Nieudane naloty na nielegalne salony gier

1
Od ponad roku nie może być prowadzona legalna działalność salonów z automatami do gry. Ostatnie zezwolenia na prowadzenie działalności związanej z wystawianiem publicznie automatów do gier wygasły z końcem 2015 roku. Jednak nie spowodowało to zniknięcia salonów gier z ulic miast. Luki oraz niezbyt wysokie kary w prawie powodują, że nielegalne salony gier powstają niemal wszędzie. Jest ich więcej niż kiosków z gazetami.

 W Sochaczewie nielegalne salony gier pojawiają się, jak przysłowiowe grzyby po deszczu. Praktycznie na każdej ulicy miasta funkcjonuje choćby jeden salon z automatami. Są widoczne z daleka i działają całodobowo. Nie zmieniają tego również naloty służby celnej, która składa niezapowiedziane wizyty. Celnicy rekwirują nielegalne automaty, ale już następnego dnia w to miejsce trafiają nowe.

 Syzyfowe akcje

Kiedy pojawiamy się w jednym salonie gier w mieście, to już natychmiast w promieniu 100 kilometrów od tego miejsca, a na pewno w mieście, do którego przyjeżdżamy, wszystkie inne salony zamykają się. Udaje się zabrać automaty w jednym tylko miejscu. Do innych już nie wejdziemy tego dnia – mówi jeden z celników nadzorujący akcję w salonie gier przy ulicy Staszica.

Celnicy przybyli tam w czwartek, 29 września około godziny 14.00. Nie ujawniają, dlaczego wybrali ten a nie inne salony. Zasłaniają się procedurami.
Akcja ma być zaskoczeniem dla właścicieli salonów, aby była skuteczna. Jednak z drugiej strony czasem mamy wrażenie, że na niewiele zdaje się ta nasza praca. W większości automaty do gry to stare modele o niewielkiej wartości, sprowadzane z zagranicy. Tam je wycofano z powodu ich niewysokiej klasy. U nas sprowadzone są w większości do salonów nielegalnie i nadal u nas pracują – zaznacza celnik – Sytuacja jest taka, że zaraz po naszym wyjeździe, jeśli nie dziś, to najdalej jutro w tym samym miejscu staną nowe maszyny. Wartość jednej nie przekracza 200 złotych, więc koszt jest niewielki.
Sytuacja przed salonem gier na ulicy Staszica, naprzeciwko komendy Państwowej Straży Pożarnej, nie wzbudziła większego zainteresowania mieszkańców. Większość z pytanych o zdanie, nie była zainteresowana tematem.
Nie gram i mnie to nie interesuje – odparła kobieta parkująca autem tuż przy wejściu do salonu. Podobnie reagowali przechodnie. Jedynie kilka młodszych osób próbowało zajrzeć przez drzwi do środka. Jednak bezskutecznie, gdyż dwóch celników zasłaniało sobą widok.
Na razie robimy, co do nas należy. Spisujemy, zabieramy sprzęt. Na więcej nie pozwala nam prawo. Czy jeśli zmienią się przepisy, będzie lepiej? Trudno mi powiedzieć. Na pewno nie znikną nielegalne salony gier i kasyna. Będzie tylko trudniej je odnaleźć. Najlepiej, aby hazard był całkowicie nielegalny. Pomysł, by to państwo czerpało z tego zyski, też nie wydaje mi się dobrym rozwiązaniem. Nam również wtedy pracy nie ubędzie – podsumował celnik nadzorujący akcję.
Salony jak sklepy
Zgodnie z ustawą z 2009 roku o grach hazardowych, gry zawierające element losowości, czyli na różnego rodzaju automatach, w tym o niskich wygranych (do 60 złotych) mogły znajdować się tylko w wyznaczonym miejscu, których właściciele posiadali zezwolenia lub koncesje na urządzanie takich gier. Koncesje te były wydane tylko na 6 lat i pod koniec 2015 roku wygasły.
W Polsce było zarejestrowanych w grudniu ubiegłego roku ponad 53 tysiące automatów. Zgodnie z prawem automaty do gry mogą posiadać tylko kasyna działające na podstawie udzielonej koncesji. W innych miejscach działalność jest nielegalna. Jednak samorządy nie mają możliwości, aby zmusić salony do zamknięcia. Zgodnie z prawem nie potrzeba zezwolenia, aby otworzyć punkt hazardu, gdyż to nie podlega pod kompetencję gmin. A często właściciele salonów gier legitymują się prowadzeniem legalnej działalności gospodarczej. Na przykład salon zarejestrowany jest jako kawiarenka lub pub.
Wstawienie automatu wymaga koncesji, a tę wydaje Ministerstwo Finansów lub dyrektor służby celnej. Natomiast rejestracji automatów lub urządzeń do gier dokonuje naczelnik urzędu celnego. Z kolei do przeprowadzania kontroli w zakresie urządzania i prowadzenia gier hazardowych jest upoważniona Służba Celna. W efekcie ani władze miasta, ani policja niewiele mogą zdziałać.
Celnicy przypominają, że do odpowiedzialności karno-skarbowej mogą być pociągnięci nie tylko właściciele automatów, ale też osoby, które udostępniają im pomieszczenia. Mogą one być obciążone karą administracyjną w wysokości 12 tysięcy zł od jednego automatu.
Prawo pełne luk
Firmy działające w branży hazardowej, choć podszywające się teraz pod działalność ściśle gospodarczą (sklepy, gastronomia, a nawet butiki) podważają działania Służby Celnej, uważając ją za niezgodną z prawem. Powołują się na decyzję Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, który zakwestionował polską ustawę hazardową z powodu wad proceduralnych, czyli braku notyfikacji projektu ustawy w Komisji Europejskiej. Według unijnego prawa, projekty aktów prawnych zawierających tzw. przepisy techniczne należy notyfikować w Komisji Europejskiej. Celnicy zaznaczają jednak, że automaty to skromny wycinek hazardu w Polsce. Prawdziwą „czarną dziurą” jest Internet i wirtualne kasyna, grać może każdy bez względu na wiek. Rynek hazardowy w Polsce oceniany jest na około 20 miliardów złotych rocznie.
Do rzecznika prasowego Izby Celnej w Warszawie Piotra Tałataja skierowaliśmy pytania o ilość przeprowadzonych kontroli w nielegalnych salonach na terenie powiatu sochaczewskiego. Pytaliśmy też, ile zarekwirowano automatów tzw. jednorękich bandytów i o jakiej wartości, a także ile spraw skierowano o postępowanie karno-sądowe przeciwko zajmującym się hazardem? Na koniec pytaliśmy, jak ocenia on skuteczność działań w ramach obowiązującego prawa? I czy zmiana przepisów poprawiłaby tę sytuację, czyli zaostrzenie kar finansowych? Do chwili oddania gazety do druku nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Nieoficjalnie poinformowano, że rzecznik przebywa na urlopie.
Bogumiła Nowak
Fot. Bogumiła Nowak

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ