48-letni Mariusz Sojka zaginął Tychach. 21 września tego roku w Niezwykle trudno jest szczegółowo ustalić, co robił tego dnia i gdzie dokładnie przebywał, gdyż w jego rodzinie i otoczeniu nie ma nikogo, z kim rozmawiałby do końca szczerze o swoim życiu i problemach.

Mąż i ojciec, z zawodu stolarz, sumienny i  pracowity fachowiec w jednej z miejscowych firm produkującej meble. Introwertyk, nie lubiący otwarcie stawiać czoła przeciwnościom losu. Samotnik, unikający towarzystw innych ludzi.

Miał tajemnice

Czy zatem jego zaginięcie, to ucieczka od przerastających go problemów, głównie związanych z zaciąganymi pożyczkami, na wiadome tylko jemu cele? Czy może to wynik nieszczęśliwego wypadku – zważywszy, że miał stwierdzoną padaczkę.

– Nie ustanę w poszukiwaniach taty, chcę go odnaleźć, cokolwiek się stało i jakkolwiek zdecydował. Kiedyś obiecaliśmy mówić sobie prawdę, bez względu na wszystko. Jednak tata po prostu nie umiał się do końca otworzyć i powiedzieć, jakie ma problemy. Do tej pory nie wiemy, na co brał kredyty w bankach i prywatnych firmach. Według wstępnych ustaleń nie były to jednak jakieś ogromne kwoty, których nie dałoby się systematycznie spłacać z jego pensji. – mówi 24-letnia Sylwia Sojka, jedyna córka zaginionego tyszanina.

 – Jesteśmy małżeństwem 26 lat. – dodaje Ewa Sojka, żona zaginionego. – Ostatni rok nie był dla nas łatwy. Nawet rozmawialiśmy o ewentualnym ugodowym rozstaniu i mieliśmy z mężem podobne stanowiska w tej sprawie. Obiecywaliśmy sobie przyjaźń i pomoc. Wiedział, że oboje w każdej chwili możemy pójść swoją drogą, a ja życzę mu jak najlepiej.

W dniu zaginięcia pan Mariusz wyszedł z domu około 7. rano, wcześniej udały się do pracy żona i córka.  Do zakładu  dotarł około 8.30. Tego dnia poprosił szefa o zaliczkę w wysokości 200 złotych. Prośbę umotywował koniecznością zapłacenia raty kredytu. Nie był to jednak prawdziwy powód, gdyż nie miał przy sobie dokumentów, które zostawił w domu –  w saszetce schowane wysoko na półce –  a zawsze nosił je przy sobie.

 Zdaniem najbliższych brakuje niewielkiej części jego garderoby. Zniknęła ulubiona bluza z kapturem, dwie kurtki jesienno-zimowe i jedna zimowa. Mariusz Sojka miał ze sobą plecak swojej córki firmy adidas, czarny w niebieskie i kremowe paski.

 Po wyjściu z pracy rozmawiał dwukrotnie przez telefon z żoną i ostatni raz z córką, której o 20.15 powiedział, że w ciągu godziny dotrze do domu i nakarmi psa. Obydwie zapewniał, że cały czas przebywa na terenie zakładu, co ewidentnie było nieprawdą.

Zamknięty w sobie

Do dziś nie ustalono, co dokładnie robił po wyjściu z pracy, gdzie przebywał i z kim. Telefon w tym czasie logował się na trasie Tychy – Katowice, a następnego dnia po raz ostatni zlokalizowano go w Krakowie. Sprawdzano trop prowadzący do katowickiej dzielnicy Podlesie, gdzie dalsza rodzina niedawno proponowała mu dodatkową pracę przy wykonaniu schodów w jednym z tamtejszych domów. Nie spotkał się jednak tego dnia z właścicielem, choć z ustaleń policji wynika, że przebywał w pobliżu.

– Do firmy ma powrót zawsze, kiedy tylko będzie chciał. – mówi z pełnym przekonaniem pan Grzegorz, właściciel przedsiębiorstwa, w którym pracował zaginiony. – Był zatrudniony najdłużej, sumiennie wypełniał swoje obowiązki, jeśli chodzi o stolarkę był wykwalifikowanym fachowcem. Jego firmowa czapka i osobista półka z rzeczami czekają. To był dobry człowiek, wszyscy go tutaj lubili. Oby znalazł się jak najszybciej i wrócił do domu i do pracy.

 Współpracownicy raczej wykluczają, aby pan Mariusz prowadził podwójne życie, co mogłoby się wiązać z odejściem do innej kobiety.

– To nie był człowiek towarzyski, po pracy, jeśli nie prosto do domu, wolał pójść samotnie na piwo. – wspomina wieloletni kolega po fachu. – Gdyby kogoś miał,  to dałoby się zauważyć po telefonach, rozmowach, zmianach w zachowaniu.

Inny zaś trop prowadzi do sklepu monopolowego przy ulicy Edukacji w Tychach. Tam rzekomo widziano pana Mariusza dwa dni  po zaginięciu, około godziny 18.00, i przez kolejne dwa około godziny 14.00. Za pierwszym razem był w towarzystwie nieznanego mężczyzny, następnie przyszedł sam. W obu przypadkach doszło do zakupu sporej ilości piwa.

 Informacja ta nie jest jednak oficjalnie potwierdzona, gdyż we wspomnianym sklepie nie ma monitoringu. W przypadku pana Mariusza, istnieje ogromne ryzyko picia alkoholu w związku ze stwierdzoną u niego padaczką i powikłaniami natury neurologicznej po przebytym w roku 1995 poważnym wypadku samochodowym.

Kto zrywa plakaty?

 Mariusz Sojka mieszkał w sąsiedztwie matki i młodszych braci, którzy również mają swoje rodziny. Wszyscy są zaangażowani w poszukiwania, z niecierpliwością oczekują jakichkolwiek informacji od niego lub o nim.

 Bliskich pana Sojki zdumiewa też fakt znikania porozklejanych na terenie Tychów plakatów z informacją o jego zaginięciu. Ktoś ewidentnie się ich pozbywa, kto i dlaczego.

 – Na dworcu do tej pory wisi plakat dotyczący zaginionego mężczyzny w czerwcu. – słyszę od pani Ewy. – Nasze plakaty zniknęły w przeciągu dwóch tygodni, więc o czym to może świadczyć?

Jeżeli Mariusz Sojka żyje, zapewne nie przebywa  daleko od miejsca zamieszkania, gdyż nie wziął ze sobą żadnych dokumentów. Ktoś musi go widzieć, przebywać z nim, w jakiś sposób mu pomagać. Tym osobom niewątpliwie wiadome jest, że tego człowieka poszukują najbliżsi. Zarówno bliższa, jak i dalsza rodzina zaginionego chce za wszelką cenę dowiedzieć się, dlaczego nie daje znaku życia, czy jest to jego własna decyzja, którą wszyscy są w stanie zrozumieć i uszanować, czy też, co gorsza, stał się ofiarą przestępstwa lub nieszczęśliwego wypadku?

Przed zaginięciem, Mariusz Sojka miał mnóstwo sekretów i tajemnic. W obecnej sytuacji pojawiły się dodatkowe pytania bez odpowiedzi dotyczące jego losu. Jednak nie ma pewności, czy owych znaków zapytania w jego życiu nie było jeszcze więcej.

Apolonia Sikorska

Na wszelkie informacje o zaginionym Mariuszu Sojce czeka żona Ewa tel. 668 260 220 oraz córka Sylwia tel. 793 289 333, a także policja w Tychach pod numerem 32 325 62 00,  32 325 62 55, bądź pod bezpłatnymi numerami alarmowymi 112 i 997

na zdjęciu Mariusz Sojka i jego córka Sylwia

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ