych można byłoby to zrobić, ale na to są potrzebne duże środki. Tymczasem tworząc strefę, można je przeznaczyć na inne cele, chociażby na remont ulic w innych częściach Sochaczewa. Nie bez znaczenia było również to, że na remont ulic czekaliśmy kilkadziesiąt lat i nie chcemy, aby były one od razu rozjechane przez tiry – wyjaśnia Stanisław Sobczak. Jak dodaje, nie obyło się bez problemów. Na przykład ktoś ukradł znaki informujące o strefie. Co prawda postępowanie w tej sprawie prowadzi policja. Ale, jak dodaje inny mieszkaniec strefy, problem ten został rozwiązany we własnym gronie. Podobnie jak kwestia nocnych rajdów po osiedlu, czy parkowania.
Każdy tu każdego zna. A to z kolei powoduje, że jesteśmy wspólnotą, która swoje sprawa załatwia we własnym gronie, starając się przy tym nie szkodzić sobie nawzajem. Dlatego nie wyobrażam sobie, aby ktoś z nas dzwonił na policję tylko dlatego, że musi parkować na podwórku, gdy tymczasem u sąsiada są imieniny i goście z braku miejsca na posesji chcą na kilka godzin pozostawić auta na ulicy. Przy wzajemnym poszanowaniu i wyjaśnieniu sobie kilku spraw, strefa, mimo niosących ze sobą ograniczeń, okazała się dla nas dobrodziejstwem. Jest po prostu bezpieczniej – stwierdza radny Sobczak.
Jerzy Szostak
Fot.: Jerzy Szostak

 

Zobacz również: