Rzadko który złodziej posuwa się do napadu czy zabójstwa, bo jego fach to kradzieże. Nawet jak wpadnie, wyrok jest znacznie mniej surowy niż za przestępstwo zagrażające życiu. Czy ta sama złodziejska reguła obowiązuje w przypadku brutalnego gwałtu na siedemnastolatce?

– To niemożliwe – mówi połowa podolsztyńskiej wsi Trękusek. Druga połowa jest skłonna przyznać rację prokuraturze, która 47-letniemu Krzysztofowi P. postawiła poważne zarzuty pobicia i zgwałcenia małoletniej. Miał to czynić wspólnie z młodszym o 10 lat Mirosławem C. Obaj zostali zatrzymani, a sąd zastosował wobec nich trzymiesięczny areszt tymczasowy.

Carrington spod Olsztyna

 To ten młodszy zgarnął dziewczynę prosto z olsztyńskiej ulicy. Nie dosłownie, bo użył wobec niej wypróbowanej przynęty „na zamożnego dżentelmena”. Miał klasę i luksusowy wóz audi Q7, obrzucał 17-latkę komplementami, był szarmancki i sprawiał wrażenie człowieka godnego zaufania. Tym bardziej, że przedstawił jej swego rzekomego brata, a faktycznie kolegę – Krzysztofa P. Obaj jednak posługiwali się fałszywymi imionami, Mariusz i Grzegorz. Chwalili się częstymi wyjazdami w interesach do Warszawy, choć nie wyjaśnili, czym się konkretnie zajmują. Tak przynajmniej zapamiętała ich barwne opowieści siedemnastolatka, która wtedy nawet nie podejrzewała, że za pełnymi uroku mężczyznami kryją się pospolici przestępcy.

Jej relacja z późniejszych wydarzeń pełna jest dramatyzmu i brutalnych scen, jakich nie powstydziłby się twórca horrorów klasy C . Po dwóch dniach od poznania obu panów dziewczyna zgodziła się wsiąść do ich auta i pojechać do Trękuska, niedużej miejscowości blisko Olsztyna. Tam na skraju wsi, przy trasie do Szczytna, znajduje się duża posiadłość, a na niej okazały dom w seledynowym kolorze, należący do miejscowego „Carringtona”, za jakiego chciał uchodzić Krzysztof P. Ale po wejściu do tego „pałacu” rodzima kandydatka na Pretty Woman zderzyła się z brutalną rzeczywistością.

Bili, gwałcili i straszyli

 Dziś organy ścigania nie chcą nawet ujawniać szczegółów całej historii, ale wystarczy komunikat rzecznika Prokuratury Okręgowej w Olsztynie, aby wyobrazić sobie resztę. Oto w lipcu tego roku: „w krótkich odstępach czasu, obaj mężczyźni, działając z przyjętym z góry zamiarem zaspokojenia seksualnego, po uprzednim pozbawieniu wolności, wielokrotnie doprowadzili małoletnią do obcowania płciowego. Zastosowali przy tym przemoc „w postaci bicia rękoma po całym ciele i duszenia, podstępu poprzez nakłonienie pokrzywdzonej do zażywania substancji psychotropowych w postaci amfetaminy”. Grozili także pozbawieniem życia i zdrowia dziewczynie oraz jej najbliższych.

Na dodatek, co brzmi trochę enigmatycznie, straszyli ją „popełnieniem przestępstwa handlu ludźmi na szkodę pokrzywdzonej”. Miało to znaczyć, że jeśli się na nich poskarży, może zostać wywieziona do domu publicznego w Niemczech, co spotkało już inne dziewczyny, które nie posłuchały tej rady.

Po dwóch dniach zmaltretowaną, zastraszoną nastolatkę sprawcy odwieźli do Olsztyna. Na pożegnanie zapowiedzieli, że jeśli ich zdradzi, zemszczą się na całej jej rodzinie. Poza tym mają rozległe znajomości i nikogo się nie boją.

Szukanie innych ofiar

Ale przez te dwa dni rodzina szukała dziewczyny i jej zaginięcie zgłosiła policji. Gdy zatem wróciła do domu, nawet jeśli chciała, nie mogła niczego utajnić. Opowiedziała więc wszystko i wskazała miejsce przetrzymywania jej w Trękusku.

Z trafieniem do posiadłości Krzysztofa P. nie było problemów, a policja znalazła tam i zabezpieczyła woreczki z białą substancją (prawdopodobnie amfetaminą), susz marihuany oraz samochód noszący ślady przerobienia, a także „łamaki” i kominiarki. Poza tym funkcjonariusze trafili na włosy i ślady krwi, mogące mieć związek z opisanym wyżej gwałtem.

Pojazd ze śladami włamania nie był dla kryminalnych zaskoczeniem, jako że właściciel domu w Trękusku jest znanym złodziejem samochodów. W sumie odsiedział kilkanaście lat, a jego kolega Mirosław C. również specjalizuje się w złodziejskiej branży. Co prawda Krzysztof P. sprawia wrażenie, jakby zszedł już z przestępczej drogi na ścieżkę cnoty, ale jego nazwisko w ostatnich latach przewijało się przy innych okazjach. Na przykład w roli pośrednika między oszustem z Kanady a naiwnym przedsiębiorcą spod Olsztyna, którą to historię opisaliśmy w Reporterze („Oszustwo w luksusowej scenerii”, nr 2/2015). Pamięta go również prokurator Zbigniew Czerwiński, obecny rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Olsztynie, który miał z nim do czynienia w latach dziewięćdziesiątych.

W swoim komunikacie do mediów rzecznik zwrócił się z apelem, aby zgłaszały się inne kobiety, które mogły być ofiarami zatrzymanych mężczyzn. Na podstawie analizy zebranych dowodów śledczy doszli do wniosku, że pokrzywdzonych może być więcej. Prokuratura zapewnia anonimowość, pomoc psychologiczną i – w razie potrzeby – ochronę świadka. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że w grę wchodzi nie tylko gwałt, ale także handel „żywym towarem”, czyli wywożenie dziewczyn do agencji towarzyskich na Zachodzie.

W seledynowym domu

A co o tym sądzą mieszkańcy Trękuska, których odwiedziliśmy już po ujawnieniu sprawy? Najczęściej można zasięgnąć języka w miejscowym sklepie, ale tym razem natrafiliśmy na opór. Sprzedawczyni w ogóle nie chciała rozmawiać, tłumacząc, że nie mieszka w tej wsi. Inni byli bardziej rozmowni. Jedni wierzą w wersję prokuratury, inni przekonują, że to niemożliwe, aby człowiek, który odsiedział swoje, a nawet zarejestrował działalność gospodarczą („sprzedaż hurtowa metali i rud metali”), dopuścił się tak brutalnych czynów.

– Być może brał w tym udział jego syn z poprzedniego związku? – zastanawiają się niektórzy.  Choć przecież nie mógł nim być 37-letni Mirosław C.

fot-2

W ogóle rodzina „Carringtona” odgrodziła się od wsi fizycznie, instalując np. kamery monitoringu, ale również informacyjnie – ludzie znają sprawę z mediów, nie od krewnych Krzysztofa P. Niektórzy wątpią jednak, czy złodzieje zdolni są do gwałtów i bicia dziewczyn.

Mówią, że w seledynowym domu bywały różne panie: –  Nawet ta saksofonistka z teleturnieju „Jaka to melodia”.

Ale przecież nikt nie zwabiał jej podstępem czy przymusem. Tym bardziej do domu zamieszkałego przez innych członków rodziny.

Gdy w sierpniu przejeżdżaliśmy obok „rezydencji” Krzysztofa P., do środka wchodziła młoda kobieta z psem, a na ławce siedział postawny mężczyzna. Oboje momentalnie zareagowali na zatrzymujący się nasz samochód, jakby wyczuwając nieproszonych gości. Dla własnego bezpieczeństwa nie ryzykowaliśmy fotografowania.

Prokurator Zbigniew Czerwiński nie chce na razie ujawniać dowodów przestępstwa, choć twierdzi, że są one mocne. Nie wiadomo też, czy zgłosiły się inne poszkodowane. Śledztwo jest jednak rozwojowe i wszystkiego można się spodziewać.

Marek Książek

Fot. Marek Książek

logo-reporter

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ