Cztery mity o ograniczeniu handlu w niedziele

0

Wiosną w debacie publicznej królował temat 500+, jesień może należeć do ograniczenia handlu w niedziele. Ustawa jeszcze nie weszła w życie, a już budzi sporo kontrowersji. Bankier.pl analizuje je punkt po punkcie.

W miniony piątek w Sejmie złożony został obywatelski projekt ustawy ograniczający handel w niedzielę. Ustawa przewiduje szereg wyjątków od zakazu handlu, a jej autorzy przekonują, że jej wprowadzenie nie będzie miało negatywnego wpływu na rynek pracy.

– Ekonomiczne mity powstają tam, gdzie nad rzetelną analizą konsekwencji – i to długoterminowych oraz obejmujących wszystkich uczestników rynku – górę bierze myślenie życzeniowe. Niestety, autorzy ustawy ograniczającej handel w niedziele nie ustrzegli się kilku istotnych „wpadek”, które każą wątpić zarówno w szczerość ich intencji, jak i skuteczność proponowanych zmian – zauważa Michał Żuławiński, analityk Bankier.pl.

Argumenty zwolenników ograniczenia handlu podzielić można na kilka grup. Odwoływanie się do niedzieli jako wartości cywilizacyjnej lub religijnej nie współgra z szeregiem wyjątków przewidzianych w ustawie, jak również z istnieniem wielu innych zawodów, których przedstawiciele w niedziele pracują. Z kolei powoływanie się na przykłady zagraniczne pomija to, że w żadnym kraju naszego regionu nie istnieją ostre restrykcje, a ponadto można również zidentyfikować bogate kraje (Włochy, Szwecja), w których zakaz nie obowiązuje.

Na szczególną uwagę zasługuje także przykład Węgier, gdzie ograniczenia w handlu podobne do tych, które obecnie proponowane są w Polsce, obowiązywały zaledwie przez rok. Parlamentarna większość wycofała się z forsowanego wcześniej projektu ze względu na nastroje społeczne. To, jaką opinię mają na ten temat Polacy dopiero się okaże, jednak ubiegłoroczne badania CBOS wskazują, że większość mieszkańców naszego kraju nie ma nic przeciwko zakupom w niedzielę.

– Projekt ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele zawiera w sobie mnóstwo znaków zapytania. Jak uczy doświadczenie, jeżeli nie wiadomo o co, chodzi, to najczęściej chodzi o pieniądze. Wprowadzenie w życie projektu złożonego przez związkowców zrodzi jeden efekt – transfer części przychodów sklepów wielkopowierzchniowych czy sieci franczyzowych, bo projekt zakazuje stanięcia za ladą sklepikarzowi, który jest ajentem Żabki, do kieszeni innych przedsiębiorców. O korzyściach dla konsumentów mówić nie można, bo ich po prostu nie ma – zakupy staną się droższe oraz mniej dostępne – dodaje Żuławiński.

źródło: Bankier.pl

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ