Nadal obowiązuje zakaz przywozu owoców i warzyw do Rosji, który przez ten kraj został nałożony na kraje Unii Europejskiej, w tym Polskę. Zakaz uderzył mocno w polski rynek sadowniczy, który nie był w stanie wchłonąć wszystkich produktów rolnych, dotąd eksportowanych do Rosji. W związku z trwającym embargiem przyjęto w Polsce dalsze, nadzwyczajne środki wsparcia producentów niektórych owoców i warzyw, łagodzące jego skutki. Polscy sadownicy mogą nadal – za pośrednictwem Agencji Rynku Rolnego  – wycofać część upraw z rynku i przekazać je za darmo organizacjom charytatywnym. W zamian za to dostają rekompensaty unijne.

 Takie działania od dwóch lat trwania embarga dość mocno ożywiają rynek sadowniczy. Gdyż chronią go od zapaści. Szczególnie widać to na Mazowszu, gdzie jest bardzo duże zainteresowanie wycofywaniem polskich jabłek i gruszek z rynku. Wiele sadów na tym terenie produkowało głównie na eksport do Rosji i po wprowadzeniu embarga nastąpił tu chwilowy i dość odczuwalny kryzys, kiedy rynek nie był w stanie zagospodarować tak wielkiej produkcji.

Obecny rok jest trudny dla sadowników, gdyż jak wynika z prognoz, jest dużo większa produkcja jabłek niż w poprzednich dwóch latach. Owoce ten w tym roku wyjątkowo obrodziły.

Razem lub osobno

 Na terenie powiatu sochaczewskiego nie widać jednak jeszcze zwiększonego ruchu. Działania wycofujące jabłka z rynku dopiero ruszają.

Dwa lata temu było znacznie większe zainteresowanie tym tematem, czy nawet w ubiegłym roku. I dużo większy ruch. Obecnie Agencja Rynku Rolnego zmodyfikowała swe programy. Są one teraz bardziej rygorystyczne i restrykcyjne dla sadowników. Sprawa embarga nie dotyczy tylko samych jabłek, ale rzeczywiście jest ich w naszym powiecie najwięcej. Sadownicy u nas zainteresowani są wycofywaniem z rynku głównie jabłek i gruszek – mówi Sławomir Tomaszewski, przewodniczący Rady Powiatowej Mazowieckiej Izby Rolniczej w Sochaczewie. – Są dwie drogi skorzystania z tego mechanizmu wsparcia kryzysowego dla producentów owoców i warzyw, które są uregulowane odpowiednimi dyrektywami. Sadownicy mogą skorzystać z pośrednictwa grupy producenckiej lub starać się samemu wycofać swoje owoce. W grupie producenckiej jest większa łatwość skorzystania z programu. Szlak jest przetarty, bo grupa ma już ludzi i doświadczenie w tym temacie. Jeśli rolnik wybiera indywidualną drogę, to jest to bardziej skomplikowane i trudniejsze, gdyż nie każdy zna wszystkie wytyczne i przepisy. Musi też swoje odstać w kolejkach przy składaniu wniosku. Za pośrednictwem grupy producenckiej tego unika, gdyż przyjmuje ona zgłoszenie na telefon lub mailowo. Ma też wypracowaną już ścieżkę, a sadownik jest przez nią skutecznie prowadzony do celu.

Na terenie powiatu sochaczewskiego działają dwie grupy producenckie – Idealsad z Kamieńszczyzny koło Rybna i Fruitland ze Żdżarowa. Zgodnie z wytycznymi ARR – koordynującej program wycofywania produktów rolnych z rynku – organizacja producentów owoców i warzyw musi być zarejestrowana i korzystać z programów operacyjnych Agencji. Obie grupy z terenu powiatu spełniają te warunki. Również indywidualny producent owoców i warzyw nie będący członkiem organizacji producentów musi także figurować w krajowym systemie ewidencji producentów, ewidencji gospodarstw rolnych oraz ewidencji wniosków o przyznanie płatności unijnych. W innym przypadku nie może skorzystać z programu.

Ponad milion do spisania

 Tegoroczne zbiory jabłek będą wyjątkowo imponujące. Największe od kilku ostatnich lat.

Prognozy przewidują, że będzie to w naszym kraju od 3,5 do 4 milionów ton. Będzie bardzo ciężko taką ilość zagospodarować. Nawet przy założeniu, że pojawiły się w naszych możliwościach handlowych kontrakty na rynki dalekowschodnie oraz inni odbiorcy zachodni. Około milion ton owoców pozostanie w nadwyżce – stwierdza Sławomir Tomaszewski – I ten nadmiar, głównie popularnej odmiany Idared, która szła na Rosję, trzeba jakoś wykorzystać. Stąd działania interwencyjne Agencji i wycofywanie z rynku jabłek, a także gruszek.

Ostatnio podpisane umowy z Chińczykami, co prawda są szansą na zbyt jabłek, lecz nie jest to tak prosta umowa. Jak dodaje Sławomir Tomaszewski, przewodniczący Rady Powiatowej MIR, rynek chiński jest bardzo wymagający. Chcą tam tylko jabłek jednokolorowych (a u nas w większości są dwu- lub trzykolorowe) oraz jednosmakowych – a w polskich sadach dominuje odmiana słodko-kwaśna.

W tym roku Agencja będzie pośredniczyła w wycofaniu z rynku polskiego jedynie 90 400 ton jabłek oraz gruszek, 10 900 ton pomidorów (świeżych), marchwi, słodkiej papryki, ogórków oraz korniszonów, 600 ton brzoskwiń, 500 ton śliwek i winogron stołowych świeżych. Limity na powiat sochaczewski są więc niewielkie.

Oddać nie tak łatwo

 Jednak, jak zaznacza Karolina Dziewulska-Siwek, rzecznik prasowa Agencji Rynku Rolnego w Warszawie, w czasie przyjmowania wniosków o rekompensaty, sadownicy zgłosili w tym roku do wycofania znacznie więcej jabłek niż zakładano i stąd trzeba było zredukować te limity przyjęć. Zgodnie z planami będzie można wycofać z rynku tylko 5 procent zadeklarowanej ilości owoców. Powiadomienia o chęci wycofania składano we wszystkich 16 oddziałach terenowych Agencji. W sumie zadeklarowano 12 tysięcy ton jabłek. Niemal połowa z nich pochodziła z Mazowsza. Powiadomienie o chęci wycofania owoców, to pierwszy etap do otrzymania pieniędzy z rekompensaty unijnej.

Jednak wcale nie ma pewności, czy po przyjęciu deklaracji owoce te zostaną przyjęte, gdyż, jak dodał Sławomir Tomaszewski, obostrzenia i wymogi w tym roku znacznie wrosły. Praktycznie wszystko zależy od kontroli jakości owoców, które mają być przekazane organizacjom charytatywnym. Wymogi są bardziej uszczegółowione i restrykcyjne, niż było to do tej pory. Wymagane są też w tym roku dodatkowe oświadczenia do wniosków. Agencja Rynku Rolnego zakończyła przyjmowanie powiadomień w zakresie operacji wycofania z rynku na bezpłatną dystrybucję, oraz inne przeznaczenie owoców i warzyw, już z końcem września.

Produkty wycofane mogą być przekazywane do odbiorców, którzy posiadają stosowną decyzję prezesa ARR, na podstawie której są zarejestrowani w Rejestrze uznanych organizacji charytatywnych. Dodatkowo muszą posiadać status Organizacji Pożytku Publicznego zgodnie z ustawą z 2003 roku o działalności organizacji pożytku publicznego i wolontariacie, potwierdzonym wpisaniem do Krajowego Rejestru Sądowego.

Owoce i warzywa można ponadto nieodpłatnie przekazać szkołom oraz różnym placówkom oświatowo-wychowawczym, szpitalom, domom spokojnej starości i opieki społecznej, zakładom karnym i aresztom śledczym. Nie mogą to zatem być przypadkowo wybrane placówki i organizacje.

Ilość produktów otrzymanych przez te jednostki w ramach bezpłatnej dystrybucji nie może zastąpić tej zwykle normalnie kupowanej, a jedynie być jej uzupełnieniem. Z kolei inne przeznaczenie owoców i warzyw oznacza przekazanie produktów wycofanych z rynku na pasze dla zwierząt w gospodarstwach rolnych, ogrodach zoologicznych, w parkach narodowych i parkach krajobrazowych, czy w obwodach łowieckich. W tym drugim przypadku muszą być odpowiednio oznakowane, jako produkt nie przeznaczony do obrotu i konsumpcji. Ponadto, przy przekazaniu na cele energetyczne mogą trafić tylko do ujętych w rejestrze przedsiębiorstw energetycznych zajmujących się wytwarzaniem biogazu rolniczego.
Nie wszyscy są zainteresowani
 Sprawą wycofywania jabłek i gruszek z powiatowego rynku sadowniczego zainteresowane są raczej większe sady zajmujące się uprawą na szerszy rynek. Na terenie gmin Nowa Sucha, Iłów i Rybno, choć jest tam sporo sadów, nie widać jeszcze zwiększonego ruchu.
O temacie słyszałem, ale to się dopiero zaczyna. Trudno jeszcze coś konkretnego powiedzieć. Zapewne sprawa stopniowo się rozwinie. Z tego, co się zorientowałem, rzecz dotyczy jednak większych sadowników. Jeśli ktoś ma niewielki sad, to nie jest tym specjalnie zainteresowany – stwierdza Maciej Mońka, wójt gminy Nowa Sucha.
Na miejskim targowisku w Sochaczewie sporo wystawców sprzedających owoce i warzywa z własnych gospodarstw. Oferowanych jest kilkadziesiąt odmian jabłek i grusz.
Jeśli mam być szczery, to ceny jabłek w hurcie są mniejsze niż minimalne. Tu na rynku jabłka są w przedziale cenowym 2-5 złotych za kilogram, rzadko więcej. W hurtowni skupują owoce poniżej złotego od kilograma. Przy sprzedaży przemysłowej, to mniej niż pół złotego. Nie opłaca się nam, mniejszym sadownikom dostarczać ich do hurtowni. Wolę sprzedać je tu na rynku, nawet za 2-3 złote – mówi pan Paweł, sadownik i sprzedawca owoców i warzyw spod Sochaczewa. O możliwości wycofania części z jabłek z rynku nie słyszał, a raczej słyszał niezbyt wiele. Nie jest tym tematem zainteresowany, gdyż jak twierdzi, tych jabłek nie ma u siebie aż tak wiele, aby ta operacja mu się opłacała. Z dopłat unijnych korzysta, ale nie tylko na owoce, ale również inne uprawy, m.in. zioła. Same zabiegi wycofywania poprzez ARR są jego zdaniem zbyt czasochłonne.
Wycofane jabłka trafią docelowo do najbardziej potrzebujących. Rozdawać je będą w Polsce 4 organizacje: Federacja Polskich Banków Żywności, Polski Komitet Pomocy Społecznej, Caritas Polska oraz Polski Czerwony Krzyż, które z kolei przekażą je podległym sobie podmiotom i osobom fizycznym, a te najbardziej potrzebującym.
Gdy jabłka trafią do organizacji charytatywnych lub zostaną przerobione na biogaz, i zostanie to potwierdzone na piśmie, to wtedy dopiero sadownik lub rolnik może wnioskować o wypłatę rekompensaty. Procedury te trwają jednak kilka miesięcy, więc na pieniądze trzeba poczekać.

Bogumiła Nowak

Fot. Bogumiła Nowak

 

 

 

 

 

 

 

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ